chapter three
christmas special by coup d'茅tat and Rudy Chomik

pocz膮tek grudnia
Mimo, 偶e pierwsze promienie s艂o艅ca dopiero co wychyla艂y si臋 zza horyzontu, delikatnie roz艣wietlaj膮c pochmurne, grudniowe niebo, Nowy Jork nie spa艂. Nigdy tego nie robi艂. I chocia偶 wszechobecny gwar przechodni贸w, klaksony taks贸wek czy weso艂a, 艣wi膮teczna muzyka, kt贸r膮 mo偶na by艂o us艂ysze膰 na rogu ka偶dej alei, nie dosi臋ga艂a wysoko po艂o偶onego apartamentu Min, tak co艣 zdo艂a艂o wedrze膰 si臋 do jej pod艣wiadomo艣ci, wybudzaj膮c j膮 z b艂ogiego snu.
Ding. Ding. Ding.
Telefon, usytuowany na nocnym stoliku tu偶 przy 艂贸偶ku dziewczyny, wydawa艂 z siebie te niezno艣ne d藕wi臋ki co kilka sekund, wibruj膮c przy ka偶dym nowym powiadomieniu. Nawet schowanie g艂owy pod poduszk臋 nie pomog艂o — Ari zerwa艂a w ko艅cu z siebie ko艂dr臋 z widocznym grymasem niezadowolenia wymalowanym na jej twarzy, gotowa wrzuci膰 urz膮dzenie na dno szuflady z bielizn膮 b膮d藕 roztrzaska膰 je o 艣cian臋. Bo co mog艂o by膰 a偶 tak wa偶ne, by wybudzi膰 j膮 ze snu o si贸dmej rano w niedziel臋, a ju偶 szczeg贸lnie, gdy kilka godzin temu wylewa艂a si贸dme poty na parkiecie, popijaj膮c kolejne drinki podsuwane w jej kierunku? Nic. Nic nie by艂o tak wa偶ne, a przynajmniej tak jej si臋 w tamtym momencie wydawa艂o.
NOWE POWIADOMIENIE ZE STRONY plotkara.net
Cho膰 usilnie stara艂a si臋 zignorowa膰 ch臋膰 odblokowania telefonu, gdy ten roz艣wietli艂 si臋, sygnalizuj膮c kolejne powiadomienie, tak widz膮c znajomy tekst, ciekawo艣膰 wzi臋艂a za wygran膮. Uwa偶nie sun臋艂a wzrokiem po tek艣cie, skupiaj膮c na nim ca艂膮 swoj膮 uwag臋. Kolejna plotka, niby nic nowego, a jednak ta wywo艂a艂a w niej nap艂yw emocji, kt贸rych nie do艣wiadczy艂a od d艂u偶szego czasu. Uk艂ucie zazdro艣ci bole艣nie przeszywa艂o jej klatk臋 piersiow膮, z艂o艣膰 sprawi艂a, 偶e zacz臋艂o wirowa膰 jej w g艂owie, a smutek spowodowa艂, 偶e pod jej powiekami zacz臋艂y gromadzi膰 si臋 艂zy, w ka偶dej chwili gotowe, by sp艂yn膮膰 po jej czerwonej od gniewu twarzy.
S i B. Nie musia艂e艣 by膰 posiadaczem wysokiego IQ czy dyplomu Yale, by wiedzie膰 o kim by艂a mowa. Ci膮偶a, rodzina, potomek...
Huk, jaki rozni贸s艂 si臋 po sypialni, gdy Ari z impetem rzuci艂a telefonem o marmurow膮 posadzk臋, musia艂 zaniepokoi膰 Renat臋, bo ta znalaz艂a si臋 w pokoju w ci膮gu kilku sekund i z zaniepokojeniem przyjrza艂a si臋 nastolatce. Ju偶 mia艂a otworzy膰 usta, ale zosta艂a uprzedzona przez Min:
— Je艣li Seojun... — zacz臋艂a cicho. Sucho艣膰 w prze艂yku nie pozwala艂a jej m贸wi膰 g艂o艣niej. Przygryz艂a j臋zyk, po czym prze艂kn臋艂a gule w gardle i odezwa艂a si臋 nieco pewniej: — Je艣li Kim kiedykolwiek postanowi si臋 tu znowu zjawi膰, zawiadom ochron臋, policj臋, kogokolwiek musisz. Nie chce go widzie膰, nie chc臋 nic o nim wiedzie膰, ani nawet s艂ysze膰 jego imienia.
Renata pokiwa艂a g艂ow膮 i szybko opu艣ci艂a sypialnie, zostawiaj膮c dziewczyn臋 sam膮.
Sam膮 ze swoimi my艣lami i gniewem, kt贸ry zamiast si臋 ulatnia膰 narasta艂 w niej, doszcz臋tnie przejmuj膮c nad ni膮 panowanie. Gdy opad艂a na kolana, 艂zy, kt贸re tak usilnie stara艂a si臋 utrzyma膰, swobodnie sp艂ywa艂y po jej policzkach.
Ta informacja nie mia艂a prawa ni膮 tak wstrz膮sn膮膰. Mia艂a by膰 szcz臋艣liwa, mia艂a zapomnie膰, mia艂a si臋 nie przejmowa膰. Ale nie potrafi艂a. Dalej czeka艂a, a偶 on ponownie zjawi si臋 w jej sypialni, przeprosi. A偶 nazwie j膮 klusk膮, ona przeci膮gnie przez g艂ow臋 jego czarn膮 bluz臋, a on w艂膮czy jeden z jej ulubionych film贸w, by ponownie wkupi膰 si臋 w jej 艂aski.
Bo ten rozdzia艂 nigdy nie zosta艂 zako艅czony, a oni mieli by膰 dru偶yn膮. Na zawsze.

Telefon zawibrowa艂 dwukrotnie i Seojun si臋gn膮艂 po niego leniwie. Podni贸s艂 wzrok, by zobaczy膰, czy matka, kt贸ra siedzia艂a na fotelu u jego boku, dalej 艣pi, ale niestety — wpatrywa艂a si臋 w niego orlim wzrokiem, jak gdyby chcia艂a mu niemo przekaza膰, 偶e ca艂y czas ma go na oku. Zupe艂nie tak, jakby zaraz mia艂 wsta膰 i zanurzy膰 g艂ow臋 w worku z kokain膮, kt贸rego zapewne trzyma艂 pod poduszk膮.
NOWE POWIADOMIENIE ZE STRONY plotkara.net
Ch艂opak uni贸s艂 brwi i momentalnie poczu艂 lekkie uk艂ucie w okolicach 偶o艂膮dka. W ostatnim czasie da艂 wiele powod贸w do plotek na sw贸j temat — podejrzewa艂 wi臋c, 偶e pr臋dzej czy p贸藕niej cho膰 niewielka ich cz臋艣膰 wyp艂ynie na wierzch. Nikomu by si臋 do tego nie przyzna艂, ale codziennie przegl膮da艂 stron臋 internetow膮 plotkary, by wyszuka膰, czy przy kt贸rym艣 z S kryje si臋 przykra prawda na jego temat. P贸ki co sz艂o g艂adko. A偶 do teraz.
Pojawi艂a si臋. Informacja o tym, 偶e Blue jest w ci膮偶y. Mo偶e nie bezpo艣rednio, ale kto mia艂 si臋 domy艣li膰, ten z pewno艣ci膮 ju偶 wiedzia艂, a przynajmniej m贸g艂 si臋 spodziewa膰, 偶e wszyscy z jego otoczeniu ju偶 patrz膮 po sobie i dopytuj膮... My艣licie, 偶e to serio chodzi o Seojuna i Bluebell?
艢cisn膮艂 telefon z ca艂ej si艂y i tylko dlatego, by nie wyprowadzi膰 z nerw贸w matki, od艂o偶y艂 go zaraz na szafk臋 nocn膮. Poczu艂, jak gniew przep艂ywa si臋 przez jego cia艂o i momentalnie zrobi艂o mu si臋 ciep艂o, przymkn膮艂 wi臋c oczy i u艂o偶y艂 si臋 ni偶ej na poduszce, staraj膮c uspokoi膰. Nie wytrzyma艂 tak d艂ugo — porwa艂 z powrotem telefon do r臋ki i otworzy艂 wiadomo艣ci tekstowe.
To: Bells 馃┌⭐
Zadowolona? Rodzice zachwyceni?
Zerkn膮艂 ponownie na matk臋 znad ekranu urz膮dzenia. Dzier偶y艂a ju偶 w r臋ce telefon i w艂a艣nie wyda艂a z siebie cichy pomruk, bo do niej r贸wnie偶 musia艂y dotrze膰 cudowne wie艣ci. I cho膰 nie by艂y one dla niej nowo艣ci膮, bo ch艂opak wy艣piewa艂 jej wszystko par臋 tygodni temu, niemal widzia艂, jak nad g艂ow膮 starszej pani Kim rozpierzcha si臋 dym — jej m贸zg pracowa艂 zapewne na najwy偶szych obrotach, by m贸c w najlepszy spos贸b za艂atwi膰 t臋 sprawk臋. A to, 偶e potrafi艂a to zrobi膰, by艂o wi臋cej ni偶 oczywiste.

pierwszy dzie艅 艣wi膮t
— Ari, ju偶 rozmawia艂y艣my na ten temat. Nie wypada.
Matka dziewczyny nawet nie uraczy艂a jej spojrzeniem. Pani Min by艂a zbyt poch艂oni臋ta kwiatow膮 aran偶acj膮 i nadzorowaniem obs艂ugi, kt贸ra w艂a艣nie przygotowywa艂a jadalni臋 na 艣wi膮teczn膮 kolacj臋. Wszystko musia艂o by膰 zorganizowane porz膮dnie i nienagannie — jej c贸rka r贸wnie偶.
Je艣li kto艣 kiedykolwiek my艣la艂, 偶e Min Ari jest maniakiem kontroli, kt贸ry ka偶dy detal dopina na ostatni guzik, powinien pozna膰 jej matk臋 — ta potrafi艂a wyci膮gn膮膰 lup臋, by upewni膰 si臋, ze najmniejszy okruch na obrusie nie rujnuje jej wizji, a przy tym i reputacji. Bo przecie偶 to by艂o najwa偶niejsze.
Dziewczyna, niczym zez艂oszczone dziecko, pomaszerowa艂a do swojego pokoju, tupi膮c przy tym nogami g艂o艣no w posadzk臋. Zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e dalsze dyskusje nie z艂ami膮 jej rodzicielki, a kolejne pro艣by tylko pogorsz膮 i tak beznadziejn膮 ju偶 sytuacj臋.
Musia艂a pojawi膰 si臋 na kolacji, oczywi艣cie sama. Mia艂a grzecznie usi膮艣膰 przy d艂ugim stole zaraz obok Seojuna i u艣miecha膰 si臋 ca艂y wiecz贸r, udaj膮c, 偶e wcale nie chce mu wbi膰 widelca w d艂o艅. Nawet jej str贸j by艂 elementem ca艂ej tej uk艂adanki, w艂膮cznie z opask膮 wysadzan膮 per艂ami — t膮 sam膮, kt贸r膮 podarowa艂a jej w prezencie pani Kim. A wszystko z jednego powodu. Bo tak wypada艂o.
Kolejne kilka godzin sp臋dzi艂a w swojej garderobie. Na艂o偶y艂a delikatny makija偶, kt贸ry w nienachalny spos贸b podkre艣la艂 jej urod臋, d艂ugie w艂osy starannie zarzuci艂a na ramiona i spryska艂a hektolitrami lakieru, bo ka偶dy kosmyk musia艂 by膰 na swoim miejscu. Wpatrywa艂a si臋 w lustro i czeka艂a na rozpocz臋cie przedstawienia, co jaki艣 czas u艣miechaj膮c si臋 do swojego odbicia, jakby to mia艂o sprawi膰, 偶e kolejne wykrzywienie ust b臋dzie wygl膮da膰 szczerze. Nie wiedzia艂a, ile dok艂adnie min臋艂o czasu, ale w kt贸rym艣 momencie pokoj贸wka oznajmi艂a, 偶e go艣cie s膮 ju偶 na dole.
Gdy schodzi艂a ze schod贸w, do jej uszu zacz臋艂y dobiega膰 znajome g艂osy, a po chwili kilka os贸b si臋 za艣mia艂o — kolejny 偶art, zapewne w wykonaniu jej ojca czy pana Kim. 呕aden d藕wi臋k jednak nie przypomina艂 tego, kt贸rego obawia艂a si臋 najbardziej.
Pomaszerowa艂a w kierunku swoich rodzic贸w, ci stali razem z pa艅stwem Kim.
— Dzi臋kujemy za przybycie. — Uk艂oni艂a si臋 nisko, zwracaj膮c si臋 do rodzic贸w Seojuna.
Bo tak wypada艂o.
Po wymianie kilku zda艅 i powitaniu reszty przyby艂ych go艣cie zacz臋li si臋 kierowa膰 do cz臋艣ci jadalnej mieszkania. Ari jako najm艂odsza z towarzystwa czeka艂a na swoj膮 kolej. Gdy Sangjun — najstarszy z braci Kim贸w — wraz ze swoj膮 ma艂偶onk膮 wyszli, Min zacz臋艂a si臋 robi膰 nieco nerwowa. Za kilka chwil mia艂a zobaczy膰 tego, kt贸rego imienia nie wolno wymawia膰. Tak w艂a艣nie o Seojunie m贸wi艂a Renata. Jak wida膰, jego jednak nie obowi膮zywa艂y sztywne, rodzinne zasady, bo postanowi艂 si臋 gustownie sp贸藕ni膰 i dalej nie zawita艂 do ich apartamentu.
Brunetka zacisn臋艂a d艂onie, staraj膮c si臋 opanowa膰 nerwy i spojrza艂a na Seojina, drugiego z braci Kim. Doskonale zdawa艂a sobie spraw臋, dlaczego ich imiona by艂y do siebie tak podobne, jednak za ka偶dym razem strasznie j膮 to bawi艂o. Gdy by艂a dzieckiem, nada艂a im przezwiska, kt贸rymi si臋 do nich zwraca艂a. Nic specjalnego czy skomplikowanego. By艂 du偶y, 艣redni i ma艂y S.
Jej twarz nieco si臋 rozpromieni艂a na widok tego 艣redniego. Nie tylko wygl膮da艂 jak kto艣, komu mo偶esz powierzy膰 najszczersze sekrety, ale naprawd臋 by艂 przesympatycznym cz艂owiekiem. Ari zastanawia艂a si臋, jak kto艣 taki m贸g艂 by膰 spokrewniony z najwi臋kszym dupkiem st膮paj膮cym po ziemi.
— Ca艂y czas spogl膮dasz w stron臋 drzwi — stwierdzi艂 z u艣miechem na ustach. Mia艂 mi艂y, ciep艂y g艂os. — Seojuna dzisiaj nie b臋dzie. Nie przyjdzie.
— Nie b臋dzie? — Pytanie nie by艂o przejawem ciekawo艣ci, a z艂o艣ci. W jej g艂osie mo偶na by艂o wy艂apa膰 irytacj臋, nad kt贸r膮 ci臋偶ko by艂o zapanowa膰. To ona ma obowi膮zek odstawienia szopki, a on od tak sobie nie przyjdzie?! — Co innego mo偶e by膰 r贸wnie wa偶ne, jak nasze coroczne przyj臋cie 艣wi膮teczne? — zapyta艂a, zerkaj膮c na bruneta. — Twoi rodzice nie lubi膮 艂ama膰 tradycji.
— To ty nie wiesz? — M臋偶czyzna otworzy艂 szeroko oczy ze zdumienia, po czym ruszy艂 powoli korytarzem. — Rodzice trzymaj膮 to oczywi艣cie przed wszystkimi w sekrecie, ale s膮dzi艂em, 偶e skoro jeste艣cie ze sob膮 tak blisko z Seojunem to... — Urwa艂 na chwil臋, jakby pr贸bowa艂 znale藕膰 odpowiednie s艂owo. — Seojun... Jest w o艣rodku. W klinice psychiatrycznej. Przedawkowa艂 trzy tygodnie temu — szepn膮艂 cicho, nachylaj膮c si臋 odrobin臋 w stron臋 brunetki. — Po kolacji ci wszystko opowiem.
O艣rodek, klinika, przedawkowa艂... Co to w og贸le mia艂o znaczy膰? Zna艂a Seojuna, a偶 za dobrze. Co takiego musia艂o si臋 wydarzy膰, by ten posun膮艂 si臋 do tak drastycznych krok贸w? Przedawkowa艂 trzy tygodnie temu. Trzy tygodnie, dok艂adnie tyle min臋艂o od ich ostatniego spotkania.
W g艂owie kr膮偶y艂o jej mn贸stwo pyta艅, jednak na 偶adne z nich nie mog艂a pozna膰 odpowiedzi, bo gdy tylko przekroczyli pr贸g jadalni, obs艂uga od razu poprowadzi艂a ich do sto艂u. Ari zasiad艂a na swoim miejscu, a jej spojrzenie zamar艂o na pustym siedzeniu obok. Nawet kiedy jej ojciec z艂o偶y艂 uroczysty toast, a kelnerzy zacz臋li przynosi膰 jedzenie, ona dalej zerka艂a na krzes艂o, na kt贸rym powinien siedzie膰 Seojun.
Nie mog艂a czeka膰, nie potrafi艂a. Bawi艂a si臋 serwetk膮, kr臋ci艂a w miejscu, wygl膮da艂a przez okno i ze zniecierpliwieniem wci膮偶 zerka艂a na brata Seojuna, co jaki艣 czas ukradkiem patrz膮c na zegarek. W pewnym momencie nawet matka pos艂a艂a jej karc膮ce spojrzenie z drugiego ko艅ca sto艂u.
Po dw贸ch godzinach pan Min w ko艅cu wsta艂, by przej艣膰 z ojcem Seojuna na chwil臋 do gabinetu, a to dla Ari by艂o jak sygna艂, na kt贸ry czeka艂a przez ca艂y wiecz贸r. Grzecznie przeprosi艂a tych jeszcze siedz膮cych, kopn臋艂a w nog臋 usytu艂owanego na przeciwko niej Seojina, by zwr贸ci膰 na siebie jego uwag臋, a gdy ten na ni膮 spojrza艂, kiwn臋艂a g艂ow膮 w stron臋 salonu, daj膮c mu zna膰, 偶e w艂a艣nie tam ma si臋 z ni膮 spotka膰.
Kr膮偶y艂a naoko艂o stolika do kawy, zastanawiaj膮c si臋, co brunetowi zajmuje tyle czasu, gdy ten w ko艅cu si臋 zjawi艂. Mia艂 lekko zmieszany wyraz twarzy.
— Kolacja si臋 sko艅czy艂a. Opowiadaj — rzuci艂a w jego kierunku, nerwowo przygryzaj膮c doln膮 warg臋.
— Jak wiele nie wiesz? Seojun m贸wi艂 ci co艣 o Korei?
— Wspomina艂 par臋 tygodni temu... 呕e co艣 si臋 sta艂o, jak by艂 w Seoulu. Ale nie powiedzia艂 nic wi臋cej, nie zd膮偶y艂, bo... Nie mieli艣my czasu. Co si臋 tam sta艂o?
M臋偶czyzna pokiwa艂 g艂ow膮, jakby si臋 nad czym艣 g艂臋boko zastanawia艂. Prawd臋 m贸wi膮c, szacowa艂, czy to, 偶e w og贸le odezwa艂 si臋 na temat brata by艂o dobrym pomys艂em, bo w ko艅cu rodzice naciskali, by ca艂膮 spraw臋 trzyma膰 w sekrecie — wed艂ug oficjalnej wersji Seojun zas艂ab艂 na imprezie. Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e widzia艂o go tylko kilka os贸b, i to tych z najbli偶szego kr臋gu jego znajomych. Nikt jednak nie dowiedzia艂 si臋, co z ch艂opakiem sta艂o si臋 potem, a na bie偶膮co uzupe艂niane media spo艂eczno艣ciowe stanowi艂y przykrywk臋 dla wszystkich, kt贸rzy szukali taniej sensacji.
W ko艅cu jednak doszed艂 do wniosku, 偶e nie ma 偶adnego powodu do ukrywania tego faktu przed dziewczyn膮, zw艂aszcza, 偶e sam Seojun prosi艂 go, by porozmawia艂 kr贸tko z Min i co艣 jej przekaza艂. Chcia艂 tego kontaktu, a starszy brat uwa偶a艂, 偶e naprawd臋 w tej chwili go potrzebowa艂.
— A o Margaret Zhang s艂ysza艂a艣?
Ari zacisn臋艂a szcz臋k臋 na wspomnienie o Margaret. Zastanawia艂a si臋, czy to by艂 podst臋p, czy mo偶e Seojun chcia艂 j膮 w jaki艣 spos贸b znowu ukara膰 za napisan膮 na ich temat plotk臋, ale jego brat naprawd臋 wygl膮da艂 na zmartwionego. Dziewczyna nabra艂a powietrza w p艂uca.
— Wiem, 偶e co艣... Co艣 si臋 mi臋dzy nimi wydarzy艂o, jeszcze we wrze艣niu, w Nowym Jorku. — M贸wienie o tym dalej przywo艂ywa艂o nieprzyjemne wspomnienia, kt贸re mo偶na by艂o teraz wyczyta膰 z jej wykrzywionej w niesmaku twarzy. — I spotkali si臋 na balu, ale chyba ze sob膮 d艂ugo nie rozmawiali...
— Usi膮d藕 — poleci艂 jej m臋偶czyzna, unosz膮c lekko brwi. Podejrzewa艂, 偶e nawet je艣li nie zrobi tego teraz, w ko艅cu jej nogi same odm贸wi膮 pos艂usze艅stwa i wyl膮duje na posadzce. — Margaret... Wykorzystywa艂a Seojuna. Je艣li dobrze pami臋tam, zacz臋艂o si臋 to w艂a艣nie w Nowym Jorku. Szanta偶owa艂a go, grozi艂a zaprzepaszczeniem kariery. A gdy wyjecha艂 do Korei, poczu艂a si臋 ju偶 kompletnie bezkarna.
Ari zgodnie z poleceniem usiad艂a na kanapie, uwa偶nie ws艂uchuj膮c si臋 w s艂owa, kt贸re opuszcza艂y usta m臋偶czyzny. S艂owa, kt贸rych znaczenia dalej w pe艂ni nie zrozumia艂a, a mo偶e kt贸rych nie chcia艂a dopu艣ci膰 do swojej 艣wiadomo艣ci.
— Wykorzystywa艂a? Jak? Wrzuci艂a go do jakiej艣 kampanii, kaza艂a podpisa膰 kontrakt, kt贸rego nie chcia艂? — Pewnie brzmia艂a w tej chwili naiwnie, szczeg贸lnie, gdy Seojin pokiwa艂 g艂ow膮, sygnalizuj膮c, 偶e przypuszczenia Ari by艂y b艂臋dne.
— Nie, Ari, nie w ten spos贸b. Gwa艂ci艂a go.
Po jego s艂owach w pokoju przez d艂u偶sz膮 chwil臋 zapanowa艂a cisza.
Ari, cho膰 chcia艂a, nie potrafi艂a wyda膰 z siebie 偶adnego d藕wi臋ku. U艂o偶y艂a d艂o艅 na klatce piersiowej, oddychaj膮c szybko. Nic w tej chwili nie mog艂o opisa膰 b贸lu, jaki odczuwa艂a w 艣rodku, a my艣l, 偶e kto艣 w taki spos贸b potraktowa艂 kogo艣 bliskiego jej sercu, sprawi艂a, 偶e mia艂a wra偶enie, jakby rozpada艂a si臋 na kawa艂eczki. Zdawa艂o si臋, jakby w pomieszczeniu nagle zabrak艂o tlenu.
Mog艂a mu pom贸c. Przecie偶 mia艂a z nim pojecha膰 do Korei, mia艂a przy nim by膰, prosi艂 j膮 o to, a ona zostawi艂a go samego... W tamtym momencie liczy艂o si臋 tylko jej w艂asne ego, bo wizja nowego romansu i zauroczenie przy膰mi艂y zdrowy rozs膮dek. Zrobi艂a to, co zawsze wypomina艂a Seojunowi, co艣, co bez w膮tpienia sko艅czy艂oby si臋 awantur膮, gdyby post膮pi艂 tak wobec niej, bo przecie偶 przyjaciele tak nie robi膮. Wybra艂a siebie, a jego odstawi艂a na boczny tor. Czy mia艂 jej to za z艂e, czy pos膮dza艂 j膮 za zaistnia艂膮 sytuacj臋? Jaka偶 ona by艂a wtedy g艂upia i samolubna! I czy to wszystko by艂o tego warte?
Schowa艂a twarz w d艂oniach, a do jej oczu zacz臋艂y nap艂ywa膰 艂zy.
— Opowiedz mi o wszystkim. Jak si臋 on tym dowiedzieli艣cie? — wykrzesa艂a z siebie lekko zachrypni臋tym g艂osem. Nie wiedzia艂a, co jeszcze jest w stanie znie艣膰, ale musia艂a zna膰 prawd臋.
Seojin pos艂a艂 dziewczynie spojrzenie pe艂ne troski.
— Po miesi膮cu w Korei Seojun dosta艂 wiadomo艣膰 od Margaret, 偶e ta na jaki艣 czas przeprowadzi si臋 do Nowego Jorku. Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e akurat by艂 wtedy w mieszkaniu dziadk贸w... Dosta艂 ataku paniki, zemdla艂, dziadkowie przewie藕li go do szpitala. Na miejscu okaza艂o si臋, 偶e jest ca艂y posiniaczony, zacz臋li艣my co艣 podejrzewa膰. — Westchn膮艂 g艂臋boko. — Matka zrobi艂a interwencje, przekopa艂a jego telefon, zobaczy艂a wszystkie wiadomo艣ci od Margaret i prawda wysz艂a na jaw. Nie wiem, jakich si艂 u偶y艂a, ale wyci膮gn臋艂a nagrania z hotelu, w kt贸rym si臋... Zatrzymywali. Niemniej, Ari, o tym ci nie mog臋 powiedzie膰. Wydaje mi si臋, 偶e lepiej b臋dzie dla ciebie, je艣li si臋 nie dowiesz, przynajmniej nie ode mnie. Bo gdybym ja m贸g艂 cofn膮膰 czas, chyba sam te偶 bym wola艂 tego nie wiedzie膰. — Przez jego twarz przeszed艂 wyraz obrzydzenia. — Gdy tylko Seojun si臋 obudzi艂, potwierdzi艂 t臋 wersje wydarze艅. Musia艂 zosta膰 jeszcze przez jaki艣 czas w szpitalu, na pocz膮tku trzymali go jeszcze w 艣pi膮czce farmakologicznej... — Urwa艂. Odkaszln膮艂 cicho, zakrywaj膮c usta d艂oni膮. — Potem wr贸ci艂 do Nowego Jorku i pewnie wtedy si臋 widzieli艣cie. Jeszcze wcze艣niej wyp艂yn臋艂a ta ca艂a sprawa z jego by艂膮 dziewczyn膮, pann膮 Freaser, o czym ju偶 pewnie si臋 dowiedzia艂a艣, bo nie zd膮偶yli艣my tego zatrzyma膰 przed wyp艂yni臋ciem w 艣wiat. Dopiero si臋 tym zajmujemy. W ka偶dym razie tego wieczora trzy tygodnie temu Seojun przedawkowa艂. Upiera si臋, 偶e to tylko zbieg okoliczno艣ci, broni si臋 r臋kami i nogami, ale tym razem ojciec i matka byli nieugi臋ci, wys艂ali go do prywatnej kliniki psychiatrycznej. Tam w艂a艣nie teraz jest. I szczerze m贸wi膮c, z tego, co uda艂o mi si臋 us艂ysze膰 od rodzic贸w, a co oni pos艂yszeli od jego terapeutki... To przedawkowanie to wcale nie by艂 taki przypadek.
Dziewczyna siedzia艂a teraz z rozdziawion膮 buzi膮, b艂臋dnym spojrzeniem kr膮偶膮c po twarzy i sylwetce Seojina. Kr臋ci艂o jej si臋 w g艂owie, cia艂o przesz艂a fala gor膮ca, a w 偶o艂膮dku 艣cisn臋艂o j膮 tak bardzo, jakby za chwil臋 mia艂a zwr贸ci膰 ca艂膮 kolacj臋. Czu艂a w sercu ogromny 偶al i frustracje, ale nie do Margaret, a samej siebie. By艂a winna. Mo偶e nie bezpo艣rednio, bo ta rola nale偶a艂a do tej psychopatki Zhang, ale w ko艅cu do艂o偶y艂a cegie艂k臋 do cierpienia Seojuna.
— Czy mog臋 go zobaczy膰? — zapyta艂a, gdy jej ko艂ataj膮ce serce uspokoi艂o si臋 na tyle, by mog艂a si臋 odezwa膰. — Czy on w og贸le chce mnie widzie膰? — W tej chwili nie liczy艂y si臋 jej zachcianki, a dobro najm艂odszego z Kim贸w.
— My艣l臋, 偶e tak. — Na twarz Seojina wp艂yn膮艂 blady u艣miech. — Kaza艂 ci te偶 co艣 zostawi膰, prezent bo偶onarodzeniowy. Przekaza艂em paczk臋 po przyj艣ciu w r臋ce waszej Renaty.
— Dzi臋kuj臋. — By艂a wdzi臋czna, 偶e podzieli艂 si臋 z ni膮 prawd膮. 呕e jako jedyny u艣wiadomi艂 j膮 i otworzy艂 jej oczy, gdy ca艂a reszta robi艂a dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Potrafi艂a zrozumie膰, dlaczego rodzina ch艂opaka chcia艂a ukry膰 fakty, nie tylko ze wzgl臋du na reputacj臋, ale przez wzgl膮d na dobro ch艂opaka. Zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e sam Seojun nie 偶yczy艂by sobie, by otaczaj膮cy go 艣wiat zna艂 ka偶dy z tych szczeg贸艂贸w, bo wszelki komentarz na ten temat, nawet ten w dobrej wierze, by艂by jak rozdrapywanie ran. Mimo to my艣la艂a, 偶e ich rodziny ufa艂y sobie na tyle, by chocia偶 powiadomi膰 ich, ze Seojun przechodzi przez trudny okres. 呕a艂owa艂a, bo gdyby tylko wiedzia艂a, ich ostatnia rozmowa potoczy艂aby si臋 zupe艂nie inaczej...
Ari westchn臋艂a w ko艅cu cicho i pokr臋ci艂a g艂owa, by przywo艂a膰 swoje my艣li do porz膮dku, wierzchem d艂oni otar艂a mokre od 艂ez policzki, a usta wygi臋艂a w sztucznym u艣miechu. Skoro mia艂a nie wiedzie膰, co si臋 wydarzy艂o, musia艂a tak si臋 te偶 zachowywa膰, bez wzbudzania 偶adnych podejrze艅.
— Powinni艣my wr贸ci膰. Mama si臋 obrazi, je艣li nie skosztujesz ciasta dyniowego. Podobno to rodzinna receptura szefa kuchni. — Dziewczyna pokr臋ci艂a oczami i za艣mia艂a si臋 cicho. Jedzenie by艂o ostatni膮 rzecz膮 na jej li艣cie priorytet贸w, a marna pr贸ba 偶artu czym艣, co mia艂o roz艂adowa膰 ci臋偶k膮 atmosfer臋, kt贸ra zawis艂a w powietrzu. Nie mog艂a wr贸ci膰 zap艂akana do sto艂u, to wywo艂a艂oby lawin臋 pyta艅 i niewygodnych spojrze艅, na te nie by艂a w og贸le gotowa.
— Oj, dyniowe ciasto pani Min, moje ulubione... Przepraszam, kucharza pani Min. — Seojin r贸wnie偶 si臋 roze艣mia艂, po czym wsta艂 z kanapy. Przyj膮艂 z wdzi臋czno艣ci膮 drobny 偶art dziewczyny, bo i dla niego ta rozmowa by艂a zdecydowanie zbyt przyt艂aczaj膮ca.
Reszta wieczoru przebieg艂a ca艂kiem spokojnie. Nied艂ugo przed wyj艣ciem dw贸jki na stole pojawi艂 si臋 alkohol, wi臋c gdy wracali do salonu, towarzystwo by艂o ju偶 ca艂kiem... Rozlu藕nione. Tylko starsza pani Kim pozosta艂a spi臋ta — badawczym wzrokiem sun臋艂a za Ari, jakby dywagowa艂a wewn臋trznie, czy dziewczyna pozna艂a prawd臋 o Seojunie.
A je艣li j膮 pozna艂a, czy kontrakt z pa艅stwem Min dalej mia艂 racj臋 bytu?

Po zako艅czonej kolacji Ari szybko po偶egna艂a si臋 z go艣膰mi i jeszcze zanim ci opu艣cili mieszkanie pobieg艂a na pierwsze pi臋tro, by uda膰 si臋 do swojej sypialni. Po drodze min臋艂a Renat臋, kt贸ra z wyra藕nym grymasem niezadowolenia wymalowanym na twarzy powiadomi艂a j膮 o czekaj膮cym na ni膮 prezencie. Sprawi艂o to, 偶e brunetka dos艂ownie przebieg艂a te ostatnie kilka metr贸w dziel膮ce ja od pokoju.
Na ziemi przy 艂贸偶ku le偶a艂o do艣膰 poka藕nych rozmiar贸w pude艂ko. Starannie zapakowane, owini臋te b艂yszcz膮cym, granatowym papierem z wielk膮, srebrn膮 kokard膮. Ari rzuci艂a si臋 w jego kierunku, opadaj膮c na kolana i rozerwa艂a pi臋kn膮 dekoracj臋, by jak najszybciej dosta膰 si臋 do zawarto艣ci, a gdy 艣ci膮gn臋艂a wieko pud艂a, do jej nozdrza wkrad艂 si臋 znajomy zapach. Nawet bez swojej obecno艣ci ch艂opak potrafi艂 oszo艂omi膰 jej zmys艂y, a ona podda艂a si臋 tej kontroli bez 偶adnych sprzeciw贸w, bo cho膰by chcia艂a, zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e i tak polegnie. Na samej g贸rze le偶a艂a jedna z czarnych bluz Seojuna i to ona musia艂a by膰 藕r贸d艂em znajomej woni. Ari zarzuci艂a j膮 na ramiona, jakby to mia艂o sprawi膰, 偶e momentalnie znajdzie si臋 bli偶ej niego, jakby to jego ramiona oplata艂y jej drobne cia艂o, a nie kawa艂ek materia艂u. Pod bluz膮 le偶a艂o pude艂ko jej ulubionych, r臋cznie robionych pralin, kt贸rych widok sprawi艂, 偶e do jej oczu ponownie nap艂yn臋艂y 艂zy. Nawet w najgorszych chwilach pomy艣la艂 o niej i uda艂 si臋 do sklepu, by kupi膰 jej te pieprzone czekoladki, 艣ci膮gn膮艂 je z Korei a偶 do Nowego Jorku. Ari poci膮gn臋艂a nosem i si臋gn臋艂a po kolejn膮 rzecz, kt贸r膮 by艂a plastikowa miska z instant tteokbboki. Na to dziewczyna parskn臋艂a 艣miechem, bo wyobra偶a艂a sobie, 偶e takiej te偶 reakcji spodziewa艂 si臋 Seojun, do艂膮czaj膮c jej ulubiony przysmak do podarunku. Ka偶dy z tych przedmiot贸w by艂 sentymentalny i bardzo bliski jej sercu. M贸g艂 jej wys艂a膰 bransolet臋 od Cartiera albo zupe艂nie o niej zapomnie膰, i ta oboj臋tno艣膰 by艂aby o wiele lepsza. Ten prezent by艂 czym艣 wi臋cej, by艂 testamentem jego stara艅, tego, 偶e mu zale偶a艂o i 偶e dalej by艂a dla niego wa偶na. Ten prezent przywo艂a艂 milion wspomnie艅, ale r贸wnie偶 lawin臋 偶alu i smutku, bo ona dalej dla niego co艣 znaczy艂a, mimo, 偶e potraktowa艂a go jak 艣miecia.
Na samym dnie le偶a艂a koperta. Dziewczyna si臋gn臋艂a po ni膮 dr偶膮c膮 d艂oni膮, tym razem rozrywaj膮c papier bardzo uwa偶nie, by nie naruszy膰 tego, co znajdowa艂o si臋 w 艣rodku, czyli z艂o偶onej na p贸艂 kartki. Gdy j膮 rozwin臋艂a, na pod艂og臋 wypad艂o zdj臋cie — ich wsp贸lna fotografia z dzieci艅stwa. Brunetka nabra艂a powietrza w p艂uca i zacz臋艂a czyta膰. Jedynym d藕wi臋kiem, kt贸ry dobiega艂 do jej uszu, by艂 g艂o艣ny rytm wybijany przez jej serce.
Ari
Chyba wiesz, 偶e jestem ca艂kiem beznadziejny w to ca艂e wylewanie uczu膰, ale podobno ma pom贸c... Przynajmniej tak m贸wi moja szurni臋ta terapeutka, ale patrz膮c na sum臋, jak膮 starzy jej p艂ac膮, chyba wie co m贸wi?
Ale do rzeczy. Po pierwsze, przepraszam...
Ka偶de czytane s艂owo by艂o kolejna 艂z膮, kt贸ra opada艂a na papier, rozmazuj膮c czarny atrament. Seojun powiedzia艂 jej o wszystkim, tym razem nie szcz臋dz膮c 偶adnych szczeg贸艂贸w, jak to zrobi艂 Seojin.
Kolejny akapit by艂 now膮 ran膮, rozrywaj膮c膮 j膮 od 艣rodka. B贸lem przeszywaj膮cym ka偶dy zakamarek jej cia艂a, rozpowszechniaj膮cym si臋 bezlito艣nie jak zaraza, zabijaj膮c wszystko, co dobre, zostawiaj膮c ja pust膮, wyzbyt膮 pozytywnych odczu膰.
Nie potrafi艂a zliczy膰, ile razy musia艂a przesta膰 czyta膰, by odetchn膮膰 i ponownie nabra膰 odwagi, by kontynuowa膰, a po chwili znowu zanosi艂a si臋 szlochem. Nie chcia艂a wiedzie膰 wi臋cej, wola艂aby zapomnie膰, wymaza膰 to wszystko z pami臋ci, jednak nie mog艂a. Z zaci艣ni臋t膮 szcz臋k膮 poch艂on臋艂a reszt臋 tekstu, musia艂a. Tyle by艂a mu winna.

— Weso艂ych 艣wi膮t!
Seojun wzdrygn膮艂 si臋 na 艂贸偶ku z zaskoczeniem, gdy tylko krzyk piel臋gniarki przeci膮艂 panuj膮c膮 w jego prywatnym pokoju cisz臋. Spojrza艂 w stron臋 uchylonych drzwi, sk膮d spogl膮da艂a na niego twarz rozpromienionej kobiety. U艣miechn膮艂 si臋 s艂abo i kiwn膮艂 lekko g艂ow膮.
— Weso艂ych... 艢wi膮t? — Zabrzmia艂o to w jego ustach jak pytanie.
— Chyba b臋d膮 cho膰 troch臋 weso艂e — powiedzia艂a piel臋gniarka dziarskim tonem, po czym uchyli艂a jeszcze szerzej drzwi. — Masz go艣cia.
— Je艣li to moja matka, to prosz臋, powiedz jej, 偶e gorzej si臋 czuj臋 i nie mam dzisiaj ochoty na wizyt臋. Zreszt膮, tak si臋 umawiali艣my. Mieli tu nie przychodzi膰...
— Podobno to jaka艣 twoja kuzynka... Ari? Mam jej przekaza膰, 偶e 藕le si臋...
— Nie! Niech wejdzie, Ari... Mo偶e wej艣膰, tak, prosz臋 jej powiedzie膰, 偶eby tu przysz艂a.
Gdy kobieta wysz艂a, Seojun rozejrza艂 si臋 po pokoju lekko zdenerwowany, zastanawiaj膮c si臋, czy b臋dzie w stanie upchn膮膰 w ci膮gu kilkunastu sekund do szaf ca艂y ba艂agan, jaki tam panowa艂, ale w ko艅cu podda艂 si臋 i opad艂 z powrotem na 艂贸偶ko. Nie 偶eby nie wygl膮da艂 on dobrze — pok贸j, nie Seojun, bo w tej materii nic si臋 nie zmieni艂o — pa艅stwo Kim nie mogli sobie przecie偶 pozwoli膰 na to, by ich syn wyl膮dowa艂 w jakim艣 podrz臋dnym o艣rodku. Jego pok贸j wygl膮da艂 jak ca艂kiem sporej wielko艣ci kawalerka, z 艂贸偶kiem, sof膮, a nawet kompletem elektroniki, telewizorem plazmowym, PlayStation, prywatn膮, ogromn膮 艂azienk膮. Czu艂 si臋 tak ca艂kiem jak w wysokiej klasy wi臋zieniu.
Ari dalej sta艂a w recepcji, pocieraj膮c o zamszowe spodnie spocone od nerw贸w d艂onie i doszcz臋tnie je przy tym niszcz膮c. By艂o do艣膰 p贸藕no, czas odwiedzin zako艅czy艂 si臋 dobr膮 godzin臋 temu, a lista go艣ci dla Seojuna ogranicza艂a si臋 tylko do najbli偶szej rodziny. Dziewczyna ze 艂zami w oczach wyrecytowa艂a 艣piewk臋 o kuzynce, kt贸ra przylecia艂a w odwiedziny a偶 z Korei, z d艂o艅mi z艂o偶onymi jak do modlitwy b艂agaj膮c kobiet臋, by ta j膮 wpu艣ci艂a. I chyba podzia艂a艂o.
To albo Benjamin Franklin, kt贸ry u艣miecha艂 si臋 do piel臋gniarki z banknot贸w podsuni臋tych przez Ari w jej kierunku.
Teraz sta艂a pod drzwiami pokoju Seojuna, nie bardzo wiedz膮c co powiedzie膰 czy jak zareagowa膰, gdy go ju偶 zobaczy. Dr偶膮c膮 d艂oni膮 delikatnie zapuka艂a w ju偶 uchylone drzwi, po czym pchn臋艂a je, a jej oczy momentalnie pow臋drowa艂y do le偶膮cego na 艂贸偶ku ch艂opaka. Niepewnie postawi艂a kolejny krok, w strachu, 偶e Seojun w ka偶dej chwili ka偶e jej spieprza膰.
— Weso... Uhm — odchrz膮kn臋艂a, bo sucho艣膰, kt贸ra panowa艂a w jej gardle odbiera艂a jej zdolno艣膰 wys艂owienia si臋. — Weso艂ych 艢wi膮t, cze艣膰. — Zdoby艂a si臋 na lekki u艣miech. W chwili, w kt贸rej jej oczy odnalaz艂y jego br膮zowe t臋cz贸wki, mia艂a ochot臋 si臋 rozp艂aka膰.
Pi臋tnasty tej nocy raz, ale przecie偶 wcale nie liczy艂a.
— Hej — mrukn膮艂 cicho, spogl膮daj膮c na ni膮. Widzia艂 jej zaczerwienione oczy, wi臋c podejrzewa艂 ju偶, 偶e Ari wie o wszystkim, 偶e przeczyta艂a jego list i 偶e na pewno on by艂 powodem, dla kt贸rego si臋 tu znalaz艂a. Jednak sam te偶 nie wiedzia艂, co powinien teraz powiedzie膰, jakich s艂贸w u偶y膰 i jak przekaza膰 to, co czu艂. — Czy teraz ju偶 w ko艅cu przyjdziesz do mnie? — zapyta艂 w ko艅cu, a jego twarz rozszerzy艂 z艂o艣liwy u艣miech, gdy wyci膮gn膮艂 w jej kierunku d艂o艅.
W tej chwili s艂owa by艂y zb臋dne, a Ari, jakby przyci膮gni臋ta przez magnes, podbieg艂a do ch艂opaka i chwyci艂a jego d艂o艅 w swoj膮. 艢cisn臋艂a j膮 mocno, po czym pu艣ci艂a, ale tylko po to, by dos艂ownie rzuci膰 si臋 na Seojuna i wtuli膰 swoj膮 twarz w zag艂臋bienie jego szyi. Mimo ca艂ej scenerii, obcego 艂贸偶ka i ma艂o przyjemnych okoliczno艣ci, bycie tak blisko niego by艂o jak powr贸t do domu po d艂ugiej podr贸偶y. Znajomy i ut臋skniony komfort, do kt贸rego zawsze lgniesz i kt贸rego nigdy do艣膰.
— Przepraszam. Nie powinnam, nie chcia艂am, naprawd臋. — Nie by艂a pewna, czy jej s艂owa st艂umione gdzie艣 pomi臋dzy jego sk贸r膮 a poduszk膮 zdo艂a艂y dotrze膰 do uszu bruneta, ale musia艂a to z siebie wyrzuci膰. Nawet je艣li te chaotyczne przeprosiny nie mia艂y wielkiego sensu, by艂y szczere.
— W porz膮dku — wymamrota艂 w jej w艂osy, zaciskaj膮c mocno oczy, bo nie chcia艂 si臋 rozkleja膰, nie wtedy, gdy Ari p艂aka艂a. — Nie masz za co przeprasza膰, to przecie偶 nie twoja wina.
Dziewczyna zacz臋艂a kr臋ci膰 g艂ow膮, nie zgadzaj膮c si臋 z jego s艂owami, bo czu艂a, 偶e zawini艂a i nawet zapewnia Sejouna nie potrafi艂y tego zmieni膰. Unios艂a si臋 delikatnie na 艂okciach, spogl膮daj膮c mu prosto w oczy.
— Nie — skomentowa艂a kr贸tko, zaciskaj膮c wargi. — Powinnam tam by膰, bo... Jeste艣my dru偶yn膮. Zostawi艂am ci臋... a kiedy wr贸ci艂e艣, zachowa艂am si臋 jak kretynka. — Przygl膮da艂a mu si臋 uwa偶nie, badaj膮c jego reakcj臋, oczekuj膮c jakiejkolwiek zmiany. W br膮zowych t臋cz贸wkach na pr贸偶no by艂o jednak szuka膰 z艂o艣ci, k膮ciki jego ust dalej wygi臋te by艂y delikatnie ku g贸rze. Ten drobny u艣miech, na kt贸rym skupi艂a si臋 zdecydowanie za d艂ugo, wywo艂a艂 u niej kolejn膮 lawin臋 emocji, a czerwony rumieniec zago艣ci艂 na jej bladych policzkach.
— Ale jeste艣 tu teraz, prawda? — zapyta艂 ch艂opak, jednocze艣nie uk艂adaj膮c praw膮 d艂o艅 na jej policzku. Zauwa偶y艂, jak Ari si臋 czerwieni, gdy tylko jej wzrok zsun膮艂 si臋 z jego oczu na usta, i uni贸s艂 lekko brwi, dalej u艣miechaj膮c si臋 nieco z艂o艣liwie. — Nigdy nie przestali艣my by膰 dru偶yn膮.
Impuls. Tylko tak potrafi艂a wyt艂umaczy膰 swoje kolejne zachowanie, bo brakowa艂o w tym racjonalnego my艣lenia. Po偶膮danie i apetyt na co艣, co by艂o zakazane. Pragnienie, kt贸re tylko on potrafi艂 ugasi膰, a ona w tej chwili nie potrzebowa艂a niczego wi臋cej, jak da膰 si臋 zatraci膰 i upoi膰 swoje zmys艂y nami臋tno艣ci膮. Kim Seojun by艂 jej s艂abo艣ci膮, kt贸rej nie potrafi艂a sobie odm贸wi膰.
Zamkn臋艂a dystans pomi臋dzy nimi, 艂膮cz膮c ich usta w poca艂unku. Pocz膮tkowo ostro偶nie, jakby st膮pa艂a po cienkiej tafli lodu, jej wargi ledwie muska艂y jego, w strachu, 偶e ten nie odwzajemni czu艂o艣ci. Ale odwzajemni艂, i to du偶o gwa艂towniej, ni偶 mog艂a si臋 spodziewa膰. Ca艂owa艂 j膮 mocno, jednocze艣nie przyci膮gaj膮c do siebie bli偶ej i bli偶ej, a jego ruchy by艂y chaotyczne i niecodziennie nieporadne, nieprzemy艣lane. Czu艂 co艣 na pograniczu ulgi i ogromnej t臋sknoty. Ari zn贸w by艂a w jego ramionach, by艂a jego.
Bo by艂a... Prawda?

Minsoo przest臋powa艂 z nogi na nog臋, tuptaj膮c w miejscu, bo po trzydziestu minutach czekania pod apartamentowcem, w kt贸rym mieszka艂a rodzina Min, czu艂, jakby jego nogi mia艂y zaraz odm贸wi膰 mu pos艂usze艅stwa. By艂o zimno, mokro, pada艂 艣nieg i cho膰 par臋 razy zdarzy艂o si臋, 偶e Ari gustownie si臋 sp贸藕nia艂a, jeszcze nigdy nie kaza艂a mu na siebie tyle czeka膰.
— Gdzie jeste艣? — szepn膮艂 do siebie cicho, a portier stoj膮cy przy wej艣ciu do budynku spojrza艂 na niego uwa偶nie. Musia艂 wygl膮da膰 do艣膰 zabawnie z ogromn膮 torb膮 prezentow膮, z kt贸rej wystawa艂y uszy pluszowego misia.
Ch艂opak wyci膮gn膮艂 telefon i ju偶 czwarty raz wybra艂 numer Ari, ale po drugiej stronie znowu w艂膮czy艂a si臋 poczta g艂osowa, wi臋c wcisn膮艂 urz膮dzenie z powrotem do kieszeni, przeklinaj膮c cicho pod nosem. Spojrza艂 w g贸r臋, robi膮c kilka krok贸w w ty艂, a na jego twarzy wymalowa艂 si臋 smutek.
Poczeka艂 jeszcze kolejne dwadzie艣cia minut pod czujnym okiem portiera, a potem ruszy艂 chodnikiem w stron臋 metra. Dopiero gdy ju偶 mia艂 schodzi膰 w d贸艂 przej艣ciem podziemnym, przypomnia艂 sobie o prezencie, wi臋c zawr贸ci艂 do budynku i przekaza艂 na recepcji pakunek.
Martwi艂 si臋 o Ari. Na imprezie bo偶onarodzeniowej musia艂o wydarzy膰 si臋 co艣, co sprawi艂o, 偶e dziewczyna nie mog艂a si臋 z nim spotka膰. A je艣li sta艂o jej si臋 co艣 z艂ego? Jest smutna, roz偶alona? Cierpi?
Spokojnie, Minsoo. J臋ki, kt贸re wydobywa艂y si臋 z jej ust, na pewno mia艂y 藕r贸d艂o w czym艣 innym, ni偶 w cierpieniu. Weso艂ych 艢wi膮t!

呕yczymy Wam weso艂ych (oraz znacznie spokojniejszych od naszych bohater贸w) 艣wi膮t! ❤








