chapter five
by coup d'茅tat and Rudy Chomik

17 lutego 2023
— Mam po dziurki w nosie tych g艂upich gier, manipulacji... Tego! — D艂oni膮 wskaza艂a na dystans, kt贸ry ich dzieli艂. Na siebie, na niego. — Tego wszystkiego mam do艣膰 — wycedzi艂a przez z臋by, a jej d艂onie zacz臋艂y dr偶e膰. Jeszcze chwila i mia艂a wra偶enie, 偶e wybuchnie.
— To jest nas dwoje.
Jakby wiedzia艂, co ma powiedzie膰, by j膮 sprowokowa膰. W kilku krokach pokona艂a dystans, kt贸ry ich dzieli艂 i stan臋艂a przed nim, g艂ow臋 zadzieraj膮c do g贸ry. Mierzyli si臋 w艣ciek艂ym spojrzeniem.
— No co, Min Ari? Co by艣 mi chcia艂a powiedzie膰?
— Wygra艂e艣 Seojun, a ja przysz艂am ci oficjalnie pogratulowa膰 — wykrzycza艂a g艂o艣no, jednocze艣nie unosz膮c r臋ce do g贸ry w dramatycznym ge艣cie.

17 lutego 2023
Nie potrafi艂 dok艂adnie okre艣li膰, kiedy jego twarz na widok Seojuna zacz臋艂a si臋 rozpromienia膰, a usta wykrzywia膰 w szerokim u艣miechu, kt贸ry wcale — jak lubi艂 sobie wmawia膰 — nie by艂 sztuczny. Wszystko zacz臋艂o si臋 szybko, za szybko, a potoczy艂o tak naturalnie, 偶e poranki sp臋dzone w apartamencie bruneta sta艂y si臋 codzienno艣ci膮... Do tego stopnia, 偶e w prywatnej 艂azience przy sypialni Seojuna obok jego szczoteczki do z臋b贸w znajdowa艂a si臋 ta nale偶膮ca do Sunghoona.
Ich relacja by艂a inna ni偶 te, do kt贸rych przywyk艂 Ahn. Owszem, pocz膮tkowo jego cel by艂 prosty i nie r贸偶ni艂 bardzo od jego dotychczasowych podchod贸w. Zainteresuj, uwied藕, zabaw, z艂am, zostaw i zapomnij. I jak trzy pierwsze podpunkty z jego listy zosta艂y osi膮gni臋te bez wi臋kszych problem贸w, tak z jakiego艣 powodu ch艂opak nie m贸g艂 si臋 zmusi膰, by posun膮膰 si臋 o kolejny krok i z艂ama膰 Seojuna. Zdawa艂 sobie spraw臋 z tego, 偶e sprawia艂o to problem, a w jego g艂owie narasta艂y niewygodne pytania, ale Sunghoon ignorowa艂 ten natr臋tny g艂osik na rzecz jeszcze kilku chwil zapomnienia. T艂umaczy艂 sobie, 偶e wi臋ksze zaanga偶owanie b臋dzie tego warte, 偶e zaufanie, jakim obdarzy艂 go Seojun, sprawi, 偶e satysfakcja, gdy zako艅czy zabaw臋, odp艂aci mu ten zmarnowany czas.
I wtedy w艂a艣nie pierwszy raz Sunghoon poczu艂 strach. Narastaj膮cy strach powoduj膮cy niezno艣n膮 gul臋 w gardle, kt贸r膮 niemo偶liwie by艂o prze艂kn膮膰. Obraz ca艂ej tej sytuacji nie by艂 ju偶 tak przejrzysty, a jego plan nagle przeistoczy艂 si臋 w co艣 bardzo skomplikowanego. Ba艂 si臋, bo nie wiedzia艂, co zrobi膰, ani jak zareagowa膰 — z jednej strony przecie偶 by艂o idealnie, Seojun po艂kn膮艂 haczyk i da艂 si臋 zapomnie膰, a Sunghoon widzia艂 ten b艂ysk w jego oku, gdy ich spojrzenia skrzy偶owa艂y si臋 ze sob膮. W Seojunie musia艂y narodzi膰 si臋 jakie艣 uczucia, ka偶dy jego dotyk i gest by艂y tego jawnym przyk艂adem, testamentem jego emocji. Sunghoon mia艂 go w gar艣ci, w ka偶dej chwili m贸g艂 zacisn膮膰 pi臋艣ci i zgnie艣膰 to wszystko w drobny py艂, jednak... i w nim co艣 drgn臋艂o. Co艣, co sprawi艂o, 偶e zacz膮艂 czu膰.
Kiedy wi臋c brunet otworzy艂 si臋 przed nim i dr偶膮cym g艂osem opowiedzia艂 o swojej przesz艂o艣ci, o tym, co wydarzy艂o si臋 w Korei, o Margaret, Sunghoon zamiast za艣mia膰 si臋 gorzko i wykorzysta膰 idealn膮 okazj臋 przybra艂 zmartwiony wyraz twarzy. Jego d艂o艅 zamiast w kierunku sto艂u, by zebra膰 swoje rzeczy ze stolika, pow臋drowa艂a na policzek Seojuna, aby otrze膰 艂zy, a jego usta nie wypowiedzia艂y nas膮czonych jadem s艂贸w, jedynie szepta艂y te koj膮ce zapewnienia, 偶e ju偶 teraz wszystko b臋dzie dobrze. W tamtym momencie nie pragn膮艂 niczego innego, jak sprawi膰, by Seojun znowu poczu艂 si臋 bezpiecznie, a ka偶dy, kto kiedykolwiek przyczyni艂 si臋 do jego cierpienia, znikn膮艂 z powierzchni ziemi.
Ba艂 si臋 tego, co robi艂 i jaki wp艂yw mia艂 na niego Kim, ale brunet skutecznie t艂umi艂 jego obawy, gdy przebywali w swoim otoczeniu. Zasadzi艂 w nim nadziej臋, 偶e tak mog艂o by膰 zawsze, 偶e wcale nie musieli stawia膰 sobie dziwnych granic, 偶e ta zabawa wcale nie musia艂a si臋 ko艅czy膰. Ka偶dy z nich m贸g艂 dalej prowadzi膰 sw贸j bardzo popaprany styl 偶ycia, a wieczorami zapomina膰, 偶e 艣wiat istnia艂 poza 艣cianami ich apartament贸w. By艂o tak dobrze, 偶e Sunghoon da艂 si臋 zatraci膰 i okaza艂 s艂abo艣膰. Po raz pierwszy w swoim 偶yciu przej膮艂 si臋 losem drugiego istnienia, po raz pierwszy z艂ama艂 w艂asne zasady i po raz pierwszy u艣wiadomi艂 sobie, jak wielkim by艂 g艂upcem.
Mia艂o by膰 dobrze, by艂 na prowadzeniu, jednak to Seojun okaza艂 si臋 by膰 tym, kt贸ry postawi艂 ostateczny ruch, zostawiaj膮c go na przegranej pozycji.
Szach-mat.
— Jak to... Mam sobie i艣膰? — Sunghoon zacisn膮艂 wargi w cienk膮 lini臋, patrz膮c Seojunowi w oczy z tak gor膮c膮 w艣ciek艂o艣ci膮, 偶e ten a偶 cofn膮艂 si臋 o krok.
By艂a dwudziesta druga, w艂a艣nie wr贸cili do apartamentu Kima po kolacji, a dzie艅 rzeczywi艣cie sp臋dzili wyj膮tkowo mi艂o. A偶 do teraz.
— Zaufaj mi, nie chcesz by膰 tego 艣wiadkiem.
— 艢wiadkiem czego? O co ci, kurwa, chodzi?
Blondyn wsta艂 teraz z kanapy, na kt贸rej jeszcze kilka minut wcze艣niej prowadzili cywilizowan膮 dyskusj臋, a偶 telefon Seojuna nagle nie zawibrowa艂, skupiaj膮c na sobie ca艂膮 jego uwag臋.
— Ari tu jedzie — wymamrota艂 Seojun, rzucaj膮c kr贸tkie spojrzenie na wy艣wietlacz. Potem powr贸ci艂 spojrzeniem do blondyna i lekko zmarszczy艂 brwi.
Rzadko zdarza艂o si臋, by Seojunowi zrobi艂o si臋 g艂upio. Nie by艂 po prostu tym typem cz艂owieka. Teraz jednak mia艂 ochot臋 przest膮pi膰 z nogi na nog臋, tak niezr臋cznie poczu艂 si臋, widz膮c w oczach Sunghoona co艣, na co nie by艂 przygotowany. Nieme potwierdzenie. Ale nie m贸g艂 zareagowa膰, nie tak, jak chcia艂, bo przecie偶 to wszystko mi臋dzy nimi nie by艂o prawdziwe. Byli tylko kumplami, prawda? A Ahn by艂 zwyczajnie niezadowolony, bo ich wsp贸lny wiecz贸r mia艂 si臋 przedwcze艣nie zako艅czy膰. I wed艂ug tego scenariusza Seojun powinien post臋powa膰.
Gdyby to wszystko wydarzy艂o si臋 trzy tygodnie wcze艣niej, pewnie skaka艂by pod sam sufit ze szcz臋艣cia. Do tego celu d膮偶y艂 przez tak d艂ugi czas... Czemu wi臋c czu艂 teraz jedynie frustracj臋 i gniew?
— B臋dzie za jakie艣 dziesi臋膰 minut i... Chcia艂bym z ni膮 pogada膰.
Sunghoon parskn膮艂 g艂o艣no, gdy tylko imi臋 dziewczyny opu艣ci艂o usta Seojuna. By艂 w艣ciek艂y, bo widocznie ca艂e jego starania tak naprawd臋 posz艂y na marne, a brunet dalej mia艂 zamiar jak pos艂uszny szczeniaczek rzuci膰 si臋 za swoj膮 podobno przyjaci贸艂k膮.
— Wiesz co, Seojun, jeste艣 偶a艂osny. Naprawd臋 spodziewa艂em si臋 po tobie czego艣 lepszego.
Bola艂o. 艢wiadomo艣膰, 偶e kto艣 inny liczy艂 si臋 bardziej i w艂a艣nie mia艂 zaj膮膰 jego pozycj臋 irytowa艂a go tak bardzo, 偶e jedynym logicznym rozwi膮zaniem wydawa艂 si臋 atak. Wi臋c ubra艂 sw贸j gniew w s艂owa i obdarowa艂 nim ch艂opaka.
— 呕a艂osny? — Seojun natomiast nie znosi艂 poczucia winy. W trybie natychmiastowym przeku艂 te niechciane uczucia w z艂o艣膰 na Sunghoona, a s艂owa, jakie od niego us艂ysza艂, tylko mu w tym pomog艂y. Bo w ko艅cu kim on my艣la艂, 偶e jest, odzywaj膮c si臋 do niego w ten spos贸b? — Czekaj, bo chyba nie rozumiem. O艣wie膰 mnie, czemu uwa偶asz, 偶e jestem 偶a艂osny?
Sunghoon zacz膮艂 powolnie sun膮膰 po pokoju, d艂ugimi krokami przemierza艂 dystans od jednej 艣ciany, do drugiej. Mentalnie prowadzi艂 w g艂owie dialog i ubiera艂 w s艂owa to, co chcia艂 przekaza膰 brunetowi. Seojun patrzy艂 na niego, unosz膮c brew w g贸r臋 i jednocze艣nie czuj膮c, 偶e coraz bardziej si臋 irytuje.
— Wybacz za moj膮 bezpo艣rednio艣膰, ale nie wiem jak inaczej to sformu艂owa膰 — zacz膮艂, zatrzymuj膮c si臋 kilka metr贸w od Seojuna. — Min znudzi艂a si臋, zast膮pi艂a twoj膮 osob臋 now膮 zabawk膮, olewa艂a przez ostatnie miesi膮ce, a teraz nagle przypomnia艂a o twoim istnieniu.
By艂 bli偶ej. Z ka偶d膮 sekund膮 dystans zmniejsza艂 si臋, a偶 Sunghoon stan膮艂 wprost przed nim, spogl膮daj膮c na niego z g贸ry, jakby chcia艂 pokaza膰 swoj膮 wy偶szo艣膰 i u艣wiadomi膰 Seojunowi, 偶e ten by艂 po prostu s艂aby i niemi艂osiernie g艂upi. Chcia艂 go upokorzy膰. Po raz pierwszy naprawd臋 chcia艂 go zrani膰.
— A ty oczywi艣cie przywitasz j膮 z otwartymi ramionami, dasz wyp艂aka膰, sp臋dzicie razem wspania艂e chwile, kt贸re z pewno艣ci膮 co艣 znacz膮 — uni贸s艂 w g贸r臋 d艂onie, palcami tworz膮c cytaty w powietrzu — tylko po to, by rano u艣wiadomi艂a sobie, 偶e dla niej jeste艣 tylko odskoczni膮 od normalnego 偶ycia, w kt贸re tak bardzo Ari lubi si臋 bawi膰. — Nachyli艂 si臋 nieco, tak, by spojrze膰 Seojunowi prosto w oczy. Spojrzenie zimne jak l贸d, kipi膮ce obrzydzeniem, kt贸re mia艂o przeszy膰 odbiorc臋 dreszczem.
Powinien to zrobi膰 tygodnie temu, powinien trzyma膰 si臋 planu, a nie jak idiota da膰 rozproszy膰.
— Wi臋c tak, jeste艣 偶a艂osny. Ale przynajmniej co艣 was 艂膮czy. Ciebie i Ari. — Gdyby tylko m贸g艂, dla dramatycznego efektu splun膮艂by na posadzk臋 chwil臋 po tym, gdy imi臋 dziewczyny opu艣ci艂o jego wargi, bo nawet wspomnienie o niej pozostawia艂o w ustach Sunghoona gorzkawy, nieprzyjemny posmak.
Dopi膮艂 swego, ka偶de s艂owo nas膮czone ironi膮 i jadem bola艂o Seojuna do 偶ywego. Brunet patrzy艂 w g贸r臋 w oczy ch艂opaka, a w jego spojrzeniu wida膰 by艂o smutek, cho膰 usta ze z艂o艣ci zacisn膮艂 wcze艣niej w grymasie. Dopiero ostatnie zdanie go otrze藕wi艂o.
Seojun m贸g艂 m贸wi膰 o Ari co tylko mu si臋 podoba艂o. Nikt inny nie mia艂 prawa.
— Spierdalaj — powiedzia艂 zimno, wr臋cz lodowato. Zmarszczy艂 nos, jakby poczu艂 jaki艣 brzydki zapach, po czy powoli pokr臋ci艂 g艂ow膮. — Dos艂ownie, Sunghoon. Spierdalaj.
Sunghoon za艣mia艂 si臋 jedynie cicho i przytakn膮艂 Seojunowi, mimo 偶e gdzie艣 w 艣rodku przeszywa艂 go niemi艂osierny b贸l. Czu艂 si臋 zupe艂nie, jakby w kt贸rym艣 z jego mi臋艣ni utkwi艂o cia艂o obce, kt贸re za wszelk膮 cen臋 chcia艂o si臋 wyrwa膰, rozrywaj膮c tkank臋, pozostawiaj膮c jedynie okropnie brzydk膮 i cholernie trudn膮 do zagojenia ran臋. Ale Ahn nie m贸g艂 da膰 po sobie pozna膰, 偶e jedyne, czego pragn膮艂, to by Seojun rzuci艂 si臋 za nim i zatrzyma艂 w progu drzwi. M贸g艂 nawet przysi膮c, 偶e gdzie艣 w spojrzeniu bruneta widzia艂 konflikt, jakby ten kalkulowa艂 swoje mo偶liwo艣ci. I gdyby tylko Sunghoon nie by艂 wypranym z emocji manipulatorem, mo偶e zrobi艂by pierwszy krok, aby za艂agodzi膰 ten konflikt. Mo偶e przeprosi艂by albo chocia偶 wyt艂umaczy艂 swoj膮 reakcj臋 i dlaczego post膮pi艂 w ten spos贸b. Mo偶e mogliby znale藕膰 wyj艣cie z tego bagna, kt贸re z ka偶d膮 sekund膮 wci膮ga艂o ich jeszcze g艂臋biej, utrudniaj膮c ucieczk臋.
Niemniej Sunghoon nie wiedzia艂, jak rozmawia膰 o swoich uczuciach, bo dalej po艂owy z nich nie rozumia艂, ani nie dopuszcza艂 do swojej 艣wiadomo艣ci. Skrywa艂 je g艂臋boko, nie chc膮c o nich my艣le膰. Bo uczucia by艂y s艂abo艣ci膮, a to napawa艂o go pogard膮 do samego siebie.
— Z przyjemno艣ci膮. Zreszt膮, jak ju偶 wspomnia艂e艣, nie chc臋 by膰 tego 艣wiadkiem.
I nie czekaj膮c ani chwili d艂u偶ej, chwyci艂 swoj膮 kurtk臋, po czym znikn膮艂 za drzwiami. A gdy tylko to zrobi艂, Seojun zerwa艂 si臋 z miejsca, zrobi艂 kilka gniewnych krok贸w do przodu, ale potem zatrzyma艂 gwa艂townie, zaciskaj膮c oczy. D艂onie zwin膮艂 w pi臋艣ci, a jego ca艂a twarz zacisn臋艂a si臋 w grymasie. Sta艂 tam przez chwil臋, ale zamiast spokoju czu艂 coraz wi臋kszy ci臋偶ar w g艂owie.
W ko艅cu wrzasn膮艂 g艂o艣no z w艣ciek艂o艣ci膮, opadaj膮c na ziemi臋, a jego krzyk przeci膮艂 cisz臋, kt贸ra nasta艂a, gdy Sunghoon wyszed艂 z mieszkania.

17 lutego 2023
Zatrzasn膮wszy z hukiem drzwi taks贸wki, Minsoo skrzywi艂 si臋 mocno. Normalnie pewnie zagada艂by kierowc臋 i przeprosi艂, bo tak ju偶 mia艂 w zwyczaju, ale teraz odwr贸ci艂 si臋 i pop臋dzi艂 w stron臋 wysokiego budynku po przeciwnej stronie ulicy. Dopiero w 艣rodku zorientowa艂 si臋, 偶e tak naprawd臋 nie mia艂 poj臋cia, na kt贸re pi臋tro si臋 uda膰.
Od kilkunastu minut pod膮偶a艂 za lokalizacj膮 Ari. Dziewczyna przesta艂a mu odpisywa膰, nie odbiera艂a jego po艂膮cze艅, wi臋c to by艂o jedyne, co mu zosta艂o — pojecha膰 za ni膮, licz膮c, 偶e wszystko u niej w porz膮dku. Uspokoi艂 si臋 nieco, dos艂ownie chwilk臋 wcze艣niej, gdy przes艂a艂 aktualn膮 lokalizacj臋 Ari Renacie, jej pokoj贸wce, z pytaniem, czy mo偶e j膮 rozpoznaje, a ona odpowiedzia艂a, 偶e to adres apartamentu Seojuna. Mia艂 tylko nadziej臋, 偶e po drodze nie sta艂o jej nic z艂ego, a wiadomo艣ci, kt贸re mu przes艂a艂a, to tylko p艂aczliwy, podkr臋cony alkoholem wyraz t臋sknoty, nic powa偶nego.
W ko艅cu wybra艂 w windzie przycisk ostatniego pi臋tra, maj膮c nadziej臋, 偶e trafi. Wi臋kszo艣膰 znajomych Ari mieszka艂a w penthousach, wi臋c liczy艂, 偶e Seojun nie da艂by si臋 nawet na tym polu nikomu wyprzedzi膰 — a znaj膮c Jego Bucowato艣膰, by艂o to bardzo prawdopodobne. I mia艂 racj臋, bo gdy tylko wyszed艂 na klatk臋 schodow膮, do jego uszu dotar艂 g艂os Kima. Drzwi od jego mieszkania by艂y lekko uchylone, zupe艂nie jakby przed chwil膮 jaka艣 bardzo pijana gapa przez nie przechodzi艂a. Usta Minsoo na kr贸tk膮 chwil臋 wykrzywi艂y si臋 w szczerym u艣miechu... kt贸ry zgas艂 tak szybko, jak tylko dotar艂 do niego sens wypowiadanych przez Seojuna s艂贸w.
— Jakby艣 nie by艂a t膮 zepsut膮 dziewczyn膮, siedzia艂aby艣 teraz w obj臋ciach swojego ch艂opaka, a nie sta艂aby艣 tu przede mn膮! Nie m贸wi艂aby艣 mojej matce w drugi dzie艅 艣wi膮t, jakim to zaszczytem nie by艂oby wyj艣膰 za mnie za m膮偶!
Co, do cholery?
Na pocz膮tku ch艂opak mia艂 ochot臋 z rozmachem uchyli膰 drzwi, wparowa膰 na 艣rodek pomieszczenia i g艂o艣no da膰 do zrozumienia o swojej obecno艣ci, ale s艂ysz膮c ich kolejne s艂owa, zacisn膮艂 mocno szcz臋k臋 i powstrzyma艂 si臋. Podszed艂 tylko kilka krok贸w do progu, by mie膰 pewno艣膰, 偶e nic mu nie umknie. D艂onie zacz臋艂y mu dr偶e膰, wi臋c zwin膮艂 je w pi臋艣ci i wsadzi艂 do kieszeni kurtki.
Jeszcze nie wejdzie, nie teraz. Najpierw pozna calutk膮 prawd臋.
A potem ich z niej rozliczy.

17 lutego 2023
Ch艂opak przyjrza艂 jej si臋 uwa偶nie, jakby nie do ko艅ca mia艂 wra偶enie, o czym Ari tak naprawd臋 m贸wi. Lekki u艣miech wkrad艂 mu si臋 na usta, a z艂o艣膰, kt贸r膮 czu艂 jeszcze chwil臋 wcze艣niej, powoli zaczyna艂a znika膰, ust臋puj膮c miejsca zadowoleniu.
— Co wygra艂em? — zapyta艂, dalej spogl膮daj膮c uparcie w jej oczy.
Ari naprawd臋 zaczyna艂a traci膰 cierpliwo艣膰, bo Seojun wci膮偶 wydawa艂 si臋 pastwi膰 nad ni膮, mimo 偶e to ona pierwsza wywiesi艂a bia艂膮 flag臋.
— Nie udawaj idioty. — J臋zykiem zwil偶y艂a spierzchni臋te usta, by chwil臋 p贸藕niej przygry藕膰 warg臋. — Tego chcia艂e艣 od samego pocz膮tku. Chcia艂e艣 podda膰 mnie jakiej艣 chorej pr贸bie, zrujnowa膰 moj膮 relacj臋 i pozby膰 si臋 Minsoo. — Poczu艂a jak pod powiekami zaczynaj膮 gromadzi膰 si臋 艂zy, a to zdenerwowa艂o j膮 jeszcze bardziej. Kolejna oznaka s艂abo艣ci... Ale czy teraz mia艂o to jakiekolwiek znaczenie? Przecie偶 i tak nic by to nie zmieni艂o. — Zostaw mnie w spokoju, prosz臋 — wyszepta艂a cicho z g艂owa spuszczon膮 w d贸艂, bo czy potrafi艂aby wydusi膰 to z siebie, spogl膮daj膮c mu prosto w oczy?
— Ja mam ci臋 zostawi膰 w spokoju? To ty wpadasz do mojego mieszkania bez zapowiedzi, po czym informujesz mnie, 偶e z tob膮... wygra艂em? Brzmi to dla mnie, jakby艣 wypi艂a za du偶o drink贸w dzisiejszej nocy. — Mo偶e i sam by艂 mocno wstawiony, ale ci臋偶ko by艂oby komukolwiek przeoczy膰, jak bardzo Ari chwia艂a si臋 na szpilkach swoich niebotycznie wysokich but贸w. — Wi臋c, wracaj膮c, o艣wiecisz mnie? Co wygra艂em?
— My艣lisz, 偶e chc臋 tu by膰? — prychn臋艂a w odpowiedzi, a jej spojrzenie ponownie skrzy偶owa艂o si臋 z Seojunem. Drwi艂 z niej. Ka偶de jego s艂owo insynuowa艂o, 偶e to ona by艂a niepoczytalna i boryka艂a si臋 z kontrol膮 w艂asnych emocji. — Przysz艂am tu, bo nie wiem, co innego jeszcze mog艂abym zrobi膰. Uda艂o ci si臋, udowodni艂e艣, 偶e gdzie艣 w 艣rodku mnie dalej siedzi ta zepsuta dziewczyna, tak. — Podesz艂a bli偶ej niego, a jej palec wskazuj膮cy wbija艂 si臋 w klatk臋 piersiow膮 bruneta z ka偶dym jej kolejnym s艂owem. — Wi臋c. Wygra艂e艣. Gratulacj臋. — 艁zy, kt贸re do tej pory usilnie stara艂a si臋 powstrzyma膰, teraz swobodnie sp艂ywa艂y po jej zaczerwienionych policzkach. Czu艂a si臋 偶a艂o艣nie, przyznaj膮c do pora偶ki, bo by艂 to pierwszy raz, gdy pozna艂a ten gorzki smak. I mia艂a nadziej臋, 偶e ostatni. — Dlatego prosz臋, sko艅czmy to.
— Sko艅czmy to? — zapyta艂 zimno, 艂api膮c j膮 za nadgarstek, po czym przyci膮gn膮艂 jeszcze bli偶ej siebie. — Ari, ty serio dalej w to wierzysz? Ty my艣lisz, 偶e... 偶e w tobie gdzie艣 w 艣rodku 偶yje ta zepsuta dziewczyna? — Roze艣mia艂 si臋. — To ty ni膮, kurwa, jeste艣! Jakby艣 nie by艂a t膮 zepsut膮 dziewczyn膮, siedzia艂aby艣 teraz w obj臋ciach swojego ch艂opaka, a nie sta艂aby艣 tu przede mn膮! — Z ka偶d膮 minut膮 coraz bardziej podnosi艂 g艂os. Wyrzuca艂 z siebie gniew nie tylko na Ari, ale te偶 na Sunghoona. — Nie m贸wi艂aby艣 mojej matce w drugi dzie艅 艣wi膮t, jakim to zaszczytem nie by艂oby wyj艣膰 za mnie za m膮偶! — Kolejny raz si臋 roze艣mia艂. Dalej 艣ciska艂 dziewczyn臋 za nadgarstek. — Miej na tyle odwagi i powiedz, czego tak naprawd臋 chcesz, Min Ari.
T臋cz贸wki jej oczu rozszerzy艂y si臋, a szok wymalowa艂 na twarzy. Przez u艂amek sekundy nie wiedzia艂a, co powiedzie膰, bo czy zaprzeczanie jego s艂owom mia艂o jakikolwiek sens, kiedy prawd膮 by艂o, 偶e uk艂oni艂a si臋 nisko i ch臋tnie przytakn臋艂a, gdy pani Kim podsun臋艂a t臋 propozycj臋 pod jej nos?
Ale przecie偶 powiedzenie tak by艂o 艂atwiejsze i mniej problematycznie, ni偶 odmowa! Niemniej to, 偶e idea zastania cz臋艣ci膮 rodziny Kim i stani臋cia na 艣lubnym kobiercu obok Seojuna przyjemnie po艂echta艂a jej ego, oczywi艣cie zignorowa艂a, jak reszt臋 niewygodnych my艣li.
W g艂owie czu艂a tak ogromny chaos, 偶e jedyne, co zdo艂a艂a z siebie wykrzesa膰, to dwa ledwo s艂yszalne s艂owa. Nie zaprzeczy艂a jego teorii, ani nie potwierdzi艂a tego, co insynuowa艂. Ba艂a si臋 pragnienia, kt贸re skrywa艂o si臋 w g艂臋bi jej serca i usilnie chcia艂o wyrwa膰, gdy tylko znajdowa艂a w pobli偶u ch艂opaka.
— Nie wiem.
Seojun westchn膮艂. Napi臋cie mi臋dzy nimi lekko opad艂o.
— Wiesz — odpowiedzia艂, tym razem 艂agodnie. Mimowolnie uni贸s艂 brwi i rozchyli艂 usta, odliczaj膮c sekundy, a偶 w ko艅cu us艂yszy to, na co tak d艂ugo czeka艂.
Nawet nie zdawa艂 sobie sprawy, jak dobrym by艂 manipulatorem.
Byli dru偶yna, prawda? I mieli ni膮 pozosta膰 na zawsze. Nie by艂o tu miejsca na nikogo wa偶niejszego.
— Czego? Chcesz? — zapyta艂.
Zacisn臋艂a powieki, dalej poci膮gaj膮c nosem. Tak bardzo pragn臋艂a spokoju, m贸c w ko艅cu odetchn膮膰. Wiedzia艂a, czego tak naprawd臋 powinna chcie膰, wi臋c w my艣lach stara艂a si臋 wyszuka膰 znajom膮 twarz, a g艂os rozs膮dku przywo艂ywa艂 tylko jedno imi臋, to, kt贸re powinna wypowiedzie膰. Minsoo. Chcesz Minsoo. Przecie偶 kochasz go.
Droga ucieczki nie istnia艂a, kiedy tylko postawi艂a krok do ty艂u, u艣cisk na jej nadgarstku zacie艣ni艂 si臋, daj膮c jej do zrozumienia, 偶e gra naprawd臋 mia艂a si臋 zako艅czy膰. Tu i teraz.
Musia艂a by膰 szczera ze sam膮 sob膮, wi臋c nabra艂a powietrza w p艂uca, otworzy艂a oczy i bez przeci膮gania tego d艂u偶ej odpowiedzia艂a prawd臋. Nawet si臋 nie zaj膮kn臋艂a.
— Ciebie.
Bo mimo, 偶e anio艂ek siedz膮cy na jej ramieniu stara艂 si臋 przywo艂a膰 j膮 do porz膮dku, Ari w tym momencie nie chcia艂a robi膰 tego, co powinna. Zm臋czona ci膮g艂ym udawaniem podda艂a si臋 emocjom, swoim skrywanym pragnieniom i gor膮cemu po偶膮daniu, kt贸re gotowa艂o si臋 w jej wn臋trzu na widok bruneta. Ju偶 nie liczy艂o si臋, 偶e nie mog艂a czy 偶e nie powinna. Jedyne, co mia艂o znaczenie, to, 偶e byli znowu razem, chocia偶 przez chwil臋.
A na jego reakcje nie musia艂a d艂ugo czeka膰.
Gdy wyobra偶a艂 sobie wcze艣niej t臋 ich rozmow臋, widzia艂 siebie oczami wyobra藕ni, jak prycha z politowaniem i kr臋ci g艂ow膮, a powiem wykrzykuje z satysfakcj膮 w g艂osie, 偶e wiedzia艂 to od samego pocz膮tku. Teraz jednak nie by艂 w stanie tego zrobi膰, nie wtedy, gdy ona sta艂a przed nim i m贸wi艂a mu, 偶e go pragnie. Rozbroi艂a jego triumf.
Nagrod膮 nie by艂o jedynie przyznanie mu racji. Sta艂 si臋 ni膮 zach艂anny, nami臋tny i tak d艂ugo wyczekiwany poca艂unek, kt贸ry po艂膮czy艂 ich, gdy tylko Ari wypowiedzia艂a to zakazane s艂owo. Rzucili si臋 w swoim kierunku jednocze艣nie, jakby kto艣 odpi膮艂 w ko艅cu niewidzialne 艂a艅cuchy i ca艂owali tak, jak jeszcze nigdy wcze艣niej. Nigdy nie robili tego z tak膮 t臋sknot膮. Nigdy przedtem nie czuli, jakby robili co艣 z艂ego. Teraz 艂amali wszystkie zasady.
I by艂o to cudownie emocjonuj膮ce.
Niestety — by艂o. Bo ju偶 kilkana艣cie sekund p贸藕niej co艣 odci膮gn臋艂o Seojuna od Ari i rzuci艂o na zimn膮 posadzk臋. Zanim ch艂opak zorientowa艂 si臋, co si臋 dzieje, otrzyma艂 cios z pi臋艣ci prosto w twarz. Jeden, drugi, trzeci. Ciep艂a krew rozla艂a mu si臋 po twarzy, napastnik nie przestawa艂, a Kim poczu艂, 偶e od metalicznego smaku robi mu si臋 niedobrze.
Szok jednak w ko艅cu min膮艂, a on odzyska艂 rezon. Z艂apa艂 ch艂opaka za obie d艂onie i dopiero wtedy ujrza艂 jego twarz, ich oczy si臋 spotka艂y, a gniew, kt贸ry od niego bi艂, sprawi艂, 偶e Seojun poczu艂 si臋 okropnie. Mia艂 ochot臋 wsta膰 i uciec jak najdalej. Gdyby nie by艂o mu szkoda swojej pi臋knej twarzy, mo偶e nawet pozwoli艂by na jeszcze kilka uderze艅.
Minsoo by艂 silniejszy od Seojuna. Z 艂atwo艣ci膮 wyrwa艂 si臋 z jego u艣cisku, ale nie zamierza艂 go dalej ok艂ada膰 pi臋艣ciami, bo uda艂o mu si臋 w te kilka sekund roz艂adowa膰 gniew. Spogl膮da艂 na niego jeszcze chwil臋, napawa艂 si臋 wstydem, kt贸ry by艂 widoczny w oczach Kima, po czym wsta艂. Rzuci艂 okiem na Ari, kr臋c膮c g艂ow膮.
— Jestem pod wra偶eniem. Swojej g艂upoty przede wszystkim, bo, tak, jestem cholernie g艂upi. Da艂em si臋 wci膮gn膮膰 w t臋 gr臋 od pocz膮tku. Za bardzo wam ufa艂em i by艂em po prostu 艣lepy, a mog艂em si臋 domy艣li膰, co tu si臋 dzieje — mrukn膮艂. — Jeste艣cie oboje tak samo parszywi i zgnili od 艣rodka. Brzydz臋 si臋 wami. Pasujecie do siebie idealnie.
Zdradzi艂a go nie tylko dziewczyna, ale te偶 przyjaciel, kto艣, kogo mimo up艂ywu czasu dalej uwa偶a艂 za brata. Cierpienie by艂o wymalowane na jego twarzy. Czu艂 si臋 jak najwi臋kszy g艂upiec na 艣wiecie, a w dodatku 艂zy zebra艂y si臋 w jego oczach, co jeszcze bardziej go zdenerwowa艂o.
Mimo, 偶e to nie Ari le偶a艂a na pod艂odze z rozerwan膮 warg膮 i krwawi膮cym nosem, to b贸l, kt贸ry jej towarzyszy艂, gdy Minsoo spogl膮da艂 na ni膮 z obrzydzeniem i wstydem, by艂 bardzo podobny. Odruchowo podbieg艂a do ch艂opaka i z艂apa艂a go za rami臋, kiedy ten odwr贸ci艂 si臋, by wyj艣膰 z mieszkania. Nie bardzo wiedzia艂a, co tak naprawd臋 powinna zrobi膰, ale nie mog艂a mu od tak pozwoli膰 znikn膮膰. Ta ca艂a sytuacja, Seojun i wszystko, co wydarzy艂o si臋 w mieszkaniu bruneta, wcale nie zmieni艂o jej uczu膰 do Lee. I cho膰 Ari dalej nie potrafi艂a sobie pouk艂ada膰 sobie w g艂owie tego, co zasz艂o i ci臋偶ko by艂oby jej to wyt艂umaczy膰, musia艂a spr贸bowa膰.
— Minsoo. Ja nie... Prosz臋, daj mi wyt艂umaczy膰, to nie...
Nie dane jej by艂o sko艅czy膰, bo ch艂opak urwa艂 jej w po艂owie zdania, 艣miej膮c si臋 gorzko.
— Co, Ari? Co chcesz mi powiedzie膰? To nie tak jak my艣l臋? To nie ty, to ja? — Wyrwa艂 swoje rami臋 z obj臋膰 dziewczyny i parskn膮艂 z pogard膮. Je艣li my艣la艂, 偶e Ari wzbudzi艂a w nim odraz臋 tego nieszcz臋snego dnia w samolocie, tak teraz by艂 pewien, 偶e Min by艂a tak samo zepsuta, jak ka偶dy bogaty dzieciak, z kt贸rym mia艂 styczno艣膰 w przeci膮gu swojego kr贸tkiego 偶ycia. — Daruj sobie, widzia艂em wystarczaj膮co. Mog艂a艣 mi to po prostu powiedzie膰, nie musia艂a艣 mnie tu 艣ci膮ga膰.
I jeszcze kilka miesi臋cy temu 艂zy na policzkach brunetki sprawi艂yby, 偶e odruchowo si臋gn膮艂by do jej twarzy, star艂 je, a potem zamkn膮艂by dziewczyn臋 w swoich ramionach, ale teraz... budzi艂y w nim satysfakcj臋. Powinna cierpie膰. Zas艂u偶y艂a na to. Przelotnie jeszcze rzuci艂 spojrzeniem w kierunku Seojuna, ale nie chcia艂 skupia膰 na nim swojej uwagi zbyt d艂ugo w obawie, 偶e znowu rzuci si臋 w jego kierunku. Obr贸ci艂 si臋 wi臋c na pi臋cie i wyszed艂 z mieszkania, z hukiem zatrzaskuj膮c za sob膮 drzwi.
Szkoda, 偶e nie mia艂 poj臋cia, 偶e to nie Ari wys艂a艂a t臋 felern膮 wiadomo艣膰... Cho膰 czy co艣 by to zmieni艂o?

25 lutego 2023
Seojun ca艂y wiecz贸r czeka艂, a偶 Sunghoon zjawi si臋 na jego imprezie. Nie przyszed艂.
Od czasu ich ostatniej rozmowy min臋艂y dwa tygodnie i mia艂 wra偶enie, 偶e ch艂opak specjalnie go unika. I mimo, 偶e nie pad艂y mi臋dzy nimi 偶adne jawne oskar偶enia, Seojun przypuszcza艂, 偶e Ahn wcale nie z艂o艣ci艂 si臋 na niego tylko z powodu tego, 偶e w tamt膮 pami臋tn膮 sobot臋 poprosi艂 go, by wyszed艂 z jego apartamentu. Takie, jakby to nazwa膰, g艂臋bokie przeczucie i intuicja... albo ciche podszepty serca.
Nie chcia艂 jednak czeka膰. Blondyn m贸g艂 go ignorowa膰, nie odbiera膰 telefon贸w, nie odpisywa膰, ale Seojun by艂 Seojunem i je艣li czego艣 chcia艂, musia艂 to zdoby膰, niewa偶ne, w jaki spos贸b. Wybra艂 numer do swojego asystenta, a potem kaza艂 mu wys艂a膰 adres miejsca, w kt贸rym w艂a艣nie bawi si臋 Sunghoon, cho膰by musia艂 przez to przetrz膮sn膮膰 wszystkie bary i kluby na Manhattanie. Jego asystent by艂 naprawd臋 dobrym pracownikiem — wystarczy艂o czterdzie艣ci pi臋膰 minut i Seojun ju偶 wje偶d偶a艂 na osiemnaste pi臋tro hotelu Standard, a jego nazwisko widnia艂o na li艣cie go艣ci.
Nie zaprz膮ta艂 sobie g艂owy rozgl膮daniem po parkiecie, tylko od razu ruszy艂 w kierunku pokoju VIP, w kt贸rym bawi艂 si臋 Ahn. Spodziewa艂 si臋, 偶e gdy tylko go zobaczy, zaleje go fala z艂o艣ci, ale zaskoczy艂 si臋, bo nic takiego si臋 nie sta艂o. Czu艂 偶al. I wstyd. Jakby z jakiego艣 dziwnego powodu ba艂 si臋 ich rych艂ego spotkania... Ca艂e zdeterminowanie nagle go opu艣ci艂o.
Nie m贸g艂 si臋 jednak ju偶 wycofa膰. Poci膮gn膮艂 za klamk臋 i wszed艂 do pomieszczenia, a Sunghoon w tym samym momencie odwr贸ci艂 si臋 w jego stron臋. Przez chwil臋 mierzy艂 go spojrzeniem, a potem kiwn膮艂 g艂ow膮 w kierunku ochroniarzy, potwierdzaj膮c, 偶e ch艂opak mo偶e zosta膰. Nie przywita艂 go jednak, poszed艂 od razu w stron臋 jednej z kanap i jakby nigdy nic wci膮gn膮艂 si臋 w rozmow臋 ze znajomymi. Uczucie 偶alu wzrasta艂o, ale w ko艅cu i gniew da艂 o sobie zna膰.
— Spierdalajcie — powiedzia艂 ch艂opak w kierunku przyjaci贸艂 Sunghoona, przysiadaj膮c si臋 obok. Pos艂a艂 im szeroki u艣miech i poklepa艂 siedz膮cego najbli偶ej bruneta po plecach. — M贸wi臋 serio. Wypad. — Dalej wykrzywiaj膮c usta 艣ledzi艂 spojrzeniem odchodz膮cych ludzi, ale kiedy wr贸ci艂 nim do Sunghoona, jego twarz przypomina艂a beznami臋tn膮 mask臋. — 艁adny teatrzyk odegra艂em? — szepn膮艂 cicho, pochylaj膮c si臋. — Zrobi艂em to dla ciebie, Sunghoon. — Kr贸tka pauza, g艂臋boki wdech i wydech. — Dlaczego mnie unikasz?
Unika艂 go, bo tak by艂o 艂atwiej pogodzi膰 si臋 z pora偶k膮, na kt贸r膮 nie by艂 gotowy, bo przecie偶 Sunghoon zawsze wygrywa艂. W ko艅cu jeszcze nikt nie udowodni艂 mu, by ta teoria by艂a nieprawdziwa.
A偶 nie spotka艂 zawodnika r贸wnego sobie. R贸wnie przest臋pnego, zaciekle d膮偶膮cego do celu. To musia艂o si臋 sko艅czy膰 katastrof膮, ta historia nie zas艂ugiwa艂a na szcz臋艣liwe zako艅czenie. I w艂a艣nie Seojun po raz kolejny pokazywa艂, na co go by艂o sta膰 i jak zaj艣膰 Sunghoonowi za sk贸r臋. Prychn膮艂 pod nosem na s艂owa bruneta, bo mimo 偶e bardzo chcia艂, by to ca艂e przedstawienie by艂o dla niego, zdawa艂 sobie spraw臋, jak nieprawdziwe by艂y te deklaracje.
Seojun by艂 tutaj dla siebie, dla zaspokojenia w艂asnej ciekawo艣ci i egoistycznych pobudek.
A Sunghoon nie mia艂 zamiaru da膰 mu tej satysfakcji.
— By艂em zaj臋ty. Ty zreszt膮 te偶 — odpowiedzia艂 beznami臋tnie, nawet nie spogl膮daj膮c w kierunku bruneta. Nachyli艂 si臋 i si臋gn膮艂 do stolika po szklank臋. Cho膰 spok贸j malowa艂 si臋 na jego twarzy, d艂o艅 zaci艣ni臋ta na szkle a偶 pobiela艂a. — Dlaczego uwa偶asz, 偶e jeste艣 na tyle wa偶ny, bym specjalnie po艣wi臋ca艂 wi臋cej mojego cennego czasu na planowanie, gdzie si臋 pojawi膰, a gdzie nie, by przypadkiem na ciebie nie wpa艣膰?
Sunghoon odwr贸ci艂 si臋 z nonszalanckim u艣miechem na ustach. Spogl膮da艂 teraz wprost na Seojuna. Drwi艂, bo taki by艂 jego mechanizm obrony, chocia偶 jedyne, czego chcia艂, to rzuci膰 si臋 na bruneta. Ale nie m贸g艂, nie powinien. W ostatnich tygodniach okaza艂 zbyt wiele s艂abo艣ci, na kt贸re ju偶 teraz nie m贸g艂 sobie pozwoli膰.
— No nie wiem, mo偶e dlatego, 偶e ju偶 kolejny raz z rz臋du mnie olewasz? Nie odpisujesz na wiadomo艣ci, nie odbierasz? — zapyta艂 Seojun, przewracaj膮c oczami. — Nie jestem g艂upi, Sunghoon. Serio, dalej si臋 wkurwiasz dlatego, 偶e ci臋 poprosi艂em o to, 偶eby艣 wyszed艂? Nie by艂o to mo偶e zbyt kulturalne, ale... Bez przesady.
K艂ama艂. Co gorsze, wiedzia艂, 偶e Sunghoon o tym wie. Dalsza cz臋艣膰 teatrzyku.
— Seojun, moje 偶ycie nie kr臋ci si臋 wok贸艂 ciebie. — Ju偶 nie. Bo przez trzy tygodnie tak w艂a艣nie by艂o. Ka偶da sekunda jego 偶ycia, by艂a po艣wi臋cona Kimowi... i jak bardzo on tego teraz 偶a艂owa艂. — Nie wiem, czy zapomnia艂e艣, ale mam studia. I nie mam pi臋ciu lat, by dalej rozpami臋tywa膰 g艂upi膮 sprzeczk臋.
Obydwoje wymieniali si臋 k艂amstwami. Wi臋cej fabrykacji, byle tylko nie wyjawi膰 prawdziwych emocji. Sugnhoon opad艂 na oparcie kanapy, rozsiadaj膮c si臋 wygodnie. Nie chcia艂 wygl膮da膰, jakby obecno艣膰 Seojuna wywo艂ywa艂a na nim jakiekolwiek wra偶enie, wi臋c stara艂 zachowywa膰 si臋 naturalnie.
— Po drugie, widzisz t臋 dziewczyn臋? O, tam, w rogu. R贸偶owa sukienka. — Skin膮艂 g艂ow膮 w kierunku drobnej brunetki, kt贸ra co chwil臋 zerka艂a w ich kierunku, posy艂aj膮c Sunghoonowi 艣mia艂e u艣miechy czy dwuznaczne mrugni臋cia. — No, jak ju偶 wspomnia艂em, jestem zaj臋ty. — I gdy Seojun sun膮艂 wzrokiem we wskazanym kierunku, Sunghoon zassa艂 powietrze i czeka艂 na jak膮kolwiek reakcj臋.
— Rozumiem. — Sztuczny u艣miech. Nie by艂 w stanie patrze膰 na dziewczyn臋 d艂u偶ej ni偶 kilka sekund. — Czyli pomi臋dzy nami wszystko w porz膮dku?
— W najlepszym.
Brunet roze艣mia艂 si臋, ale nie by艂o w tym ani grama rado艣ci, a Sunghoon zawt贸rowa艂 mu chwil臋 potem, dalej jednak mierz膮c go zimnym spojrzeniem. Zapad艂a miedzy nimi kr贸tka cisza.
Targowisko pr贸偶no艣ci.
— Widz臋, 偶e w takim razie niepotrzebnie wpada艂em — mrukn膮艂 ch艂opak, wstaj膮c. — Mi艂ego wieczoru, Sunghoon. Udanych 艂ow贸w.
I odszed艂, czuj膮c jakby zostawia艂 za sob膮 cz膮stk臋 siebie. By艂o tak wiele rzeczy, kt贸re m贸g艂 powiedzie膰, ale nie by艂 w stanie. Nie mia艂 odwagi.
Sunghoon chcia艂 odwr贸ci膰 g艂ow臋 i pod膮偶y膰 spojrzeniem na brunetem, ale ba艂 si臋, 偶e w przyp艂ywie emocji rzuci si臋 za nim, prosz膮c by zosta艂, a na takie poni偶enie nie m贸g艂 sobie pozwoli膰. Z hukiem odstawi艂 szklank臋 na stolik i szybko wsta艂. Stopy same prowadzi艂y go do jego nowego celu.
Bo musia艂 zapomnie膰, musia艂 zag艂uszy膰 b贸l i gniew, kt贸ry wzbudzi艂 w nim Seojun, a jaki by艂 lepszy na to spos贸b, ni偶 znale藕膰 sobie zast臋pstwo? Podszed艂 wi臋c do zgrabnej dziewczyny, kt贸ra tak ch臋tnie wymienia艂a si臋 z nim spojrzeniami, by chwil臋 p贸藕niej wymieni膰 si臋 te偶 z ni膮 nami臋tnymi poca艂unkami. Ale to nie wystarcza艂o.
A w g艂owie dalej przeklina艂 Seojuna, bo gdy ten wyszed艂, Sunghoon gdzie艣 w 艣rodku poczu艂 niezno艣n膮 pustk臋. I wiedzia艂, 偶e jej za nic nie b臋dzie potrafi艂 wype艂ni膰.

24 lutego 2023
Lotnisko w Nowym Jorku zawsze przera偶a艂o Minsoo swoj膮 wielko艣ci膮. Gdyby nie to, 偶e razem z nim do Korei wraca艂 jeden z jego najbli偶szych kumpli z dziewczyn膮, prawdopodobnie ju偶 kilka razy by si臋 tam zgubi艂, zanim by dotar艂 pod swoje bramki, o ile w og贸le by mu si臋 to uda艂o.
Min膮艂 tydzie艅 odk膮d przy艂apa艂 Ari z Seojunem. Ci臋偶ko mu by艂o okre艣li膰, jak si臋 czu艂. Prze偶y艂 w swoim 偶yciu mn贸stwo ci臋偶kich chwil, przykrych i niezno艣nych, znosi艂 drwiny i inne okropie艅stwa z ust ludzi, ale jeszcze nigdy nikt go nie zdradzi艂. Mo偶e dlatego, 偶e wcze艣niej nie by艂 zakochany i mia艂 dopiero dwadzie艣cia lat, ale czu艂, jakby kto艣 wyssa艂 z niego ca艂e szcz臋艣cie, kt贸re nosi艂 w sercu. Nic nie sprawia艂o mu rado艣ci, dni snu艂y si臋 niezno艣nie, a ju偶 najgorsza by艂a samotno艣膰, godziny sp臋dzone bezsennie w 艂贸偶ku. Cisza nad ranem. Osza艂amiaj膮cy brak perspektyw.
Czu艂 jakby... Niczego nie czu艂.
Jego przyjaciele kupili mu bilet powrotny, sam nie by艂 w stanie si臋 do tego zebra膰. Wiedzieli, 偶e jaki艣 czas temu, pod koniec stycznia, zaczepi艂 go na Instagramie jaki艣 facet ze stacji telewizyjnej, proponuj膮c udzia艂 w programie rozrywkowym dla m艂odych, uzdolnionych tanecznie lub wokalnie ch艂opak贸w. Zmusili go do odpisania i ju偶 za pi臋膰 dni mia艂 si臋 stawi膰 na pierwszych nagraniach. Przekonywali, 偶e musi sobie odpu艣ci膰, 偶e ju偶 nie ma drogi powrotu, wi臋c najlepiej by by艂o, gdyby ca艂膮 energi臋 w艂o偶y艂 w siebie i przeku艂 ten smutek w swoj膮 si艂臋. By艂o to bardzo mi艂e, jednak Minsoo ci臋偶ko by艂o uwierzy膰 w ich s艂owa. Zgodzi艂 si臋 jednak, bo niczym nie ryzykowa艂 i w planach mia艂 bardzo intensywny tydzie艅. Zreszt膮, sk艂ama艂by, gdyby zaprzeczy艂, 偶e najlepsze choreografi臋 uk艂ada艂 w艂a艣nie, kiedy by艂 w emocjonalnej rozsypce.
Ding. Ding. Ding.
Powiadomienie roz艣wietli艂o mu telefon. Jeszcze nie zd膮偶y艂 wy艂膮czy膰 alertu na zdj臋cia dodawane przez Ari na Instragramie. Wpatrywa艂 si臋 w nie przez chwil臋, wahaj膮c si臋, ale w ko艅cu otworzy艂 aplikacj臋, cho膰 to, co zobaczy艂, sprawi艂o tylko, 偶e zala艂a go fala z艂o艣ci. Ju偶 nie smutku, a nawet goryczy, tylko gor膮cej, pal膮cej 偶y艂y w艣ciek艂o艣ci.
Ze zdj臋cia u艣miecha艂a si臋 do niego jego by艂a dziewczyna i by艂y przyjaciel.
Mo偶e to nie by艂 taki z艂y pomys艂 z tym programem?

13 kwietnia 2023
— Nie powiem ci, przesta艅 cisn膮膰.
Seojun pos艂a艂 Ari karc膮ce spojrzenie, cho膰 jego k膮ciki ust lekko zadrga艂y, zdradzaj膮c, 偶e tak naprawd臋 wcale nie by艂 na ni膮 z艂y. Odebra艂 j膮 w艂a艣nie spod Constance i niestety nie zorientowa艂 si臋 wcze艣niej, 偶e m贸wienie o tym, 偶e przygotowa艂 jej ma艂膮 niespodziank臋, b臋dzie jednym z najwi臋kszych b艂臋d贸w, jakie m贸g艂 pope艂ni膰. Od pi臋tnastu minut nie dawa艂a mu 偶y膰, na zmian臋 pr贸buj膮c albo odgadn膮膰, co na ni膮 czeka, albo wycisn膮膰 z niego prawd臋, a zakorkowane Upper East Side nie wr贸偶y艂o szybkiego ko艅ca dalszych tortur.
— Jeste艣my w drodze do twojego mieszkania, widz臋 to, wi臋c to na pewno jest u ciebie, hm...
— Ari, ostrzegam ci臋, zaraz zatrzymam si臋 obok tych taks贸wek i b臋dziesz wraca膰 pieszo.
Atak standardow膮 gro藕b膮 numer trzy. Powodzenie: znikome.
— Seojun-ah! — Ari zalamentowa艂a g艂o艣no, ukazuj膮c tym samym swoje niezadowolenie. Uwielbia艂a niespodzianki, ale nie znosi艂a niepewno艣ci, a z ka偶d膮 chwil膮 czu艂a, jak jej m贸zg maniaka zaczyna wariowa膰, staraj膮c si臋 zwr贸ci膰 uwag臋 na najmniejszy szczeg贸艂. Wy艂apa膰 reakcj臋 od ch艂opaka, wyci膮gn膮膰 od niego cokolwiek. I nie pozosta艂o jej nic innego, jak posun膮膰 si臋 o kolejny krok, ten niezawodny.
— Oppa — Wyszepta艂a przeci膮gle, jednoczenie nachylaj膮c si臋 w jego kierunku. Drobne d艂onie u艂o偶y艂a na udzie bruneta, i zatrzepota艂a rz臋sami posy艂aj膮c mu najbardziej niewinne spojrzenie, na jakie by艂o j膮 sta膰.
— Nie — odpowiedzia艂 tonem nieznosz膮cym sprzeciwu. — Cho膰by艣 nie wiem, co zrobi艂a, niczego nie powiem… A je艣li si臋 nie uspokoisz — teraz on u艂o偶y艂 r臋k臋 na wewn臋trznej stronie jej uda. — to nici z jakiejkolwiek niespodzianki.
Z naburmuszon膮 min膮 godn膮 pi臋ciolatki, kt贸ra w艂a艣nie zosta艂a poinformowana, 偶e cho膰by tupa艂a stopami o posadzk臋 przez kolejn膮 godzin臋 i tak nie dostanie nowej zabawki, Ari skrzy偶owa艂a ramiona na piersi i odwr贸ci艂a twarz w kierunku okna, unikaj膮c bruneta.
— Jeste艣 okropny. Ta ca艂a niespodzianka lepiej niech b臋dzie tego warta — odpowiedzia艂a cicho, teraz wpatrzona w okno, chocia偶 nie omin臋艂o jej uwagi to, 偶e Seojun za艣mia艂 si臋 cicho pod nosem na jej zachowanie.
Reszt臋 drogi pokonali w ciszy. Dziewczyna dalej udawa艂a obra偶on膮, cho膰 kilkukrotnie podnosi艂a g艂ow臋, gdy tylko wpada艂a na kolejny pomys艂, co mog艂o by膰 t膮 niespodziank膮 — za ka偶dym razem jednak ponownie odwraca艂a si臋 plecami do Seojuna po przypomnieniu sobie, 偶e przecie偶 nie rozmawiaj膮. Gdy tylko wjechali do parkingu podziemnego budynku, w kt贸rym brunet mieszka艂, zmru偶y艂a oczy, spogl膮daj膮c na ch艂opaka podejrzliwie.
Dalej ze skwaszon膮 min膮, niech臋tnie wysz艂a z pojazdu. Nie rozumia艂a o co by艂o to ca艂e zamieszanie, skoro miejsce w kt贸rym si臋 znale藕li by艂o niczym innym, a parkingiem pod budynkiem mieszkalnym Seojuna. Jak na parking przysta艂o, znajdowa艂o si臋 tam wiele pojazd贸w, drogich, ekskluzywnych i opr贸cz tego jakiej by艂y marki, dziewczyna nie mog艂a powiedzie膰 o nich niczego wi臋cej, bo taka wiedza i tak do niczego jej si臋 w 偶yciu nie przydawa艂a.
— Jeste艣my na miejscu — mrukn膮艂 Seojun, gdy ju偶 opu艣cili jego Bugatti. Obszed艂 samoch贸d dooko艂a, by dotrze膰 do Ari i owin膮艂 r臋ce wok贸艂 jej bioder. — Niespodzianka — wymrucza艂 jej do ucha, wsuwaj膮c jednocze艣nie ma艂y pilot do tylnej kieszeni jej spodni.
Kiedy Kim stan膮艂 za ni膮, odruchowo odchyli艂a si臋 do ty艂u, spoczywaj膮c plecami na jego klatce piersiowej. Oczywi艣cie dalej by艂a z艂a, a przynajmniej tak膮 udawa艂a, wi臋c bez s艂owa si臋gn臋艂a do kieszeni, gdy tylko poczu艂a, 偶e teraz znajdowa艂 si臋 w niej jaki艣 przedmiot. Lekko zaskoczona wpatrywa艂a si臋 teraz w swoj膮 d艂o艅 i pilot, kt贸ry si臋 niej znajdowa艂.
— Co to? — zapyta艂a cicho. Zupe艂nie jakby nie potrafi艂a wydedukowa膰, czym by艂 ten ma艂y sprz臋t z kilkoma guzikami, dodatkowo ignoruj膮c srebrny brelok, kt贸rego litery uk艂ada艂y si臋 w nic innego, a jej w艂asne imi臋. Dalej b艂膮dz膮c spojrzeniem po pilocie, w ko艅cu u艂o偶y艂a kciuk i przycisn臋艂a jedn膮 z ikonek. Gdy do jej uszu dobieg艂 d藕wi臋k sygnalizuj膮cy otwarcie pojazdu, szybko podnios艂a g艂ow臋 w poszukiwaniu jego 藕r贸d艂a.
— Co to? Dok艂adnie to Porsche Taycan 4S Cross Turismo — powiedzia艂 Seojun z u艣miechem i roze艣mia艂 si臋, po czym skin膮艂 g艂ow膮 w stron臋 dalej skonfundowanej dziewczyny, by poszuka艂a w艣r贸d innych samochod贸w swojej zguby. — Personalizowany model o nazwie... Arimobil? — Zmarszczy艂 brwi, przyk艂adaj膮c d艂o艅 do ust. — Aribil? Minaribil? — Pokr臋ci艂 g艂ow膮. Nie, to nie to. — Minarimobil!
Kim dobrze j膮 zna艂. Samoch贸d wygl膮da艂 dok艂adnie tak, jak tylko mog艂a sobie wymarzy膰.
O ile Min lubi艂a twierdzi膰, 偶e posiada艂a ekspertyz臋 w wielu dziedzinach, jak na przyk艂ad moda, 艣ledz膮c najnowsze trendy, czy ogl膮daj膮c pokazy najs艂awniejszych projektant贸w, b臋d膮c w tym 艣wiatku od dziecka — zas艂uga jej matki — tak o motoryzacji nie mia艂a zielonego poj臋cia. Nie mog艂a nawet powt贸rzy膰 tego, co przed chwil膮 dumnie wypowiedzia艂 Seojun, jedynie Porshe brzmia艂o znajomo, a nie jak s艂owo rodem z ksi臋gi zakl臋膰, jednak potrafi艂a doceni膰 wizualny aspekt pojazdu, bo ten by艂 wszystkim, czego Ari i jej materialistyczne serce mog艂o pragn膮膰.
Samoch贸d by艂 czarny, z grafitowymi elementami. B艂yszcza艂 si臋, jakby kto艣 polerowa艂 go a偶 do ostatniej chwili, gdy Ari i Seojun znale藕li si臋 na parkingu. Dziewczyna mog艂aby si臋 w nim przegl膮da膰 jak w lusterku, a to przyjemnie po艂echta艂o jej ego. W kilku miejscach mo偶na by艂o dostrzec pudrowo r贸偶owe detale, jak jej inicja艂y wygrawerowane na klamkach, czy naklejka z jej imieniem w pi臋knej kursywie pomi臋dzy oknami. No i rejestracja, kt贸ra r贸wnie偶 by艂a niczym innym, a drukowanym MIN ARI. Samoch贸d dos艂ownie krzycza艂 sp贸jrz na mnie, a czego innego mog艂a mog艂a pragn膮膰 dziewczyna, jak nie uwagi?
— Jest idealny. — Bez chwili zastanowienia rzuci艂a si臋 w ramiona ch艂opaka, uwieszaj膮c na jego szyi, staj膮c na opuszkach palc贸w tak, by m贸c dosi臋gn膮膰 jego ust, na kt贸rych z艂o偶y艂a jak偶e wdzi臋czny i nami臋tny poca艂unek. — Minarimobil... czy kto艣 kiedy艣 wspomnia艂, 偶e jeste艣 geniuszem? — Zamrucza艂a cicho, wsuwaj膮c palce d艂oni w niesforne w艂osy ch艂opaka, drapi膮c delikatnie sk贸r臋 jego g艂owy. Tak jak Seojun zna艂 Ari i to, co lubi艂a, tak Min wiedzia艂a dok艂adnie jak okaza膰 swoj膮 wdzi臋czno艣膰 i odp艂aci膰 si臋 ch艂opakowi za tak hojny podarunek.
— Kiedy艣 wspomnia艂? S艂ysz臋 to codziennie — szepn膮艂, mru偶膮c oczy z przyjemno艣ci, a gdy dziewczyna cofn臋艂a r臋k臋, przybra艂 na moment smutny wyraz twarzy. — I mam kolejny genialny pomys艂. Jestem pewien, 偶e Minarimobil by艂by jeszcze bardziej idealny, gdyby kto艣 w ko艅cu przetestowa艂 jego mo偶liwo艣ci. Na przyk艂ad na tylnym siedzeniu.
W spojrzeniu dziewczyny, kt贸re utkwione by艂o w twarzy bruneta, nagle co艣 zaiskrzy艂o. Przygryz艂a doln膮 warg臋, przechylaj膮c g艂ow臋 delikatnie w bok, a d艂o艅mi z bark贸w ch艂opaka zjecha艂a w d贸艂, zatrzymuj膮c si臋 na nadgarstkach. Jego pomys艂 spodoba艂 jej si臋 na tyle, 偶e od razu zainspirowa艂 j膮 do dzia艂ania, wi臋c spl膮ta艂a swoje palce z jego i poci膮gn臋艂a w kierunku samochodu. Otworzy艂a drzwi woln膮 d艂oni膮 i przybieraj膮c powa偶ny wyraz twarzy, pchn臋艂a Seojuna na tyle siedzenie, by chwil臋 p贸藕niej zatrzasn膮膰 za nimi drzwi.
— Przyciemnianie szyby, c贸偶 za zbieg okoliczno艣ci — wymamrota艂a z podziwem w g艂osie, wdrapuj膮c si臋 na uda ch艂opaka, tak, by na nim usi膮艣膰. Zachichota艂a cicho, kiedy ten z艂o偶y艂 poca艂unki w zag艂臋bieniu jej szyi, gdzieniegdzie przygryzaj膮c delikatnie sk贸r臋, a ona w odpowiedzi westchn臋艂a g艂o艣no.
Seojun podni贸s艂 g艂ow臋 i ich spojrzenia si臋 spotka艂y. Patrzyli na siebie przez chwil臋, u艣miechaj膮c si臋 delikatnie i ciesz膮c t臋 s艂odk膮 chwil膮, oczekiwaniem na jeszcze s艂odsze, kt贸re mia艂y zaraz nast膮pi膰.
— Kocham ci臋 — powiedzia艂.
Czu艂, jak atmosfera w aucie w sekund臋 diametralnie si臋 zmienia. Widzia艂, jak twarz Ari si臋 rozpromieni艂a, jak jej oczy zab艂yszcza艂y, a sam mia艂 ochot臋 roze艣mia膰 si臋 g艂o艣no ze szcz臋艣cia, bo endorfiny uderzy艂y mu do g艂owy.
— Ja ciebie te偶 — odpowiedzia艂a z tak膮 moc膮, jakby ju偶 d艂ugo czeka艂a, by wypowiedzie膰 te s艂owa.
Gdy chwil臋 p贸藕niej Seojun opad艂 na sk贸rzane siedzenie, a dziewczyna zawis艂a nad nim, mrucz膮c cicho z rozkoszy, ch艂opak pomy艣la艂, 偶e jest chyba najszcz臋艣liwsz膮 osob膮 na 艣wiecie. Odda艂 si臋 przyjemno艣ci, szybowa艂 w chmurach, a wszystko mia艂o by膰 ju偶 zawsze dobrze — byli ze sob膮 z Ari, byli t膮 dru偶yn膮, kt贸r膮 zawsze mieli pozosta膰, kochali si臋 i w ko艅cu byli w stanie to powiedzie膰 na g艂os.
Dlaczego wi臋c za ka偶dym razem, gdy przymyka艂 oczy, widzia艂 twarz Sunghoona? Dlaczego miga艂y w jego my艣lach wspomnienia tego wieczoru, gdy w podobnych okoliczno艣ciach sp臋dzali czas na tylnym siedzeniu jego samochodu? I w ko艅cu — dlaczego, kiedy m贸wi艂 Ari, 偶e j膮 kocha, m贸g艂by przysi膮c, 偶e us艂ysza艂 jego g艂o艣ne, ironiczne prychni臋cie?
Niestety, samo powiedzenie komu艣, 偶e si臋 go kocha nie sprawi, 偶e to b臋dzie prawd膮.

17 czerwca 2023
— Jeszcze raz to samo — mrukn膮艂 brunet, podnosz膮c spojrzenie na kelnerk臋. Jego wzrok prze艣lizgn膮艂 si臋 po ciele dziewczyny powoli, zach艂annie i zatrzyma艂 te strategiczne p贸艂 sekundy d艂u偶ej na dekolcie, a dopiero potem odnalaz艂 jej twarz. U艣miechn膮艂 si臋 szeroko w podzi臋ce, cho膰 serdeczno艣ci na pr贸偶no by艂oby szuka膰 w jego oczach.
Kto z kim przestaje, takim si臋 staje?
Z g艂o艣nik贸w lecia艂 jaki艣 klubowy remiks najnowszej piosenki The Weeknd, ale ha艂as nie si臋ga艂 lo偶y VIP, w kt贸rej dzisiaj imprezowa艂 Minsoo. Przyciemniane szyby nie tylko t艂umi艂y muzyk臋 i oddziela艂y go od obcych ludzi, ale te偶 — do czego ch艂opak jeszcze nie do ko艅ca umia艂 si臋 przyzwyczai膰 — chroni艂 jego prywatno艣膰. Po wyemitowaniu w korea艅skiej telewizji programu, w kt贸rym wzi膮艂 udzia艂 i kt贸ry zreszt膮 wygra艂, zdoby艂 rzesz臋 fan贸w nie tylko w swoim rodzimym kraju, ale te偶 w艣r贸d fan贸w k-popu na ca艂ym 艣wiecie. Podpisa艂 kontrakt z najlepsz膮 wytw贸rni膮 rozrywkow膮 w Korei i wed艂ug planu za rok lub dwa mia艂 zadebiutowa膰 w ich najnowszym zespole. Mia艂 tylko jeden warunek.
Zasponsoruj膮 mu drugi semestr w nowojorskiej szkole ta艅ca.
Musia艂 jednak zachowa膰 pozory, wystrzega膰 si臋 skandali i pilnowa膰, by jego image z艂otego ch艂opca nie zosta艂 nadszarpni臋ty jakimi艣 g艂upimi, niedorzecznymi plotkami. Dlatego teraz bawi艂 si臋 na prywatnych imprezach w otoczeniu ludzi, kt贸rzy wiedzieli, jak strzec swoich sekret贸w, i kt贸rym zale偶a艂o na tym r贸wnie mocno.
— Dzi臋ki — powiedzia艂, kiedy chwilk臋 p贸藕niej m艂odziutka dziewczyna znalaz艂a si臋 obok niego z kuflem piwa Cass, ale nawet na ni膮 nie spojrza艂. Jego wzrok niemal od pocz膮tku imprezy utkwiony by艂 w parze, kt贸ra bawi艂a si臋 na parkiecie. Min Ari w艂a艣nie chichota艂a, wsuwaj膮c d艂onie we w艂osy u艣miechni臋tego ch艂opaka, jej ch艂opaka, Kim Seojuna. Przez przyciemnian膮 szyb臋 brunet mia艂 z honorowego, najwy偶szego siedzenia wprost idealny widok na g艂贸wn膮 sal臋 klubu.
C贸偶, Lee Minsoo wr贸ci艂 do Nowego Jorku po to, aby si臋 zem艣ci膰.
the end ?





