HELLO, FOLLOWERS!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you. Though you're probably going to wish I'd stayed away when I'm done. Because I can see you. The real you. The one hiding just outside the edge of frame. Well, it's time to reframe that picture. And who am I? That's one secret I'll never tell.

You know you love me
xoxo


. . .

MOST FOLLOWED

now
spotted:
Apparently GG settled her sights on Seoul! With so many of her favorite subjects hailing from Korea, it was only a matter of time before she took a closer look. And oh, what a love affair it turned out to be—Seoul’s beauty secrets, its cocktails, the electric nights in Gangnam… Let’s just say, she’s officially obsessed. So obsessed, in fact, that she’s decided to plant her little birds across the city, ready to report back on what her favorite Seoulites are up to when they return home for Chuseok. Keep your eyes on the brand-new site, where GG won’t just have a watchful eye over every inch of NYC, but now, Seoul too. Who knows? Next time, you might just find her perched atop a skyscraper in Cheongdam-dong.

You can't hide from me
xoxo
Pokazywanie post贸w oznaczonych etykiet膮 caticorn. Poka偶 wszystkie posty
Pokazywanie post贸w oznaczonych etykiet膮 caticorn. Poka偶 wszystkie posty

Kto wie czy za rogiem nie stoj膮 Anio艂 z Bogiem, nie obserwuj膮 zdarze艅 i nie spe艂niaj膮 marze艅?

24.12.2022

Niech臋tnie wychodzi艂 do pracy, bo w listopadzie podczas przygotowywania grafiku na grudzie wyra藕nie zaznaczy艂, 偶e chce mie膰 wolny dzie艅 przed 艣wi臋tami i po 艣wi臋tach, bior膮c w zamian zmian臋 w sylwestra. Wszystko by艂o uzgodnione i nikt nie mia艂 nic przeciwko, a偶 do dwudziestego trzeciego grudnia, kiedy to szef zadzwoni艂 do niego po 贸smej wieczorem oznajmiaj膮c, 偶e John si臋 rozchorowa艂 i to w艂a艣nie Blake musi pojawi膰 si臋 w sklepie, aby ten m贸g艂 by膰 otwarty.
Oczywi艣cie nie powiedzia艂 g艂o艣no, co o tym my艣la艂. Nie zale偶a艂o mu konkretnie na tej pracy, ale obecnie nie m贸g艂 i przede wszystkim nie chcia艂 zaprz膮ta膰 sobie g艂owy bzdurami. Poszukiwania nowej pracy tym w艂a艣nie w danej chwili dla niego by艂y. Dlatego prze艂kn膮艂 przekle艅stwo i wzdychaj膮c oznajmi艂, 偶e zjawi si臋 w pracy
O poranku z wielk膮 niech臋ci膮 otworzy艂 oczy i si臋gn膮艂 po telefon, chc膮c wy艂膮czy膰 budzik, zanim ten obudzi 艣pi膮ca obok dziewczyn臋. Przetar艂 leniwie oczy i wzdychaj膮c podni贸s艂 si臋 do pozycji siedz膮cej najciszej, jak tylko potrafi艂. Blake w膮tpi艂, aby w wigili臋 Bo偶ego Narodzenia by艂y t艂umy akurat w sklepie z narz臋dziami. Gdyby to on by艂 szefem, zdecydowa艂by si臋 po prostu nie otwiera膰 tego dnia biznesu, daj膮c w ten spos贸b wszystkim pracownikom wspania艂y prezent w postaci wolnego. Wola艂by to zamiast te marne karty podarunkowe z mo偶liwo艣ci膮 wykorzystania w konkretnej sieci sklep贸w. Chcia艂 znale藕膰 dodatkowy prezent dla Willow, bo szkoda, aby pieni膮dze z karty przepad艂y, ale nie by艂o nic, co nadawa艂oby si臋 w jego mniemaniu dla Mahoney.
Spojrza艂 na dziewczyn臋, u艣miechaj膮c si臋 przy tym, a nast臋pnie nachyli艂 si臋 nad ni膮 i odnalaz艂 ustami jej wargi, sk艂adaj膮c na nich delikatny poca艂unek, aby jej nie zbudzi膰 niepotrzebnie. Kiedy poruszy艂a si臋, wcale si臋 nie odsun膮艂. U艂o偶y艂 d艂o艅 na jej g艂owie i delikatnie pog艂aska艂.
— 艢pij, kochanie — szepn膮艂, przyciskaj膮c wargi do jej skroni — lec臋 do pracy.
Odsun膮艂 si臋 od 艂贸偶ka i skierowa艂 kroki do 艂azienki, gdzie pospiesznie doprowadzi艂 si臋 do porz膮dku. Zimny prysznic by艂 dobrym pomys艂em na rozbudzenie i dodanie sobie energii, kt贸rej zdecydowanie brakowa艂o mu tego dnia.
Nie sp贸藕ni艂 si臋 do pracy, otworzy艂 sklep przed czasem i przygotowa艂 si臋 na rozpocz臋cie roboczego dnia. By艂 pewien, 偶e nie b臋dzie du偶ego ruchu, ale w zasadzie to dobrze. B臋dzie m贸g艂 skupi膰 si臋 na swoim 偶yciowym celu. Zemsta od dawna by艂a tym, co go nap臋dza艂o. Zwi膮za艂 si臋 z Willow i naprawd臋 kocha艂 t臋 dziewczyn臋, ale wiedzia艂, 偶e dop贸ki nie zamknie porz膮dnie drzwi przesz艂o艣ci, nie b臋dzie potrafi艂 ca艂kowicie si臋 jej odda膰 i koncentrowa膰 w pe艂ni na ich wsp贸lnej przysz艂o艣ci. Naprawd臋 tego chcia艂. M贸c odci膮膰 si臋 od wszystkiego, co mia艂o miejsce w Waszyngtonie. Beth i Daisy zawsze b臋d膮 w jego sercu, by艂y jego rodzin膮. By艂y wszystkim, co mia艂. Wiedzia艂, 偶e dop贸ki nie pozb臋dzie si臋 cz艂owieka, kt贸ry zabi艂 jego 偶on臋 i c贸rk臋, nie b臋dzie umia艂 spokojnie budowa膰 tej przysz艂o艣ci, na kt贸rej tak bardzo mu zale偶a艂o.
Willy… Zna艂 j膮, co prawda jeszcze w Waszyngtonie, wi臋c powiedzenie, 偶e chcia艂 si臋 w zupe艂no艣ci odci膮膰 od tego miasta by艂o nie do ko艅ca prawdziwe. Nigdy nie my艣la艂 o niej w kontek艣cie ulokowania swoich uczu膰 w jej osobie. By艂a m艂odsz膮 siostr膮 partnera z pracy. By艂a m艂odsz膮 siostr膮 cz艂owieka, kt贸ry zniszczy艂 jego 偶ycie, ale… Nie by艂a przecie偶 winna zbrodni brata. Teraz to wiedzia艂, ale pocz膮tkowo to dzi臋ki niej chcia艂 si臋 dosta膰 do Larry’ego. Za ka偶dym razem, kiedy wraca艂 my艣lami do tego, w jaki spos贸b j膮 potraktowa艂, mia艂 ochot臋 porz膮dnie przywali膰 sobie prosto w twarz. Dzi臋kowa艂 niemal ka偶dego dnia niebiosom za to, 偶e mu wszystko wybaczy艂a, 偶e chcia艂a go widzie膰, 偶e chcia艂a w艂a艣nie z nim budowa膰 r贸wnie偶 swoj膮 przysz艂o艣膰. Ich wsp贸ln膮 przysz艂o艣膰.
Skontaktowa艂 si臋 jaki艣 czas temu z Darrenem – ch艂opakiem, kt贸rym m贸g艂 pom贸c mu namierzy膰 Lawrence’a tak, aby ten si臋 nie zorientowa艂, 偶e jest 艣ledzony. Stary znajomy obiecywa艂, 偶e do 艣wi膮t ten temat powinien by膰 za艂atwiony, jednak nadal si臋 nie odzywa艂. Byli um贸wieniu, 偶e to Darren odezwie si臋 do Blake’a. Cisza z jego strony niesamowicie dra偶ni艂a i jednocze艣nie wzbudza艂a w blondynie niepok贸j. Oczywi艣cie, 偶e do g艂owy przychodzi艂y mu najgorsze z mo偶liwych scenariuszy. Nie chcia艂 wpakowa膰 Darrena na min臋, ale nieprzerwana cisza sprawia艂a, 偶e zaczyna艂 obawia膰 si臋 o znajomego. Co, je偶eli przydarzy艂y si臋 k艂opoty, a imi臋 przyjaciela m贸g艂by wpisa膰 na list臋 os贸b, kt贸re zawi贸d艂? Wyci膮gn膮艂 z kieszeni telefon kom贸rkowy i wpatrywa艂 si臋 w niego uparcie, chc膮c przywo艂a膰 w ten spos贸b przychodz膮ce po艂膮czenie. Nic takiego niestety si臋 nie wydarzy艂o.
By艂 zaskoczony ruchem, kiedy wybi艂a godzina zamkni臋cia i odetchn膮艂 g艂臋boko. Z ogromn膮 rado艣ci膮 ubra艂 czapk臋 i ciep艂膮 kurtk臋, aby nast臋pnie w艂膮czy膰 zabezpieczenia i zamkn膮膰 sklep. Po drodze do mieszkania zamierza艂 jeszcze odwiedzi膰 Walmart. Wiedzia艂, 偶e Willy z pewno艣ci膮 nie mia艂a mu za z艂e tego, 偶e musia艂 i艣膰 do pracy – zw艂aszcza, 偶e to ona cz臋艣ciej by艂a nieobecna ze wzgl臋du na swoje studia i szpital – ale mimo wszystko chcia艂 zrobi膰 dla niej co艣 mi艂ego. Wiedzia艂 doskonale, 偶e dobre jedzenie do netflixa by艂o tym, co zdecydowanie przypadnie jej do gustu i nawet, je偶eli chcia艂aby si臋 boczy膰, to d艂ugo tego robi膰 nie b臋dzie. Przez 偶o艂膮dek do serca, jak m贸wi艂o stare porzekad艂o.
Ob艂adowany torbami, bo nie m贸g艂 si臋 zdecydowa膰, na co sam ma ochot臋, stan膮艂 w ko艅cu przed drzwiami mieszkania. Chwil臋 poszukiwa艂 kluczy w kieszeni spodni, ale kiedy ju偶 chcia艂 wsun膮膰 klucz do zamka, dostrzeg艂, 偶e drzwi s膮 niedomkni臋te. Pokr臋ci艂 z rozbawieniem g艂ow膮. Schowa艂 klucze i schyli艂 si臋, 偶eby podnie艣膰 torb臋, kt贸r膮 musia艂 wcze艣niej odstawi膰.
— Skarbie, ja wiem, 偶e chcesz si臋 dorzuca膰 do rachunk贸w, ale na si艂臋 ich zwi臋ksza膰 nie musisz — kopn膮艂 delikatnie drzwi, aby wej艣膰 do 艣rodka. Nie podoba艂a mu si臋 cisza, kt贸ra mu odpowiedzia艂a. Willow z pewno艣ci膮 nie zapomnia艂aby zamkn膮膰 drzwi, wychodz膮c. Nie by艂a typem robi膮cym sobie d艂ugie drzemki w ci膮gu dnia, zw艂aszcza, 偶e wcze艣niej napisa艂 jej wiadomo艣膰, 偶e po pracy skoczy do sklepu i b臋dzie maksymalnie godzin臋 p贸藕niej ni偶 standardowo. — Willow? — Rzuci艂 g艂o艣niej, odstawiaj膮c przy wej艣ciu siatki. Rozejrza艂 si臋, ale mieszkanie wygl膮da艂o… normlanie. Momentalnie prze艂膮czy艂 si臋 na tryb agenta, gdy znowu odpowiedzia艂a mu cisza. Powolnymi krokami podszed艂 do drzwi 艂azienki i otworzy艂 je z wahaniem. Mo偶e zas艂ab艂a? Bra艂a przecie偶 na siebie tak du偶o, o os艂abienie i przem臋czenie nie by艂o trudno. 艁azienka by艂a jednak pusta. Wycofa艂 si臋 i ruszy艂 w stron臋 pokoju dziennego, gdy rozdzwoni艂 si臋 jego telefon. Si臋gn膮艂 pospiesznie d艂oni膮 po urz膮dzenie, a widz膮c na wy艣wietlaczu imi臋 Willow, odetchn膮艂 nim odebra艂.
— Bo偶e nie r贸b tak, wiesz jak si臋 wystraszy艂em? Nie zamkn臋艂a艣 mieszkania, my艣la艂em, 偶e co艣 si臋 sta艂o. Gdzie jeste艣, o kt贸rej wr贸cisz? — Rzuci艂, nim zd膮偶y艂a si臋 odezwa膰.
— Cze艣膰, Blake — us艂ysza艂 w odpowiedzi. Jednak to nie by艂a Willow. Momentalnie poblad艂, s艂ysz膮c g艂os Lawrence’a. Woln膮 d艂o艅 zacisn膮艂 mocno w pi臋艣膰 i wstrzyma艂 powietrze. Milcza艂, czekaj膮c na dalsze s艂owa by艂ego partnera. Ten jednak milcza艂. Murphy wyt臋偶a艂 zmys艂y, pr贸buj膮c us艂ysze膰 cokolwiek po drugiej stronie, jednak poza oddechem Larry’ego i szumem, nie by艂 w stanie rozpozna膰 nic wi臋cej.
— Spr贸buj j膮 tylko tkn膮膰.
— Bo co? — Za艣mia艂 si臋 z艂owieszczo — Zapomnisz o niej tak jak o kochanej Bethy i poszukasz sobie kogo艣 nowego? Szybko posz艂o, Blake. My艣la艂em, 偶e 偶ona i dziecko znacz膮 dla ciebie wi臋cej. 呕e zrozumiesz, 偶e masz si臋, kurwa, nie wychyla膰. Odwiedzi艂bym na twoim miejscu te偶 Darrena. By艂 dobry, ale nie najlepszy. Gdyby tylko trzyma艂 bro艅 przy sobie… Ciekawe co powie jego mama, wierzy艂a, 偶e przed nim d艂uga przysz艂o艣膰.
Murphy prze艂kn膮艂 艣lin臋. Rozgl膮daj膮c si臋 dooko艂a. Szybkim krokiem przeszed艂 do sypialni, podni贸s艂 materac 艂贸偶ka i wyci膮gn膮艂 walizk臋, w kt贸rej trzyma艂 bro艅. By艂a na swoim miejscu.
— M贸w, czego chcesz — za偶膮da艂, powoli dostaj膮c si臋 do swojej broni — nie uwa偶asz, 偶e powinni艣my to ju偶 dawno za艂atwi膰 w cztery oczy? Szuka艂em ci臋, ale chyba boisz si臋 spotkania. Takie odnios艂em wra偶enie. Jeste艣 tch贸rzem, Larry? — M贸wi艂, przytrzymuj膮c telefon barkiem przy uchu.
— Wy艣l臋 ci lokalizacj臋 i godzin臋.
Roz艂膮czy艂 si臋.
Blake rzuci艂 telefon na materac, a sam zacz膮艂 przygotowywa膰 si臋 do wyj艣cia. Nie chcia艂, aby na li艣cie znalaz艂a si臋 r贸wnie偶 Willow. By艂 w艣ciek艂y, 偶e Darren nie zachowa艂 najwi臋kszej ostro偶no艣ci i pope艂ni艂 jaki艣 b艂膮d, kt贸ry go wyda艂. Jeszcze bardziej wkurwiony by艂 na siebie, 偶e w og贸le poprosi艂 go o pomoc. Zamierza艂 zgodnie z podpowiedzi膮 Larry’ego odwiedzi膰 mieszkanie znajomego, ale p贸藕niej. Najpierw musia艂 ocali膰 Willy. I wiedzia艂, 偶e nie mo偶e pope艂ni膰 przy tym 偶adnego, najmniejszego b艂臋du.
Kurwa, m贸g艂 jej da膰 bro艅 wcze艣niej, a nie robi膰 z tego prezent gwiazdkowy. Mo偶e w贸wczas nie wr贸ci艂by do pustego mieszkania.


W 艣rodku nocy, a przynajmniej my艣la艂a, 偶e to 艣rodek nocy, obudzi艂o j膮 uk艂ucie w lewym ramieniu. Drgn臋艂a i b臋d膮c w p贸艂艣nie, machn臋艂a w powietrzu d艂oni膮. Gdyby by艂a przytomna, wiedzia艂aby, 偶e to nie by艂o ugryzienie komara, ale zamroczony umys艂, wycie艅czony po wielu godzinach nauki do egzaminu, nie da艂 jej szansy zweryfikowa膰, czy to rzeczywi艣cie by艂 owad, czy mo偶e co艣 zupe艂nie innego. Nie czu艂a obok siebie ciep艂ego cia艂a Blake’a, wi臋c przesun臋艂a si臋 na 艂贸偶ku i obr贸ci艂a, pr贸buj膮c w ten spos贸b go znale藕膰. Rozchyli艂a jedn膮 powiek臋. Dziwne, zwykle po intensywnych sesjach kucia nie budzi艂a si臋 nawet na chwil臋.
Rozejrza艂a si臋 nieprzytomnie po sypialni i wstrzyma艂a oddech, gdy jej spojrzenie pad艂o na stoj膮c膮 pod 艣cian膮 posta膰. Pocz膮tkowo my艣la艂a, 偶e to Blake. 呕e wsta艂 po co艣 i teraz wraca艂 do 艂贸偶ka, ale nie dostrzeg艂a charakterystycznych przyd艂ugich w艂os贸w stercz膮cych w ka偶dym mo偶liwym kierunku. Im bli偶ej znajdowa艂a si臋 posta膰, tym wyra藕niejsze stawa艂y si臋 jej kontury. W ko艅cu pojawi艂a si臋 na tyle blisko, 偶e Willow bez problemu rozpozna艂a twarz. M臋偶czyzna pochyla艂 si臋 nad ni膮 z zaci艣ni臋tymi wargami, ale na ni膮 nie patrzy艂. Spogl膮da艂 na jaki艣 punkt za jej plecami i nawet b臋d膮c w takim stanie, mi臋dzy snem a jaw膮, brunetka bez trudu mog艂a dostrzec ziej膮c膮 z zielonych oczu nienawi艣膰. Chor膮, przejmuj膮c膮, tak intensywn膮, 偶e wr臋cz nieprawdopodobn膮. Przerysowan膮, jakby wci膮偶 艣ni艂a.
I dosz艂a do wniosku, 偶e rzeczywi艣cie musia艂a 艣ni膰.
— Larry… — zdo艂a艂a wyszepta膰, zanim ponownie zapad艂a si臋 w obj臋cia Morfeusza.

Nie mia艂a poj臋cia, ile czasu min臋艂o, ale kiedy obudzi艂a si臋 ponownie, nie czu艂a si臋 ani troch臋 wypocz臋ta. Nie czu艂a pod g艂ow膮 mi臋kkiej poduszki. Co wi臋cej, nie znajdowa艂a si臋 w pozycji le偶膮cej. Siedzia艂a ze zwisaj膮c膮 do przodu g艂ow膮. Ciemne w艂osy przes艂ania艂y jej 艣wiat, ale nie mia艂a si艂y si臋 wyprostowa膰 i rozejrze膰. Zamiast tego powoli, bardzo powolutku, odnajdywa艂a w sobie 艣wiadomo艣膰 w艂asnego cia艂a. R臋ce mia艂a zwi膮zane za plecami i do czego艣 przytwierdzone w taki spos贸b, 偶e nie mog艂a nimi ruszy膰. Kostki r贸wnie偶 co艣 przytrzymywa艂o w miejscu. Pod plecami czu艂a twarde oparcie. Krzes艂o, siedzia艂a na krze艣le.
Dalej. Do jej uszu nie dociera艂y 偶adne d藕wi臋ki poza lekko chrapliwym oddechem. Dopiero po d艂u偶szej chwili zrozumia艂a, i偶 to ona wydaje z siebie taki d藕wi臋k. Oczy mia艂a zamkni臋te, wi臋c nic nie widzia艂a, ale do nosa wdziera艂a si臋 nieprzyjemna wo艅 ple艣ni i wilgoci. Drgn臋艂a dopiero, gdy us艂ysza艂a co艣 poza swoim oddechem — jakby obok niej sp艂ywa艂a woda.
Nie wiedzia艂a, jak du偶o czasu zaj臋艂o jej otworzenie oczu i rozejrzenie si臋 po pomieszczeniu, w kt贸rym si臋 znalaz艂a. Jedyne 藕r贸d艂o 艣wiat艂a stanowi艂o niewielkie, zakurzone okienko tu偶 pod sufitem. Siedzia艂a na krze艣le naprzeciwko drzwi. Ze 艣cian, na kt贸re pada艂 niewielki snop dziennego 艣wiat艂a, odchodzi艂a farba i widzia艂a spore zacieki od wilgoci. To by t艂umaczy艂o smr贸d. Po jej lewej wisia艂y rury, a po prawej sta艂 rega艂 z… Z czym艣. Nie wiedzia艂a z czym, bo by艂o zbyt ciemno, 偶eby dostrzec szczeg贸艂y.
Nie chcia艂a, by pierwsz膮 my艣l膮, jaka nawiedzi艂a jej g艂ow臋 by艂o Kurwa, Blake, co ty znowu zrobi艂e艣? Dlaczego mnie tu zamkn膮艂e艣?, ale tak w艂a艣nie si臋 sta艂o. Ju偶 kiedy艣 to przecie偶 prze偶y艂a, cho膰 nie w tak sparta艅skich warunkach. Z 艂atwo艣ci膮 potrafi艂a przywo艂a膰 z pami臋ci widok tamtego pokoju, swoich zwi膮zanych r膮k oraz n贸g, a potem szyderczy u艣mieszek widniej膮cy na twarzy m臋偶czyzny, kt贸rego teraz kocha艂a, ale wtedy napawa艂 j膮 przera偶eniem.
To musia艂a by膰 jaka艣 pomy艂ka. Albo nie wykona艂 prawid艂owo 膰wicze艅 oddechowych, nie skupi艂 si臋 na bazowym wspomnieniu i pozwoli艂, by Remy przej膮艂 nad nim kontrol臋, a teraz m艣ci艂 si臋 za to, 偶e tak d艂ugo trzymali go w ryzach. Tak, to musia艂o by膰 to, nie widzia艂a innego wyt艂umaczenia. Nie pami臋ta艂a widoku Lawrence’a w sypialni, nie pami臋ta艂a uk艂ucia. Skupi艂a si臋 wy艂膮cznie na chorobie Blake’a. I zastanowieniu si臋, w jaki spos贸b sprowadzi膰 go z powrotem, skoro nie mog艂a zbli偶y膰 si臋 do jego cia艂a. Remy wiedzia艂 co robi, kiedy j膮 zwi膮zywa艂. Blisko艣膰 Willow by艂a jedynym, co sprowadza艂o silniejsz膮 osobowo艣膰 z powrotem, bo Remy od niej stroni艂. Pami臋ta艂 rytua艂y, a to czyni艂o go niebezpiecznym.
Ju偶 otwiera艂a usta, 偶eby wykrzykn膮膰 imi臋 Remy’ego, kiedy drzwi si臋 otworzy艂y, zalewaj膮c j膮 sztucznym 艣wiat艂em. Zmru偶y艂a powieki i odchyli艂a g艂ow臋, bardzo powoli 艂api膮c ostro艣膰. Sylwetka stoj膮ca w wej艣ciu nie przypomina艂a tej, kt贸r膮 zna艂a na pami臋膰. M臋偶czyzna by艂 podobnej budowy i wzrostu, ale brakowa艂o mu kilku charakterystycznych cech, po kt贸rych rozpoznawa艂a Blake’a natychmiast.
Wniosek wi臋c nasuwa艂 si臋 sam. To nie by艂 Blake. Ani Remy.
A kiedy zrozumia艂a, kto przed ni膮 stoi, poczu艂a, 偶e oddech wi臋藕nie jej w gardle.
— Lawrence — zdo艂a艂a wyszepta膰, kiedy oczy przyzwyczai艂y si臋 do jasno艣ci. Jej brat powoli wszed艂 do 艣rodka, zamykaj膮c za sob膮 drzwi. Prze艂kn臋艂a 艣lin臋.
— Dzie艅 dobry, Kwiatuszku — odezwa艂 si臋 艣piewnie, pokonuj膮c dziel膮c膮 ich odleg艂o艣膰. Willow nie odrywa艂a od niego spojrzenia, kiedy kuca艂, kiedy opiera艂 g艂ow臋 na jej udach i kiedy obejmowa艂 je ramionami. Jej oddech przyspieszy艂, a 艂zy zapiek艂y pod powiekami. — Wci膮偶 pachniesz tak samo. Jak dom — zamrucza艂 i wyda艂 z siebie ciche westchnienie. Brunetka zacisn臋艂a oczy. To tylko sen. To tylko pieprzony sen, z kt贸rego za chwil臋 si臋 wybudzi.
— Co… — zacz臋艂a i odchrz膮kn臋艂a. — Larry, dlaczego mnie zwi膮za艂e艣? — zapyta艂a, maj膮c nadziej臋, 偶e granie g艂upiej j膮 uratuje. Blake j膮 znajdzie. Na pewno j膮 znajdzie. Do tego czasu musia艂a udawa膰, 偶e jest po stronie brata.
Pod warunkiem, 偶e Blake to wci膮偶 Blake, odezwa艂 si臋 cichy g艂osik w jej g艂owie, kt贸ry nape艂ni艂 j膮 zw膮tpieniem.
— Bo niestety nie mog臋 ci ufa膰 — odpar艂 ze smutkiem i podni贸s艂 g艂ow臋, spogl膮daj膮c prosto w jej oczy. Jego t臋cz贸wki mia艂y taki sam kolor, tak samo jak w艂osy. To by艂y jedyne cechy, kt贸re 艣wiadczy艂y o tym, i偶 s膮 rodze艅stwem. — Kaza艂em ci od niego odej艣膰, a ty tego nie zrobi艂a艣 — zauwa偶y艂, przesuwaj膮c d艂o艅mi po jej nogach, w za艂o偶eniu uspokajaj膮co. Nie mia艂 poj臋cia, 偶e od tego dotyku chcia艂o jej si臋 rzyga膰. — Trzeba by艂o mnie pos艂ucha膰, Willow. Bo teraz wszystko, co si臋 wydarzy, b臋dzie twoj膮 win膮 — westchn膮艂 ze smutkiem i podni贸s艂 si臋, po czym podszed艂 do postawionego pod 艣cian膮 rega艂u. Chwyci艂 z niego co艣. Bro艅 charakterystycznie szcz臋kn臋艂a, kiedy j膮 prze艂adowa艂. Dziewczyna prze艂kn臋艂a 艣lin臋.
— Larry… Jestem twoj膮 siostr膮. Nie mo偶esz mnie zabi膰 — wyj臋cza艂a 艂ami膮cym si臋 g艂osem.
Odpowiedzia艂 jej szyderczy 艣miech, a Lawrence obr贸ci艂 si臋 na pi臋cie. Wsun膮艂 dwa pe艂ne magazynki do kieszeni boj贸wek, a bro艅 wcisn膮艂 do kabury zawieszonej przy pasku.
— Doprawdy? Czy my艣la艂a艣 o tym, kiedy tak ochoczo jeba艂a艣 si臋 z tym skurwielem? — zapyta艂 i powoli si臋gn膮艂 po kolejn膮 rzecz. R臋kawiczki. Willow odetchn臋艂a g艂臋boko, pragn膮c uspokoi膰 sko艂atane serce. — Zdradzi艂a艣 mnie, Willy. Zbrata艂a艣 si臋 z kim艣, kto chcia艂 mnie zniszczy膰. Z wrogiem — wycedzi艂, wsuwaj膮c sk贸rzany materia艂 najpierw na jedn膮, potem na drug膮 d艂o艅.
Nic nie mog艂a poradzi膰 na chichot, kt贸ry wypad艂 spomi臋dzy jej warg.
— Czy ty si臋 s艂yszysz? — spyta艂a, kr臋c膮c z niedowierzaniem g艂ow膮. Nie zabije jej. Nie zrobi tego. Jakkolwiek nienawidzi艂 Blake’a, z Willow wci膮偶 艂膮czy艂y go wi臋zy krwi. Wychowa艂 j膮. Sp臋dzili ze sob膮 ca艂e 偶ycie. — Jak mo偶esz m贸wi膰, 偶e to on chcia艂 ci臋 zniszczy膰? Jezu, Larry, zabi艂e艣 jego rodzin臋! — zawo艂a艂a rozpaczliwie, nie wierz膮c, 偶e Larry naprawd臋 jest tak za艣lepiony. — I za co? Za to, 偶e to ty bra艂e艣 w 艂ap臋!
— Uwa偶aj na s艂owa, Willow — warkn膮艂, ponownie si臋 zbli偶aj膮c. Chwyci艂 j膮 za 偶uchw臋, zmuszaj膮c, 偶eby podnios艂a g艂ow臋 i na niego spojrza艂a. — Nigdy nie bra艂em 艂ap贸wek. Pracowa艂em dla mafii, bo dzia艂a艂em pod przykrywk膮. Ale oni zagrozili, 偶e je艣li si臋 wycofam to ci臋 zabij膮. Kasa by艂a tylko dodatkiem do tego wszystkiego. Nie rozumiesz? Robi艂em to dla ciebie. A ty na to nasra艂a艣 — wycedzi艂, puszczaj膮c jej twarz. Willow przesun臋艂a j臋zykiem po wewn臋trznej stronie obu policzk贸w, pr贸buj膮c cho膰 troch臋 z艂agodzi膰 b贸l.
— To nie zmienia faktu, 偶e zabi艂e艣 niewinnych ludzi. One nic ci nie zrobi艂y — zauwa偶y艂a. To by艂 b艂膮d. Lawrence bowiem zamachn膮艂 si臋 i uderzy艂 j膮 w twarz tak mocno, 偶e Willow odskoczy艂a do ty艂u i przewr贸ci艂a si臋 razem z krzes艂em. Znalaz艂szy si臋 na pod艂odze, wyda艂a z siebie zbola艂y j臋k, a spod powiek w ko艅cu wyp艂yn臋艂y 艂zy.
— Zamknij si臋, kurwa! Nic nie rozumiesz! — wrzasn膮艂 i chwyci艂 j膮 za sweter na piersi. Poci膮gn膮艂 mocno, podnosz膮c j膮 z powrotem do pozycji siedz膮cej. — Nie b臋d臋 ci si臋 wi臋cej t艂umaczy艂. Idziemy — wysycza艂, kl臋kaj膮c za jej plecami. Przeci膮艂 jeden ze sznurk贸w, ale nie uwolni艂 jej nadgarstk贸w, jedynie oddzieli艂 j膮 od krzes艂a. Kilka sekund p贸藕niej rozci膮艂 sznur oplataj膮cy jej kostki i szarpni臋ciem za rami臋 zmusi艂 dziewczyn臋, by si臋 podnios艂a. — Po偶a艂ujesz, 偶e roz艂o偶y艂a艣 przed nim nogi, ty ma艂a kurwo — wycedzi艂 wprost do jej ucha i popchn膮艂 j膮 mocno w stron臋 drzwi. Dopiero po czasie zda艂a sobie spraw臋, 偶e zrobi艂 to luf膮 pistoletu. St艂umi艂a 艂kanie.
— Gdzie mnie zabierasz? — szepn臋艂a, pos艂usznie stawiaj膮c kolejne kroki.
— Zobaczysz — odpowiedzia艂, a Willow by艂a pewna, 偶e si臋 przy tym u艣miechn膮艂.

Musia艂 j膮 obserwowa膰 od dawna, w dodatku z bardzo bliska, bowiem zna艂 wszystkie boczne przej艣cia szpitala, kt贸rymi mo偶na by艂o niezauwa偶onym dotrze膰 na dach. Wiedzia艂, 偶e nikt ich nie zobaczy, nawet nie stara艂 si臋 ukry膰 broni, kt贸r膮 przyciska艂 do jej kr臋gos艂upa, gdy szli w g贸r臋 schodami po偶arowymi. Gor膮czkowo obmy艣la艂a w g艂owie plan, zastanawiaj膮c si臋, jak mu uciec. Nic nie wymy艣li艂a. By艂a zwi膮zana i nie mia艂a najmniejszych szans w starciu z agentem specjalnym. Sprawa mia艂aby si臋 inaczej, gdyby podw臋dzi艂a Blake’owi bro艅, ale w naj艣mielszych wyobra偶eniach nie przewidzia艂a, 偶e jej brat zachowa si臋 w ten spos贸b. 呕e b臋dzie chcia艂 j膮 zabi膰.
— Po co mnie tu przyprowadzi艂e艣? Blake’a tu nie ma. Chyba chodzi艂o o to, 偶eby widzia艂, jak mnie zabijasz, co? — spyta艂a, gdy znale藕li si臋 na dachu. Nie mia艂a na sobie nic opr贸cz swetra, leggins贸w i 艣niegowc贸w, wi臋c dr偶a艂a na ca艂ym ciele pod wp艂ywem zimnego wiatru, kt贸ry jeszcze bardziej dawa艂 si臋 we znaki na tej wysoko艣ci.
— Nie martw si臋, siostrzyczko, nied艂ugo si臋 zjawi. Poczekamy sobie na niego — odpowiedzia艂 Lawrence z u艣miechem z艂oczy艅cy.
Wi臋c jednak si臋 nie myli艂a — chcia艂, 偶eby Blake widzia艂 jej 艣mier膰. 呕eby kolejny raz zobaczy艂, jak traci kogo艣 bliskiego. I nie mog艂a nic z tym zrobi膰.
— Jeste艣 a偶 tak przesi膮kni臋ty nienawi艣ci膮, 偶e zabijesz swoj膮 siostr臋 tylko po to, 偶eby co艣 udowodni膰? — odezwa艂a si臋 cicho, dr偶膮cym z zimna g艂osem. Szcz臋ka艂a z臋bami, przest臋powa艂a z nogi na nog臋, a d艂onie zaciska艂a w pi臋艣ci, pr贸buj膮c cho膰 troch臋 je ogrza膰. Ale to wszystko nie mia艂o najmniejszego znaczenia w zestawieniu z majacz膮cym jej przed oczami obrazem rych艂ej 艣mierci z r膮k jedynej spokrewnionej z ni膮 osoby, jaka zosta艂a na tym 艣wiecie.
— Nie chodzi o udowadnianie czego艣. Tylko o to, 偶e mnie zdradzi艂a艣, siostrzyczko. Gdybym przewidzia艂, 偶e ty i on… 呕e wy razem… — wyduka艂, a Willow wyra藕nie widzia艂a, jak 偶y艂a na jego szyi zaczyna pulsowa膰. Zacisn膮艂 z臋by i pokr臋ci艂 g艂ow膮. — Zabi艂bym go ju偶 dawno. Ale chcia艂em, 偶eby cierpia艂 jak najd艂u偶ej. I dalej tego chc臋, wi臋c zabij臋 ciebie. A on znowu b臋dzie cierpia艂. Historia zatoczy ko艂o — wyja艣ni艂 i u艣miechn膮艂 si臋 demonicznie. — By艂oby co艣 poetyckiego w podpaleniu ci臋 — oznajmi艂, przechylaj膮c g艂ow臋 w bok, jakby intensywnie si臋 nad czym艣 zastanawia艂. Dziewczyna prze艂kn臋艂a 艣lin臋, nie wiedz膮c, co w tej sytuacji powinna powiedzie膰, 偶eby… 呕eby darowa艂 jej 偶ycie? Chyba nigdy nie by艂a tak przera偶ona, a ju偶 raz przecie偶 kto艣 j膮 uprowadzi艂 i wisia艂o nad ni膮 widmo 艣mierci. Jednak te dwa porwania r贸偶ni艂a jedna zasadnicza rzecz: osoba, kt贸ra ich dokona艂a. W g艂臋bi duszy wiedzia艂a, 偶e Blake nie by艂by w stanie jej skrzywdzi膰. Zrobi艂 co艣 g艂upiego, bo bardzo cierpia艂 i wydawa艂o mu si臋, 偶e Willow zostanie kluczem do jego wyzwolenia. Lawrence natomiast… Lawrence by艂 psychopat膮. Nie potrafi艂a wskaza膰 konkretnego momentu, w kt贸rym jej brat zmieni艂 si臋 w chodz膮ce niebezpiecze艅stwo, ale by艂a pewna, 偶e dzi艣 zginie z jego r膮k, je艣li Blake si臋 nie pospieszy. — Wi臋c dobrze, 偶e jestem przygotowany na tak膮 ewentualno艣膰 — doda艂 po d艂u偶szej chwili. Dopiero wtedy do Willow zacz臋艂y dociera膰 pewne fakty. Planowa艂 to od dawna, wiedzia艂 co chce zrobi膰 i w jaki spos贸b to zrobi. Wraz z t膮 my艣l膮 zda艂a sobie spraw臋, 偶e przy jednym z wylot贸w wentylacji sta艂 kanister, najprawdopodobniej z czym艣 艂atwopalnym, a kawa艂ek dalej krzes艂o z prze艂o偶on膮 przez nie lin膮.
— Chcesz… — zacz臋艂a, ale jej gard艂o 艣cisn臋艂o si臋 tak mocno, 偶e nie potrafi艂a wypowiedzie膰 kolejnych s艂贸w.
— 呕eby艣 zgin臋艂a w takim sam spos贸b jak ta jego cukierkowa rodzinka? — doko艅czy艂 z u艣miechem i pokiwa艂 g艂ow膮. Zanim zdo艂a艂a pomy艣le膰, rzuci艂a si臋 biegiem w stron臋 drzwi. Wci膮偶 mia艂a zwi膮zane za plecami d艂onie, a Larry by艂 szybszy, dlatego zanim zd膮偶y艂a w og贸le si臋 do nich zbli偶y膰, m臋偶czyzna podbieg艂, z艂apa艂 j膮 w pasie i odci膮gn膮艂 od wyj艣cia w kierunku krzes艂a. Szarpa艂a si臋, wrzeszcz膮c i kopi膮c w powietrze w nadziei, 偶e kto艣 us艂yszy jej rozpaczliwe wo艂anie, ale wiatr 艣wiszcza艂 tak bardzo, 偶e by艂oby to nie lada wyzwanie. — Na twoim miejscu nie robi艂bym niczego g艂upiego, siostrzyczko — wycedzi艂 prosto do jej ucha, nios膮c bez wi臋kszego trudu jej szarpi膮ce si臋 cia艂o. Posadzi艂 j膮 na krze艣le, a kiedy pr贸bowa艂a si臋 z niego zerwa膰, przycisn膮艂 luf臋 pistoletu do jej skroni. Przesta艂a wierzga膰 i prze艂kn臋艂a 艣lin臋. — I tak zginiesz. Ale je艣li chcesz go zobaczy膰 ostatni raz, radz臋 ci si臋 uspokoi膰 — powiedzia艂 g艂osem tak mrocznym, 偶e przez chwil臋 mia艂a w膮tpliwo艣ci, 偶e w og贸le nale偶a艂 do niego. Bardzo egoistycznie pozwoli艂a, 偶eby j膮 zwi膮za艂, a potem obla艂 benzyn膮. Chcia艂a, 偶eby to twarz Blake’a, a nie jej brata by艂a t膮, kt贸r膮 zobaczy po raz ostatni. Gryz膮cy zapach wdziera艂 si臋 w jej nozdrza, a cia艂o dr偶a艂o pod wp艂ywem zimna przez mokre ubrania, ale wola艂a to ni偶 ciep艂o, kt贸re nied艂ugo mia艂a poczu膰.
— No prosz臋, jednak postanowi艂e艣 do nas do艂膮czy膰 — odezwa艂 si臋 Larry, nie przestaj膮c przyciska膰 pistoletu do skroni Willow. Dziewczyna otworzy艂a oczy i wbrew wszystkiemu, co si臋 wok贸艂 niej dzia艂o, gdy spojrzenia jej i Blake’a si臋 spotka艂y, poczu艂a… Spok贸j. Nawet je艣li mia艂a zgin膮膰, on tu by艂.

Zmarszczy艂 brwi, gdy po otrzymaniu wsp贸艂rz臋dnych dotar艂o do niego, 偶e jest to lokalizacja szpitala. Nie mia艂 poj臋cia, co siedzia艂o w g艂owie Lawrence’a, ale mia艂 dobitn膮 艣wiadomo艣膰 tego, 偶e nie przejmowa艂 si臋 losem niewinnych os贸b. Wiedzia艂, 偶e musi znale藕膰 si臋 jak najszybciej na miejscu, przygotowany na wszystko… Dostanie si臋 na dach szpitala nie wzbudzaj膮c przy tym niczyich podejrze艅 nie by艂o szczeg贸lnie trudnym zadaniem. Kiedy opu艣ci艂 klatk臋 schodow膮, a po otworzeniu drzwi siarczysty mr贸z uderzy艂 w jego policzki, zamar艂 na widok, lufy pistoletu przyci艣ni臋tej do g艂owy Willy.
— Oboje wiemy, 偶e to nie o ni膮 w tym wszystkim chodzi — warkn膮艂, powoli podchodz膮c bli偶ej i uwa偶nie obserwuj膮c ka偶d膮 reakcj臋 Larry’ego. Nie zamierza艂 ryzykowa膰 偶yciem brunetki, ale nie planowa艂 cacka膰 si臋 z jej bratem. Raz pope艂ni艂 ten b艂膮d, a zap艂aci艂a za to jego 偶ona i c贸rka. Nie m贸g艂 dopu艣ci膰 do tego, aby cokolwiek sta艂o si臋 Willow. Niezale偶nie od tego, czego b臋dzie chcia艂 Lawrence Mahoney.
— Zabicie ci臋 tak po prostu to 偶adna przyjemno艣膰 — Lawrence przycisn膮艂 mocniej bro艅 do skroni dziewczyny, robi膮c krok do ty艂u.
— Odsu艅 od niej bro艅! — Wiedzia艂, 偶e m臋偶czyzna nie my艣li racjonalnie, ale ostatnie, czego si臋 po nim spodziewa艂, to ch臋膰 skrzywdzenia w艂asnej siostry. Przez ca艂y ten czas my艣la艂, 偶e Willow jest bezpieczna, 偶e naprawd臋 mu na niej zale偶a艂o, skoro by艂a jego ostatni膮 偶yj膮c膮 rodzin膮.
— Najpierw ty, pozb膮d藕 si臋 ca艂ej, z kt贸r膮 tu przylaz艂e艣 — za艣mia艂 si臋 — i kopnij j膮 do mnie — poleci艂, demonstruj膮c ruchem nogi, co mia艂 zrobi膰 Blake.
W贸wczas Murphy dostrzeg艂 le偶膮cy na ziemi kanister i poczu艂, jakby kto艣 nagle zacisn膮艂 z ca艂ych si艂 pi臋艣膰 na jego szyi, pozbawiaj膮c go dop艂ywu tlenu. Jego m贸zg dopiero teraz zarejestrowa艂 zapach benzyny. Lawrence pod膮偶y艂 za jego wzrokiem i znowu si臋 u艣miechn膮艂.
— Brawo, spostrzegawczy jeste艣.
Mia艂 wra偶enie, 偶e g艂os Lawrence’a dochodzi do niego z oddali. Przeni贸s艂 spojrzenie z pojemnika na Willow i w贸wczas uderzy艂o w niego, 偶e dziewczyna jest mokra. Pokr臋ci艂 g艂ow膮, jakby to mia艂o w czymkolwiek pom贸c i sprawi膰, 偶e obudzi si臋 z tego popierdolonego koszmaru.
— Nie — wydusi艂 z siebie — nie zrobisz tego.
— Wyskakuj z broni albo od razu wyci膮gam zapalniczk臋 — odpar艂, a na jego twarzy pojawi艂 si臋 szale艅czy u艣miech.
Blake w tej chwili uzmys艂owi艂 sobie, 偶e Lawrence naprawd臋 by艂by do tego zdolny. Si臋gn膮艂 wi臋c do paska, zza kt贸rego wyci膮gn膮艂 bro艅 i powoli, ostro偶nie u艂o偶y艂 j膮 u swoich n贸g, uprzednio wyjmuj膮c magazynek i powoli wysypuj膮c zawarto艣膰, r贸wnie偶 odkopuj膮c j膮 z zasi臋gu w艂asnych r膮k. Musia艂 wykona膰 ka偶de polecenie, kt贸re mia艂 dla niego Larry. Nie m贸g艂 dopu艣ci膰 do 偶adnego b艂臋du, przez kt贸ry nie b臋dzie mia艂 nawet szansy odzyska膰 Willow. Powtarza艂 sobie na okr膮g艂o, 偶e jej imi臋 nie mo偶e trafi膰 na list臋.
— Rozszarpi臋 ci臋 go艂ymi r臋koma, sukinsynie, tylko przesta艅 si臋 chowa膰 za Willy i broni膮 — oznajmi艂, rozgl膮daj膮c si臋 po dachu, poszukuj膮c element贸w, kt贸re by艂yby w stanie pom贸c mu w odbiciu i uwolnieniu brunetki. — Za ka偶dym razem to samo, co? Jeste艣 pierdolonym tch贸rzem — warkn膮艂, a nast臋pnie splun膮艂 na ziemi臋.
— Uratujesz j膮 tak jak Bethy i Daisy? — Zakpi艂, wpatruj膮c si臋 prosto w oczy Murphy’ego.
Blake zmieni艂 si臋. W jednej chwili ca艂y strach o Willow znikn膮艂, a w jego miejsce pojawi艂a si臋 w艣ciek艂o艣膰.
— Nigdy. Wi臋cej. Nie. Wypowiesz. Ich. Imion. — Wysycza艂 w艣ciekle, jednocze艣nie zaciskaj膮c mocno pi臋艣ci. — I nie tkniesz Willy.
Nachyli艂 si臋, si臋gaj膮c wi膮zanych but贸w. Pomi臋dzy nogawk臋 a wn臋trze buta wci艣ni臋ty mia艂 niewielki n贸偶. Nim si臋 wyprostowa艂, uni贸s艂 g艂ow臋 znacz膮co zerkaj膮c na brunetk臋.
Wyprostowa艂 si臋 na nogach, jednak tu艂owiem by艂 skierowany przed siebie, niczym pocisk.
— Naprawd臋 my艣lisz, 偶e co艣 zdzia艂asz tym no偶ykiem? — Larry za艣mia艂 si臋, kr臋c膮c g艂ow膮 z prawdziwym rozbawieniem — Blake, by艂em pewien, 偶e sta膰 ci臋 na co艣 wi臋cej. Spali艂em 偶ywcem twoj膮 rodzin臋, a ty… Co ty w艂a艣ciwie, kurwa, robisz? — Za艣mia艂 si臋, z nieuwag膮 rozk艂adaj膮c r臋ce.
To by艂 moment, kt贸rego wyczekiwa艂 Blake. Nie zastanawiaj膮c si臋 ani sekundy d艂u偶ej ruszy艂 biegiem w jego stron臋. Musia艂 przede wszystkim oddali膰 Lawrence’a od krzes艂a i Willy. Rzuci艂 si臋 na m臋偶czyzn臋, d艂o艅mi si臋gaj膮c jego kolan, a dok艂adnie zgi臋膰 po kolanami. W ten spos贸b, chocia偶 Lawrence uderzy艂 go mocno w plecy broni膮, Murphy’emu uda艂o si臋 go powali膰 i odsun膮膰 o p贸艂 metra od krzes艂a, do kt贸rego przywi膮zana by艂a Willow. Wbi艂 ostrze no偶a w 艂ydk臋 m臋偶czyzny, a ten w tym samym czasie wystrzeli艂 na 艣lepo pocisk.
Wrzask Willow rozdar艂 mu serce. Ba艂 si臋 odwr贸ci膰 i sprawdzi膰, czy strza艂 by艂 celny. Lawrence wykorzysta艂 rozproszenie przeciwnika i przeczo艂ga艂 si臋 kawa艂ek dalej. Blake w tym czasie pokona艂 strach i odwracaj膮c g艂ow臋, us艂ysza艂 Willow zapewniaj膮c膮, 偶e jest ca艂a. Szybko skoncentrowa艂 si臋 ponownie na swoim wrogu i przeszed艂 do dzia艂ania. Chwyci艂 kostk臋 m臋偶czyzny i wygi膮艂 j膮 pod nienaturalnym k膮tem tak mocno, 偶e jego uszu dobieg艂 d藕wi臋k 艂amanej ko艣ci i krzyk. Obydwa d藕wi臋ki by艂y dla niego niczym najpi臋kniejsza melodia.
Szamotali si臋 po dachu szpitala. W momencie, kiedy Blake przeturla艂 Larry’ego na plecy i usiad艂 na nim, z b艂yskiem w oku zrani艂 go ponownie no偶em, tym razem w r臋k臋, w kt贸rej ten trzyma艂 bro艅, przez co u艣cisk na chwycie si臋 zwolni艂, a Blake korzystaj膮c z tego, rzuci艂 si臋 na pistolet, odkopuj膮c si臋 od torsu Larry’ego. Chwyci艂 bro艅 i wycelowa艂 prosto w twarz Mahoney’a, przydeptuj膮c mocno nog膮 jego tors.
— To tw贸j koniec — warkn膮艂 i splun膮艂 na jego twarz, a nast臋pnie nacisn膮艂 spust. Huk wystrza艂u ponownie rozni贸s艂 si臋 po dachu. Blake’a odrzuci艂o odrobin臋 w ty艂. Krew Lawrence’a mimo wszystko znalaz艂a si臋 na jego twarzy. Willy…
Odwr贸ci艂 si臋 na pi臋cie i nie przejmuj膮c si臋 trupem, ruszy艂 w stron臋 dziewczyny przywi膮zanej do krzes艂a.
— Jeste艣 ca艂a? — Spyta艂, dopadaj膮c do niej, od razu zabieraj膮c si臋 za przeci臋cie lin. Kiedy tylko wyswobodzi艂 jej ko艅czyny z wi膮zania, od razu pom贸g艂 jej wsta膰 i chwyci艂 w swoje ramiona. By艂a ca艂a, 偶ywa, w jednym kawa艂ku. Przynajmniej fizycznie. Blake nie m贸g艂 tego s艂ysze膰 przez huk wystrza艂u, ale mimo wszystkiego, co zrobi艂 Larry, patrz膮c na jego 艣mier膰 dziewczyna wyda艂a z siebie przera藕liwy wrzask, a po jej policzkach sp艂yn臋艂y 艂zy, kt贸re tak d艂ugo powstrzymywa艂a. Ponad ramieniem Blake’a wpatrywa艂a si臋 w nieruchome cia艂o brata, nie wiedz膮c, 偶e spomi臋dzy jej warg wydobywa si臋 szloch. Zacisn臋艂a skostnia艂e d艂onie na kurtce blondyna, nie chc膮c, by odsun膮艂 si臋 cho膰 na chwil臋, by zostawi艂 j膮 sam膮.
Przez 艣wist wiatru przebi艂 si臋 d藕wi臋k syren. Policja. Kto艣 musia艂 zadzwoni膰, gdy pad艂y strza艂y.
Potem wszystko dzia艂o si臋 tak szybko, 偶e zdawali si臋 jedynie widzami jakiego艣 filmu akcji. Policja, koroner, w pewnym momencie kto艣 nawet zaci膮gn膮艂 ich na parter szpitala, na ostry dy偶ur, gdzie zostali przebadani. Chyba przespa艂a moment, w kt贸rym znale藕li si臋 na posterunku, gdzie musieli z艂o偶y膰 zeznania. Willow by艂a w takim szoku, 偶e detektyw, kt贸ra j膮 przes艂uchiwa艂a, szybko da艂a spok贸j, zw艂aszcza, 偶e brunetka powtarza艂a jedynie kilka zda艅 naprzemiennie, mi臋dzy innymi M贸j brat zabi艂 jego rodzin臋, M贸j brat chcia艂 mnie spali膰 偶ywcem i To by艂a obrona konieczna. 呕adne z nich nie by艂o k艂amstwem.
Kto艣 wr臋czy艂 jej jakie艣 workowate ciuchy, by mog艂a si臋 przebra膰, czekaj膮c, a偶 przes艂uchanie Blake’a si臋 sko艅czy. W艂osy wci膮偶 艣mierdzia艂y jej benzyn膮 i nie mog艂a si臋 doczeka膰, a偶 to z siebie zmyje, ale powr贸t do domu bez Murphy’ego nie by艂 opcj膮.
Widz膮c, 偶e m臋偶czyzna opuszcza pok贸j przes艂ucha艅, Willow zerwa艂a si臋 z niewygodnego krzes艂a w poczekalni i pad艂a w jego ramiona.
— Jest ju偶 po wszystkim? — wyszepta艂a w jego pier艣, mocno zaciskaj膮c powieki. Poczu艂a delikatny poca艂unek na czole.
— Po wszystkim — potwierdzi艂 r贸wnie cicho, wodz膮c d艂o艅mi po jej plecach, gdy tak przytulali si臋 na 艣rodku korytarza, 艣mierdz膮c benzyn膮, prochem strzelniczym i krwi膮 Lawrence’a.
— Weso艂ych 艢wi膮t, Blake — odezwa艂a si臋 ponownie po d艂u偶szej chwili. Zerkn臋艂a w g贸r臋 i odwzajemni艂a u艣miech, kt贸ry dostrzeg艂a na jego twarzy.
— Weso艂ych 艢wi膮t, Willow.

To jak ze Szklan膮 Pu艂apk膮 - akcja dzieje si臋 w 艣wi臋ta, wi臋c uznajmy to za 艣wi膮teczn膮 notk臋. Merry Christmas!

LABELS

archiwum karta postaci dodatek instagram plotkara.net administracja opowiadanie lista obecno艣ci coup d'茅tat izana.ami seapolyp Rudy Chomik Axolotl Ice Queen poprzednia karta Kim Seojun Min Ari Lee Minsoo sheepster Czerwona Panda event Mirabelka Octavia Blanchard origami posta膰 aktywna white chocolate Cie艅 Miesi膮ca Eros Lim Lean Farrah Rymill danielle song iris Bluebell Freaser Jackson Howard Jolene Redwood L茅a Louise Chevalier Sol namgi jung Ahn Sunghoon Jeong Yosoo Park Daehyun irys la volpe yechan powell Boubble B Cillian Montgomery Cornelia Watson Fabien J. Cadieux Gabriel Salvatore Gingerbread Latte Jadis Walthew-Meijer Junyi Landi Just don't. Lia Donovan Lian Meyer Meredith Ridgeway Mika Mr. Sandman Oriana Duarte Park Daebi Park Hyunjin Rusted Soul Sophie Wellington Tonksia Vincent Madden Violet Brennan Willow Mahoney Yongsun Ward antares befcia cinnamoon gideon yamada ma艂amorderczyni pisarz mi艂o艣ci szczurzyca zimno mi A.J. Cruz Alsa Howler Altruistka Atramentowa Berinella Sinclair Bulldog Cappuccino Carmen Varley Carm猫la blanchard Crying Girl Edgar A. Hastings Elena Huntington Elisa Lauder Emerson Seymour Emily Robbins Evander Javits Ezequiel F. Rodriguez Fabian Cavallaro Han Yuri Honey Hwan Icarus Ardell India Jones Jacob Miller Jessica Fischer Kei Tang Keith Reinhart Lee Mingi Lucas Carter Mason Chatto Meow Mila Johnson Moon Halliwell Moon Sohee Niewidzialna Niktmare. Simelon Vincent Cole William Harrison Zarina Hayat Zuri Williams bzdurmisia caden whitmore heroin hong sunoo hopeless jiyoung youn kasztan kwon taeyang lisiecka melancholijne westchnienie mijoo seo minjae moon oliver larsen sallow girl silly Alexios Argyropoulos Alyvia Clark Amelia Harrison Anael Gabriele Schubert Arthur Morrison Audemars Aurora Ratchford Ava Norwood Bastian Salzer Blair Waldorf Blake Murphy Caleb Ashby Cassian Rafferty-Whittaker Charlene Lieberman Charles Ruiz Choi "One" Eunwoo Devon Myers Elizabeth Madden Elliot Byun Hannah Love Henry Marcus Carrington Honey Lovett Icarus Prescott Jade Query Jamie Holst Jane Bloomberg Jared Hamish Kamanai Kang Haneul Karl Wilmar Kip Harris Kojot Laurent Blanchard Luna Myers Margot Yves Marie Wall Milana Cavallaro Nam Jonghyun Naturelle Catarina Tavernier Niall Dwight Nicolas Grimaldi Noor Wilmar Olivier Evans Ottilie Watson-Cruz Oz Weisenfeldt Park Doyun Pornografia Rosalie Church Ryujin Young Sierra Clemente Sloane Sweeney Sophia Demiri Ves Wayne Dawson caticorn devon ethan watson ivy liu kaczorek kanchana moore lechat louise bass myself noc wrze艣niowa oblivion reddish ruse scraper song jiyeon s艂owik vch victor brennan will schumer willow witch yohan ryoo 艣nie偶ka