HELLO, FOLLOWERS!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you. Though you're probably going to wish I'd stayed away when I'm done. Because I can see you. The real you. The one hiding just outside the edge of frame. Well, it's time to reframe that picture. And who am I? That's one secret I'll never tell.

You know you love me
xoxo


. . .

MOST FOLLOWED

now
spotted:
Apparently GG settled her sights on Seoul! With so many of her favorite subjects hailing from Korea, it was only a matter of time before she took a closer look. And oh, what a love affair it turned out to be—Seoul’s beauty secrets, its cocktails, the electric nights in Gangnam… Let’s just say, she’s officially obsessed. So obsessed, in fact, that she’s decided to plant her little birds across the city, ready to report back on what her favorite Seoulites are up to when they return home for Chuseok. Keep your eyes on the brand-new site, where GG won’t just have a watchful eye over every inch of NYC, but now, Seoul too. Who knows? Next time, you might just find her perched atop a skyscraper in Cheongdam-dong.

You can't hide from me
xoxo
Pokazywanie post贸w oznaczonych etykiet膮 Bluebell Freaser. Poka偶 wszystkie posty
Pokazywanie post贸w oznaczonych etykiet膮 Bluebell Freaser. Poka偶 wszystkie posty

okay, do what
you want

chapter three
christmas special by coup d'茅tat and Rudy Chomik


pocz膮tek grudnia 

Mimo, 偶e pierwsze promienie s艂o艅ca dopiero co wychyla艂y si臋 zza horyzontu, delikatnie roz艣wietlaj膮c pochmurne, grudniowe niebo, Nowy Jork nie spa艂. Nigdy tego nie robi艂. I chocia偶 wszechobecny gwar przechodni贸w, klaksony taks贸wek czy weso艂a, 艣wi膮teczna muzyka, kt贸r膮 mo偶na by艂o us艂ysze膰 na rogu ka偶dej alei, nie dosi臋ga艂a wysoko po艂o偶onego apartamentu Min, tak co艣 zdo艂a艂o wedrze膰 si臋 do jej pod艣wiadomo艣ci, wybudzaj膮c j膮 z b艂ogiego snu.
Ding. Ding. Ding. 
Telefon, usytuowany na nocnym stoliku tu偶 przy 艂贸偶ku dziewczyny, wydawa艂 z siebie te niezno艣ne d藕wi臋ki co kilka sekund, wibruj膮c przy ka偶dym nowym powiadomieniu. Nawet schowanie g艂owy pod poduszk臋 nie pomog艂o  Ari zerwa艂a w ko艅cu z siebie ko艂dr臋 z widocznym grymasem niezadowolenia wymalowanym na jej twarzy, gotowa wrzuci膰 urz膮dzenie na dno szuflady z bielizn膮 b膮d藕 roztrzaska膰 je o 艣cian臋. Bo co mog艂o by膰 a偶 tak wa偶ne, by wybudzi膰 j膮 ze snu o si贸dmej rano w niedziel臋, a ju偶 szczeg贸lnie, gdy kilka godzin temu wylewa艂a si贸dme poty na parkiecie, popijaj膮c kolejne drinki podsuwane w jej kierunku? Nic. Nic nie by艂o tak wa偶ne, a przynajmniej tak jej si臋 w tamtym momencie wydawa艂o.

NOWE POWIADOMIENIE ZE STRONY plotkara.net

Cho膰 usilnie stara艂a si臋 zignorowa膰 ch臋膰 odblokowania telefonu, gdy ten roz艣wietli艂 si臋, sygnalizuj膮c kolejne powiadomienie, tak widz膮c znajomy tekst, ciekawo艣膰 wzi臋艂a za wygran膮. Uwa偶nie sun臋艂a wzrokiem po tek艣cie, skupiaj膮c na nim ca艂膮 swoj膮 uwag臋. Kolejna plotka, niby nic nowego, a jednak ta wywo艂a艂a w niej nap艂yw emocji, kt贸rych nie do艣wiadczy艂a od d艂u偶szego czasu. Uk艂ucie zazdro艣ci bole艣nie przeszywa艂o jej klatk臋 piersiow膮, z艂o艣膰 sprawi艂a, 偶e zacz臋艂o wirowa膰 jej w g艂owie, a smutek spowodowa艂, 偶e pod jej powiekami zacz臋艂y gromadzi膰 si臋 艂zy, w ka偶dej chwili gotowe, by sp艂yn膮膰 po jej czerwonej od gniewu twarzy. 
S i B. Nie musia艂e艣 by膰 posiadaczem wysokiego IQ czy dyplomu Yale, by wiedzie膰 o kim by艂a mowa. Ci膮偶a, rodzina, potomek... 
Huk, jaki rozni贸s艂 si臋 po sypialni, gdy Ari z impetem rzuci艂a telefonem o marmurow膮 posadzk臋, musia艂 zaniepokoi膰 Renat臋, bo ta znalaz艂a si臋 w pokoju w ci膮gu kilku sekund i z zaniepokojeniem przyjrza艂a si臋 nastolatce. Ju偶 mia艂a otworzy膰 usta, ale zosta艂a uprzedzona przez Min:
— Je艣li Seojun...  zacz臋艂a cicho. Sucho艣膰 w prze艂yku nie pozwala艂a jej m贸wi膰 g艂o艣niej. Przygryz艂a j臋zyk, po czym prze艂kn臋艂a gule w gardle i odezwa艂a si臋 nieco pewniej:  Je艣li Kim kiedykolwiek postanowi si臋 tu znowu zjawi膰, zawiadom ochron臋, policj臋, kogokolwiek musisz. Nie chce go widzie膰, nie chc臋 nic o nim wiedzie膰, ani nawet s艂ysze膰 jego imienia. 
Renata pokiwa艂a g艂ow膮 i szybko opu艣ci艂a sypialnie, zostawiaj膮c dziewczyn臋 sam膮.
Sam膮 ze swoimi my艣lami i gniewem, kt贸ry zamiast si臋 ulatnia膰 narasta艂 w niej, doszcz臋tnie przejmuj膮c nad ni膮 panowanie. Gdy opad艂a na kolana, 艂zy, kt贸re tak usilnie stara艂a si臋 utrzyma膰, swobodnie sp艂ywa艂y po jej policzkach.
Ta informacja nie mia艂a prawa ni膮 tak wstrz膮sn膮膰. Mia艂a by膰 szcz臋艣liwa, mia艂a zapomnie膰, mia艂a si臋 nie przejmowa膰. Ale nie potrafi艂a. Dalej czeka艂a, a偶 on ponownie zjawi si臋 w jej sypialni, przeprosi. A偶 nazwie j膮 klusk膮, ona przeci膮gnie przez g艂ow臋 jego czarn膮 bluz臋, a on w艂膮czy jeden z jej ulubionych film贸w, by ponownie wkupi膰 si臋 w jej 艂aski. 
Bo ten rozdzia艂 nigdy nie zosta艂 zako艅czony, a oni mieli by膰 dru偶yn膮. Na zawsze. 




Telefon zawibrowa艂 dwukrotnie i Seojun si臋gn膮艂 po niego leniwie. Podni贸s艂 wzrok, by zobaczy膰, czy matka, kt贸ra siedzia艂a na fotelu u jego boku, dalej 艣pi, ale niestety — wpatrywa艂a si臋 w niego orlim wzrokiem, jak gdyby chcia艂a mu niemo przekaza膰, 偶e ca艂y czas ma go na oku. Zupe艂nie tak, jakby zaraz mia艂 wsta膰 i zanurzy膰 g艂ow臋 w worku z kokain膮, kt贸rego zapewne trzyma艂 pod poduszk膮.

NOWE POWIADOMIENIE ZE STRONY plotkara.net

Ch艂opak uni贸s艂 brwi i momentalnie poczu艂 lekkie uk艂ucie w okolicach 偶o艂膮dka. W ostatnim czasie da艂 wiele powod贸w do plotek na sw贸j temat — podejrzewa艂 wi臋c, 偶e pr臋dzej czy p贸藕niej cho膰 niewielka ich cz臋艣膰 wyp艂ynie na wierzch. Nikomu by si臋 do tego nie przyzna艂, ale codziennie przegl膮da艂 stron臋 internetow膮 plotkary, by wyszuka膰, czy przy kt贸rym艣 z S kryje si臋 przykra prawda na jego temat. P贸ki co sz艂o g艂adko. A偶 do teraz.
Pojawi艂a si臋. Informacja o tym, 偶e Blue jest w ci膮偶y. Mo偶e nie bezpo艣rednio, ale kto mia艂 si臋 domy艣li膰, ten z pewno艣ci膮 ju偶 wiedzia艂, a przynajmniej m贸g艂 si臋 spodziewa膰, 偶e wszyscy z jego otoczeniu ju偶 patrz膮 po sobie i dopytuj膮... My艣licie, 偶e to serio chodzi o Seojuna i Bluebell?
艢cisn膮艂 telefon z ca艂ej si艂y i tylko dlatego, by nie wyprowadzi膰 z nerw贸w matki, od艂o偶y艂 go zaraz na szafk臋 nocn膮. Poczu艂, jak gniew przep艂ywa si臋 przez jego cia艂o i momentalnie zrobi艂o mu si臋 ciep艂o, przymkn膮艂 wi臋c oczy i u艂o偶y艂 si臋 ni偶ej na poduszce, staraj膮c uspokoi膰. Nie wytrzyma艂 tak d艂ugo — porwa艂 z powrotem telefon do r臋ki i otworzy艂 wiadomo艣ci tekstowe.

To: Bells 馃┌
Zadowolona? Rodzice zachwyceni?

Zerkn膮艂 ponownie na matk臋 znad ekranu urz膮dzenia. Dzier偶y艂a ju偶 w r臋ce telefon i w艂a艣nie wyda艂a z siebie cichy pomruk, bo do niej r贸wnie偶 musia艂y dotrze膰 cudowne wie艣ci. I cho膰 nie by艂y one dla niej nowo艣ci膮, bo ch艂opak wy艣piewa艂 jej wszystko par臋 tygodni temu, niemal widzia艂, jak nad g艂ow膮 starszej pani Kim rozpierzcha si臋 dym — jej m贸zg pracowa艂 zapewne na najwy偶szych obrotach, by m贸c w najlepszy spos贸b za艂atwi膰 t臋 sprawk臋. A to, 偶e potrafi艂a to zrobi膰, by艂o wi臋cej ni偶 oczywiste.




pierwszy dzie艅 艣wi膮t

— Ari, ju偶 rozmawia艂y艣my na ten temat. Nie wypada. 
Matka dziewczyny nawet nie uraczy艂a jej spojrzeniem. Pani Min by艂a zbyt poch艂oni臋ta kwiatow膮 aran偶acj膮 i nadzorowaniem obs艂ugi, kt贸ra w艂a艣nie przygotowywa艂a jadalni臋 na 艣wi膮teczn膮 kolacj臋. Wszystko musia艂o by膰 zorganizowane porz膮dnie i nienagannie — jej c贸rka r贸wnie偶.
Je艣li kto艣 kiedykolwiek my艣la艂, 偶e Min Ari jest maniakiem kontroli, kt贸ry ka偶dy detal dopina na ostatni guzik, powinien pozna膰 jej matk臋  ta potrafi艂a wyci膮gn膮膰 lup臋, by upewni膰 si臋, ze najmniejszy okruch na obrusie nie rujnuje jej wizji, a przy tym i reputacji. Bo przecie偶 to by艂o najwa偶niejsze. 
Dziewczyna, niczym zez艂oszczone dziecko, pomaszerowa艂a do swojego pokoju, tupi膮c przy tym nogami g艂o艣no w posadzk臋. Zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e dalsze dyskusje nie z艂ami膮 jej rodzicielki, a kolejne pro艣by tylko pogorsz膮 i tak beznadziejn膮 ju偶 sytuacj臋. 
Musia艂a pojawi膰 si臋 na kolacji, oczywi艣cie sama. Mia艂a grzecznie usi膮艣膰 przy d艂ugim stole zaraz obok Seojuna i u艣miecha膰 si臋 ca艂y wiecz贸r, udaj膮c, 偶e wcale nie chce mu wbi膰 widelca w d艂o艅. Nawet jej str贸j by艂 elementem ca艂ej tej uk艂adanki, w艂膮cznie z opask膮 wysadzan膮 per艂ami  t膮 sam膮, kt贸r膮 podarowa艂a jej w prezencie pani Kim. A wszystko z jednego powodu. Bo tak wypada艂o. 
Kolejne kilka godzin sp臋dzi艂a w swojej garderobie. Na艂o偶y艂a delikatny makija偶, kt贸ry w nienachalny spos贸b podkre艣la艂 jej urod臋, d艂ugie w艂osy starannie zarzuci艂a na ramiona i spryska艂a hektolitrami lakieru, bo ka偶dy kosmyk musia艂 by膰 na swoim miejscu. Wpatrywa艂a si臋 w lustro i czeka艂a na rozpocz臋cie przedstawienia, co jaki艣 czas u艣miechaj膮c si臋 do swojego odbicia, jakby to mia艂o sprawi膰, 偶e kolejne wykrzywienie ust b臋dzie wygl膮da膰 szczerze. Nie wiedzia艂a, ile dok艂adnie min臋艂o czasu, ale w kt贸rym艣 momencie pokoj贸wka oznajmi艂a, 偶e go艣cie s膮 ju偶 na dole.
Gdy schodzi艂a ze schod贸w, do jej uszu zacz臋艂y dobiega膰 znajome g艂osy, a po chwili kilka os贸b si臋 za艣mia艂o  kolejny 偶art, zapewne w wykonaniu jej ojca czy pana Kim. 呕aden d藕wi臋k jednak nie przypomina艂 tego, kt贸rego obawia艂a si臋 najbardziej.
Pomaszerowa艂a w kierunku swoich rodzic贸w, ci stali razem z pa艅stwem Kim.
— Dzi臋kujemy za przybycie.  Uk艂oni艂a si臋 nisko, zwracaj膮c si臋 do rodzic贸w Seojuna. 
Bo tak wypada艂o. 
Po wymianie kilku zda艅 i powitaniu reszty przyby艂ych go艣cie zacz臋li si臋 kierowa膰 do cz臋艣ci jadalnej mieszkania. Ari jako najm艂odsza z towarzystwa czeka艂a na swoj膮 kolej. Gdy Sangjun  najstarszy z braci Kim贸w — wraz ze swoj膮 ma艂偶onk膮 wyszli, Min zacz臋艂a si臋 robi膰 nieco nerwowa. Za kilka chwil mia艂a zobaczy膰 tego, kt贸rego imienia nie wolno wymawia膰. Tak w艂a艣nie o Seojunie m贸wi艂a Renata. Jak wida膰, jego jednak nie obowi膮zywa艂y sztywne, rodzinne zasady, bo postanowi艂 si臋 gustownie sp贸藕ni膰 i dalej nie zawita艂 do ich apartamentu.
Brunetka zacisn臋艂a d艂onie, staraj膮c si臋 opanowa膰 nerwy i spojrza艂a na Seojina, drugiego z braci Kim. Doskonale zdawa艂a sobie spraw臋, dlaczego ich imiona by艂y do siebie tak podobne, jednak za ka偶dym razem strasznie j膮 to bawi艂o. Gdy by艂a dzieckiem, nada艂a im przezwiska, kt贸rymi si臋 do nich zwraca艂a. Nic specjalnego czy skomplikowanego. By艂 du偶y, 艣redni i ma艂y S. 
Jej twarz nieco si臋 rozpromieni艂a na widok tego 艣redniego. Nie tylko wygl膮da艂 jak kto艣, komu mo偶esz powierzy膰 najszczersze sekrety, ale naprawd臋 by艂 przesympatycznym cz艂owiekiem. Ari zastanawia艂a si臋, jak kto艣 taki m贸g艂 by膰 spokrewniony z najwi臋kszym dupkiem st膮paj膮cym po ziemi.
— Ca艂y czas spogl膮dasz w stron臋 drzwi — stwierdzi艂 z u艣miechem na ustach. Mia艂 mi艂y, ciep艂y g艂os. — Seojuna dzisiaj nie b臋dzie. Nie przyjdzie.
— Nie b臋dzie? — Pytanie nie by艂o przejawem ciekawo艣ci, a z艂o艣ci. W jej g艂osie mo偶na by艂o wy艂apa膰 irytacj臋, nad kt贸r膮 ci臋偶ko by艂o zapanowa膰. To ona ma obowi膮zek odstawienia szopki, a on od tak sobie nie przyjdzie?! — Co innego mo偶e by膰 r贸wnie wa偶ne, jak nasze coroczne przyj臋cie 艣wi膮teczne?  zapyta艂a, zerkaj膮c na bruneta.  Twoi rodzice nie lubi膮 艂ama膰 tradycji.
— To ty nie wiesz? — M臋偶czyzna otworzy艂 szeroko oczy ze zdumienia, po czym ruszy艂 powoli korytarzem. — Rodzice trzymaj膮 to oczywi艣cie przed wszystkimi w sekrecie, ale s膮dzi艂em, 偶e skoro jeste艣cie ze sob膮 tak blisko z Seojunem to... — Urwa艂 na chwil臋, jakby pr贸bowa艂 znale藕膰 odpowiednie s艂owo. — Seojun... Jest w o艣rodku. W klinice psychiatrycznej. Przedawkowa艂 trzy tygodnie temu — szepn膮艂 cicho, nachylaj膮c si臋 odrobin臋 w stron臋 brunetki. — Po kolacji ci wszystko opowiem.
O艣rodek, klinika, przedawkowa艂... Co to w og贸le mia艂o znaczy膰? Zna艂a Seojuna, a偶 za dobrze. Co takiego musia艂o si臋 wydarzy膰, by ten posun膮艂 si臋 do tak drastycznych krok贸w? Przedawkowa艂 trzy tygodnie temu. Trzy tygodnie, dok艂adnie tyle min臋艂o od ich ostatniego spotkania.
W g艂owie kr膮偶y艂o jej mn贸stwo pyta艅, jednak na 偶adne z nich nie mog艂a pozna膰 odpowiedzi, bo gdy tylko przekroczyli pr贸g jadalni, obs艂uga od razu poprowadzi艂a ich do sto艂u. Ari zasiad艂a na swoim miejscu, a jej spojrzenie zamar艂o na pustym siedzeniu obok. Nawet kiedy jej ojciec z艂o偶y艂 uroczysty toast, a kelnerzy zacz臋li przynosi膰 jedzenie, ona dalej zerka艂a na krzes艂o, na kt贸rym powinien siedzie膰 Seojun. 
Nie mog艂a czeka膰, nie potrafi艂a. Bawi艂a si臋 serwetk膮, kr臋ci艂a w miejscu, wygl膮da艂a przez okno i ze zniecierpliwieniem wci膮偶 zerka艂a na brata Seojuna, co jaki艣 czas ukradkiem patrz膮c na zegarek. W pewnym momencie nawet matka pos艂a艂a jej karc膮ce spojrzenie z drugiego ko艅ca sto艂u.
Po dw贸ch godzinach pan Min w ko艅cu wsta艂, by przej艣膰 z ojcem Seojuna na chwil臋 do gabinetu, a to dla Ari by艂o jak sygna艂, na kt贸ry czeka艂a przez ca艂y wiecz贸r. Grzecznie przeprosi艂a tych jeszcze siedz膮cych, kopn臋艂a w nog臋 usytu艂owanego na przeciwko niej Seojina, by zwr贸ci膰 na siebie jego uwag臋, a gdy ten na ni膮 spojrza艂, kiwn臋艂a g艂ow膮 w stron臋 salonu, daj膮c mu zna膰, 偶e w艂a艣nie tam ma si臋 z ni膮 spotka膰. 
Kr膮偶y艂a naoko艂o stolika do kawy, zastanawiaj膮c si臋, co brunetowi zajmuje tyle czasu, gdy ten w ko艅cu si臋 zjawi艂. Mia艂 lekko zmieszany wyraz twarzy.
— Kolacja si臋 sko艅czy艂a. Opowiadaj  rzuci艂a w jego kierunku, nerwowo przygryzaj膮c doln膮 warg臋. 
— Jak wiele nie wiesz? Seojun m贸wi艂 ci co艣 o Korei? 
— Wspomina艂 par臋 tygodni temu... 呕e co艣 si臋 sta艂o, jak by艂 w Seoulu. Ale nie powiedzia艂 nic wi臋cej, nie zd膮偶y艂, bo... Nie mieli艣my czasu. Co si臋 tam sta艂o? 
M臋偶czyzna pokiwa艂 g艂ow膮, jakby si臋 nad czym艣 g艂臋boko zastanawia艂. Prawd臋 m贸wi膮c, szacowa艂, czy to, 偶e w og贸le odezwa艂 si臋 na temat brata by艂o dobrym pomys艂em, bo w ko艅cu rodzice naciskali, by ca艂膮 spraw臋 trzyma膰 w sekrecie — wed艂ug oficjalnej wersji Seojun zas艂ab艂 na imprezie. Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e widzia艂o go tylko kilka os贸b, i to tych z najbli偶szego kr臋gu jego znajomych. Nikt jednak nie dowiedzia艂 si臋, co z ch艂opakiem sta艂o si臋 potem, a na bie偶膮co uzupe艂niane media spo艂eczno艣ciowe stanowi艂y przykrywk臋 dla wszystkich, kt贸rzy szukali taniej sensacji. 
W ko艅cu jednak doszed艂 do wniosku, 偶e nie ma 偶adnego powodu do ukrywania tego faktu przed dziewczyn膮, zw艂aszcza, 偶e sam Seojun prosi艂 go, by porozmawia艂 kr贸tko z Min i co艣 jej przekaza艂. Chcia艂 tego kontaktu, a starszy brat uwa偶a艂, 偶e naprawd臋 w tej chwili go potrzebowa艂.
— A o Margaret Zhang s艂ysza艂a艣?
Ari zacisn臋艂a szcz臋k臋 na wspomnienie o Margaret. Zastanawia艂a si臋, czy to by艂 podst臋p, czy mo偶e Seojun chcia艂 j膮 w jaki艣 spos贸b znowu ukara膰 za napisan膮 na ich temat plotk臋, ale jego brat naprawd臋 wygl膮da艂 na zmartwionego. Dziewczyna nabra艂a powietrza w p艂uca.
— Wiem, 偶e co艣... Co艣 si臋 mi臋dzy nimi wydarzy艂o, jeszcze we wrze艣niu, w Nowym Jorku.  M贸wienie o tym dalej przywo艂ywa艂o nieprzyjemne wspomnienia, kt贸re mo偶na by艂o teraz wyczyta膰 z jej wykrzywionej w niesmaku twarzy.  I spotkali si臋 na balu, ale chyba ze sob膮 d艂ugo nie rozmawiali...
— Usi膮d藕 — poleci艂 jej m臋偶czyzna, unosz膮c lekko brwi. Podejrzewa艂, 偶e nawet je艣li nie zrobi tego teraz, w ko艅cu jej nogi same odm贸wi膮 pos艂usze艅stwa i wyl膮duje na posadzce. — Margaret... Wykorzystywa艂a Seojuna. Je艣li dobrze pami臋tam, zacz臋艂o si臋 to w艂a艣nie w Nowym Jorku. Szanta偶owa艂a go, grozi艂a zaprzepaszczeniem kariery. A gdy wyjecha艂 do Korei, poczu艂a si臋 ju偶 kompletnie bezkarna.
Ari zgodnie z poleceniem usiad艂a na kanapie, uwa偶nie ws艂uchuj膮c si臋 w s艂owa, kt贸re opuszcza艂y usta m臋偶czyzny. S艂owa, kt贸rych znaczenia dalej w pe艂ni nie zrozumia艂a, a mo偶e kt贸rych nie chcia艂a dopu艣ci膰 do swojej 艣wiadomo艣ci.
— Wykorzystywa艂a? Jak? Wrzuci艂a go do jakiej艣 kampanii, kaza艂a podpisa膰 kontrakt, kt贸rego nie chcia艂? — Pewnie brzmia艂a w tej chwili naiwnie, szczeg贸lnie, gdy Seojin pokiwa艂 g艂ow膮, sygnalizuj膮c, 偶e przypuszczenia Ari by艂y b艂臋dne. 
— Nie, Ari, nie w ten spos贸b. Gwa艂ci艂a go. 
Po jego s艂owach w pokoju przez d艂u偶sz膮 chwil臋 zapanowa艂a cisza.
Ari, cho膰 chcia艂a, nie potrafi艂a wyda膰 z siebie 偶adnego d藕wi臋ku. U艂o偶y艂a d艂o艅 na klatce piersiowej, oddychaj膮c szybko. Nic w tej chwili nie mog艂o opisa膰 b贸lu, jaki odczuwa艂a w 艣rodku, a my艣l, 偶e kto艣 w taki spos贸b potraktowa艂 kogo艣 bliskiego jej sercu, sprawi艂a, 偶e mia艂a wra偶enie, jakby rozpada艂a si臋 na kawa艂eczki. Zdawa艂o si臋, jakby w pomieszczeniu nagle zabrak艂o tlenu.
Mog艂a mu pom贸c. Przecie偶 mia艂a z nim pojecha膰 do Korei, mia艂a przy nim by膰, prosi艂 j膮 o to, a ona zostawi艂a go samego... W tamtym momencie liczy艂o si臋 tylko jej w艂asne ego, bo wizja nowego romansu i zauroczenie przy膰mi艂y zdrowy rozs膮dek. Zrobi艂a to, co zawsze wypomina艂a Seojunowi, co艣, co bez w膮tpienia sko艅czy艂oby si臋 awantur膮, gdyby post膮pi艂 tak wobec niej, bo przecie偶 przyjaciele tak nie robi膮. Wybra艂a siebie, a jego odstawi艂a na boczny tor. Czy mia艂 jej to za z艂e, czy pos膮dza艂 j膮 za zaistnia艂膮 sytuacj臋? Jaka偶 ona by艂a wtedy g艂upia i samolubna! I czy to wszystko by艂o tego warte? 
Schowa艂a twarz w d艂oniach, a do jej oczu zacz臋艂y nap艂ywa膰 艂zy. 
— Opowiedz mi o wszystkim. Jak si臋 on tym dowiedzieli艣cie? — wykrzesa艂a z siebie lekko zachrypni臋tym g艂osem. Nie wiedzia艂a, co jeszcze jest w stanie znie艣膰, ale musia艂a zna膰 prawd臋. 
Seojin pos艂a艂 dziewczynie spojrzenie pe艂ne troski.
Po miesi膮cu w Korei Seojun dosta艂 wiadomo艣膰 od Margaret, 偶e ta na jaki艣 czas przeprowadzi si臋 do Nowego Jorku. Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e akurat by艂 wtedy w mieszkaniu dziadk贸w... Dosta艂 ataku paniki, zemdla艂, dziadkowie przewie藕li go do szpitala. Na miejscu okaza艂o si臋, 偶e jest ca艂y posiniaczony, zacz臋li艣my co艣 podejrzewa膰. — Westchn膮艂 g艂臋boko. — Matka zrobi艂a interwencje, przekopa艂a jego telefon, zobaczy艂a wszystkie wiadomo艣ci od Margaret i prawda wysz艂a na jaw. Nie wiem, jakich si艂 u偶y艂a, ale wyci膮gn臋艂a nagrania z hotelu, w kt贸rym si臋... Zatrzymywali. Niemniej, Ari, o tym ci nie mog臋 powiedzie膰. Wydaje mi si臋, 偶e lepiej b臋dzie dla ciebie, je艣li si臋 nie dowiesz, przynajmniej nie ode mnie. Bo gdybym ja m贸g艂 cofn膮膰 czas, chyba sam te偶 bym wola艂 tego nie wiedzie膰. — Przez jego twarz przeszed艂 wyraz obrzydzenia. — Gdy tylko Seojun si臋 obudzi艂, potwierdzi艂 t臋 wersje wydarze艅. Musia艂 zosta膰 jeszcze przez jaki艣 czas w szpitalu, na pocz膮tku trzymali go jeszcze w 艣pi膮czce farmakologicznej... — Urwa艂. Odkaszln膮艂 cicho, zakrywaj膮c usta d艂oni膮. — Potem wr贸ci艂 do Nowego Jorku i pewnie wtedy si臋 widzieli艣cie. Jeszcze wcze艣niej wyp艂yn臋艂a ta ca艂a sprawa z jego by艂膮 dziewczyn膮, pann膮 Freaser, o czym ju偶 pewnie si臋 dowiedzia艂a艣, bo nie zd膮偶yli艣my tego zatrzyma膰 przed wyp艂yni臋ciem w 艣wiat. Dopiero si臋 tym zajmujemy. W ka偶dym razie tego wieczora trzy tygodnie temu Seojun przedawkowa艂. Upiera si臋, 偶e to tylko zbieg okoliczno艣ci, broni si臋 r臋kami i nogami, ale tym razem ojciec i matka byli nieugi臋ci, wys艂ali go do prywatnej kliniki psychiatrycznej. Tam w艂a艣nie teraz jest. I szczerze m贸wi膮c, z tego, co uda艂o mi si臋 us艂ysze膰 od rodzic贸w, a co oni pos艂yszeli od jego terapeutki... To przedawkowanie to wcale nie by艂 taki przypadek.
Dziewczyna siedzia艂a teraz z rozdziawion膮 buzi膮, b艂臋dnym spojrzeniem kr膮偶膮c po twarzy i sylwetce Seojina. Kr臋ci艂o jej si臋 w g艂owie, cia艂o przesz艂a fala gor膮ca, a w 偶o艂膮dku 艣cisn臋艂o j膮 tak bardzo, jakby za chwil臋 mia艂a zwr贸ci膰 ca艂膮 kolacj臋. Czu艂a w sercu ogromny 偶al i frustracje, ale nie do Margaret, a samej siebie. By艂a winna. Mo偶e nie bezpo艣rednio, bo ta rola nale偶a艂a do tej psychopatki Zhang, ale w ko艅cu do艂o偶y艂a cegie艂k臋 do cierpienia Seojuna. 
— Czy mog臋 go zobaczy膰?  zapyta艂a, gdy jej ko艂ataj膮ce serce uspokoi艂o si臋 na tyle, by mog艂a si臋 odezwa膰.  Czy on w og贸le chce mnie widzie膰?  W tej chwili nie liczy艂y si臋 jej zachcianki, a dobro najm艂odszego z Kim贸w. 
— My艣l臋, 偶e tak. — Na twarz Seojina wp艂yn膮艂 blady u艣miech. — Kaza艂 ci te偶 co艣 zostawi膰, prezent bo偶onarodzeniowy. Przekaza艂em paczk臋 po przyj艣ciu w r臋ce waszej Renaty.
— Dzi臋kuj臋. — By艂a wdzi臋czna, 偶e podzieli艂 si臋 z ni膮 prawd膮. 呕e jako jedyny u艣wiadomi艂 j膮 i otworzy艂 jej oczy, gdy ca艂a reszta robi艂a dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Potrafi艂a zrozumie膰, dlaczego rodzina ch艂opaka chcia艂a ukry膰 fakty, nie tylko ze wzgl臋du na reputacj臋, ale przez wzgl膮d na dobro ch艂opaka. Zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e sam Seojun nie 偶yczy艂by sobie, by otaczaj膮cy go 艣wiat zna艂 ka偶dy z tych szczeg贸艂贸w, bo wszelki komentarz na ten temat, nawet ten w dobrej wierze, by艂by jak rozdrapywanie ran. Mimo to my艣la艂a, 偶e ich rodziny ufa艂y sobie na tyle, by chocia偶 powiadomi膰 ich, ze Seojun przechodzi przez trudny okres. 呕a艂owa艂a, bo gdyby tylko wiedzia艂a, ich ostatnia rozmowa potoczy艂aby si臋 zupe艂nie inaczej...
Ari westchn臋艂a w ko艅cu cicho i pokr臋ci艂a g艂owa, by przywo艂a膰 swoje my艣li do porz膮dku, wierzchem d艂oni otar艂a mokre od 艂ez policzki, a usta wygi臋艂a w sztucznym u艣miechu. Skoro mia艂a nie wiedzie膰, co si臋 wydarzy艂o, musia艂a tak si臋 te偶 zachowywa膰, bez wzbudzania 偶adnych podejrze艅. 
— Powinni艣my wr贸ci膰. Mama si臋 obrazi, je艣li nie skosztujesz ciasta dyniowego. Podobno to rodzinna receptura szefa kuchni. — Dziewczyna pokr臋ci艂a oczami i za艣mia艂a si臋 cicho. Jedzenie by艂o ostatni膮 rzecz膮 na jej li艣cie priorytet贸w, a marna pr贸ba 偶artu czym艣, co mia艂o roz艂adowa膰 ci臋偶k膮 atmosfer臋, kt贸ra zawis艂a w powietrzu. Nie mog艂a wr贸ci膰 zap艂akana do sto艂u, to wywo艂a艂oby lawin臋 pyta艅 i niewygodnych spojrze艅, na te nie by艂a w og贸le gotowa. 
— Oj, dyniowe ciasto pani Min, moje ulubione... Przepraszam, kucharza pani Min. — Seojin r贸wnie偶 si臋 roze艣mia艂, po czym wsta艂 z kanapy. Przyj膮艂 z wdzi臋czno艣ci膮 drobny 偶art dziewczyny, bo i dla niego ta rozmowa by艂a zdecydowanie zbyt przyt艂aczaj膮ca.
Reszta wieczoru przebieg艂a ca艂kiem spokojnie. Nied艂ugo przed wyj艣ciem dw贸jki na stole pojawi艂 si臋 alkohol, wi臋c gdy wracali do salonu, towarzystwo by艂o ju偶 ca艂kiem... Rozlu藕nione. Tylko starsza pani Kim pozosta艂a spi臋ta — badawczym wzrokiem sun臋艂a za Ari, jakby dywagowa艂a wewn臋trznie, czy dziewczyna pozna艂a prawd臋 o Seojunie. 
A je艣li j膮 pozna艂a, czy kontrakt z pa艅stwem Min dalej mia艂 racj臋 bytu?




Po zako艅czonej kolacji Ari szybko po偶egna艂a si臋 z go艣膰mi i jeszcze zanim ci opu艣cili mieszkanie pobieg艂a na pierwsze pi臋tro, by uda膰 si臋 do swojej sypialni. Po drodze min臋艂a Renat臋, kt贸ra z wyra藕nym grymasem niezadowolenia wymalowanym na twarzy powiadomi艂a j膮 o czekaj膮cym na ni膮 prezencie. Sprawi艂o to, 偶e brunetka dos艂ownie przebieg艂a te ostatnie kilka metr贸w dziel膮ce ja od pokoju. 
Na ziemi przy 艂贸偶ku le偶a艂o do艣膰 poka藕nych rozmiar贸w pude艂ko. Starannie zapakowane, owini臋te b艂yszcz膮cym, granatowym papierem z wielk膮, srebrn膮 kokard膮. Ari rzuci艂a si臋 w jego kierunku, opadaj膮c na kolana i rozerwa艂a pi臋kn膮 dekoracj臋, by jak najszybciej dosta膰 si臋 do zawarto艣ci, a gdy 艣ci膮gn臋艂a wieko pud艂a, do jej nozdrza wkrad艂 si臋 znajomy zapach. Nawet bez swojej obecno艣ci ch艂opak potrafi艂 oszo艂omi膰 jej zmys艂y, a ona podda艂a si臋 tej kontroli bez 偶adnych sprzeciw贸w, bo cho膰by chcia艂a, zdawa艂a sobie spraw臋, 偶e i tak polegnie. Na samej g贸rze le偶a艂a jedna z czarnych bluz Seojuna i to ona musia艂a by膰 藕r贸d艂em znajomej woni. Ari zarzuci艂a j膮 na ramiona, jakby to mia艂o sprawi膰, 偶e momentalnie znajdzie si臋 bli偶ej niego, jakby to jego ramiona oplata艂y jej drobne cia艂o, a nie kawa艂ek materia艂u. Pod bluz膮 le偶a艂o pude艂ko jej ulubionych, r臋cznie robionych pralin, kt贸rych widok sprawi艂, 偶e do jej oczu ponownie nap艂yn臋艂y 艂zy. Nawet w najgorszych chwilach pomy艣la艂 o niej i uda艂 si臋 do sklepu, by kupi膰 jej te pieprzone czekoladki, 艣ci膮gn膮艂 je z Korei a偶 do Nowego Jorku. Ari poci膮gn臋艂a nosem i si臋gn臋艂a po kolejn膮 rzecz, kt贸r膮 by艂a plastikowa miska z instant tteokbboki. Na to dziewczyna parskn臋艂a 艣miechem, bo wyobra偶a艂a sobie, 偶e takiej te偶 reakcji spodziewa艂 si臋 Seojun, do艂膮czaj膮c jej ulubiony przysmak do podarunku. Ka偶dy z tych przedmiot贸w by艂 sentymentalny i bardzo bliski jej sercu. M贸g艂 jej wys艂a膰 bransolet臋 od Cartiera albo zupe艂nie o niej zapomnie膰, i ta oboj臋tno艣膰 by艂aby o wiele lepsza. Ten prezent by艂 czym艣 wi臋cej, by艂 testamentem jego stara艅, tego, 偶e mu zale偶a艂o i 偶e dalej by艂a dla niego wa偶na. Ten prezent przywo艂a艂 milion wspomnie艅, ale r贸wnie偶 lawin臋 偶alu i smutku, bo ona dalej dla niego co艣 znaczy艂a, mimo, 偶e potraktowa艂a go jak 艣miecia. 
Na samym dnie le偶a艂a koperta. Dziewczyna si臋gn臋艂a po ni膮 dr偶膮c膮 d艂oni膮, tym razem rozrywaj膮c papier bardzo uwa偶nie, by nie naruszy膰 tego, co znajdowa艂o si臋 w 艣rodku, czyli z艂o偶onej na p贸艂 kartki. Gdy j膮 rozwin臋艂a, na pod艂og臋 wypad艂o zdj臋cie  ich wsp贸lna fotografia z dzieci艅stwa. Brunetka nabra艂a powietrza w p艂uca i zacz臋艂a czyta膰. Jedynym d藕wi臋kiem, kt贸ry dobiega艂 do jej uszu, by艂 g艂o艣ny rytm wybijany przez jej serce.

Ari 
Chyba wiesz, 偶e jestem ca艂kiem beznadziejny w to ca艂e wylewanie uczu膰, ale podobno ma pom贸c... Przynajmniej tak m贸wi moja szurni臋ta terapeutka, ale patrz膮c na sum臋, jak膮 starzy jej p艂ac膮, chyba wie co m贸wi? 
Ale do rzeczy. Po pierwsze, przepraszam...

Ka偶de czytane s艂owo by艂o kolejna 艂z膮, kt贸ra opada艂a na papier, rozmazuj膮c czarny atrament. Seojun powiedzia艂 jej o wszystkim, tym razem nie szcz臋dz膮c 偶adnych szczeg贸艂贸w, jak to zrobi艂 Seojin. 
Kolejny akapit by艂 now膮 ran膮, rozrywaj膮c膮 j膮 od 艣rodka. B贸lem przeszywaj膮cym ka偶dy zakamarek jej cia艂a, rozpowszechniaj膮cym si臋 bezlito艣nie jak zaraza, zabijaj膮c wszystko, co dobre, zostawiaj膮c ja pust膮, wyzbyt膮 pozytywnych odczu膰. 
Nie potrafi艂a zliczy膰, ile razy musia艂a przesta膰 czyta膰, by odetchn膮膰 i ponownie nabra膰 odwagi, by kontynuowa膰, a po chwili znowu zanosi艂a si臋 szlochem. Nie chcia艂a wiedzie膰 wi臋cej, wola艂aby zapomnie膰, wymaza膰 to wszystko z pami臋ci, jednak nie mog艂a. Z zaci艣ni臋t膮 szcz臋k膮 poch艂on臋艂a reszt臋 tekstu, musia艂a. Tyle by艂a mu winna.




— Weso艂ych 艣wi膮t! 
Seojun wzdrygn膮艂 si臋 na 艂贸偶ku z zaskoczeniem, gdy tylko krzyk piel臋gniarki przeci膮艂 panuj膮c膮 w jego prywatnym pokoju cisz臋. Spojrza艂 w stron臋 uchylonych drzwi, sk膮d spogl膮da艂a na niego twarz rozpromienionej kobiety. U艣miechn膮艂 si臋 s艂abo i kiwn膮艂 lekko g艂ow膮.
— Weso艂ych... 艢wi膮t? — Zabrzmia艂o to w jego ustach jak pytanie.
— Chyba b臋d膮 cho膰 troch臋 weso艂e — powiedzia艂a piel臋gniarka dziarskim tonem, po czym uchyli艂a jeszcze szerzej drzwi. — Masz go艣cia.
— Je艣li to moja matka, to prosz臋, powiedz jej, 偶e gorzej si臋 czuj臋 i nie mam dzisiaj ochoty na wizyt臋. Zreszt膮, tak si臋 umawiali艣my. Mieli tu nie przychodzi膰...
— Podobno to jaka艣 twoja kuzynka... Ari? Mam jej przekaza膰, 偶e 藕le si臋...
— Nie! Niech wejdzie, Ari... Mo偶e wej艣膰, tak, prosz臋 jej powiedzie膰, 偶eby tu przysz艂a.
Gdy kobieta wysz艂a, Seojun rozejrza艂 si臋 po pokoju lekko zdenerwowany, zastanawiaj膮c si臋, czy b臋dzie w stanie upchn膮膰 w ci膮gu kilkunastu sekund do szaf ca艂y ba艂agan, jaki tam panowa艂, ale w ko艅cu podda艂 si臋 i opad艂 z powrotem na 艂贸偶ko. Nie 偶eby nie wygl膮da艂 on dobrze — pok贸j, nie Seojun, bo w tej materii nic si臋 nie zmieni艂o — pa艅stwo Kim nie mogli sobie przecie偶 pozwoli膰 na to, by ich syn wyl膮dowa艂 w jakim艣 podrz臋dnym o艣rodku. Jego pok贸j wygl膮da艂 jak ca艂kiem sporej wielko艣ci kawalerka, z 艂贸偶kiem, sof膮, a nawet kompletem elektroniki, telewizorem plazmowym, PlayStation, prywatn膮, ogromn膮 艂azienk膮. Czu艂 si臋 tak ca艂kiem jak w wysokiej klasy wi臋zieniu.
Ari dalej sta艂a w recepcji, pocieraj膮c o zamszowe spodnie spocone od nerw贸w d艂onie i doszcz臋tnie je przy tym niszcz膮c. By艂o do艣膰 p贸藕no, czas odwiedzin zako艅czy艂 si臋 dobr膮 godzin臋 temu, a lista go艣ci dla Seojuna ogranicza艂a si臋 tylko do najbli偶szej rodziny. Dziewczyna ze 艂zami w oczach wyrecytowa艂a 艣piewk臋 o kuzynce, kt贸ra przylecia艂a w odwiedziny a偶 z Korei, z d艂o艅mi z艂o偶onymi jak do modlitwy b艂agaj膮c kobiet臋, by ta j膮 wpu艣ci艂a. I chyba podzia艂a艂o. 
To albo Benjamin Franklin, kt贸ry u艣miecha艂 si臋 do piel臋gniarki z banknot贸w podsuni臋tych przez Ari w jej kierunku. 
Teraz sta艂a pod drzwiami pokoju Seojuna, nie bardzo wiedz膮c co powiedzie膰 czy jak zareagowa膰, gdy go ju偶 zobaczy. Dr偶膮c膮 d艂oni膮 delikatnie zapuka艂a w ju偶 uchylone drzwi, po czym pchn臋艂a je, a jej oczy momentalnie pow臋drowa艂y do le偶膮cego na 艂贸偶ku ch艂opaka. Niepewnie postawi艂a kolejny krok, w strachu, 偶e Seojun w ka偶dej chwili ka偶e jej spieprza膰.
— Weso... Uhm  odchrz膮kn臋艂a, bo sucho艣膰, kt贸ra panowa艂a w jej gardle odbiera艂a jej zdolno艣膰 wys艂owienia si臋. — Weso艂ych 艢wi膮t, cze艣膰. — Zdoby艂a si臋 na lekki u艣miech. W chwili, w kt贸rej jej oczy odnalaz艂y jego br膮zowe t臋cz贸wki, mia艂a ochot臋 si臋 rozp艂aka膰. 
Pi臋tnasty tej nocy raz, ale przecie偶 wcale nie liczy艂a. 
— Hej — mrukn膮艂 cicho, spogl膮daj膮c na ni膮. Widzia艂 jej zaczerwienione oczy, wi臋c podejrzewa艂 ju偶, 偶e Ari wie o wszystkim, 偶e przeczyta艂a jego list i 偶e na pewno on by艂 powodem, dla kt贸rego si臋 tu znalaz艂a. Jednak sam te偶 nie wiedzia艂, co powinien teraz powiedzie膰, jakich s艂贸w u偶y膰 i jak przekaza膰 to, co czu艂. — Czy teraz ju偶 w ko艅cu przyjdziesz do mnie? — zapyta艂 w ko艅cu, a jego twarz rozszerzy艂 z艂o艣liwy u艣miech, gdy wyci膮gn膮艂 w jej kierunku d艂o艅. 
W tej chwili s艂owa by艂y zb臋dne, a Ari, jakby przyci膮gni臋ta przez magnes, podbieg艂a do ch艂opaka i chwyci艂a jego d艂o艅 w swoj膮. 艢cisn臋艂a j膮 mocno, po czym pu艣ci艂a, ale tylko po to, by dos艂ownie rzuci膰 si臋 na Seojuna i wtuli膰 swoj膮 twarz w zag艂臋bienie jego szyi. Mimo ca艂ej scenerii, obcego 艂贸偶ka i ma艂o przyjemnych okoliczno艣ci, bycie tak blisko niego by艂o jak powr贸t do domu po d艂ugiej podr贸偶y. Znajomy i ut臋skniony komfort, do kt贸rego zawsze lgniesz i kt贸rego nigdy do艣膰. 
— Przepraszam. Nie powinnam, nie chcia艂am, naprawd臋. — Nie by艂a pewna, czy jej s艂owa st艂umione gdzie艣 pomi臋dzy jego sk贸r膮 a poduszk膮 zdo艂a艂y dotrze膰 do uszu bruneta, ale musia艂a to z siebie wyrzuci膰. Nawet je艣li te chaotyczne przeprosiny nie mia艂y wielkiego sensu, by艂y szczere. 
— W porz膮dku — wymamrota艂 w jej w艂osy, zaciskaj膮c mocno oczy, bo nie chcia艂 si臋 rozkleja膰, nie wtedy, gdy Ari p艂aka艂a. — Nie masz za co przeprasza膰, to przecie偶 nie twoja wina.
Dziewczyna zacz臋艂a kr臋ci膰 g艂ow膮, nie zgadzaj膮c si臋 z jego s艂owami, bo czu艂a, 偶e zawini艂a i nawet zapewnia Sejouna nie potrafi艂y tego zmieni膰. Unios艂a si臋 delikatnie na  艂okciach, spogl膮daj膮c mu prosto w oczy. 
— Nie — skomentowa艂a kr贸tko, zaciskaj膮c wargi. — Powinnam tam by膰, bo... Jeste艣my dru偶yn膮. Zostawi艂am ci臋... a kiedy wr贸ci艂e艣, zachowa艂am si臋 jak kretynka. — Przygl膮da艂a mu si臋 uwa偶nie, badaj膮c jego reakcj臋, oczekuj膮c jakiejkolwiek zmiany. W br膮zowych t臋cz贸wkach na pr贸偶no by艂o jednak szuka膰 z艂o艣ci, k膮ciki jego ust dalej wygi臋te by艂y delikatnie ku g贸rze. Ten drobny u艣miech, na kt贸rym skupi艂a si臋 zdecydowanie za d艂ugo, wywo艂a艂 u niej kolejn膮 lawin臋 emocji, a czerwony rumieniec zago艣ci艂 na jej bladych policzkach. 
— Ale jeste艣 tu teraz, prawda? — zapyta艂 ch艂opak, jednocze艣nie uk艂adaj膮c praw膮 d艂o艅 na jej policzku. Zauwa偶y艂, jak Ari si臋 czerwieni, gdy tylko jej wzrok zsun膮艂 si臋 z jego oczu na usta, i uni贸s艂 lekko brwi, dalej u艣miechaj膮c si臋 nieco z艂o艣liwie. — Nigdy nie przestali艣my by膰 dru偶yn膮.
Impuls. Tylko tak potrafi艂a wyt艂umaczy膰 swoje kolejne zachowanie, bo brakowa艂o w tym racjonalnego my艣lenia. Po偶膮danie i apetyt na co艣, co by艂o zakazane. Pragnienie, kt贸re tylko on potrafi艂 ugasi膰, a ona w tej chwili nie potrzebowa艂a niczego wi臋cej, jak da膰 si臋 zatraci膰 i upoi膰 swoje zmys艂y nami臋tno艣ci膮. Kim Seojun by艂 jej s艂abo艣ci膮, kt贸rej nie potrafi艂a sobie odm贸wi膰. 
Zamkn臋艂a dystans pomi臋dzy nimi, 艂膮cz膮c ich usta w poca艂unku. Pocz膮tkowo ostro偶nie, jakby st膮pa艂a po cienkiej tafli lodu, jej wargi ledwie muska艂y jego, w strachu, 偶e ten nie odwzajemni czu艂o艣ci. Ale odwzajemni艂, i to du偶o gwa艂towniej, ni偶 mog艂a si臋 spodziewa膰. Ca艂owa艂 j膮 mocno, jednocze艣nie przyci膮gaj膮c do siebie bli偶ej i bli偶ej, a jego ruchy by艂y chaotyczne i niecodziennie nieporadne, nieprzemy艣lane. Czu艂 co艣 na pograniczu ulgi i ogromnej t臋sknoty. Ari zn贸w by艂a w jego ramionach, by艂a jego.
Bo by艂a... Prawda?




Minsoo przest臋powa艂 z nogi na nog臋, tuptaj膮c w miejscu, bo po trzydziestu minutach czekania pod apartamentowcem, w kt贸rym mieszka艂a rodzina Min, czu艂, jakby jego nogi mia艂y zaraz odm贸wi膰 mu pos艂usze艅stwa. By艂o zimno, mokro, pada艂 艣nieg i cho膰 par臋 razy zdarzy艂o si臋, 偶e Ari gustownie si臋 sp贸藕nia艂a, jeszcze nigdy nie kaza艂a mu na siebie tyle czeka膰.
— Gdzie jeste艣? — szepn膮艂 do siebie cicho, a portier stoj膮cy przy wej艣ciu do budynku spojrza艂 na niego uwa偶nie. Musia艂 wygl膮da膰 do艣膰 zabawnie z ogromn膮 torb膮 prezentow膮, z kt贸rej wystawa艂y uszy pluszowego misia.
Ch艂opak wyci膮gn膮艂 telefon i ju偶 czwarty raz wybra艂 numer Ari, ale po drugiej stronie znowu w艂膮czy艂a si臋 poczta g艂osowa, wi臋c wcisn膮艂 urz膮dzenie z powrotem do kieszeni, przeklinaj膮c cicho pod nosem. Spojrza艂 w g贸r臋, robi膮c kilka krok贸w w ty艂, a na jego twarzy wymalowa艂 si臋 smutek. 
Poczeka艂 jeszcze kolejne dwadzie艣cia minut pod czujnym okiem portiera, a potem ruszy艂 chodnikiem w stron臋 metra. Dopiero gdy ju偶 mia艂 schodzi膰 w d贸艂 przej艣ciem podziemnym, przypomnia艂 sobie o prezencie, wi臋c zawr贸ci艂 do budynku i przekaza艂 na recepcji pakunek. 
Martwi艂 si臋 o Ari. Na imprezie bo偶onarodzeniowej musia艂o wydarzy膰 si臋 co艣, co sprawi艂o, 偶e dziewczyna nie mog艂a si臋 z nim spotka膰. A je艣li sta艂o jej si臋 co艣 z艂ego? Jest smutna, roz偶alona? Cierpi?
Spokojnie, Minsoo. J臋ki, kt贸re wydobywa艂y si臋 z jej ust, na pewno mia艂y 藕r贸d艂o w czym艣 innym, ni偶 w cierpieniu. Weso艂ych 艢wi膮t!





呕yczymy Wam weso艂ych (oraz znacznie spokojniejszych od naszych bohater贸w) 艣wi膮t! ❤

please, don't do this

chapter two
by coup d'茅tat and Rudy Chomik



— Chcia艂a艣 mnie widzie膰 — mrukn膮艂 Seojun i przekrzywi艂 g艂ow臋 odrobin臋 w lewo, unosz膮c przy tym wyczekuj膮co brwi. U艣miechn膮艂 si臋 pod nosem, przesuwaj膮c wzrokiem po twarzy dziewczyny, po czym skupi艂 si臋 na jej oczach. Robi艂 dobr膮 min臋 do z艂ej gry. Ten kr贸tki teatrzyk oboj臋tno艣ci odstawia艂 po prawdzie dlatego, by samego siebie przekona膰, 偶e nie ma si臋 czym denerwowa膰, bo cho膰 na jego twarzy widnia艂 klasyczny wyraz wyluzowania, w 艣rodku si臋 niemal gotowa艂. — T臋skni艂a艣? — doda艂, a jego u艣miech sta艂 si臋 odrobin臋 zadziorny.
Maska.
Czy ju偶 wszyscy wiedzieli o tym, co si臋 wydarzy艂o w Korei?
Siedzieli z Bluebell w restauracji na dachu wie偶owca, w kt贸rym dziewczyna mieszka艂a. Dziwnie by艂o znale藕膰 si臋 tam po dw贸ch latach, kiedy jeszcze nie tak dawno sp臋dzali tam co trzecie popo艂udnie, trzymaj膮c si臋 za r臋ce i szepcz膮c g艂upie s艂贸wka do ucha — ciesz膮c si臋 z zauroczenia tak, jak tylko potrafi膮 nastolatkowie.
Blue jednak nie wydawa艂a si臋 wyluzowana. Siedzia艂a na krze艣le, mierz膮c go uwa偶nym spojrzeniem i nie odwzajemni艂a jego u艣miechu, a gdy zada艂 pytanie, jej brew mimowolnie drgn臋艂a w wyrazie zaskoczenia. Seojun odnosi艂 dziwne wra偶enie, 偶e jest w stanie go przejrze膰 na wylot.
— To prawda, chcia艂am ci臋 widzie膰 — powt贸rzy艂a za nim, bo nie bardzo wiedzia艂a, jak ma mu przekaza膰 naj艣wie偶sze informacje. Rozejrza艂a si臋 dooko艂a, a upewniwszy si臋, 偶e nikt nie kr臋ci si臋 wystarczaj膮co blisko, aby pods艂ucha膰 ich rozmow臋, nachyli艂a si臋 delikatnie nad stolikiem. Postanowi艂a, 偶e najlepiej b臋dzie powiedzie膰 prawd臋, nie owijaj膮c w bawe艂n臋. — Jestem w ci膮偶y, Seojun — wyszepta艂a, a gdy tylko te s艂owa opu艣ci艂y jej usta, poczu艂a, jak robi si臋 w nich sucho i jednocze艣nie zaczyna j膮 mdli膰. Nie by艂a pewna, z jakiego powodu.
Seojun poczu艂 jakby spada艂. Jakby przez jego cia艂o, poczynaj膮c od czubka g艂owy, a na stopach ko艅cz膮c, przela艂 si臋 chlust lodowatej wody. Bardzo dobrze, 偶e siedzia艂, bo gdyby nie to, z pewno艣ci膮 znalaz艂by si臋 w tym momencie na posadzce.
— Nie — powiedzia艂, a z jego ust wydoby艂 si臋 jednocze艣nie nerwowy chichot. Jego wzrok z oczu Blue przeni贸s艂 si臋 prosto na jej brzuch i spocz膮艂 tam przez kr贸tk膮 chwil臋 zanim ch艂opak na powr贸t podni贸s艂 g艂ow臋. — Nie, to... Nie, Blue. Ja... Bells, powiedz, 偶e zebra艂o ci si臋 na g艂upie 偶arty.
 My艣la艂 tylko o sobie, przygl膮daj膮c si臋 wiadomo艣ciom od dziewczyny — 偶e z pewno艣ci膮 prawda o nim wysz艂a na jaw. Dopiero w tym momencie dotar艂o do niego, jakie to by艂o g艂upie. Nawet gdyby ca艂y Nowy Jork dowiedzia艂 si臋 o jego sytuacji, Blue nie mia艂a 偶adnego powodu, by skontaktowa膰 si臋 z nim cho膰 jeden raz, nie m贸wi膮c ju偶 o kilkunastu w艣ciek艂ych wiadomo艣ciach g艂osowych, kt贸re mu zostawi艂a.
— Nie gap si臋 tak — sykn臋艂a dziewczyna cicho, kul膮c ramiona. Nie chcia艂a, aby ktokolwiek wi臋cej si臋 dowiedzia艂. Na ten moment wiedzieli tylko oni dwoje i Bells chcia艂a, 偶eby tak pozosta艂o. Przynajmniej do czasu, a偶 zdecyduje, co dalej. Zmarszczy艂a brwi, spogl膮daj膮c na niego z kpi膮c膮 min膮. — O tak, to 偶arty, przecie偶 wiesz, jak wielkie mam poczucie humoru — zironizowa艂a, splataj膮c r臋ce pod biustem i odrobin臋 odchylaj膮c si臋 na krze艣le. — Nie, Seojun, nie 偶artuj臋 — doda艂a, aby ten kretyn przypadkiem nie wzi膮艂 jej poprzednich s艂贸w na powa偶nie. Przygl膮da艂a mu si臋 przez chwil臋 w milczeniu, bo tak naprawd臋 nie wiedzia艂a, co jeszcze mog艂aby powiedzie膰. — Ja... — zacz臋艂a, ale szybko zwiesi艂a g艂os. — Nie wiem, co zrobi膰 — szepn臋艂a zgodnie z prawd膮. 
Mia艂a by膰 gwiazd膮. Nadal mog艂a ni膮 by膰 i gdy zobaczy艂a pozytywny wynik, nie mia艂a w膮tpliwo艣ci, co do dalszego planu dzia艂ania. Czekaj膮c na jak膮kolwiek reakcj臋 Seojuna, nagrywaj膮c mu si臋 kolejny raz na skrzynk臋 czy wysy艂aj膮c wiadomo艣ci, zaczyna艂a si臋 zastanawia膰...
Ch艂opak wsun膮艂 d艂onie we w艂osy i przeczesa艂 je powoli, pochylaj膮c si臋 odrobin臋. Stara艂 si臋 zebra膰 my艣li, ale tak szybko wirowa艂y mu w g艂owie, 偶e nie by艂 w stanie wy艂apa膰 z nich czegokolwiek sensownego. Poza wyj膮tkowo realistyczn膮 wizj膮 jego matki, kt贸ra pr贸bowa艂a udusi膰 go poduszk膮... Chocia偶 mo偶e na to r贸wnie偶 by艂aby w stanie znale藕膰 wyt艂umaczenie? Nie martw si臋, Seojun. Wiem, potkn膮艂e艣 si臋 i wpad艂e艣 pani mi臋dzy nogi.
Nagle podni贸s艂 g艂ow臋, rejestruj膮c ostatnie s艂owa dziewczyny.
— Jak to... Nie wiesz? Czy to w sumie nie oczywiste? — powiedzia艂, wpatruj膮c si臋 w oczy dziewczyny z niedowierzaniem. — Chyba nie zastanawiasz si臋 nad tym, by... Zaraz, chcesz urodzi膰 to dziecko?
Bluebell odwr贸ci艂a spojrzenie od twarzy Korea艅czyka. 
Czy nie mia艂 racji? Czy wszystko w ich sytuacji nie by艂o oczywiste? 
Dziewczyna zacisn臋艂a wargi w cienk膮 lini臋 i pokr臋ci艂a powoli g艂ow膮. Decyzja, jak膮 mia艂a do podj臋cia nie by艂a 艂atwa. Chodzi艂o o jej przysz艂膮 karier臋, ale jednocze艣nie mia艂a dziwne przeczucie, kt贸re ci膮偶y艂o jej na sercu... Je偶eli to by艂a jedyna szansa? Mia艂a 艣wiadomo艣膰, jak bardzo wyniszcza sw贸j organizm, dlatego by艂a jeszcze bardziej zdziwiona, gdy test ci膮偶owy mia艂 pozytywny wynik.
— Nie wiem, w porz膮dku? — Nie podoba艂o jej si臋, w jaki spos贸b na ni膮 patrzy艂. Przecie偶 nie zrobi艂a tego specjalnie! — To... Trudne — burkn臋艂a, patrz膮c na twarz ch艂opaka. Mimowolnie u艂o偶y艂a r臋ce na swoim p艂askim brzuchu. 艢wiadomo艣膰, 偶e wewn膮trz rozwija艂o si臋 nowe 偶ycie by艂a szalona. Nie mie艣ci艂o jej si臋 to w g艂owie... Siedzia艂a przy stoliku i prowadzi艂a rozmow臋, a jednocze艣nie w jej brzuchu tworzy艂o si臋 偶ycie. — Po prostu... — Ponownie odwr贸ci艂a spojrzenie od jego twarzy i zagryz艂a warg臋. Nie wytrzyma艂a tak d艂ugo, opar艂a 艂okie膰 o stolik i wsun臋艂a koniuszki palc贸w do ust, aby zacz膮膰 skuba膰 z臋bami zadart膮 sk贸rk臋. — Nigdy nie podejrzewa艂am, 偶e b臋d臋 mia艂a taki problem...
— Ja te偶 nie — powiedzia艂 ch艂opak, patrz膮c dalej na Blue uwa偶nie. W ko艅cu wyci膮gn膮艂 r臋k臋, by z艂apa膰 j膮 lekko za d艂o艅, za t臋, kt贸rej sk贸rki tak uparcie obgryza艂a. Musia艂 zmieni膰 taktyk臋. — Nie denerwuj si臋.
Pierwszy szok min膮艂, a stres zaczyna艂 usuwa膰 si臋 na rzecz przedziwnej euforii. My艣li ju偶 nie wirowa艂y tak szybko. Przecie偶 jego sekret wci膮偶 by艂 bezpieczny, wi臋c nie by艂o si臋 czym martwi膰, czy nie tak?
— Rozumiem ci臋, Bells — wymrucza艂, g艂askaj膮c delikatnie wierzch d艂oni dziewczyny. — Ale chyba oboje wiemy, co w tej sytuacji powinni艣my zrobi膰, prawda?
Mimo wszystkich krzywd doznanych ostatnimi czasy, dalej by艂 tym samym zepsutym ch艂opakiem, kt贸ry przez 偶ycie przechodzi艂 tak, jakby ca艂y 艣wiat nale偶a艂 do niego. Niedawne za艂amanie nie pozbawi艂o go przecie偶 umiej臋tno艣ci piel臋gnowanych przez lata.
Z Bluebell Freasier poznali si臋 par臋 lat temu, gdy Seojun wraz z rodzicami zamieszkali w Nowym Jorku i szybko ich znajomo艣膰 przerodzi艂a si臋 w zwi膮zek. Nie by艂o to nic powa偶nego, a przynajmniej nie w oczach doros艂ych ludzi — relacja dw贸jki wczesnych nastolatk贸w, kt贸ra po kilku miesi膮cach (a raczej po poznaniu przez Blue sekretu kariery Kima) rozsypa艂a si臋 w drobny mak. Nie widzieli si臋 od tego czasu dwa lata, a ich drogi na powr贸t si臋 z艂膮czy艂y pewnego jesiennego wieczoru, gdy Seojun ujrza艂 na kuchennym blacie w domu rodzinnym zaproszenie na balet. Poszed艂 z zamiarem rozmowy, ale kiedy ju偶 zobaczy艂 dziewczyn臋, nie m贸g艂 sobie odpu艣ci膰 — im ona bardziej go odtr膮ca艂a, tym bardziej nie m贸g艂 si臋 doczeka膰, a偶 znowu wkupi si臋 w jej 艂aski. I wkupi艂. Par臋 tygodni p贸藕niej po imprezie charytatywnej w Plazie, tu偶 zanim wylecia艂 do Korei. By艂a to mi艂a podr贸偶 w przysz艂o艣膰.
Nie podejrzewa艂, 偶e wr贸ci jak bumerang.
— Nie wiem, czy chc臋... — odpar艂a Blue z naciskiem, a w jej spojrzeniu mo偶na by艂o ju偶 dostrzec up贸r.
— Masz siedemna艣cie lat, Bells, ja dwadzie艣cia — mrukn膮艂 Seojun s艂odkim tonem, dalej g艂askaj膮c delikatnie wierzch d艂oni dziewczyny. — Co by rodzice na to wszystko powiedzieli? My艣lisz, 偶e ucieszyliby si臋, 偶e c贸rka, w kt贸rej pok艂adaj膮 tak wielkie nadzieje, b臋dzie si臋 teraz bawi膰 w... Rodzink臋? A poza tym chujowi byliby z nas rodzice. Podobni do naszych.
Dziewczyna nie wydawa艂a si臋 jednak przekonana jego s艂owami. Spogl膮da艂a niech臋tnie na ich d艂onie i cho膰 si臋 nie odsun臋艂a, Seojun niemal czu艂 w powietrzu, jak ro艣nie w niej w艣ciek艂o艣膰.
— Czyli co? — zapyta艂a, uni贸s艂szy nagle spojrzenie na twarz ch艂opaka. — Tak po prostu chcesz mi powiedzie膰, 偶e mam sobie i艣膰 i, ot tak, pozby膰 si臋 go? Dziecka? — Opar艂a woln膮 d艂o艅 powoli na brzuchu. — Bo ty tak chcesz? Bo brak ci odpowiedzialno艣ci? Bo nie widzisz wi臋cej, ni偶 czubek w艂asnego nosa? Bo masz totalnie w dupie to, przez co ja b臋d臋 musia艂a przej艣膰?
Seojun przesta艂 si臋 u艣miecha膰. Zabra艂 d艂o艅 i mimo 偶e pr贸bowa艂 ze wszystkich si艂, nie m贸g艂 powstrzyma膰 grymasu w艣ciek艂o艣ci, kt贸ry cisn膮艂 mu si臋 uparcie na twarz.
— Tak. — Jego g艂os by艂 zimny jak l贸d. — By艂o mi naprawd臋 mi艂o ci臋 przelecie膰 ten miesi膮c temu, ale to nie znaczy, 偶e nabra艂em ochoty do bycia tatusiem. 
Blue zmru偶y艂a oczy.
— Nie zachowuj si臋 tak, jakbym by艂a szcz臋艣liwa z tego powodu, bo, uwierz, gdybym mog艂a wybiera膰 ojca dla swojego dziecka, luksusowa prostytutka by艂aby ostatnia na li艣cie — warkn臋艂a, uk艂adaj膮c d艂onie na blacie stolika. 
Nagle dziewczyna zerkn臋艂a w g贸r臋, orientuj膮c si臋, 偶e w kt贸rym艣 momencie musia艂 do nich podej艣膰 kelner. Wpatrywa艂 si臋 w nich teraz zdezorientowanym spojrzeniem, przenosz膮c wzrok od jednego do drugiego i chyba pr贸bowa艂 co艣 z siebie wydusi膰, ale g艂os musia艂 mu utkwi膰 w gardle.
— Spadaj st膮d. Po prostu id藕 — powiedzia艂 Seojun, machaj膮c r臋k膮 w kierunku m臋偶czyzny.
— Widz臋, 偶e dajesz dzisiaj pi臋kny popis dobrych manier. — Blue u艣miechn臋艂a si臋 s艂odko, si臋gaj膮c r臋k膮 po szklank臋 z wod膮. 艢ciska艂a j膮 tak mocno, 偶e knykcie jej pobiela艂y. — I niestety, ale twoja marna manipulacja nie przynios艂a skutku. Mo偶e dzia艂a na stare, zdesperowane baby... — Unios艂a brwi. — Ale nie na mnie, Seojun. Nie wiem, co postanowi臋, ale mo偶esz by膰 pewien, 偶e twojego zdania ju偶 nie b臋d臋 bra艂a pod uwag臋. 
Ch艂opak wpatrywa艂 si臋 w Blue przez moment. Poczu艂, jak r臋ce mu dr偶膮, lecz nie wiedzia艂 z jakiego powodu — czy z w艣ciek艂o艣ci, czy ze stresu. My艣la艂 jedynie o tym, 偶e ju偶 kolejny raz jego przysz艂e 偶ycie le偶a艂o w r臋kach kogo艣 innego, 偶e zn贸w traci艂 kontrol臋. 呕e co艣, czego nie chcia艂 ca艂ym sob膮, najprawdopodobniej si臋 zi艣ci. I 偶e kto inny ro艣ci sobie prawo do czego艣, co powinno by膰 r贸wnie偶 jego decyzj膮.
Mimo wszystko mia艂 jeszcze szans臋 na napraw臋 tej sytuacji. Rozmowa si臋 przecie偶 nie zako艅czy艂a, wi臋c m贸g艂 przedstawi膰 Blue swoj膮 racj臋 — poprosi膰, by liczy艂a si臋 z tym, czego pragnie i czego nie chce. Ale mia艂 ju偶 serdecznie do艣膰 pr贸艣b. I tak, jak ju偶 zosta艂o wspomniane, nie by艂 jednym z najlepszych ludzi 偶yj膮cych na tym 艣wiecie.
— Cho膰bym w艂asnymi r臋kami mia艂 ci臋 zrzuci膰 z twoich pi臋knych schod贸w z balustrad膮 — odwzajemni艂 u艣miech — nie dopuszcz臋 do tego, 偶eby艣 urodzi艂a moje dziecko. Nie dopuszcz臋. A sposob贸w jest wiele.
— Jeste艣 chory — stwierdzi艂a  Blue z obrzydzeniem, gwa艂townie wstaj膮c od sto艂u. Seojun z艂apa艂 dziewczyn臋 za nadgarstek i mocno poci膮gn膮艂 w swoj膮 stron臋, by na niego spojrza艂a. Sykn臋艂a z b贸lu, ale unios艂a wzrok. — Zwariowa艂e艣.
— Mo偶e. Ale to chyba kolejny pow贸d, by wybra膰 sobie innego kandydata na ojczulka, co nie? — wyrzuci艂 w艣ciekle, dalej trzymaj膮c jej r臋k臋. — Pami臋taj, Bells. Nie wrobisz mnie w to.
Dziewczyna w ko艅cu wyszarpa艂a r臋k臋 z u艣cisku. Pos艂a艂a mu jeszcze jedno w艣ciek艂e spojrzenie, po czym odwr贸ci艂a si臋 i ruszy艂a w stron臋 wyj艣cia. Seojun natomiast gwizdn膮艂 g艂o艣no, machaj膮c niedbale r臋k膮 w stron臋 kelnera. Nale偶a艂 mu si臋 stek. Najlepiej krwisty.






— Nie chcia艂by艣 mo偶e p贸j艣膰 na g贸r臋?
Dziewczyna, chyba o imieniu Gwyneth, kt贸ra siedzia艂a obok niego na kanapie, unios艂a g艂ow臋 i spojrza艂a na niego spod przymru偶onych powiek. Chwil臋 wcze艣niej zaplot艂a r臋ce na jego szyi, by m贸c zostawia膰 drobne poca艂unki gdzie艣 w okolicach jego ucha. By艂a wci臋ta, i to bardzo. Seojun nie przypomina艂 sobie, by kiedykolwiek wcze艣niej widzia艂 j膮 na swoich imprezach.
Organizowa艂 je ju偶 od lat. Apartament w stylu industrialnym nadawa艂 si臋 do tego znakomicie — ogromna, otwarta przestrze艅 a偶 si臋 prosi艂a, by zagospodarowa膰 j膮 na ma艂y klub. W samym 艣rodku pomieszczenia na pod艣wietlonej pod艂odze znajdowa艂o si臋 centrum imprezy, kanapy u艂o偶one w p贸艂okr膮g z widokiem na basem rozci膮gni臋ty pod przeszklon膮 艣cian膮. By艂a tam r贸wnie偶 i DJ'ka, i bar, nad kt贸rymi piecze sprawowali wynaj臋ci na t臋 okazj臋 profesjonali艣ci, ale te偶 ca艂kiem spory parkiet. Wystarczy艂 jeden telefon do asystenta, a impreza by艂a gotowa w p贸艂 godziny. Na pi臋trze znajdowa艂a si臋 cz臋艣膰 mieszkalna apartamentu, g艂贸wnie sypialnie go艣cinne. Jego sypialnia na uboczu prowadzi艂a na taras na dachu budynku, ale ta cz臋艣膰 mieszkania by艂a wy艂膮czona dla uczestnik贸w jego imprez.
— Nie — mrukn膮艂 i opar艂 si臋 wygodniej o kanap臋, woln膮 r臋k膮 przysuwaj膮c dziewczyn臋 bli偶ej siebie. By艂o mu ca艂kiem przyjemnie. Chcia艂, 偶eby si臋 zamkn臋艂a i kontynuowa艂a.
— Chyba dzi艣 jeste艣 jaki艣 nie w humorze, co? — odezwa艂 si臋 Brian, jego kumpel z agencji, kt贸ry siedzia艂 troch臋 dalej po prawej. Uni贸s艂 wzrok znad telefonu i u艣miechn膮艂 si臋 szeroko. 
Seojun przewr贸ci艂 oczami.
— Jakby艣 zgad艂. Wyj膮tkowo nie w humorze. — Upi艂 spory 艂yk szampana, patrz膮c wprz贸d na ludzi, kt贸rzy w艂a艣nie w ubraniach wskakiwali do basenu. Dziewczyna siedz膮ca obok niego zamrucza艂a cicho, po czym ugryz艂a go w szyj臋, na co zareagowa艂 warkni臋ciem. 
— A ty w og贸le wiesz, 偶e ta m艂oda redaktorka z Chin, ta... Margaret? Nie pami臋tam nazwiska. W ka偶dym razie chyba j膮 wyjebali z tego Vogue'a — za艣mia艂 si臋 Brian, kr臋c膮c g艂ow膮. — W艂a艣nie czyta艂em artyku艂. Najm艂odsza pani redaktor w historii, a d艂ugo nie poszala艂a. Ciekawe, za co j膮 wykopali. Podobno nie藕le...
— Zamknij si臋 — wysycza艂 Seojun. Zacisn膮艂 mocno z臋by i przymkn膮艂 oczy, odchylaj膮c g艂ow臋 w ty艂. Brian spojrza艂 na niego z zaskoczeniem, ale faktycznie zamilk艂, a potem lekko ura偶ony poni贸s艂 si臋 z kanapy i ruszy艂 w stron臋 basenu, zatrzymuj膮c si臋 jeszcze przy barze.
Ch艂opak jednak nie zwr贸ci艂 na to najmniejszej uwagi. Do jego g艂owy wr贸ci艂y obrazy sprzed kilku tygodni i wla艂y si臋 do jego my艣li gwa艂townie, osza艂amiaj膮c cia艂o — wyciskaj膮c powietrze z p艂uc, przyspieszaj膮c bicie serca, nasuwaj膮c mg艂臋 na oczy. S艂ysza艂 w uszach krzyki Margaret, jej j臋ki i rozkazy, jej gorzkie s艂owa. Widzia艂 jej twarz wykrzywion膮 u艣miechem zadowolenia. Czu艂 jej dotyk na swojej sk贸rze, palce wsuwaj膮ce si臋 we w艂osy, paznokcie wbijaj膮ce si臋 w jego cia艂o.
Podni贸s艂 si臋 nagle, prostuj膮c na kanapie. Gwyneth opad艂a na lewo, posy艂aj膮c mu zdziwione spojrzenie i wymamrota艂a co艣 pod nosem, ale muzyka gra艂a tak g艂o艣no, 偶e ch艂opak nawet jej nie us艂ysza艂. Wsta艂 i chwiejnym krokiem przeszed艂 przez pomieszczenie, raz po raz wpadaj膮c na go艣ci imprezy, a potem wbieg艂 po schodach na g贸r臋, wszed艂 do sypialni i zatrzasn膮艂 za sob膮 drzwi. Opar艂 si臋 o nie plecami i osun膮艂 powoli w d贸艂, na posadzk臋. Z zaci艣ni臋tych oczu powoli zacz臋艂y sp艂ywa膰 艂zy.
— Wyjd藕! Z mojej! G艂owy! — krzycza艂, uderzaj膮c si臋 zaci艣ni臋tymi pi臋艣ciami o skronie.
Si臋gn膮艂 r臋k膮 do kieszeni i wyci膮gn膮艂 telefon, by wy艣wietli膰 wiadomo艣ci tekstowe, a urz膮dzenie od razu pokaza艂o ostatni膮 konwersacj臋. Min Ari. Wys艂a艂 jej chyba pi臋tna艣cie wiadomo艣ci, od kiedy wr贸ci艂 z Korei i dalej nie raczy艂a mu odpisa膰. 
— Co robisz takiego wa偶nego? — mrukn膮艂 pod nosem do siebie, z gniewem ocieraj膮c trz臋s膮c膮 si臋 d艂oni膮 艂zy z policzka. 
W艂膮czy艂 Instagrama, postanawiaj膮c, 偶e skoro dziewczyna nie odpisa艂a mu na SMS'y, napisze do niej r贸wnie偶 i tam. Gdy jednak aplikacja wy艣wietli艂a informacj臋, 偶e u偶ytkownik o takiej nazwie nie istnieje, w ko艅cu do niego dotar艂o, o co chodzi. Ari wci膮偶 by艂a na niego z艂a, zablokowa艂a go. Zupe艂nie o tym zapomnia艂. I szczerze, z perspektywy czasu ta ich k艂贸tnia wydawa艂a mu si臋 trywialna.
Par臋 tygodni temu na pierwszym spotkaniu z Bluebell powiedzia艂 kilka, jak mu si臋 wydawa艂o, niewinnych k艂amstewek, kt贸re pomog艂yby mu wkupi膰 si臋 na powr贸t w 艂aski dawnej dziewczyny. Sam nie pami臋ta艂, co to dok艂adnie by艂o. Blue dopytywa艂a o relacj臋 jego i Ari, wi臋c na poczekaniu wymy艣li艂 co艣, co mog艂oby j膮 odci膮gn膮膰 od jakichkolwiek podejrze艅 — 偶e to ich rodziny napieraj膮 na kontakt ze wzgl臋du na to, 偶e 艂膮cz膮 ich interesy. 呕e rodzina Ari chce si臋 dobra膰 do kasy Kim贸w. I par臋 innych nieprzyjemnych rzeczy. G艂upich k艂amstw. Niewinnych k艂amstewek. A kiedy Blue wspomnia艂a o tym potem na imprezie charytatywnej, Ari tylko spojrza艂a na niego z wyrzutem, odwr贸ci艂a si臋 i odesz艂a, nie zaszczycaj膮c go cho膰by jednym s艂owem. Seojun naprawd臋 chcia艂 z ni膮 o tym porozmawia膰 i wyja艣ni膰 t臋 sytuacj臋, w jego g艂owie najzwyklejsze nieporozumienie na 艣wiecie, ale po wyje藕dzie do Korei i po tym, co tam zasz艂o, nie mia艂 do tego ani si艂y, ani g艂owy. Zapomnia艂.
Wybra艂 jej numer, a kr贸tki komunikat po drugiej stronie tylko go upewni艂, 偶e dziewczyna faktycznie go zablokowa艂a.
— Odpierdalasz, Min Ari — mrukn膮艂 cicho, chowaj膮c telefon do kieszeni. 
Wsta艂 powoli z pod艂ogi, a potem podszed艂 do lustra i przeczesa艂 palcami w艂osy, przygl膮daj膮c si臋 sobie w odbiciu uwa偶nie. Jego oczy dalej by艂y zaszklone.
Potrzebowa艂 jej. Ze wszystkich ludzi, kt贸rych zna艂, tylko Ari w tej chwili potrzebowa艂. By艂a jednym z niewielu sta艂ych element贸w jego 偶ycia. Przyjaci贸艂k膮, dziewczyn膮? Uzale偶nieniem czy mi艂o艣ci膮? Toksyczn膮 relacj膮, a mo偶e przyzwyczajeniem? 
Lub wszystkim tym jednocze艣nie.






— Nie, pan Kim nie mo偶e wej艣膰 do pokoju panienki Min. Nie, nie, nie. Pan musi wyj艣膰, nie mog臋 pana wpu艣ci膰. Prosz臋 i艣膰 do domu, panienki rodzic贸w te偶 dzisiaj nie ma.
Pokoj贸wka Ari sta艂a w korytarzu, podparta r臋kami o 艣ciany. Za wszelk膮 cen臋 nie chcia艂a dopu艣ci膰 do tego, by Seojun wszed艂 do 艣rodka apartamentu. Wygl膮da艂a komicznie.
— By艂em tu tysi膮c razy, prosz臋... — Nie wytrzyma艂 d艂u偶ej i ciche parskni臋cie wyrwa艂o mu si臋 z ust zanim zd膮偶y艂 si臋 pohamowa膰. — Nie mo偶esz mnie nie wpu艣ci膰.
Pani Renata, bo tak w艂a艣nie mia艂a na imi臋 pokoj贸wka pa艅stwa Min, nie wygl膮da艂a na przekonan膮. Zmarszczy艂a brwi i zwin臋艂a usta w cienk膮 lini臋, ale w ko艅cu opu艣ci艂a r臋ce, a tylko to wystarczy艂o ch艂opakowi, by m贸c si臋 przecisn膮膰 obok niej.
— Prosz臋 nie wchodzi膰 do sypialni! — krzykn臋艂a jeszcze, robi膮c kilka krok贸w do przodu.
— Nie martw si臋, Ratatouille! Obiecuj臋, tym razem b臋d臋 grzeczny!
Gdy tylko ch艂opak wszed艂 do sypialni, odetchn膮艂 z ulg膮. Renata go nie lubi艂a od bardzo dawna i nie by艂o to dla nich 偶adn膮 tajemnic膮, wr臋cz przeciwnie, od lat traktowali to z Ari jako ca艂kiem dobry 偶art. Jeszcze nigdy jednak nie by艂a tak uparta jak dzisiaj. 
Od艂o偶y艂 otwart膮 i na wp贸艂 opr贸偶nion膮 butelk臋 szampana na stolik przy 艂贸偶ku, w艂膮czy艂 ma艂膮 lampk臋 nocn膮, po czym zdj膮艂 p艂aszcz i rzuci艂 go niedbale na ziemi臋. Pr贸bowa艂 艣ci膮gn膮膰 jeszcze buty, ale gdy tylko si臋 pochyli艂, zakr臋ci艂o mu si臋 w g艂owie, wi臋c 偶eby nie powita膰 wracaj膮cej dziewczyny do艣膰 niemi艂膮 niespodziank膮, opad艂 po prostu na 艂贸偶ko. U艂o偶y艂 si臋 na poduszkach wygodniej i odgarn膮艂 z czo艂a w艂osy, kt贸re uparcie wpada艂y mu do oczu. Odpali艂 papierosa, rozpi膮艂 jeden guzik koszuli, si臋gn膮艂 po butelk臋 z szampanem. I czeka艂.






— Srebrne, czy z艂ote...
Brunetka zmarszczy艂a delikatnie brwi, przygl膮daj膮c si臋 roz艂o偶onym na blacie spinkom do krawatu. Nie by艂 to 艂atwy wyb贸r. Ka偶dy jej prezent musia艂 by膰 idealnie dopasowany, a odbiorc膮 tego konkretnego mia艂 by膰 jej ojciec. Wpatrywa艂a si臋 w b艂yszcz膮ce akcesoria od dobrych dwudziestu minut, zastanawiaj膮c si臋 kt贸ry z dodatk贸w by艂 tym odpowiednim i zapewne ju偶 dawno podj臋艂aby decyzj臋, gdyby nie te ci膮g艂e westchnienia osobnika za ni膮. 
— Przysi臋gam, jeszcze pi臋膰 minut i strac臋 kr膮偶enie w ramionach  j臋kn膮艂 ch艂opak, posy艂aj膮c jej b艂agalne spojrzenie, w tym samym czasie machaj膮c r臋kami, w kt贸rych trzyma艂 dziesi膮tki toreb zakupowych. Ari jedynie pokr臋ci艂a z rozbawieniem g艂ow膮, po czym si臋gn臋艂a d艂oni膮 w kierunku srebrnych, delikatnie zdobionych spinek i podsun臋艂a je w stron臋 ekspedientki, tym cichym gestem daj膮c jej zna膰, 偶e ostateczna decyzja zosta艂a podj臋ta. Minsoo kolejny raz wypu艣ci艂 powietrze z p艂uc. Tym razem by艂o to wyznacznikiem ulgi  koszmar 艣wi膮tecznych zakup贸w si臋 sko艅czy艂. 
No, przynajmniej na dzisiaj. 
— Chyba troch臋 nas ponios艂o.  Dziewczyna wyzna艂a przez 艣miech, gdy dwa kwadranse potem cali ob艂adowani przekraczali pr贸g apartamentu rodziny Min. U艣miech szybko jednak znikn膮艂 z jej twarzy, kiedy to poddenerwowana pokoj贸wka podbieg艂a do niej, z艂apa艂a j膮 za rami臋 i poci膮gn臋艂a w kierunku d艂ugiego korytarza. 
— Ja naprawd臋 przepraszam. Stara艂am si臋 go zatrzyma膰, ale panienka wie, jaki on jest. 
Te kilka s艂贸w wystarczy艂o, by Ari zrozumia艂a, o czym w艂a艣nie informowa艂a j膮 Renata. On... Gdzie艣 w g艂臋bi duszy dalej mia艂a cich膮 nadziej臋, 偶e to tylko jaki艣 g艂upi 偶art, a nie kolejny koszmar, kt贸ry nagle postanowi艂 wype艂zn膮膰 na powierzchni臋. Zdoby艂a si臋 na tyle, by wykrzywi膰 usta w co艣, co mia艂o imitowa膰 u艣miech i kiwn臋艂a g艂ow膮 w stron臋 kobiety.
— Prosz臋, pom贸偶 Minsoo z torbami  wyszepta艂a i bez zastanowienia ruszy艂a w kierunku swojej sypialni. W g艂owie mia艂a idealny plan — wiedzia艂a dok艂adnie, co mu powiedzie膰, jakich s艂贸w u偶y膰, gdzie uk艂u膰, by zabola艂o najbardziej. 
Jak on 艣mia艂? Tak nagle po prostu si臋 pojawi膰, jak gdyby nic si臋 nie sta艂o, bo tylko jego zachcianki i potrzeby liczy艂y si臋 najbardziej... By艂a z艂a, mia艂a ochot臋 krzycze膰, rzuci膰 si臋 na niego i wydrapa膰 mu oczy. Krew buzowa艂a jej w 偶y艂ach i w momencie, gdy otwiera艂a drzwi od pokoju, by艂a gotowa, by po prostu wybuchn膮膰. Nie powiedzia艂a jednak nic.
Z zaci艣ni臋t膮 szcz臋k膮 wpatrywa艂a si臋 w ch艂opaka roz艂o偶onego na jej 艂贸偶ku. I mo偶e to przez fakt, 偶e tak wiele razy przygl膮da艂a mu si臋 w tej samej pozycji, w dok艂adnie tym samym miejscu  bo pasowa艂 tam idealnie. A mo偶e to ten zadziorny, arogancki u艣mieszek, kt贸ry go艣ci艂 na jego pi臋knej bu藕ce. Nie potrafi艂a okre艣li膰 co by艂o powodem, ale na widok jego osoby co艣 w jej 艣rodku drgn臋艂o.
— Co tutaj robisz?  S艂owa wypowiedziane niemal szeptem. Nagle ka偶dy epitet, jaki mia艂a zaplanowany, rozwia艂 si臋 jak dym, a ona sta艂a jak wryta, uwa偶nie badaj膮c jego twarz. 
— Czekam na ciebie. 
Dopiero kiedy Seojun spojrza艂 na Ari, u艣wiadomi艂 sobie, jak bardzo potrzebowa艂 z ni膮 porozmawia膰. Chcia艂 jej powiedzie膰 o wszystkim. O Korei, o Margaret, o Blue. Nie wiedzia艂 tylko, jak zacz膮膰 t臋 opowie艣膰. Podni贸s艂 si臋 powoli do pozycji siedz膮cej, troch臋 si臋 przy tym chwiej膮c, a u艣miech znikn膮艂 mu z twarzy, zast膮piony dziwnym wyrazem. B贸lu. 
— T臋skni艂em — doda艂 zachrypni臋tym g艂osem.
Ari impulsywnie postawi艂a krok w prz贸d, jakby jej w艂asne cia艂o chcia艂o znale藕膰 si臋 w pobli偶u ch艂opaka, wtuli膰 w niego, napawa膰 znajomym zapachem. Zdrowy rozs膮dek wzi膮艂 g贸r臋 w chwili, gdy znalaz艂a si臋 przy brzegu 艂贸偶ka. Nie r贸b tego, to kolejna gra, zadzwoni艂o w jej uszach, bo w艂a艣nie to u艣wiadomi艂a sobie przez ostatnie dwa miesi膮ce — 偶e nie tak powinny wygl膮da膰 relacje z kim艣, kto si臋 przejmuje, kto t臋skni. Ten smutny wyraz twarzy, zmarnowany wygl膮d, podkr膮偶one oczy. Tak, w jej oczach to by艂a gra, kolejne zagranie, kt贸re pasowa艂o do jego schematu. 
— Troch臋 ci zaj臋艂o u艣wiadomienie sobie, 偶e dalej istniej臋  wysycza艂a w jego kierunku, jednak jej twarz czysta by艂a od jakichkolwiek emocji. 
Seojun westchn膮艂.
— Nie zapomnia艂em, 偶e istniejesz — powiedzia艂 twardo, patrz膮c jej w oczy. — Ja... Wydarzy艂o si臋 troch臋 g贸wnianych rzeczy w mi臋dzyczasie. W Korei. — Ostatnie s艂owo ledwo przesz艂o mu przez gard艂o. — S艂uchaj, wiem, 偶e zjeba艂em wtedy na imprezie. Ale to, co m贸wi艂a Blue, to nie by艂a prawda, dobrze o tym wiesz... Musia艂em jej co艣 powiedzie膰, 偶eby nie zadawa艂a pyta艅.
Ach, tak, kolejny krok  wym贸wka, odwr贸cenie uwagi, bezsensowne wyt艂umaczenia i machni臋cie r臋k膮 na ca艂膮 sytuacj臋  to by艂o tak bardzo w jego stylu, 偶e dziewczyna a偶 prychn臋艂a.
— Oczywi艣cie, musia艂e艣 mnie upokorzy膰, by dobra膰 si臋 do jej majtek, inaczej ca艂e twoje starania posz艂yby na marne  za艣mia艂a si臋 cicho pod nosem, kiwaj膮c w tym samym czasie z udawanym zrozumieniem g艂ow膮. — Wybacz, jak 艣mia艂am si臋 obrazi膰, to takie g艂upie z mojej strony.  Ka偶de kolejne s艂owo nas膮czy艂a sarkazmem, bo w jej przekonaniu tylko tego ch艂opak by艂 w tej chwili wart. 
 — Kurwa, Ari, musisz by膰 taka? — mrukn膮艂 zrezygnowany, przewracaj膮c oczami. — Masz racj臋, dobra. Przykro mi, nie powinienem by艂 tego m贸wi膰, przepraszam. — Upi艂 艂yk szampana prosto z butelki, a potem od艂o偶y艂 j膮 z cichym trzaskiem na stolik nocny. — A teraz chod藕 do mnie. Potrzebuj臋 ci臋. Prosz臋.
Tym razem nie u偶y艂a s艂贸w, ale w odpowiedzi na jego pro艣b臋 podesz艂a bli偶ej. Na tyle blisko, by poczu膰 jego ciep艂y oddech na swojej sk贸rze, gdy pochyli艂a si臋, spogl膮daj膮c mu prosto w oczy. Kiedy jej d艂o艅 wyl膮dowa艂a na jego policzku, delikatnie g艂adz膮c jego powierzchni臋 kciukiem, w jego br膮zowych t臋cz贸wkach ujrza艂a ulg臋 i spok贸j, jakby nagle poczu艂 si臋 bezpieczny. Zbli偶y艂a si臋 jeszcze bardziej, napawaj膮c t膮 chwil膮, jej usta kilka milimetr贸w od niego.
— My艣l臋, 偶e powiniene艣 ju偶 p贸j艣膰 — wyszepta艂a cicho, wargami muskaj膮c jego ucho. Tak szybko jak znalaz艂a si臋 przy jego boku, tak szybko znikn臋艂a.
— Ari-ya! — St艂umiony krzyk dobieg艂 ich z przedpokoju. — Gdzie znikn臋艂a艣? — Br膮zowa czupryna wychyli艂a si臋 zza drzwi. Chwil臋 zaj臋艂o Minsoo przystosowanie si臋 do panuj膮cego w sypialni p贸艂mroku i dopiero po kilku sekundach b艂膮dzenia spojrzeniem po pokoju u艣wiadomi艂 sobie, 偶e dziewczyna nie by艂a tam sama.
— Seojun? — zapyta艂 niepewnie, dalej przygl膮daj膮c si臋 ch艂opakowi usadowionemu na kra艅cu 艂贸偶ka. Mo偶e w innych okoliczno艣ciach widok podpitego m臋偶czyzny z porozpinan膮 koszul膮 w sypialni jego dziewczyny wzbudzi艂by w nim jakie艣 podejrzenia, w tej jednak chwili Minsoo my艣la艂 tylko o tym, 偶e w ko艅cu po latach mia艂 okazj臋 zobaczy膰 swojego dawnego przyjaciela. 
— To naprawd臋 ty! — doda艂 z nutk膮 ekscytacji w g艂osie. U艣miechn膮艂 si臋 sam do siebie, pokr臋ci艂 troch臋 g艂ow膮, jakby dalej niedowierzaj膮c ca艂ej tej sytuacji i pow臋drowa艂 w kierunku ch艂opaka, by po chwili usi膮艣膰 obok niego i klepn膮膰 go otwart膮 d艂oni膮 w kolano.
— Ju偶 si臋 ba艂em, 偶e si臋 nie zobaczymy.  Szeroki u艣miech wpe艂z艂 na jego twarz, chocia偶 musia艂 przyzna膰, 偶e oboje  Seojun i Ari  nie wygl膮dali, jakby by艂o im do 艣miechu. Nie s膮dzi艂, 偶e by艂o to co艣 powa偶nego. No, nie a偶 tak powa偶nego, czemu kilka butelek soju i miska tteokbokki nie mog艂yby podo艂a膰. 
— Bo w sumie, mieli艣my wr贸ci膰 z Ari do Chinatown co艣 zje艣膰, m贸g艂by艣 wpa艣膰 z nami.  W tej chwili wsta艂 z 艂贸偶ka i podszed艂 do dziewczyny, by z艂apa膰 j膮 za r臋k臋. — Nie mamy nic przeciwko, prawda?  Delikatnie u艣cisn膮艂 jej d艂o艅, jakby chcia艂 jej da膰 zna膰, 偶e dziewczyna nie ma si臋 czym przejmowa膰 i 偶e zaraz wszystko b臋dzie dobrze. W ko艅cu byli przyjaci贸艂mi. Wzrok dalej jednak mia艂 skupiony na Seojunie, wyczekuj膮c jego odpowiedzi. 
Kim zerkn膮艂 na ich splecione d艂onie, a potem podni贸s艂 spojrzenie na Minsoo. Jego twarz rozszerzy艂 szeroki, nienaturalny u艣miech, a oczy pozosta艂y zimne. Nie mamy nic przeciwko?
— Jestem chyba jednak troch臋 zm臋czony — odezwa艂 si臋 w ko艅cu do dawnego przyjaciela, bo nie m贸g艂 ju偶 d艂u偶ej milcze膰. Podni贸s艂 si臋 powoli z 艂贸偶ka i zrobi艂 krok w stron臋 drzwi. — I my艣l臋... 呕e powinienem ju偶 p贸j艣膰? — Pos艂a艂 jeszcze jedno kr贸tkie, niedowierzaj膮ce spojrzenie w kierunku Ari, mimowolnie znowu zerkaj膮c na ich splecione d艂onie, i ruszy艂 do wyj艣cia. W progu pokoju odwr贸ci艂 si臋 ostatni raz, by si臋 po偶egna膰, ale ani Minsoo, ani Ari nie patrzyli ju偶 w jego stron臋. U艣miechali si臋 do siebie, szepcz膮c co艣 cicho.






艢wiat艂a, cia艂a ta艅cz膮ce na parkiecie, g艂o艣na muzyka. Kto艣 podchodzi do niego i chyba pr贸buje z nim porozmawia膰, ale Seojun nie jest w stanie skupi膰 wzroku na czymkolwiek, a co dopiero zarejestrowa膰, o czym ten kto艣 do niego m贸wi. Potyka si臋. Min臋艂o kilka sekund i nagle orientuje si臋, 偶e opiera si臋 r臋kami o blat niskiego stolika. 
Potem z czasem dzieje si臋 co艣 dziwnego — jest w kilku miejscach na raz. 
By艂 na dole, w swoim apartamencie, w艣r贸d t艂umu ludzi, a nagle jest na g贸rze w sypialni, chyba z kim艣. S艂yszy dziewcz臋cy 艣miech. Nagle widzi swoje r臋ce, wprawnym ruchem zsuwaj膮ce bia艂y proszek w r贸wn膮, cienk膮 lini臋. Jaki艣 damski g艂os. I m臋ski g艂os, jego g艂os. Znowu jest na parkiecie. Zamyka oczy, a gdy je otwiera, jest w jacuzzi, te偶 z dziewczyn膮, ale chyba inn膮, bo wcze艣niej miga艂y mu przed twarz膮 jasne w艂osy, te s膮 ciemne. Kto艣 krzyczy co艣 weso艂o, do jego uszu dochodzi brz臋k szklanek. Po艂yka tabletk臋. Ca艂uje si臋 z kim艣, czuje obce r臋ce na ciele. S艂yszy j臋ki, brzmi膮 ca艂kiem znajomo — chyba swoje? Znowu jest na parkiecie, robi par臋 krok贸w wprz贸d, w stron臋 przeszklonej 艣ciany. 
Nowy Jork wygl膮da tak pi臋knie noc膮. Czy kiedykolwiek wcze艣niej przesz艂o mu to przez my艣l? Podchodzi jeszcze bli偶ej, jego umys艂 zalewa fala ekscytacji i pierwszy raz do jego w膮t艂ej 艣wiadomo艣ci dochodzi, 偶e chyba dzieje si臋 co艣 niedobrego. Czuje, jakby co艣 bardzo ci臋偶kiego u艂o偶y艂o si臋 na jego klatce piersiowej, wybijaj膮c jednocze艣nie szybki rytm. Co wybija ten rytm? Co tak t艂ucze w serce?
G艂o艣ny krzyk, szarpni臋cie za rami臋. Wyswobadza si臋 z u艣cisku.
Nagle 艣wiat艂o ga艣nie, muzyka ucicha, ale nie zupe艂nie — dalej j膮 s艂yszy, cho膰 jest jaka艣 przyt艂umiona, jakby rozbrzmiewa艂a gdzie艣 bardzo, bardzo daleko. Chce z艂apa膰 oddech, ale powietrze pali jego gard艂o, oczy, dusi go. Chce walczy膰 z brakiem tlenu, ale nie potrafi. Chce mrugn膮膰 i zn贸w przenie艣膰 si臋 w czasie, ale tym razem to ju偶 nie dzia艂a.
Zamyka wi臋c oczy. Widzi Margaret, jej pe艂en triumfu u艣miech, wyraz wstr臋tu na twarzy Bluebell, gdy powoli kr臋ci g艂ow膮, a w ko艅cu widzi te偶 i Ari, jej ciep艂e spojrzenie, w kt贸rym pr贸偶no szuka膰 zaufania.

— Halo?! Prosz臋 przyjecha膰... M贸j kumpel, on chyba... B艂agam przyjed藕cie. Wpad艂 do wody i on teraz...
Jaka艣 dziewczyna wyrwa艂a telefon z r臋ki roztrz臋sionego ch艂opaka.
— Halo? Tak, kto艣 wpad艂 do basenu. Tak, oddycha. Dok艂adnie, zgadza si臋. Brian, nie wi艣 tak nad nim, odsu艅 si臋. Trz臋sie si臋, jest prawdopodobie艅stwo... Tak, w艂a艣nie, m贸g艂 przedawkowa膰. Ju偶 pani podaj臋 adres...





Dzi臋kuj臋 bardzo autorkom Bluebell Freasier oraz Min Ari za pomoc w stworzeniu drugiej cz臋艣ci nieprzyjemnych przyg贸d mojego nieprzyjemnego Seojuna, a wszystkim tym, kt贸rzy przeczytali ta艣moci膮g vol. II, za po艣wi臋cenie swojego czasu! Mam nadziej臋, 偶e podoba艂 Wam si臋 dalszy ci膮g uprzykrzania mu 偶ycia... Je艣li wena dopisze, pojawi si臋 jeszcze trzecia i ostatnia cz臋艣膰 w 艣wi臋ta, ale p贸ki co id臋 sobie na notkowy urlopix i zaczynam w膮teczix. Bu藕ka!

LABELS

archiwum karta postaci dodatek instagram plotkara.net administracja opowiadanie lista obecno艣ci coup d'茅tat izana.ami seapolyp Rudy Chomik Axolotl Ice Queen poprzednia karta Kim Seojun Min Ari Lee Minsoo sheepster Czerwona Panda event Mirabelka Octavia Blanchard origami posta膰 aktywna white chocolate Cie艅 Miesi膮ca Eros Lim Lean Farrah Rymill danielle song iris Bluebell Freaser Jackson Howard Jolene Redwood L茅a Louise Chevalier Sol namgi jung Ahn Sunghoon Jeong Yosoo Park Daehyun irys la volpe yechan powell Boubble B Cillian Montgomery Cornelia Watson Fabien J. Cadieux Gabriel Salvatore Gingerbread Latte Jadis Walthew-Meijer Junyi Landi Just don't. Lia Donovan Lian Meyer Meredith Ridgeway Mika Mr. Sandman Oriana Duarte Park Daebi Park Hyunjin Rusted Soul Sophie Wellington Tonksia Vincent Madden Violet Brennan Willow Mahoney Yongsun Ward antares befcia cinnamoon gideon yamada ma艂amorderczyni pisarz mi艂o艣ci szczurzyca zimno mi A.J. Cruz Alsa Howler Altruistka Atramentowa Berinella Sinclair Bulldog Cappuccino Carmen Varley Carm猫la blanchard Crying Girl Edgar A. Hastings Elena Huntington Elisa Lauder Emerson Seymour Emily Robbins Evander Javits Ezequiel F. Rodriguez Fabian Cavallaro Han Yuri Honey Hwan Icarus Ardell India Jones Jacob Miller Jessica Fischer Kei Tang Keith Reinhart Lee Mingi Lucas Carter Mason Chatto Meow Mila Johnson Moon Halliwell Moon Sohee Niewidzialna Niktmare. Simelon Vincent Cole William Harrison Zarina Hayat Zuri Williams bzdurmisia caden whitmore heroin hong sunoo hopeless jiyoung youn kasztan kwon taeyang lisiecka melancholijne westchnienie mijoo seo minjae moon oliver larsen sallow girl silly Alexios Argyropoulos Alyvia Clark Amelia Harrison Anael Gabriele Schubert Arthur Morrison Audemars Aurora Ratchford Ava Norwood Bastian Salzer Blair Waldorf Blake Murphy Caleb Ashby Cassian Rafferty-Whittaker Charlene Lieberman Charles Ruiz Choi "One" Eunwoo Devon Myers Elizabeth Madden Elliot Byun Hannah Love Henry Marcus Carrington Honey Lovett Icarus Prescott Jade Query Jamie Holst Jane Bloomberg Jared Hamish Kamanai Kang Haneul Karl Wilmar Kip Harris Kojot Laurent Blanchard Luna Myers Margot Yves Marie Wall Milana Cavallaro Nam Jonghyun Naturelle Catarina Tavernier Niall Dwight Nicolas Grimaldi Noor Wilmar Olivier Evans Ottilie Watson-Cruz Oz Weisenfeldt Park Doyun Pornografia Rosalie Church Ryujin Young Sierra Clemente Sloane Sweeney Sophia Demiri Ves Wayne Dawson caticorn devon ethan watson ivy liu kaczorek kanchana moore lechat louise bass myself noc wrze艣niowa oblivion reddish ruse scraper song jiyeon s艂owik vch victor brennan will schumer willow witch yohan ryoo 艣nie偶ka