Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you. Though you're probably going to wish I'd stayed away when I'm done. Because I can see you. The real you. The one hiding just outside the edge of frame. Well, it's time to reframe that picture. And who am I? That's one secret I'll never tell.
Apparently GG settled her sights on Seoul! With so many of her favorite subjects hailing from Korea, it was only a matter of time before she took a closer look. And oh, what a love affair it turned out to be—Seoul’s beauty secrets, its cocktails, the electric nights in Gangnam… Let’s just say, she’s officially obsessed.
So obsessed, in fact, that she’s decided to plant her little birds across the city, ready to report back on what her favorite Seoulites are up to when they return home for Chuseok.
Keep your eyes on the brand-new site, where GG won’t just have a watchful eye over every inch of NYC, but now, Seoul too. Who knows? Next time, you might just find her perched atop a skyscraper in Cheongdam-dong.
Park Doyun nie był idealny, bo przecież idealni ludzie nie istnieją.
Pycha była grzechem, więc o swoich osiągnięciach nie mówił głośno, mimo że to jego nazwisko widniało na liście najzdolniejszych uczniów kolejny rok z rzędu. Na każdym kroku starał się być najlepszą wersją samego siebie, skinieniem głowy dziękując za pochwały, a za słowa krytyki przepraszał, obiecując poprawę.
Udzielał głosu tylko, gdy był o to poproszony, nie wdawał się w niepotrzebne dyskusje, nie pyskował, a do starszym odnosił się z szacunkiem. Przewodniczący szkoły, słyszany i szanowany w swojej społeczności, w swych działaniach kierujący się empatią, chęcią pomocy, a nie możliwością popularności czy rozgłosu. Robił to, co powinien, a w opinii wielu nawet więcej.
Mimo, że wielu chciało być nim, on sam nie podzielał tego zdania. Jak mógł, gdy codziennie spotykał się ze spojrzeniem pełnym obrzydzenia, któremu wtórowało zrezygnowane kiwanie głową. Chociaż czasem nie rozumiał złości, jaka kierowała jego ojcem, reprymendy przyjmował z pokorą, a na kolejny cios nadstawiał policzek. Bolało mniej.
Pokusy były złe i chociaż te znajdowały się tylko w jego głowie, wiedział, że kara była usprawiedliwiona.
Park Doyun nie był idealny i z każdym dniem marzył o tym, by być kimś innym.
lat osiemnaście | syn szanowanego pastora i nauczycielki matematyki | przewodniczący w St Judes | zawodnik w szkolnej drużynie koszykówki | looking for his right path | 얼마나 버텨야?
YECHAN POWELL ─ 06.01.2001 ─ syn prawniczki: bae-powell minji oraz inwestora: marcus powell ─ middle child ─ w latach szkolnych zagorzały pływak ─ student ekonomii ─ dorabiający jako kelner w fine dining ─ po nocach, samotnie i w tajemnicy składający Gundamy ─ INSTAGRAM
Czy Yechan gardził swoją młodszą o pięć lat siostrą? Czasami.
Przez to, że zaraz po swoich urodzinach, które wypadały dwa dni później od tych jego, zwróciła całą uwagę na siebie i tym samym wszyscy zapominali o prezentach i życzeniach dla środkowego dziecka Powellów.
Przez to, że nie żył teraz tylko w cieniu uzdolnionego, planującego brnąć w karierę medyczną brata, ale i słodkiej, niewinnej córki, jedynej w najbliższej rodzinie.
Nieważne, z jakimi ocenami wróciłby ze szkoły, jaki medal przyniósłby za zawody pływackie, na których tak mu zależało, oczy rodziców widziały jedynie bazgroły córki, które przyniosła z przedszkola, co najwyżej fenomenalnie zdany test najstarszego syna. Włożone starania nie miały sensu, kiedy wystarczyły słodkie oczy najmłodszego dziecka, aby skraść serce Powellów.
Tak jak kiedyś mógł robić Yechan, nim niespodziewanie odebrano mu ten przywilej, spychając na sam dół rodzinnej hierarchii.
Ale brak uwagi rodziców nie musiał być czymś złym. Nie spotykał się z tymi samymi pytaniami, co reszta rodzeństwa. Nie tłumaczył się czemu, z kim i gdzie wychodzi - nie zwracali na to uwagi. Nie zastanawiali się, czemu oceny syna podupadły, czemu stracił stypendium po kolejnym niepojawieniu się na treningu.
Bezkarnie i bez obaw mógł robić, co chciał, nie przejmować się tym, jakie może to mieć skutki, skoro i tak nikt się tym nie interesował, szczególnie po wyprowadzce do własnego mieszkania, zdobycia pracy i rozpoczęcia studiów.
A może powinien, aby powstrzymać młodego Powella, nim ryzykowne testowanie granic w końcu go dogoni.
ODAUTORSKO
po czasie bywania tutaj jedynie z namgsem, witam się z wami po raz kolejny, tym razem z yechanem! wizerunku użyczył yang jeongin, a kody do karty wzięte stąd oraz stąd w tytule: street star - p1harmony (stream their newest album killin' it! huh??? what the– who said that 😲😲) do kontaktu zapraszam na: dc - seapolyp albo na maila - apolacola@gmail.com poprzednia karta
23 lata | Busan, Korea Południowa | w NY od piętnastu lat | jedyne dziecko pary finansistów | były student ekonomii na Columbia University | rap w nowojorskim podziemiu | mieszkanie w Lenox Hill | zerwane zaręczyny | relacje | instagram
good morning, my everything...
To takie proste. Obudzić się w ciepłym mieszkaniu, wypełnionym zapachem jaśminu i wiśni; przesadnie słodkim, nudnym. Poczuć ciężar miękkiej pościeli, o świeżość której nigdy nie musiałeś się martwić. Mieszać herbatę idealnie wypolerowaną łyżeczką, siedząc naprzeciw ojca, którego wzrok częściej niż na ciebie, padał na ekran służbowego laptopa. Dzielić dom z matką z chorym zamiłowaniem do przesadnego porządku. Z drakońskimi zasadami w niemal każdej dziedzinie życia. Pojemniki z przyprawami musiały stać na blacie w równych odstępach, książki na półkach nie mogły wykroczyć poza wyznaczoną dla nich, niewidzialną linię, a wszystkie zasłony zatrzymywały się dokładnie ćwierć cala nad ziemią. Te same kolory ścian, ta sama zastawa stołowa, ten sam schemat dnia i wizja na resztę życia. I wspólny obiad w restauracji na 52nd street - dokładnie o piątej po południu w drugi wtorek każdego miesiąca. Tak samo, nie inaczej. Od zawsze. Niezmiennie. Niezmienność była najbezpieczniejszym i najbardziej pożądanym uczuciem w życiu rodziny Jeong. Podobno koiła nerwy, na pewno usypiała czujność.
Nic więc dziwnego, że w całej tej nużącej monotonni, nikt - a może to tylko kolejna z ułud - nie dopatrzył się pierwszej skazy, dającej początek czemuś, czego nie dało się tak po prostu zatrzymać. Myśli, która kiełkując w głowie Yosoo, pozwoliła mu obudzić się pewnego dnia, stanąć przed stanowczo zbyt dużym lustrem i podjąć decyzję, że oto nadszedł czas zmiany.
W środowisku nudy i niezmienności, pod płaszczem ochronnym, łatwiej o bunt. Nie trudno podejmować błędne decyzje, jeśli ewentualne konsekwencje nie są czymś, czym musiał się przejmować. Ryzyko nie było już tak niebezpieczne, jeśli niezależnie od wszystkiego, miałby gdzie wracać. Ale lubił wierzyć, że miał nad tym jakąkolwiek kontrolę. Przynajmniej do czasu.
Nie wiedział, że ta podróż okaże się tak kusząca; skąd by mógł? Że wizyty w klubach staną się częstsze, nieobecności na salach wykładowych zbyt znaczące, a przypadkowa, choć niwątpliwie niezapomniana, noc spędzona z bliskim znajomym, przyniesie ze sobą decyzję o zerwaniu zaręczyn z córką wieloletnich przyjaciół jego rodziców.
Tak. Dotarcie do punktu, w którym przyszło mu spłacać zaciągnięty u losu dług, zajęło mniej czasu, niż początkowo zakładał.
...and goodnight, my nothing.
emme Cześć, hej! Buźkę pożyczył mi Min Yoongi, w karcie znajdzicie fragment utworu Nevermind - BTS. Yosoo trochę się pogubił, ale to dobry chłopak i mam nadzieję, że z drobną pomocą uda mi się go jakoś poskładać (albo rozbić jeszcze bardziej ^^). Jesteśmy otwarci chyba na wszystko. I... to tyle ode mnie, przynajmniej na razie. Twórzmy ^^
LAT 24 — URODZONY 27.03.1999 — STUDENT PRAWA — INSTAGRAM
Jonghyun od dzieciństwa wiedział, że ma po prostu łatwiej. Podwójny szczęściarz, nie tylko urodził się w rodzinie po starych pieniądzach, z koneksjami, ale też miał rodziców, którzy rzeczywiście poświęcali mu uwagę i starali wychować na dobrego, niezarozumiałego i niezepsutego pieniędzmi człowieka. I chyba im sie udało. Jonghyun jeszcze jako młody chłopak każde wakacje spędzał, harując w kancelarii ojca, a pierwszą kartę kredytową — z rozsądnym limitem — zobaczył dopiero wtedy, gdy po roku wstępnego kursu prawniczego we Francji zdecydował się na rozpoczęcie studiów. Nie zadzierał nosa, ale też nie kreował się na człowieka doświadczonego przez los — zdawał sobie sprawę z własnego szczęścia, starał się brać życie z pokorą i dogonić rodziców szlachetnością charakteru, bo obojga uważał na najlepszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkał.
Nie jeździ najszybszym i najbardziej szpanerskim autem, marki nie krzyczą logiem z jego ubrań, ale bardziej spostrzegawcze oko dostrzeże, że idealnie skrojony garnitur pochodzi z włoskiego butiku, a perfumy pachną jak setki dolarów. Zawsze zadbany, uśmiechnięty i przyjacielski, umiał sprawić, by żeńskie serca miękły na jego widok, ale... Nie wykorzystywał tego. Był w kilku związkach, ale okazało się, że utrzymanie relacji, będąc studentem prawa, jest zwyczajnie boleśnie aż ciężkie.
We Francji przedstawia się jako Nicolas, a tylko najbliżsi ludzie z nowojorskiego otoczenia wołają na niego Nico. Jest sercem imprezy, gdziekolwiek się nie pojawi, bo należy do tego wąskiego grona ludzi, których po prostu nie da się nie kochać.
A gdyby szczęście miało ludzką postać, wyglądałoby jak Jonghyun.
Chociaż prospekt wyjazdu za ocean i podjęcie pracy w nowo otwartej fabryce mógł wydawać się wspaniałym początkiem American Dream, tak młode małżeństwo z dwójką dzieci pod pachą i dobytkiem życia w walizce szybko przekonało się, że pewne scenariusze istnieją tylko w filmach.
Nie było łatwo.
Bo życie jako dziecko emigrantów, które od najmłodszych lat poszukiwało własnej tożsamości, mogło złamać niejednego. Rodzice, dalej naciskający na pielęgnowanie języka i tradycji. Rówieśnicy, dla których dalej byłaś tą azjatycką dziewczynką, nieważne, że po kilku latach brzmiałaś tak jak oni. To wszystko wystawiało cię na próbę każdego dnia, bo mimo wszystko, dalej ciągnęła się za tobą łatka kogoś innego.
Było tylko gorzej.
Kiedy z biegiem czasu i obojgiem rodziców na dwóch etatach związanie końca z końcem przychodziło coraz ciężej, mimo dobrych wyników w nauce, stypendium zostało zaoferowane komuś zdolniejszemu, a po zakończeniu liceum nie zostawało nic innego, niż walka o przetrwanie.
Ale miało być lepiej.
Bo miałaś marzenia i miałaś w sobie siłę, by brnąć do przodu, chociaż przeciwności losu testowały cię każdego dnia. Wierzyłaś, że pobudki o nieludzkich godzinach, późne powroty do domu i kilka godzin snu będą tego warte. Miałaś nadzieję, że kiedyś usłyszysz:
Haneul, jesteśmy z ciebie dumni.
13.04.2003 | po prostu Han | baristka w kawiarni przy kampusie Kolumbii | po znajomości sprząta mieszkania elitarnych mieszkańców Wielkiego Jabłka | zaschnięta na mankietach kolorowa farba | marzenia o studiach na wydziale sztuki | walka o lepsze jutro | 널 버리지는
NAMGI JUNG — 15.10.2002 ─ ABSOLWENT ST. JUDE ─ DILER, sporadycznie PODBIERAJĄCY ZE SWOJEJ WŁASNEJ DZIAŁKI ─ GHOST WRITER ─ SYN AKTORA I AGENTKI NIERUCHOMOŚCI ─ RAZ W SWOIM apartamenCIE w dzielnicy tribeca, RAZ W RODZINNYM DOMU ─ popularne źródło używek na uroczystościach ─ najczęściej można go spotkać w studiu ─ fan robienia zamieszania ─ DUMNY POSIADACZ GHOSTA ORAZ NINJA H2R─ INSTAGRAM─ RELACJE
Kolejny skręt spalał się między wargami tekściarza, kiedy siedział nad słowami utworu, podsuniętemu mu pod nos. Nie miał czasu na teksty kiepskich, acz popularnych w mediach, raperów. Na kolejne kreślenie powtarzających się rymów, czy żenującej składni. Proszek w jego kieszeni wręcz wypalał w niej dziurę, niczym w próbie przypomnienia, że musi go dostarczyć na czas, inaczej dostanie w zęby
— Dostaniesz to we wtorek, nie wcześniej — stojący przed nim chłopak dzierżył w dłoniach wypełnioną pieniędzmi kopertę, próbując wcisnąć swoje dwa grosze — Zostaw to tutaj. I nie popędzaj mnie — skiwtował zbywająco i z przerzuconą przez ramię kurtką wyszedł ze studia, a młodociany raper został wyprowadzony przez ochroniarzy.
— Co ty sobie wyobrażasz?! Dobrze wiesz, czyj to jest syn. Masz przyłożyć się do tej roboty — donośny, głęboki głos ojca przebijał się przez cały samochód, kiedy był już w drodze na tradycyjne miejsce dostawy — Nawet nie próbuj się tłumaczyć jego poziomem. Praca to praca, sam chciałeś więcej bogatych klientów, to Ci pomogłem — dźwięk przeskoczył z powrotem na telefon, kiedy wysiadł z pojazdu — Ich rodzina to jedna z najsławniejszych-
— Dobra, muszę kończyć. Porozmawiamy później, pa — rozłączył się nim rodzic dokończył swoją wypowiedź i wsunął sprzęt do wewnętrznej kieszeni kurtki przed wejściem do rozebranego budynku na obrzeżach Lower East Side.
Tępa cisza przeszywała ściany, jak i uszy dilera. Był tu sam.
Spóźnił się.
Przyklejona do zdartego z farby stolika karteczka wywróciła jego żołądek do góry nogami nim w ogóle do niej podszedł.
Dobrze wiesz, że nie lubię czekać. Jeszcze jedna taka akcja, a twój tatuś dowie się o twoim biznesie
L. M.
ODAUTORSKO
link do poprzedniej karty – 1 wizerunku użyczył choi taeyang w tytule djo - personal lies do rozmowy zapraszam na dc - seapolyp albo na maila - apolacola@gmail.com
– Sunny! Jesteś potworem! – Sześciolatka wykrzyczała w kierunku brata, a kolejna fala łez spłynęła po jej drobnej twarzy. Słowa te nasączone były złością, żalem i ogromem smutku, jemu jednak sprawiały niesłychaną frajdę. Gdy ona szlochała nad pustą klatką, w której jeszcze kilka godzin temu biegał jej najukochańszy chomik, chłopczyk przyglądał się całej tej sytuacji z szerokim uśmiechem na ustach.
Nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak dobrze się bawił, bo nawet wizyta w wesołym miasteczku czy wymarzona konsola na święta nie przyniosły mu takiej satysfakcji i dreszczyku emocji, jak jego dzisiejsze dokonania. Wypuszczenie gryzonia na środek pokoju, w którym wylegiwał się wielki kocur i czekanie, aż czworonóg zacznie swoje polowanie; wbije kły w ofiarę, zabawi się puchatą kulką, by po chwili się znudzić i porzucić ledwo dychające stworzenie gdzieś w kącie pomieszczenia. A może wyraz twarzy jego siostry; to niedowierzenie, wymieszane z bezradnością, świadomość, że nie jest w stanie nic zrobić, że niezależnie od tego, ile przeleje łez, było już za późno.
Jednego był pewien.
Cierpienie potrafiło być całkiem przyjemne.
14.02.2019r.
– Château Mouton Rothschild, rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty dziewiąty – oznajmił kelner, stawiając na stoliku jedną z najdroższych butelek wina dostępnych w restauracji. Tak, dzisiejsza noc musiała być idealna i cena nie grała tu roli. Minęły cztery miesiące odkąd zobaczył ją po raz pierwszy. Te jej intensywnie zielone oczy, które wpatrywały się w niego pełnym uwielbienia spojrzeniem, delikatne rysy twarzy i blada skóra, którą przysłaniał rumieniec za każdym razem, gdy onieśmielał ją jego komplement. Ta niewinność i wiara, że we wnętrzu każdego człowieka kryje się dobroć. Była wprost idealna, nie mógł przejść obok niej obojętnie.
Była tego warta – drogiej restauracji, wykwintnego wina, tych wszystkich gestów i starań.
– Sunghoon – zaczęła nieśmiało. Jej dłonie nerwowo skubały serwetkę, a stopa stukała o nogę od stołu, sprawiając, że szklanki się trzęsły. Nabrała powietrza w płuca i uniosła spojrzenie, by zerknąć na chłopaka. Ten przyglądał się jej wyczekująco, z ekscytacją widoczną na twarzy. Usta wygięte w delikatnym uśmiechu, oczy wyrażające ciepło. Jego dłoń wylądowała na ręce dziewczyny, by zaraz ścisnąć ją delikatnie, na zachętę. – Kocham cię – wyszeptała. Czas stanął w miejscu, nagle zapadła niezręczna cisza, która trwała... za długo. Chłopak odchylił się na krześle i gestem dłoni zasygnalizował, by kelner przyniósł rachunek.
3, 2, 1...
Sunghoon zaśmiał się sarkastycznie, kiwając jednocześnie głową. Pełne miłości i akceptacji spojrzenie nagle ustąpiło miejscu chłodnemu wyrazowi, a czekoladowe oczy momentalnie zmieniły barwę na niemal czarną. Obserwował, jak twarz dziewczyny nagle pobladła, po czym przybrała kolor purpury. Potem opuściła głowę z zażenowania. Sunghoon śmiał się jeszcze kilka sekund, napawając się widokiem zranionej nastolatki, aż w końcu nachylił się nad stołem, palcem wskazującym delikatnie uniósł jej podbródek, a złowieszczy uśmieszek zawitał na jego anielskiej buźce.
– Dzięki, wspaniale się dziś bawiłem – oznajmił, po czym sięgnął do kieszeni, by wyciągnąć plik banknotów i jak gdyby nigdy nic wstał, by odejść i zostawić swoją towarzyszkę.
Doprawdy, była idealną ofiarą... Teraz musiał znaleźć kolejną.
Sunny | 19.11.2001 | student Psychologii Emocji na Uniwersytecie Columbia | syn właścicieli Colleman&Ahn Engineering Group | he looks like an angel | starszy brat | doskonały aktor | brak skrupułów | i've never promissed you anything | instagram
ODAUTORSKO
Witam się kolejny raz i proszę o wyrozumiałość!
Sunny to taki mój mały eksperyment i pierwszy raz, gdy prowadzę pana, więc co z tego wyjdzie, sama nie wiem xD
Kocham dramaty i dziwne historie. Im więcej się dzieje, tym lepiej!
Jej świat podzielony był na dwa.
Przełamany wskroś, wyrwany z jej objęć, choć starała się go utrzymać tak blisko siebie. Nieusilnie ukrywała jeden przed drugim, balansowała na granicy, próbowała. Bezskutecznie.
Jej świat był jak dzień. Ciepły, niczym letni podmuch wiatru. Przynosił poczucie bezpieczeństwa, sprawiał, że wszystko było możliwe. Silne ramiona owinięte wokół jej tali, czułe słowa szeptane na dobranoc. Kocham Cię o poranku.
Jej świat był jak noc. Mroczny i piękny zarazem. Niebezpieczny, kusił jak zakazany owoc. Był jak uzależnienie, którego nie potrafiła sobie odmówić. Słowa pożądania i gorący oddech na szyi. Ciebie chcę po zmroku.
Jej świat był.
Istniał, jak Ying i Yang. Jedno nie miało bez drugiego sensu, uzupełniali się nawzajem, przynosząc upragnione promienie słońca, po godzinach owianych mgłą i blaskiem księżyca. W symbiozie, obok siebie, ale nigdy bezpośrednio razem.
Przeciwieństwa.
Tak różni od siebie, obydwoje tak ważni.
Życie w ciemnościach byłoby utrapieniem, ale gdy znajdziesz się zbyt blisko słońca, poparzysz się.
Jej cały świat był nimi. I nagle nie pozostało nic.
Wszystko co znała, kochała. Wszystko czego pragnęła, zniknęło.
Puste słowa i obce dłonie na ciele. Pragnienie by zapomnieć, kolejna tabletka i łzy na policzkach. Ból, który przeszywał całe jej ciało, zapierał dech w piersiach i przypominał, że to wszystko działo się naprawdę.
Nie miała już marzeń, jedynie wspomnienia.
"Ari, myślę, że powinnaś już pójść."
Jedyne czego pragnęła, to zniknąć.
01.01.2005 | Absolwentka Constance Billard | Wizyty w Empire są częstsze, mężczyźni starsi, używki mocniejsze | Jej stopa nigdy nie przekroczyła progu prestiżowej uczelni. Yale wycofało ofertę | Niczego nieświadomi rodzice w celach służbowych opuścili kontynent kilka miesięcy temu | Nieobecni, jak zawsze | Manhattan i luksusowy penthouse, często zamienia na wynajmowaną w Chinatown niewielką kawalerkę, bo to jedne z miejsc, które przypomina jej dom |Do drugiego nie ma wstępu | Older but not wiser |이고통에서헤어날수없어