HELLO, FOLLOWERS!

Gossip Girl here.

Your one and only source for the truth behind the scandalous lives of New York's elite. Been a minute. Did you miss me? I know I've missed you. Though you're probably going to wish I'd stayed away when I'm done. Because I can see you. The real you. The one hiding just outside the edge of frame. Well, it's time to reframe that picture. And who am I? That's one secret I'll never tell.

You know you love me
xoxo


. . .

MOST FOLLOWED

now
spotted:
Apparently GG settled her sights on Seoul! With so many of her favorite subjects hailing from Korea, it was only a matter of time before she took a closer look. And oh, what a love affair it turned out to be—Seoul’s beauty secrets, its cocktails, the electric nights in Gangnam… Let’s just say, she’s officially obsessed. So obsessed, in fact, that she’s decided to plant her little birds across the city, ready to report back on what her favorite Seoulites are up to when they return home for Chuseok. Keep your eyes on the brand-new site, where GG won’t just have a watchful eye over every inch of NYC, but now, Seoul too. Who knows? Next time, you might just find her perched atop a skyscraper in Cheongdam-dong.

You can't hide from me
xoxo
Pokazywanie post贸w oznaczonych etykiet膮 Octavia Blanchard. Poka偶 wszystkie posty
Pokazywanie post贸w oznaczonych etykiet膮 Octavia Blanchard. Poka偶 wszystkie posty

But it's not too late to change your mind

G艂o艣na muzyka i kolorowe 艣wiat艂a, kt贸re j膮 o艣lepia艂y. Czyje艣 d艂onie na jej ciele, kt贸re przyci膮ga艂y do siebie. St艂umiony oddech i jej zamglone spojrzenie, kiedy unosi艂a g艂ow臋 w g贸r臋, by spojrze膰 na nieco starszego m臋偶czyzn臋 przed sob膮. 

— Zostaw, prosz臋 — powiedzia艂a cicho, maj膮c nadziej臋, 偶e j膮 us艂yszy. Nie us艂ysza艂, nadal by艂 zbyt pewny tego, 偶e Octavia dzisiejszej nocy b臋dzie jego. Ale nie chcia艂a, w 偶aden spos贸b nie chcia艂a sko艅czy膰 nocy z tym facetem. Z 偶adnym innym.

— Powiedzia艂am, 偶eby艣 mnie zostawi艂! — krzykn臋艂a, odpychaj膮c od siebie siebie postawnego bruneta. Rzuci艂 jej rozz艂oszczone spojrzenie, 艂api膮c mimo wszystko za jej r臋k臋. By艂a w艣r贸d t艂umu ludzi, ale nikt nie kwapi艂 si臋 do tego, aby jej pom贸c. By艂a w艣r贸d t艂umu ludzi, ale tak naprawd臋 by艂a samotna. Blanchard wyrwa艂a r臋k臋, odwracaj膮c si臋 na pi臋cie. Jedyne, czego teraz pragn臋艂a, to odej艣膰, wr贸ci膰 do swojego mieszkania. Chcia艂a opu艣ci膰 ten klub jak najszybciej, zostawi膰 wszystko za sob膮. 

Z艂apa艂y j膮 kolejne, silne ramiona, ale tym razem to by艂 kto艣, kogo zna艂a. Jej osobisty Anio艂 Str贸偶, kt贸ry nie spuszcza艂 z niej oka. Zawsze by艂 na miejscu, gotowy pom贸c. Spojrza艂a na Javiera, t艂umi膮c z ca艂ej si艂y 艂zy, kt贸re cisn臋艂y jej si臋 do oczu. 

— Zabierz mnie st膮d, Javi — poprosi艂a cicho, a on bez s艂owa spe艂ni艂 jej pro艣b臋, rzucaj膮c jeszcze rozz艂oszczone spojrzenie w stron臋 m臋偶czyzny, kt贸ry odwa偶y艂 si臋 cho膰by pomy艣le膰 o tym, co m贸g艂by zrobi膰 z Octavi膮.

Javier milcza艂, zaciskaj膮c mocno szcz臋k臋. Octavia k膮tem oka widzia艂a, jak mocno napina mi臋艣nie, jak t艂umi w sobie z艂o艣膰. W swojej g艂owie s艂ysza艂a jego wkurwiony g艂os, jak wyrzuca艂 z siebie przekle艅stwa, kr臋c膮c przy tym g艂ow膮 z dezaprobat膮. Mimo wszystko, nie odzywa艂 si臋, nawet nie spogl膮da艂 w jej stron臋. Po prostu jecha艂, nad wyraz ostro偶nie i tak bardzo nie w jego stylu. 

**

Apartament Octavii Blanchard nie znajdowa艂 si臋 daleko od klubu, w kt贸rym jeszcze jaki艣 czas temu si臋 bawi艂a. Raptem pi臋tna艣cie minut drogi samochodem. Wybawienie. Spojrza艂a na apartamentowiec, kiedy Javier zatrzyma艂 samoch贸d przed wej艣ciem. Siedzia艂a jeszcze kilka d艂ugich sekund na swoim miejscu, zanim odpi臋艂a pas i chwyci艂a za klamk臋. 

— Pogubi艂a艣 si臋 Tay. Straci艂a艣 nad tym wszystkim kontrol臋 — jego g艂os by艂 ch艂odny, a spojrzenie roziskrzone ze z艂o艣ci. Odwr贸ci艂a si臋 w jego stron臋, pr贸buj膮c chwyci膰 jeden obraz, bo Javier najnormalniej w 艣wiecie jej si臋 rozje偶d偶a艂. By艂a pijana i na膰pana, a jedyne, czego teraz chcia艂a, to po艂o偶y膰 si臋 spa膰. 

— Nie pogubi艂am si臋, wszystko jest okej. Wszystko jest w najlepszym porz膮dku — powiedzia艂a z u艣miechem, otwieraj膮c drzwi Lexusa. Wysiad艂a, potykaj膮c si臋 przy tym, po czym zachichota艂a, niczym ma艂a dziewczynka. Czu艂a na swoich plecach pal膮ce spojrzenie Javiera. Mog艂a sobie wyobrazi膰, jak ze z艂o艣ci zaciska r臋ce na kierownicy, byleby da膰 upust ca艂ej swojej z艂o艣ci, kt贸ra skumulowa艂a si臋 w nim w ci膮gu tego czasu, kt贸ry sp臋dzi艂 w jej towarzystwie. 

— Dobranoc, Javi — Blanchard zd膮偶y艂a jeszcze krzykn膮膰, zanim znikn臋艂a w apartamencie i ruszy艂a w stron臋 wind. 

Uda艂o jej si臋 trafi膰 kluczem do zamka dopiero za trzecim razem. Przekr臋ci艂a klucz, a zamek bez 偶adnego problemu odskoczy艂. Wystarczy艂o teraz tylko popchn膮膰 drzwi i wej艣膰 do mieszkania. Jednak, zamiast to zrobi膰, Octavia wci膮偶 sta艂a na korytarzu apartamentowca, spogl膮daj膮c przed siebie. Sta艂 tam. By艂 jak 偶ywy. Zamruga艂a kilka razy, maj膮c nadziej臋, 偶e to wzrok po prostu p艂ata jej figle. Ale, kiedy spojrza艂a przed siebie kolejny raz, nic si臋 nie zmieni艂o.

— Jack — szepn臋艂a, wchodz膮c do mieszkania. Zrzuci艂a z n贸g szpilki, niespiesznie podchodz膮c w jego stron臋. Ba艂a si臋, 偶e je艣li zrobi jaki艣 gwa艂towny ruch, przyspieszy kroku, czy cokolwiek innego, on zniknie i ju偶 nigdy wi臋cej go nie zobaczy. 

Stan臋艂a kilka krok贸w od blondyna, patrz膮c na niego. Wyci膮gn臋艂a przed siebie r臋k臋, nie mog膮c si臋 powstrzyma膰. Chcia艂a go dotkn膮膰, poczu膰 jego ciep艂o, ten jeden jedyny raz. Jednak, zrezygnowa艂a. Przemo偶na ch臋膰 bycia blisko Jacksona zosta艂a st艂umiona. Odetchn臋艂a g艂臋boko, czuj膮c sp艂ywaj膮c膮 po policzku 艂z臋, a chwil臋 p贸藕niej z jej gard艂a wydosta艂 si臋 g艂o艣ny szloch, kt贸ry wstrz膮sn膮艂 jej cia艂em. Blanchard pokr臋ci艂a g艂ow膮 na boki, jakby to w jakikolwiek spos贸b mia艂o jej pom贸c. 

— Wariuj臋. Dostaj臋 do g艂owy — szepn臋艂a do siebie, szybkim krokiem ruszaj膮c w stron臋 sypialni. Nie, to wszystko dzia艂o si臋 w jej g艂owie. Po prostu za bardzo t臋skni艂a, powinna… No w艂a艣nie, co powinna? Co takiego powinna zrobi膰, zapomnie膰? Wymaza膰 z pami臋ci chwile z nim sp臋dzone? Jedyne, o czym nie chcia艂a pami臋ta膰, to chwili jego 艣mierci. Tego, co wtedy si臋 z nim dzia艂o. A jednak, to w艂a艣nie te obrazy najcz臋艣ciej jej towarzyszy艂y. Powraca艂y najcz臋艣ciej w snach, torturowa艂y. Ju偶 chyba na zawsze to mia艂a by膰 forma kary dla Octavii, do kt贸rej ona musia艂a si臋 przyzwyczai膰, cho膰 nie by艂o to naj艂atwiejsze. 

Ch艂odna po艣ciel okry艂a jej rozgrzane cia艂o. Poduszka by艂a zbyt mi臋kka, materac jakby protestowa艂 za ka偶dym razem, kiedy obraca艂a si臋, nie mog膮c znale藕膰 sobie wygodnej pozycji do snu. Kiedy przekr臋ci艂a si臋 na prawy bok i spojrza艂a przed siebie, zn贸w tam by艂. Le偶a艂, spogl膮daj膮c na ni膮 tym jednym, karc膮cym spojrzeniem. Nic nie m贸wi艂, po prostu si臋 jej przygl膮da艂. 

— Nie patrz tak. Nie robi臋 nic z艂ego — powiedzia艂a, chc膮c si臋 w jaki艣 spos贸b obroni膰, cho膰 wiedzia艂a jak wiele k艂amstw kryje si臋 za tymi s艂owami. 

— Jestem zm臋czona, Jack. Chc臋 i艣膰 spa膰 — powiedzia艂a jeszcze, ju偶 znacznie ciszej, po czym zamkn臋艂a ci臋偶kie powieki. Tak, sen by艂 tym, czego Octavia chcia艂a teraz najbardziej.

**

D藕wi臋k telefonu wyrwa艂 j膮 ze snu.  Z j臋kiem obr贸ci艂a g艂ow臋 w stron臋 szafki nocnej, na kt贸rej le偶a艂 iphone. Nawet nie pami臋ta艂a, jakim cudem znalaz艂a si臋 w swoim 艂贸偶ku, kiedy zostawi艂a te偶 telefon tu偶 obok. Dzwonek by艂 zdecydowanie zbyt g艂o艣ny, wr臋cz rani艂 skacowany umys艂 Blanchard. Si臋gn臋艂a po niego, spogl膮daj膮c kt贸ra godzina i kto pr贸buje si臋 do niej dodzwoni膰. Pi膮tek, dziesi膮ta trzydzie艣ci. Widz膮c, 偶e dzwoni jej ojciec, brunetka prze艂kn臋艂a 艣lin臋, w pierwszej chwili nie chc膮c rozmawia膰 z Jaquesem. Obawia艂a si臋 tego, co mo偶e us艂ysze膰. Wiedzia艂a jednak, 偶e je艣li nie odbierze, ojciec nie da jej spokoju. 

— Halo? — powiedzia艂a zachrypni臋ty g艂osem, prze艂ykaj膮c 艣lin臋. Czu艂a, jakby po艂kn臋艂a w艂a艣nie miliony szpilek, albo pokruszonego szk艂a. 

— Masz godzin臋 na ogarni臋cie si臋. Javier przyjedzie po Ciebie. Musimy powa偶nie porozmawia膰, Octavia — ch艂odny g艂os Jacka Blancharda odbi艂 si臋 w jej g艂owie echem. C贸偶, mia艂a najzwyczajniej w 艣wiecie przejebane. 

Tak jak nakaza艂 jej ojciec, godzin臋 p贸藕niej by艂a ju偶 w jego biurze. Dopi艂a resztk臋 izotokniku, kt贸y wcisn膮艂 jej Javier, jak tylko wsiad艂a do samochodu. Pusta butelka wyl膮dowa艂a w koszu, a spojrzenie Octavii spocz臋艂o na Margaret – m艂odej sekretarce, kt贸ra r贸wnie偶 na ni膮 spogl膮da艂a, z delikatnym u艣miechem na ustach. By艂a 艂adna. By艂a tym typem kobiety, za kt贸r膮 ogl膮da艂 si臋 ka偶dy. Delikatna, wr臋cz dziewcz臋ca uroda, du偶e, zielone i ufne oczy, pe艂ne usta. Zadbane d艂ugie blond w艂osy, filigranowa figura i 艣wietnie dobrany ubi贸r. 

— Tata ju偶 na Ciebie czeka. Chcesz co艣 do picia? — melodyjny, przyjemny dla ucha g艂os przerwa艂 cisz臋 panuj膮c膮 w korytarzu kancelarii. Octavia pokr臋ci艂a przecz膮co g艂ow膮, cho膰 sucho艣膰 w gardle nadal dawa艂a o sobie zna膰, jeszcze bardziej ni偶 z rana. Bez s艂贸w ruszy艂a w stron臋 gabinetu ojca, boj膮c si臋 tego, czego mo偶e si臋 spodziewa膰. Cho膰 Octavia kocha艂a swojego ojca ca艂ym sercem, jedyne czego najbardziej w 偶yciu si臋 ba艂a, to to, 偶e go zawiedzie. I teraz w艂a艣nie tak si臋 czu艂a, 偶e robi co艣, czego nie powinna. 呕e zawiod艂a na ca艂ej linii. 呕e nie by艂a idealna, tak jak tego pragn膮艂 Jaques Blanchard. 

— Siadaj — g艂os ch艂odny jak brzytwa, dotar艂 do jej uszu w momencie, jak otworzy艂a drzwi i wesz艂a do 艣rodka. Ojciec nawet nie spojrza艂 w jej stron臋, zrobi艂 to dopiero w momencie, jak Octavia opad艂a na jedno z dw贸ch krzese艂 ustawionych przy mahoniowym i solidnym biurku. Zadr偶a艂a jej r臋ka, kt贸r膮 po艂o偶y艂a na swoim kolanie i 艣cisn臋艂a je z ca艂ych si艂. Ba艂a si臋 unie艣膰 g艂ow臋, ba艂a si臋 zobaczy膰 to karc膮ce spojrzenie, ale w ko艅cu zmusi艂a si臋, by spojrze膰 na ojca. By艂 w艣ciek艂y, wystarczy艂o jedno spojrzenie w jego stron臋. Przez d艂ugi czas nic nie m贸wi艂, przygl膮daj膮c si臋 najstarszej c贸rce. 

Jack Blanchard czu艂 z艂o艣膰 i bezradno艣膰 jednocze艣nie. Sta艂 z boku, ogl膮daj膮c jak jego c贸rka miota si臋, niczym ptak zamkni臋ty w klatce. Jak szuka wyj艣cia, najmniejszej szpary, przez kt贸r膮 mog艂aby si臋 przecisn膮膰 i wydosta膰 na wolno艣膰. A on nie wiedzia艂, chyba pierwszy raz w 偶yciu, jak jej pom贸c. 

— Co si臋 dzieje, Octavia? — zapyta艂 w ko艅cu, ju偶 艂agodniej. Wiedzia艂, 偶e krzykiem do niczego nie dojdzie, 偶e gro藕by nic nie dadz膮. 

Octavia zagryz艂a warg臋, zn贸w spuszczaj膮c g艂ow臋 w d贸艂. Ciemne kosmyki w艂os贸w zakry艂y jej twarz, co bardzo j膮 ucieszy艂o. Nie chcia艂a, aby ojciec widzia艂 j膮 w takim stanie. 

— Nic si臋 nie dzieje — wyszepta艂a po chwili. Jej rozbiegane spojrzenie zn贸w spocz臋艂o na postaci ojca. Oboje milczeli, nie wiedz膮c, co zrobi膰 w tej sytuacji. Ona chcia艂a wyj艣膰 st膮d jak najszybciej, wci膮gn膮膰 kresk臋 i si臋 uspokoi膰. Jack Blanchard chcia艂 us艂ysze膰, co dzieje si臋 w g艂owie c贸rki, czemu tak bardzo boi si臋 poprosi膰 o pomoc, powiedzie膰 co j膮 gryzie. 

— Przecie偶 widz臋. Ludzie mi donosz膮, 偶e bierzesz. I to mnie najbardziej martwi. Zostawiasz Ayl臋 nam, albo dziadkom, a potem znikasz. Octavia, kochanie, wiem, 偶e jest Ci ci臋偶ko… — Octavia gwa艂townie odsun臋艂a krzes艂o, podnosz膮c si臋 z niego. Pokr臋ci艂a g艂ow膮 na boki, podchodz膮c do okna, przez kt贸re wyjrza艂a na panoram臋 Nowego Jorku. 

— Nie jest mi ci臋偶ko. Po prostu… po prostu odreagowuje — warkn臋艂a w odpowiedzi. S艂ysza艂a, jak ojciec odwraca si臋 w jej stron臋 na krze艣le. Jak wzdycha z rezygnacj膮, zapewne przymykaj膮c przy tym oczy. Zapanowa艂a d艂uga cisza, kt贸ra tak bardzo jej przeszkadza艂a. Ju偶 zdecydowanie bardziej wola艂aby, gdyby ojciec by艂 z艂y. Gdyby rzuca艂 przekle艅stwami, krzycza艂 po niej, ni偶 milcza艂. To milczenie w艂a艣nie kojarzy艂o jej si臋 z tym, 偶e go zawiod艂a. Bo tak w艂a艣nie by艂o — Octavia Blanchard zawiod艂a wiele os贸b w tak kr贸tkim czasie.

— Sami m贸wili艣cie… m贸wili艣cie, 偶e mi z ni膮 pomo偶ecie — wypomnia艂a w z艂o艣ci, odwracaj膮c si臋 w stron臋 m臋偶czyzny. Wpatrywa艂a si臋 w niego rozz艂oszczonym wzrokiem. Czu艂a, jak z艂o艣膰 rozlewa si臋 po jej ciele. 

— A teraz mi wypominasz, 偶e si臋 ni膮 nie zajmuj臋. Jestem z ni膮 sama, prawie dwa pieprzone lata! Chyba te偶 nale偶y mi si臋 chwila spokoju, odetchni臋cia od tego wszystkiego — krzykn臋艂a, oddychaj膮c przy tym g艂臋boko. Poczu艂a, 偶e robi jej si臋 niedobrze z tej z艂o艣ci, st艂umi艂a w sobie jednak to niemi艂e uczucie, spychaj膮c je na samo dno duszy. 

— Owszem, pomo偶emy. Ale Ty nie mo偶esz si臋 doprowadza膰 do takiego stanu — Jack Blanchard podni贸s艂 si臋 ze swojego miejsca, podchodz膮c do brunetki. Zamkn膮艂 j膮 w mocnym, ojcowskim u艣cisku, nie pozwalaj膮c, aby mu si臋 wyrwa艂a. 

— Nie mo偶esz si臋 doprowadza膰 do takiego stanu, bo Ayla w ko艅cu straci te偶 matk臋. A my stracimy Ciebie — Octavia us艂ysza艂a, jak g艂os uwi膮z艂 mu w gardle. Jak prze艂kn膮艂 wielk膮 gul臋 偶alu i strachu, kt贸ra na moment odebra艂a mu mow臋. Nie mia艂a poj臋cia, co musz膮 czu膰 jej rodzice, albo po prostu mo偶e si臋 ba艂a o tym my艣le膰. Nie my艣la艂a o tak wielu rzeczach, zatracaj膮c si臋 w swojej 偶a艂obie. 

**

Octavia przystan臋艂a p贸藕no w nocy w progu pokoju Ayli. Przez d艂u偶sz膮 chwil臋 spogl膮da艂a na dziewczynk臋, kt贸ra w spokoju spa艂a w swoim 艂贸偶eczku, przytulona do jasnego kr贸lika. Br膮zowe kosmyki w艂os贸w otula艂y jej malutk膮 twarz. Poruszy艂a si臋 niespokojnie, marszcz膮c przy tym 艣miesznie nosek, zupe艂nie tak samo  jak Jack, kiedy by艂 z艂y. Blanchard ruszy艂a w stron臋 艂贸偶eczka, po chwili wyci膮gaj膮c z niego 艣pi膮c膮 c贸rk臋. Ta na moment uchyli艂a powieki i zwr贸ci艂a zaspane spojrzenie w stron臋 matki, ale p贸藕niej zn贸w szybko wr贸ci艂a do snu, wtulaj膮c si臋 w Octavi臋. Kolejny raz po policzkach brunetki sp艂yn臋艂y 艂zy, kiedy wraz z Ayl膮 sz艂a do swojej sypialni. By艂a trze藕wa i 艣wiadoma, a t膮 noc w艂a艣nie chcia艂a sp臋dzi膰 w pobli偶u tej ma艂ej istotki, kt贸r膮 po chwili po艂o偶y艂a na swoim 艂贸偶ku i przykry艂a ko艂dr膮, k艂ad膮c si臋 tu偶 obok. Spojrza艂a na Ayl臋, u艣miechaj膮c si臋 delikatnie, by nast臋pnie spojrze膰 na puste miejsce tu偶 obok. On zn贸w tam by艂, spogl膮da艂 na nie dwie. A p贸藕niej, niespiesznie wyci膮gn膮艂 r臋k臋 i palcem dotkn膮艂 noska Ayli, tak jak zrobi艂 to za pierwszy razem, kiedy w szpitalu wzi膮艂 j膮 na r臋ce. Dziewczynka poruszy艂a si臋 we 艣nie, u艣miechaj膮c si臋 lekko. 

— Dam rad臋, serio. Wszystko b臋dzie dobrze, obiecuj臋 — Octavia wypowiedzia艂a t膮 cich膮 obietnic臋. Przed sob膮, c贸rk膮 i Jacksonem, cho膰 tylko by艂 w jej umy艣le. I ju偶 na zawsze mia艂 tam pozosta膰. 


Bierzcie i czytajcie to wszystko. Dzi臋kuj臋. 

W 偶yciu bywaj膮 takie momenty, o kt贸rych cz艂owiek nie my艣li. Przychodz膮 niespodziewanie, wywracaj膮c wszystko do g贸ry nogami

Telefon zawibrowa艂, zwiastuj膮c now膮 wiadomo艣膰. Octavia leniwi chwyci艂a iphone’a w woln膮 r臋k臋, odblokowuj膮c go. Wesz艂a w ikonk臋 instagrama, po czym przesz艂a do folderu z wiadomo艣ciami. By艂o tam sporo nieodczytanych wiadomo艣ci i podejrzewa艂a, 偶e to kolejna od jakiego艣 ch艂opaka, kt贸ry napali艂 si臋 na jej widok, albo kolejna oferta wsp贸艂pracy z jak膮艣 ma艂o znan膮 form膮, kt贸ra mog艂a si臋 wybi膰 na jej wizerunku. Zdziwi艂a si臋 nieco, widz膮c wiadomo艣膰 od Carolyn Moreno, m艂odej influencerki, kt贸ra ostatnimi czasy mocno wybi艂a si臋 na prowadzeniu podcastu, do kt贸rego zaprasza艂a znane osoby. Zaproponowa艂a spotkanie, nad kt贸rym Octavia bardzo d艂ugo si臋 zastanawia艂a.
Prawda by艂a taka, 偶e Octavia Blanchard nie lubi艂a zbytnio dzieli膰 si臋 swoim 偶yciem, szczeg贸lnie teraz, kiedy na 艣wiecie by艂a Ayla. Chcia艂a i trzyma艂a swoj膮 prywatno艣膰 pod kloszem, dziel膮c si臋 jedynie tym, co uwa偶a艂a za stosowne i odpowiednie, 偶eby trafi艂o do opinii publicznej. Wiedzia艂a, jak okrutni potrafi膮 by膰 ludzie, i 偶e z niecierpliwo艣ci膮 czekaj膮 na to, a偶 powinie si臋 jej noga.


— Dzi臋kuj臋 za spotkanie, Octavio. My艣la艂am, 偶e moja wiadomo艣膰 wpad艂a do spamu, albo w og贸le nie masz ochoty si臋 spotka膰. S膮dz臋, 偶e Ty jako go艣膰 mojego podcastu, zrobi tu furor臋 i 艣ci膮gnie mas臋 obserwator贸w. Ostatnio jeste艣 jedn膮 z bardziej rozchwytywanych os贸b w Nowym Jorku — Carolyn spojrza艂a z u艣miechem, na Blanchard, upijaj膮c 艂yk soku pomara艅czowego. Spotka艂y si臋 w Central Parku, zajmuj膮c stolik przy jednej z kawiarni. Octavia chcia艂a, by by艂o to miejsce publiczne.
— Musz臋 przyzna膰, 偶e d艂ugo zastanawia艂am si臋 nad Twoj膮 propozycj膮, Carolyn. W ko艅cu stwierdzi艂am, 偶e przecie偶 to nic z艂ego. Ot, zwyk艂y wywiad. Chcia艂abym jednak wcze艣niej dosta膰 na maila Twoje pytania, bym mog艂a si臋 przygotowa膰 z odpowiedziami. Wiesz, nie lubi臋 by膰 zaskakiwana — odpar艂a, posy艂aj膮c blondynce lekki u艣miech. Ta odpowiedzia艂a tym samym, kiwaj膮c g艂ow膮 na zgod臋.
— Oczywi艣cie, 偶aden problem. Nie mog臋 pozwoli膰, by tak 艂akomy k膮sek, jakim jeste艣, mi uciek艂. Obie na tym du偶o zyskamy — odpar艂a spokojnie. Tu Octavia musia艂a si臋 zgodzi膰 z jej s艂owami. Obie zdecydowanie zyskaj膮 na tym wywiadzie, kt贸ry zapewne do艣膰 szybko wybije si臋 wy艣wietleniami. Octavia upi艂a 艂yk mro偶onej kawy. S艂o艅ce przyjemnie grza艂o, brunetka nasun臋艂a na nos okulary od Prady, siadaj膮c wygodniej na mi臋kkim fotelu.
— Czy chcia艂aby艣 unikn膮膰 jakiego艣 tematu? Co艣 by艂oby Ci nie na r臋k臋? — Blanchard skierowa艂a spojrzenie na swoj膮 rozm贸wczyni臋. By艂o wiele temat贸w, o kt贸rych nie chcia艂a rozmawia膰, kt贸re zamiata艂a pod dywan, jak wi臋kszo艣膰 znanych os贸b. By艂o wiele temat贸w, kt贸re mog艂y postawi膰 j膮 w z艂ym 艣wietle.
— Ograniczmy temat mojej rodziny. A tak to 艣mia艂o mo偶esz pyta膰 o wszystko — odpowiedzia艂a po chwili. Rodzina by艂a dla niej najwa偶niejsza, i to j膮 za wszelk膮 cen臋 chcia艂a chroni膰 mimo wszystko. Wiedzia艂a te偶, 偶e daj膮c przyzwolenie na pytanie o wszystko inne, rozp臋ta prawdziw膮 burz臋. Bo Octavia Blanchard wiedzia艂a, wok贸艂 jakiego tematu b臋dzie kr臋ci膰 si臋 jutrzejszy podcast.


Pochyli艂a si臋 nad laptopem, sadzaj膮c ma艂膮 Ayl臋 na kolanie. Wzrokiem szybko przesun臋艂a po tek艣cie przed sob膮, krzywi膮c si臋 niejednokrotnie na przeczytane przed chwil膮 pytanie, ale przecie偶 nie mog艂a mie膰 nikomu tego za z艂e. Sama wyrazi艂a zgod臋 na to, o co mo偶e zapyta膰 j膮 Carolyn.
Tak jak Octavia prosi艂a, w wywiadzie nie pad艂o 偶adne pytanie o jej najbli偶sz膮 rodzin臋. Z ca艂膮 reszt膮 by艂o ju偶… gorzej. Blanchard odgarn臋艂a kosmyk w艂os贸w za ucho, kt贸ry wyci膮gn臋艂a z r膮czki c贸rki. Ma艂a prychn臋艂a z niezadowoleniem, wpatruj膮c si臋 w swoj膮 matk臋. Kiedy Octavia skierowa艂a na ni膮 swoje spojrzenie, zobaczy艂a za to oczy Jacksona. Mimo, i偶 Ayla z wygl膮du przypomina艂a j膮, to mia艂a cechy swojego ojca, kt贸rych Jack nie m贸g艂 si臋 wyprze膰. Mia艂a jego oczy, tak samo jak on krzywi艂a si臋, gdy co艣 nie sz艂o po jej my艣li i coraz cz臋艣ciej pokazywa艂a, 偶e charakter r贸wnie偶 odziedziczy艂a po nim.
— Nie patrz si臋 tak. Jako艣 z tego wybrn臋 — mrukn臋艂a, coraz bardziej zastanawiaj膮c si臋, czy aby na pewno dobrze zrobi艂a, zgadzaj膮c si臋 na ten wywiad.


Tak jak obieca艂a, nast臋pnego dnia pojawi艂a si臋 w studio Carolyn, kt贸re mie艣ci艂o si臋 w jej przestronnym lofcie na Dolnym Manhattanie. Zatrzyma艂a mercedesa przed budynkiem, w kt贸ry wpatrywa艂a si臋 przez d艂u偶sz膮 chwil臋, a p贸藕niej niespiesznie zgarn臋艂a czarn膮 torebk臋 z miejsca pasa偶era i wysz艂a z samochodu. Brunetka ruszy艂a w stron臋 wej艣cia, a gdy by艂a ju偶 w 艣rodku, przywita艂a si臋 z portierem, informuj膮c do kogo ma zamiar si臋 uda膰.
Wsiad艂a do windy, naciskaj膮c guzik, by dosta膰 si臋 na dziesi膮te pi臋tro apartamentowca. Chwile p贸藕niej stan臋艂a przed drzwiami prowadz膮cymi do mieszkania Carolyn Moreno. Octavia nacisn臋艂a dzwonek. Raz. Drugi. Trzeci. Us艂ysza艂a po chwili kroki, a p贸藕niej drzwi si臋 otworzy艂y i stan臋艂a przed ni膮 blondw艂osa, m艂oda kobieta, odsuwaj膮c si臋 na bok, by Octavia mog艂a wej艣膰 do 艣rodka. Brunetka tak te偶 zrobi艂a, korzystaj膮c z niemego zaproszenia.
— Bardzo 艂adne mieszkanie. Cze艣膰, Carolyn, mi艂o Ci臋 widzie膰 — powiedzia艂a na powitanie, odgarniaj膮c w艂osy za ucho.
— Dzi臋ki, wchod藕 艣mia艂o do 艣rodka. Napijesz si臋 czego艣? W zwyczaju mam cz臋stowa膰 go艣ci herbat膮, kt贸ra sobie popijamy podczas transmisji. Wszystko jest ju偶 przygotowane, post kt贸ry wczoraj doda艂am z informacja, ze to Ty b臋dziesz moim go艣ciem, zrobi艂 furor臋. W ci膮gu kilku godzin zdoby艂 mas臋 polubie艅 — Carolyn skierowa艂a swoje kroki w stron臋 kuchni, bo obie mia艂y jeszcze kilkana艣cie minut wolnego czasu, zanim zaczn膮 wywiad.
— Mo偶e by膰 i herbata. Nie ukrywam, Twoje pytania zrobi艂y na mnie… wra偶enie, je艣li tak to mog臋 nazwa膰. S膮 bardzo otwarte — odpar艂a Octavia, ruszaj膮c za blondynk膮.
— Nie lubi臋 unika膰 trudnych temat贸w, z tego w艂a艣nie s艂yn臋 i to ludzie lubi膮. Chyba Ci to nie przeszkadza? — zapyta艂a, odwracaj膮c si臋 w stron臋 Blanchard, kt贸ra to pokr臋ci艂a przecz膮co g艂ow膮 na boki. Przecie偶 by艂a 艣wiadoma tego, na co si臋 godzi.
— Mo偶e by膰 mi臋ta? — kolejne pytanie wywo艂a艂o lekki u艣miech u Octavii.
— Uwielbiam — odpar艂a, pr贸buj膮c zamaskowa膰 zdenerwowanie.


— Cze艣膰, witajcie jak co 艣rod臋 w podca艣cie This Is Life. Ja nazywam si臋 Carolyn Moreno, a moim dzisiejszym go艣ciem jest Octavia Blanchard. Witaj Octavio, dzi臋kuj臋 Ci serdecznie za to, 偶e zgodzi艂a艣 si臋 na nasze dzisiejsze spotkanie — Carolyn poprawi艂a s艂uchawki, posy艂aj膮c zdenerwowanej Octavii lekki u艣miech. Blanchard wys艂ucha艂a si臋 w jej g艂os. By艂 spokojny i stonowany, ale o ciep艂ej barwie. Wr臋cz idealnie stworzony do prowadzenia audycji.
— R贸wnie偶 si臋 ciesz臋, 偶e dzisiaj tu jestem. I chcia艂am powita膰 tych wszystkich, kt贸rzy nas s艂uchaj膮. Widz臋, 偶e ci膮gle przybywajcie — Octavia z u艣miechem spojrza艂a na ekran laptopa, na kt贸rymi widzia艂a ca艂a transmisj臋. Tak jak si臋 spodziewa艂a, ludzi by艂o ju偶 kilka tysi臋cy.
— Na samym pocz膮tku, powiedz nam, jaka jest Octavia Blanchard, w 偶yciu prywatnym, bo to co widzimy, to tylko namiastka — pierwsze pytanie chyba nale偶a艂o do naj艂atwiejszych. Octavia zamy艣li艂a si臋 na moment, upijaj膮c 艂yk ciep艂ej herbaty.
— Jaka jest Octavia Blanchard prywatnie — powt贸rzy艂a, przerywaj膮c na moment.
— Teraz jestem znacznie spokojniejsza, ni偶 jaki艣 czas temu. Ceni臋 sobie blisko艣膰 rodziny i te偶 na tym si臋 skupiam ostatnio. Dla niekt贸rych sta艂am si臋 nudna, ale jako艣 nie za bardzo si臋 tym przejmuj臋 — wyja艣ni艂a z delikatnym u艣miechem, kt贸ry Carolyn odwzajemni艂a.
— Wszyscy pami臋tamy Ci臋 jako t膮, kt贸ra brylowa艂a na imprezach i przyci膮ga艂a spojrzenia. Wtedy sprawia艂a艣 wra偶enie, 偶e to uwielbiasz. Co si臋 zmieni艂o?
— Moje 偶ycie. Kiedy na 艣wiecie pojawi艂a si臋 moja c贸rka, to wszystko si臋 zmieni艂o, a 偶ycie wywr贸ci艂o mi si臋 do g贸ry nogami, i ja si臋 w tej nowej rzeczywisto艣ci musia艂am odnale藕膰. Sama.
— No w艂a艣nie, sama. Ka偶dy trzyma艂 kciuki i z zapartym tchem ogl膮da艂 to, przez co przychodzicie razem z Jacksonem Howardem. To by艂a mi艂o艣膰?
Octavia u艣miechn臋艂a si臋 lekko, nieco smutno.
— Tak, to by艂a mi艂o艣膰. Mi艂o艣膰 szalona z mojej strony, taka kt贸ra zdarzy艂a mi si臋 pierwszy raz w 偶yciu. Taka, o kt贸rej chyba zawsze marzy艂am i nie s膮dzi艂am, 偶e kiedy艣 si臋 sko艅czy. Wiesz, Carolyn, zawsze kobieta my艣li, 偶e zmieni faceta, ale bez jego pomocy to si臋 nie stanie. To w szczeg贸lno艣ci on musi chcie膰 si臋 zmieni膰 — odpar艂a, upijaj膮c zn贸w 艂yk napoju. Poczu艂a, jak zasycha jej w gardle.
Carolyn Moreno milcza艂a przez chwile, jakby analizuj膮c s艂owa Blanchard.
— Wasz zwi膮zek zawsze by艂 wystawiony na b艂ysk fleszy. Za zamkni臋tymi drzwiami podejrzewam, 偶e wygl膮da艂o to inaczej. Jaki on naprawd臋 jest, mo偶esz zdradzi膰? — zapyta艂a.
— Za zamkni臋tymi drzwiami ka偶dy jest inny. Owszem, nasz zwi膮zek by艂 wystawiony na opinie innych, by艂 obserwowany i komentowany na ka偶dym kroku. Za drzwiami by艂 zupe艂nie inny, spokojniejszy i mo偶e…. Mo偶e nie tak pogubiony jak jest teraz. Przez pewien czas si臋 stara艂, chcia艂 pokaza膰 偶e potrafi by膰 zupe艂nie inny, ni偶 wszyscy go postrzegaj膮. Informacja o ci膮偶y go przerazi艂a, ale postanowi艂 wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i stawi膰 temu wszystkiemu czo艂a. A potem co艣 si臋 sta艂o, i ja nawet nie wiem kiedy, ale to wszystko si臋 posypa艂o jak domek z kart. Nagle pojawi艂 si臋 jeden mocniejszy podmuch i wszystko si臋 zepsu艂o, a my si臋 bardzo por贸偶nili艣my, cho膰 ja naprawd臋 walczy艂am o ten zwi膮zek do ostatniej chwili. Prosi艂am i b艂aga艂am, cho膰 wiem, 偶e nie powinnam. P艂aszczenie si臋 przed kim艣 nigdy nie by艂o moim zamiarem, ale by艂 taki moment, kiedy nie wyobra偶a艂am sobie 偶ycia bez niego, w sumie nadal sobie nie wyobra偶am.
— Zdradzi艂 Ci臋 z Twoj膮 najlepsz膮 przyjaci贸艂k膮, a Ty… Czy mu to wybaczy艂a艣, Octavio? — to pytanie chyba by艂o najgorsze. Najbardziej bolesne, bo Octavia mimowolnie wraca艂a do tamtych chwil i zdj臋膰, kt贸re widzia艂a.
— By艂am… To trudny temat. W tamtym czasie to chyba by艂o najgorsze, co m贸g艂 mi zrobi膰. Odsun膮艂 si臋 ode mnie, odgrodzi艂 murem, kt贸rego ja nie umia艂am w 偶aden spos贸b sforsowa膰. By艂am ju偶 prawie na ko艅cu ci膮偶y i dowiedzia艂am si臋, 偶e dwie najwa偶niejsze osoby w moim 偶yciu tak naprawd臋 mnie zrani艂y. Skrzywdzi艂y mnie tak, jak nikt inny. Ale po d艂u偶szym czasie, sesji u terapeuty zdo艂a艂am jako艣 mu wybaczy膰, cho膰 nie zapomnie膰 — wyzna艂a, spogl膮daj膮c na Carolyn. Podczas w艂a艣nie wskoczy艂 na drugie miejsce najch臋tniej ogl膮danego show. Octavia odetchn臋艂a po raz kolejny.
— Niemniej jednak, Ty to pewnym czasie przespa艂a艣 si臋 z jego bratem. Czy to by艂a forma odwetu? Ch臋ci, by poczu艂 to co Ty? — kolejne pytanie, kt贸re by艂o niczym strza艂a, kt贸ra rozdar艂a jej serce na kawa艂ki. Powinna by艂a bardziej przemy艣le膰 to, na jakie pytania nie chcia艂a odpowiada膰.
— Tak, ja zrobi艂am o wiele gorsze 艣wi艅stwo, ni偶 on sypiaj膮c z moja przyjaci贸艂k膮 i 偶a艂uj臋 tego. 呕a艂uj臋, bo to por贸偶ni艂o nas jeszcze bardziej. Nie powinnam tego robi膰, ale sta艂o si臋, cho膰 wiem, 偶e to 偶adne wyt艂umaczenie — odpar艂a ze spokojem, cho膰 tak naprawd臋 Octavia by艂a w tej chwili mocno zdenerwowana. Carolyn kiwn臋艂a g艂ow膮, Blanchard za to spojrza艂a na sekcj臋 komentarzy. Moderatorzy na czacie wyciszali te niezbyt przyjemne komentarze. Przecie偶 mog艂a si臋 tego spodziewa膰.
— Przejd藕my do nieco przyjemniejszego tematu. Opowiedz mi, jaka jest Ayla. Ca艂y Nowy Jork jest ciekawy Twojego dziecka — Carolyn upi艂a 艂yk herbaty, zak艂adaj膮c chwile p贸藕niej kosmyk w艂os贸w za ucho. Octavia usiad艂a wygodniej na krze艣le, zamy艣laj膮c si臋 na moment.
— Jest pogodna. Jest takim moim promykiem s艂o艅ca, kt贸re nigdy nie chowa si臋 za ciemnymi chmurami. Pokazuje i uczy mnie by膰 lepsz膮 wersj膮 siebie, nie tylko dla niej, ale dla wszystkich wok贸艂. Ale charakter ma po Jacksonie, powoli zaczyna go te偶 pokazywa膰. Z艂o艣ci si臋, gdy co艣 nie idzie po jej my艣li, kiedy na przyk艂ad nie przychodz臋 wzi膮膰 ja na r臋ce. Jest taka ma艂膮 przylep膮, dla kt贸rej wszyscy stracili g艂ow臋 — za艣mia艂a si臋 na wspomnienie o c贸rce.
— Nie wiem, jak wygl膮da艂oby teraz moje 偶ycie bez niej — doko艅czy艂a po chwili.
— A Jack? Jakim jest ojcem? — na to pytanie Blanchard przegryz艂a nieco warg臋, jakby chcia艂a wr臋cz zje艣膰 stek przekle艅stw, kt贸re cisn臋艂y si臋 jej na usta.
— Gdyby chcia艂, m贸g艂by by膰 wspania艂ym ojcem. Wiesz, jego to wszystko przerazi艂o, wycofa艂 si臋. Chcia艂am… na pocz膮tku bardzo chcia艂am, by po prostu by艂. Tyle i a偶 tyle, chyba za du偶o. Teraz ju偶 nie prosz臋, mam nadziej臋, 偶e kiedy艣 mo偶e b臋dzie 偶a艂owa艂 tego straconego czasu, ale nie chc臋, by nasza c贸rka mia艂a mu to za z艂e. Dlatego robi臋 wszystko, co w mojej mocy, 偶eby w 偶aden spos贸b nie brakowa艂o jej tego ojca, co jest cholernie trudne, bo musz臋 by膰 dwoma osobami w jednym ciele, a to nie zawsze jest 艂atwe — Octavia poczu艂a, jak zaczynaj膮 piec j膮 k膮ciki oczu. Zamruga艂a szybko, ale to i tak nie pomog艂o. Jedna, samotna 艂za sp艂yn臋艂a po jej policzku, kt贸r膮 brunetka szybko otar艂a, ale to nie umkn臋艂o nikomu. Nie umkn臋艂o Carolyn, nie umkn臋艂o te偶 wszystkim, kt贸rzy ogl膮dali live ze studia. Carolyn milcza艂a, przygl膮daj膮c si臋 uwa偶nie Octavii. Wydawa艂a si臋 by膰 bardzo poruszona tym pytaniem, blondynka tez wiec da艂a jej chwile spokoju.
— To trudne, po prostu. Jestem jedn膮 z milion贸w kobiet w takiej sytuacji. Dziecko nigdy nie powinno wychowywa膰 z tylko jednym rodzicem. Na razie staram si臋 o tym nie my艣le膰, ale wiem 偶e kiedy艣 nadejdzie taki dzie艅, gdy Ayla zapyta o to, czemu Jacksona przy niej nie by艂o. Tego boje si臋 najbardziej, bo nie mam poj臋cia, co jej wtedy odpowiem. Nie mam przygotowanej odpowiedzi, nie mam planu jak ma przebiec taka rozmowa i to frustruje mnie najbardziej. Bo nie chce jej skrzywdzi膰 偶adnymi s艂owami, chc臋 by mia艂a najlepsze dzieci艅stwo, jakie mog臋 jej da膰, a nie chce by brak ojca to wszystko zniszczy艂 — wyzna艂a.
— Jeste艣 wspania艂膮 matk膮, nigdy nie mo偶esz sobie tego ujmowa膰 i my艣le膰 inaczej, Octavio. Wida膰, 偶e przesz艂a艣 przemian臋, zmieni艂a艣 swoje priorytety i codziennie stawiasz czo艂a temu, jakie 偶ycie stawia przed Tob膮 wyzwania. Dzi臋kuj臋, 偶e dzisiaj si臋 u mnie pojawia艂a i odpowiedzia艂a艣 na tak osobiste pytania. Nasz czas si臋 ko艅czy, wi臋c do zobaczenia za tydzie艅. Dzi臋ki, 偶e z nami byli艣cie, cze艣膰! — Carolyn roz艂膮czy艂a podcast jak i live, wzdychaj膮c przy tym g艂o艣no. Obie r贸wnocze艣nie 艣ci膮gn臋艂y s艂uchawki, k艂ad膮c je na stoliku.
— Zrobi艂a艣 furor臋, Tay. Ten wywiad jeszcze d艂ugo b臋dzie wisia艂 w topce — Carolyn u艣miechn臋艂a si臋r z satysfakcj膮. Lubi艂a, kiedy przybywa艂o obserwuj膮cych, a statystyki skaka艂y w g贸r臋.
Octavia u艣miechn臋艂a si臋, przyjmuj膮c s艂owa pochwa艂y. Wsta艂a w ko艅cu od stolika, spogl膮daj膮c na blondynk臋.
— R贸wnie偶 dzi臋kuj臋. Musz臋 ju偶 ucieka膰, Lyn. Obowi膮zki czekaj膮 — u艣miechn臋艂a si臋 z przekor膮, by nast臋pnie po偶egna膰 si臋 z m艂oda kobiet膮 i opu艣ci膰 jej mieszkanie. Czu艂a si臋 wypompowana tym wywiadem i nie艂atwymi pytaniami. Chyba nigdy wcze艣niej a偶 tak si臋 nie uzewn臋trzni艂a.


Wsiad艂a do mercedesa, oddychaj膮c g艂臋boko. Zacisn臋艂a d艂onie na kierownicy, przez d艂u偶sz膮 chwile patrz膮c przed siebie. Telefon zawibrowa艂 kilkukrotnie, jednak Octavia go zignorowa艂a. Przekr臋ci艂a kluczyk w stacyjce, powoli w艂膮czaj膮c si臋 do ruchu. Do domu nie mia艂a daleko, jednak Octavia postanowi艂a jeszcze zatrzyma膰 si臋 w pierwszym lepszym sklepie, kt贸ry napotka艂a po drodze. Po tym wszystkim, jedyne czego chcia艂a, to butelka wina, oboj臋tnie jakiego.


W 偶yciu bywaj膮 takie momenty, o kt贸rych cz艂owiek nie my艣li. Przychodz膮 niespodziewanie, wywracaj膮c wszystko do g贸ry nogami. Nie my艣la艂a, 偶e parkuj膮c pod tym jednym sklepem i wchodz膮c do 艣rodka, wszystko sko艅czy. Przecie偶 miala wybra膰 tylko cholerne wino.
W 艣rodku zapanowa艂o poruszenie, kiedy do 艣rodka wpad艂o dw贸ch m艂odych ch艂opak贸w. Jeden wymierzy艂 pistolet w stron臋 kasjera, 偶膮daj膮c wszystkich pieni臋dzy jakie by艂y w sklepie. Ruszy艂 wraz z pracownikiem na zaplecze, natomiast drugi z nich z uwag膮 spojrza艂 na Octavi臋 i starszego m臋偶czyzny, kt贸ry sta艂 tu偶 za ni膮.
— Ty tutaj, Tay? — zapyta艂, u艣miechaj膮c si臋 ironicznie. Chaz, ostatnio nie dawa艂 jej o sobie zapomnie膰 i co jaki艣 czas przypomina艂 o swojej osobie. W klubie, do kt贸rego posz艂a z dziewczynami, w centrum handlowym, gdzie posz艂a na zakupy. W Central Parku, gdzie by艂a z Ayl膮 na spacerze. Nie m贸wi艂a tego nikomu, wiedz膮c jak to mo偶e si臋 sko艅czy膰. Chaz nie by艂 nikim wa偶nym, a jej rodzina z 艂atwo艣ci膮 mog艂a si臋 go pozby膰.
— C贸偶 za spotkanie. Kolejne w tym miesi膮cu — rzuci艂a r贸wnie ironicznie.
— Masz niebywa艂e szcz臋艣cie, 偶e jeszcze nikomu nie powiedzia艂am o tym, 偶e troch臋 za bardzo si臋 w to wszystko wkr臋ci艂e艣, Chaz — doda艂a po chwili.
Rozz艂o艣ci艂a go, widzia艂a to w jego oczach. Ciska艂 w jej stron臋 pioruny. Zrobi艂 kilka krok贸w w jej stron臋, mocno 艂api膮c za w艂osy i odchylaj膮c g艂ow臋 w ty艂.
— Hej! Zostaw j膮, nic Ci nie zrobi艂a! — starszy m臋偶czyzna ruszy艂 w jej stron臋, chc膮c pom贸c Octavii, jednak to by艂 z艂y pomys艂. Chaz bez namys艂u poci膮gn膮艂 za spust. Octavia krzykn臋艂a z przera偶eniem, zamykaj膮c oczy.
— Nie drzyj si臋, przecie偶 i tak by艂 stary — Chaz przesun膮艂 r臋k臋, 艂api膮c Octavi臋 za kark.
— Przecie偶 wiesz, co si臋 z Tob膮 stanie, jak co艣 mi zrobisz — warkn臋艂a. Zabij膮 go, tego by艂a pewna. Je艣li dowiedz膮 si臋, 偶e zdradzi艂 ich rodzin臋, a na dodatek skrzywdzi艂 Octavi臋, pozb臋d膮 si臋 go bez mrugni臋cia okiem.
— Ju偶 dawno powinienem to zrobi膰 — Chaz westchn膮艂 z rezygnacj膮, a p贸藕niej po raz ostatni spojrza艂 Octavii prosto w oczy, by nast臋pnie poci膮gn膮膰 za spust. Poczu艂a rozrywaj膮cy b贸l w brzuchu, przez chwil臋 nie dopuszczaj膮c do siebie my艣li, 偶e Chaz do niej strzeli艂.
— Chaz, co Ty… — zapyta艂a, unosz膮c do g贸ry zakrwawion膮 d艂o艅. Spojrza艂a na ni膮 z przera偶eniem, a p贸藕niej na Chaza, kt贸ry krzycza艂 do swojego wsp贸lnika, 偶e na nich ju偶 czas.
— Ja pierdole, Chaz, pojeba艂o Ci臋?! — blondyn, kt贸ry wyszed艂 z zaplecza, spojrza艂 zszokowany na Octavi臋 i le偶膮cego za ni膮 m臋偶czyzn臋.
— Zwijaj si臋 Marshall, zanim przyjedzie policja — odpar艂 Chaz, ruszaj膮c w stron臋 tylnego wyj艣cia. Marshall spojrza艂 ostatni raz na Octavi臋, kt贸ra przyciska艂a mocno r臋k臋 do krwawi膮cej rany.
— Przepraszam. To nie tak mia艂o si臋 sko艅czy膰 — powiedzia艂 blondyn, zanim zostawi艂 j膮 sam膮.
Nim osun臋艂a si臋 na pod艂og臋, us艂ysza艂a w oddali d藕wi臋k syren. Kasjer zd膮偶y艂 nacisn膮膰 dzwonek napadowy, kt贸ry wezwa艂 ochron臋. On jedyny, kt贸ry nie by艂 ranny, powiadomi艂 dodatkowo policj臋 i pogotowie.
— Jak si臋 czujesz? Jestem Kate, pomog臋 Ci — Octavia spojrza艂a na kobiet臋, kt贸ra ukl臋kn臋艂a obok i zacz臋艂a opatrywa膰 jej ran臋.
— Octavia. Chyba… chyba straci艂am du偶o krwi — mrukn臋艂a w odpowiedzi, czuj膮c jak powieki zaczynaj膮 jej ci膮偶y膰, a ona powoli traci si艂y na dalsza walk臋, cho膰 wiedzia艂a, 偶e za nic nie powinna zasypia膰.
— Max, ci艣nienie spada, musimy jak najszybciej wzi膮膰 j膮 do szpitala — to by艂y ostatnie s艂owa, kt贸re dotar艂y do Octavii, nim straci艂a przytomno艣膰.


W 偶yciu bywaj膮 takie momenty, kt贸re przychodz膮 niespodziewanie i odciskaj膮 na nas swoje pi臋tno ju偶 na zawsze. Octavia Blanchard by艂a siln膮 dziewczyn膮, z ogromn膮 wol膮 walki. Lekarze m贸wili to ka偶dego dnia, kiedy przychodzili na intensywn膮 terapi臋, dogl膮daj膮cy jej stanu. Potrzebowa艂a jedynie czasu, bo si艂臋 do walki mia艂a. Musia艂a przecie偶 walczy膰, bo mia艂a dla kogo.
Obudzi艂a si臋 tydzie艅 p贸藕niej, a pierwsz膮 rzecz膮, a raczej osob膮, kt贸r膮 zobaczy艂a obok siebie, by艂 Jack, 艣pi膮cy na fotelu obok.
— Jack — powiedzia艂a cicho, zachrypni臋tym g艂osem. Powiedzia艂aby, 偶e by艂 ostatni膮 osob膮, kt贸r膮 spodziewa艂a si臋 tu zobaczy膰. A mimo wszystko by艂a szcz臋艣liwa, 偶e to w艂a艣nie jego pierwszego widzi tu偶 obok siebie.




Wi臋c wyszed艂 taki misz-masz wszystkiego 馃珷

Tym, co wytrwali do ko艅ca gratuluj臋 i w nagrod臋 daj臋 medal z ziemniaka, po odbi贸r zapraszamy pod kart臋 Octi ❤️

There’s a room In my heart with the memories we made.

Budzik jak zawsze zadzwoni艂 punkt sz贸sta trzydzie艣ci. Octavia od lat wstawa艂a o tej godzinie, rzadko kiedy pozwalaj膮c sobie na leniuchowanie w 艂贸偶ku. Niespiesznie otworzy艂a oczy, spogl膮daj膮c na ciemn膮 艣cian臋 przed sob膮. Pok贸j by艂 sk膮pany w porannym s艂o艅cu, kt贸re nie艣mia艂o wkrad艂o si臋 do 艣rodka przez okno. Mia艂a cich膮 nadziej臋, 偶e ten dzie艅 b臋dzie dobry i spokojny. Tego ostatniego brakowa艂o jej najbardziej, wr臋cz t臋skni艂a za spokojem, kt贸ry jako艣 czas temu opu艣ci艂 jej 偶ycie, a na jego miejsce wkroczy艂 chaos, kt贸ry sia艂 spustoszenie niczym huragan. Octavia przekr臋ci艂a si臋 na plecy, co by艂o z艂ym pomys艂em, o czym u艣wiadomi艂a sobie dopiero po kr贸tkiej chwili. Westchn臋艂a, przecieraj膮c zaspane oczy, po czym z trudem wsta艂a z 艂贸偶ka. 脫smy miesi膮c ci膮偶y nie nale偶a艂 do najprzyjemniejszych. Dziecko kopa艂o coraz mocniej, rozpycha艂o si臋 te偶, jakby ju偶 brakowa艂o mu miejsca, jakby ju偶 nie mog艂o si臋 doczeka膰, kiedy w ko艅cu b臋dzie na 艣wiecie. Przesun臋艂a odruchowo r臋k膮 po brzuchu, u艣miechaj膮c si臋 delikatnie.

— G艂odna jeste艣? — zapyta艂a, jakby to by艂o ca艂kiem normalne pytanie. Zauwa偶y艂a, 偶e kiedy co艣 m贸wi艂a, dziecko si臋 uspokaja艂o. Dlatego te偶 m贸wi艂a do niej, czasami nawet godzinami, opowiadaj膮c jak to b臋dzie, kiedy ju偶 przyjdzie na 艣wiat, obiecuj膮c r贸wnocze艣nie, 偶e da rad臋, cho膰 bycie samotna matka cholernie j膮 stresowa艂o.

Dwudziestojednolatka ruszy艂a do kuchni, gdzie nastawi艂a wod臋 na herbat臋 oraz wyci膮gn臋艂a kilka produkt贸w z lod贸wki. Lubi艂a gotowa膰, dlatego te偶 wola艂a po艣wi臋ci膰 na t膮 czynno艣膰 chwil臋, ni偶 zamawia膰 diety pude艂kowe, kt贸re w艣r贸d jej znajomych by艂y tak popularne.

Dzisiejszego dnia mia艂a kilka spraw do za艂atwienia, o czym przypomnia艂o jej powiadomienie w telefonie. Dzisiejszy dzie艅 mia艂a sp臋dzi膰 praktycznie ca艂y na mie艣cie, co oczywi艣cie w 偶aden spos贸b jej nie przeszkadza艂o. Wr臋cz przeciwnie, od kiedy Jackson si臋 wyprowadzi艂 i Octavia zn贸w mieszka艂a sama, z wielk膮 ch臋ci膮 przebywa艂a poza domem. Niespiesznie zjad艂a 艣niadanie, popijaj膮c je zielon膮 herbata z odrobin膮 miodu, po czym wskoczy艂a pod prysznic i chwil臋 potem za艂o偶y艂a wygodne ubrania. Punktualnie, o si贸dmej trzydzie艣ci Octavia Blanchard opu艣ci艂a sw贸j apartament, zamykaj膮c go na cztery spusty. Do domu mia艂a wr贸ci膰 dopiero pod wiecz贸r.

— Usu艅 to, mamo. Jest niepotrzebne, a sukienka zdecydowanie lepiej wygl膮da bez tej falbanki — powiedzia艂a, spogl膮daj膮c na Eve z delikatnym u艣miechem. Obie pochyli艂y si臋 nad projektem nowej kolekcji. Eva Blanchard z uwag膮 spojrza艂a na rysunek, przez d艂u偶sz膮 chwil臋 zastanawiaj膮c si臋 nad propozycj膮 c贸rki. W ko艅cu, po d艂u偶szej chwili delikatnie kiwn臋艂a g艂ow膮, zgadzaj膮c si臋 na wszystko. Ufa艂a Octavii, wiedzia艂a 偶e dziewczyna ma dobry gust i g艂ow臋 pe艂n膮 pomys艂贸w, cho膰 ostatnio sta艂a si臋 mocno przygaszona i cicha.

— Jak si臋 czujesz? — s艂ysz膮c pytanie, Octavia skierowa艂a spojrzenie na swoj膮 matk臋, przygl膮daj膮c jej si臋 z uwag膮. Eva pos艂a艂a brunetce pocieszaj膮cy u艣miech, przyk艂adaj膮c r臋k臋 do jej policzka i g艂adz膮c go delikatnie. Robi艂a tak od zawsze, zar贸wno Octavii jak Laureatowi, jej bratu.

— Nie czuje si臋. Mam wszystkiego do艣膰, mamo. Nie tak to mia艂o wygl膮da膰 — Octavia pierwszy raz szczerze powiedzia艂a matce, co tak naprawd臋 czuje. Ostatnie kilka miesi臋cy zawsze powtarza艂a, 偶e jest dobrze, teraz jednak chyba nasta艂 ten dzie艅, kiedy dziewczyna postanowi艂a podzieli膰 si臋 z rodzicielka wszystkimi obawami, kt贸re w niej siedzia艂y.

— Jestem sama, m贸j zwi膮zek praktycznie nie istnieje a ja nie potrafi臋 doj艣膰 z Jackiem do porozumienia. Jedyne co uda艂o nam si臋 ustali膰, to to… on podpisa艂 papiery, 偶e gdyby co艣 mi si臋 sta艂o, to wy j膮 b臋dziecie wychowywa膰. W og贸le nie poczuwa si臋 do roli ojca, insynuuj膮c dodatkowo, 偶e to mo偶e nie by膰 jego dziecko — wyja艣ni艂a, spogl膮daj膮c smutno na matk臋.

— A mo偶e by膰 kogo艣 innego, Tay? — Eva spojrza艂a z uwag膮 na c贸rk臋. Octavia pokr臋ci艂a g艂ow膮 na boki.

— To na pewno dziecko Jacka. Wpadli艣my, jak wr贸ci艂a z Francji i sp臋dzili艣my noc na jachcie. Potem owszem, kocha艂am si臋 z Gabrielem i… Chazem, ale z nimi si臋 dodatkowo zabezpieczy艂am. Z Jacksonem niekoniecznie — wyzna艂a, unikaj膮c spojrzenia matki. Octavia czu艂a, jakby w jaki艣 spos贸b j膮 zawiod艂a, zachodz膮c w ci膮偶臋 w tak m艂odym wieku, ale sta艂o si臋, a ona nie mog艂a podj膮膰 si臋 tego, by ci膮偶臋 usun膮膰 jak jeszcze mog艂a, cho膰 Jackson niejednokrotnie powtarza艂, 偶e to najlepszy wyb贸r. Octavia jednak nale偶a艂a do upartych os贸b, wi臋c nie pos艂ucha艂a swojego ch艂opaka, podejmuj膮c zupe艂nie inn膮 decyzj臋, kt贸ra doprowadzi艂a do tego, w jakim punkcie aktualnie si臋 znajdowa艂a.

— Jak Ayla si臋 urodzi, zrobimy testy na ojcostwo, bo oczywi艣cie o to te偶 by艂a awantura. 呕e tatu艣 diler ale by wygl膮da艂 w 偶yciu dziecka, ja odgryz艂am, 偶e w moim te偶 — Octavia doda艂a po chwili, spogl膮daj膮c na matk臋. Eva jedynie z dezaprobat膮 pokr臋ci艂a g艂ow膮. Nie wnika艂a w 偶ycie Octavii za bardzo, cho膰 wiedzia艂a, 偶e jeszcze jaki艣 czas temu jej c贸rka nie stroni艂a od alkoholu i innych u偶ywek. Chaza zna艂a natomiast bardzo dobrze. M艂ody diler, kt贸ry do艣膰 mocno odznacza艂 si臋 w strukturach mafijnych jej ojca.

— Ale z Chazem? — Kobieta zapyta艂a w ko艅cu, zn贸w kieruj膮c spojrzenie na Octavi臋, kt贸ra jedynie wzruszy艂a ramionami, nie m贸wi膮c ani s艂owa. Bo co mia艂a powiedzie膰? 呕e przespa艂a si臋 z ch艂opakiem, bo si臋 na膰pali i po prostu mieli na siebie ochot臋? Ju偶 zdecydowanie wola艂a t膮 kwesti臋 przemilcze膰.

R贸wno o dwudziestej Octavia otworzy艂a drzwi do mieszkania, wchodz膮c do 艣rodka. Dzisiejszy dzie艅 nale偶a艂 do tych intensywnych, ale ona nie lubi艂a zwalnia膰, to nie by艂o w jej stylu. Zawsze musia艂a by膰 na najwy偶szych obrotach, robi膮c niejednokrotnie kilka rzeczy na raz. Nawet teraz, b臋d膮c w ci膮偶y nie traktowa艂a siebie ulgowo. Czu艂a si臋 dobrze, ci膮偶a w 偶aden spos贸b jako艣 nie dawa艂a jej si臋 mocno we znaki, to dlaczego mia艂aby osi膮艣膰 na laurach?

Wiecz贸r zapowiada艂 si臋 leniwie. Octavia wzi臋艂a d艂uga k膮piel, kt贸ra by艂a wr臋cz zbawieniem po ca艂ym, m臋cz膮cym dniu, a p贸藕niej zasiad艂a na kanapie z paczk膮 krakers贸w i odpali艂a jaki艣 film na netflixie, bardziej dla zasady, 偶eby co艣 w tle gra艂o. Sama, z wyra藕nym znudzeniem zacz臋艂a przegl膮da膰 Instagrama, doda艂a kilka nowych relacji i zapisanych rolek. Widzia艂a w mediach spo艂eczno艣ciowych, jak jej znajomi si臋 bawi膮, korzystaj膮c z uroku nadchodz膮cego weekendu. Ona, niezmiennie od kilku miesi臋cy siedzia艂a zamkni臋ta w czterech 艣cianach, odcinaj膮c si臋 od 偶ycia na 艣wieczniku Nowego Jorku. Niegdy艣 nie potrafi艂a bez tego wr臋cz funkcjonowa膰. Uwielbia艂a, jak o niej m贸wiono i zwracano na ni膮 uwag臋, teraz zdecydowanie wola艂a samotno艣膰.

Pozwoli艂a sobie na zam贸wienie jedzenia z tajskiej restauracji, cho膰 czas oczekiwania by艂 zdecydowanie za d艂ugi.

Dzwonek do drzwi wyrwa艂 j膮 z zamy艣lenia. Od艂o偶y艂a telefon na szklany stolik, kt贸ry sta艂 przed kanap膮, szybko sprawdzaj膮c jeszcze godzin臋. Dochodzi艂a prawie dwudziesta trzecia. Z nadziej膮, 偶e to dostawca jedzenia, brunetka niespiesznie ruszy艂a w stron臋 drzwi, kt贸re po chwili otworzy艂a. W progu jednak nie zasta艂a znajomego m臋偶czyzny, kt贸ry niejednokrotnie dostarcza艂 zam贸wione dania, a Javiera. Javier by艂 trzydziestopi臋cioletnim, wysokopostawionym dilerem, kt贸ry od lat pracowa艂 dla jej dziadka i by艂 jednym z niewielu zaufanych pracownik贸w. Octavio Romero by艂 bardzo zadowolony z jego pracy, co niejednokrotnie okazywa艂. Javier by艂 niczym rodzina.

— Cze艣膰, Tay. Mog臋 wej艣膰? — zapyta艂 niskim g艂osem, spogl膮daj膮c na dziewczyn臋. Ta skin臋艂a g艂ow膮 bez s艂owa, wpuszczaj膮c go do 艣rodka.

Javier poprawi艂 marynark臋, kt贸ra by艂a idealnie dopasowana do jego sylwetki. Lubowa艂 si臋 w dobrych, markowych ubraniach i nie szcz臋dzi艂 na nie pieni臋dzy.

— Napijesz si臋 czego艣, Jav? — Octavia z uwag膮 spojrza艂a na plecy m臋偶czyzny, kt贸ry niespiesznie skierowa艂 si臋 w stron臋 kuchni otwartej na salon.

— Masz whisky? — zapyta艂, odwracaj膮c si臋 w stron臋 Blanchard. Pos艂a艂 jej u艣miech, delikatny i mog艂oby si臋 wydawa膰, 偶e nieco smutny. Nie wr贸偶y艂 on dobrych wie艣ci.

— Jak膮 tylko chcesz. Nazwijmy to spu艣cizna po Jacksonie — za偶artowa艂a zgry藕liwie, podchodz膮c do lod贸wki, z kt贸rej za艣 wyci膮gn臋艂a sch艂odzon膮 butelk臋 alkoholu. Nala艂a p艂ynu do szklanki, dorzuci艂a kilka kostek lodu, a sama dla siebie wzi臋艂a sok pomara艅czowy. Postawi艂a wszystko na blacie kuchennej wyspy, popychaj膮c delikatnie szklank臋 z trunkiem w stron臋 Javiera.

— Nie przychodzisz do mnie za cz臋sto. A jak ju偶 przychodzisz, to nie zwiastuje dobrych wie艣ci, Jav. Co tym razem? — Octavia w spokoju upi艂a 艂yk soku, nie odrywaj膮c spojrzenia od wysokiego bruneta. Ten, id膮c za jej 艣ladem, upi艂 艂yk whisky, nie krzywi膮c si臋 przy tym ani troch臋. Ot, jakby pi艂 wod臋.

Javier by艂 jej oczami i uszami na mie艣cie. Bywa艂 tam, gdzie zawsze co艣 si臋 dzia艂o, a dodatkowo nierzadko mia艂 oko na poczynania Blanchard. Interweniowa艂 kiedy trzeba by艂o, odstawia艂 do domu jak przesadzi艂a, dawa艂 w pysk facetom, kt贸rzy pozwalali sobie na zbyt du偶o wzgl臋dem niej. By艂 jak starszy brat, kt贸rego nigdy nie mia艂a. Wys艂ucha艂 i doradzi艂, jak mia艂a gorsze dni i musia艂a si臋 komu艣 wygada膰.

— Tylko si臋 nie denerwuj. W twoim stanie to niedobre — zwr贸ci艂 uwag臋 na jej brzuch. Octavia wywr贸ci艂a oczami.

— Jak zaznaczasz to na samym pocz膮tku, to ju偶 wiem, 偶e wie艣ci nie s膮 dobre — powiedzia艂a, po czym zastuka艂a paznokciami o marmurowy blat. Javier powoli wyci膮gn膮艂 z wewn臋trznej kieszeni telefon, po czym przez chwil臋 szuka艂 zdj臋cia. Kiedy ju偶 je znalaz艂, podsun膮艂 brunetce. Octavia spojrza艂a w d贸艂, cho膰 tak bardzo nie chcia艂a tego robi膰. Zabola艂o j膮 serce, w g艂owie zn贸w rozp臋ta艂 si臋 chaos. Wypu艣ci艂a z p艂uc g艂o艣no powietrze, nie wiedz膮c, co ze sob膮 zrobi膰.

— Sk膮d to masz? Sk膮d masz, kurwa, to zdj臋cie, Javier?! — zapyta艂a ze z艂o艣ci膮, rzucaj膮c telefonem w stron臋 m臋偶czyzny. Ten, wykazuj膮c si臋 refleksem, z艂apa艂 go a potem schowa艂 do marynarki.

— Widzia艂em ich w klubie — odpar艂 spokojnie, przygl膮daj膮c si臋 Octavii. Kipia艂a ze z艂o艣ci. By艂a w艣ciek艂a jak nigdy. Prychn臋艂a, kr臋c膮c g艂ow膮 na boki i podpieraj膮c si臋 r臋kami o blat.

— Wi臋c tak si臋 bawi. Z moj膮, kurwa, przyjaci贸艂k膮 — warkn臋艂a, bior膮c szklank臋 z sokiem do r臋ki, lecz ta po chwili wyl膮dowa艂a na 艣cianie, pozostawiaj膮c na niej brzydki zaciek. Javier ruszy艂 w stron臋 tarasu, na kt贸rym odpali艂 papierosa. Spogl膮da艂 na roz艣wietlone miasto, w czasie gdy Octavia rzuca艂a wszystkim, co mia艂a pod r臋k膮. Krzycza艂a ze z艂o艣ci, rzuca艂a przekle艅stwami. Widzia艂 艂zy, sp艂ywaj膮ce po jej policzkach. Mo偶e nie powinien jej o tym m贸wi膰. Mo偶e gdyby dowiedzia艂a si臋 z innego 藕r贸d艂a, nie zareagowa艂aby w ten spos贸b.

Odwr贸ci艂 si臋, opieraj膮c plecami o metalowa balustrad臋. Spogl膮da艂 na ni膮 uwa偶nie, kiedy dar艂a ich wsp贸lne zdj臋cia. Nie m贸g艂 uwierzy膰, 偶e Jackson Howard tak bardzo zawr贸ci艂 jej w g艂owie, a nied艂ugo potem tak mocno j膮 zrani艂.

— Javier! — jej krzyk spowodowa艂, 偶e ruszy艂 szybkim krokiem do mieszkania. Spojrza艂 na ni膮. Octavia Blanchard jedn膮 r臋k膮 opiera艂a si臋 o sk贸rzan膮 kanap臋, druga trzyma艂a na brzuchu. W oczach zobaczy艂 cie艅 b贸lu, a ona sama potem zgi臋艂a si臋 w p贸艂.

— Co si臋, kurwa, dzieje? Octavia? — zapyta艂 szczerze zdziwiony, przygl膮daj膮c si臋 brunetce. Grymas przebieg艂 po jej twarzy, kiedy spojrza艂a na niego ponownie.

— W mojej garderobie jest walizka. Du偶a i czarna, we藕 j膮. Potem zadzwo艅 do mojej mamy i zawie藕 mnie do szpitala, bo chyba zacz臋艂am rodzi膰. Wody mi odesz艂y — wyja艣ni艂a, pr贸buj膮c zachowa膰 spok贸j, cho膰 to nie by艂o 艂atwe zadanie. Javier sta艂 jak wmurowany, nie mog膮c poj膮膰 tego, co w艂a艣nie us艂ysza艂.

— Jak to wody Ci odesz艂y? — zapyta艂 zszokowany.

— Normalnie! Rusz si臋, Jav, prosz臋— powiedzia艂a b艂agalnie. Nie tak to wszystko mia艂o wygl膮da膰.

Javier wymin膮艂 z precyzj膮 dwa samochody przed sob膮, ponownie wciskaj膮c peda艂 gazu. Spojrza艂 na Octavi臋, kt贸ra skr臋ca艂a si臋 z b贸lu na miejscu pasa偶era. Wiedzia艂a, 偶e por贸d nie zalicza si臋 do najprzyjemniejszych prze偶y膰, ale nie s膮dzi艂a, 偶e na pocz膮tku b臋dzie a偶 tak bole膰. Czu艂a, 偶e chyba co艣 jest nie tak. Wpu艣ci艂a g贸wno powietrze z p艂uc, przymykaj膮c oczy. Skurcze by艂y coraz cz臋stsze i intensywniejsze.

— Pi臋膰 minut, dasz rad臋, Tay? — g艂os Javiera by艂 przesi膮kni臋ty wr臋cz strachem. Pierwszy raz mia艂 do czynienia z rodz膮ca kobiet膮.

— Ja wam, kurwa, nie zazdroszcz臋. Przez co wy musicie przechodzi膰, ja pierdol臋 — sapn膮艂, tr膮bi膮c na samoch贸d, kt贸ry zajecha艂 mu drog臋.

— Czy mo偶esz jecha膰 troch臋 ostro偶niej? — Octavia spojrza艂a na niego b艂agalnie. Odgarn臋艂a kosmyki w艂os贸w za ucho, kiedy nadesz艂a kolejna fala skurczy.

— Nigdy wi臋cej nie zdecyduje si臋 na dzieci — wysapa艂a, spogl膮daj膮c na znak szpitala, kt贸ry widnia艂 przed nimi.

Kiedy wesz艂a do szpitala z pomoc膮 Javiera, wszystko dzia艂o si臋 bardzo szybko. Wok贸艂 niej pojawi艂o si臋 kilka piel臋gniarek i chwil臋 potem by艂a ju偶 w odosobnionym pokoju. Pod艂膮czyli j膮 do wszystkich aparatur, wypytywali o r贸偶ne rzeczy, ale Octavia nie zwraca艂a na to zbytniej uwagi. Nied艂ugo potem do sali wpad艂a zdenerwowana Eva, kt贸ra chwyci艂a Octavi臋 za r臋k臋. Ta, jak na zawo艂anie rozp艂aka艂a si臋, niczym ma艂e dziecko.

— Mamo, ja si臋 boj臋. Boj臋 si臋 jak cholera — powiedzia艂a, spogl膮daj膮c na matk臋. Kobieta u艣miechn臋艂a si臋, odgarniaj膮c ciemne kosmyki w艂os贸w za ucho Octavii.

— Dasz rad臋, kochanie. Za nied艂ugo b臋dzie po wszystkim — powiedzia艂a ze spokojem.

To nied艂ugo, o kt贸rym m贸wi艂a Eva Blanchard trwa艂o do samego rana, a Octavia ju偶 pod sam koniec porodu mia艂a zdecydowanie do艣膰. By艂 obola艂a i zm臋czona. B艂aga艂a, 偶eby to ju偶 si臋 sko艅czy艂o. W ko艅cu, kiedy wybi艂a r贸wno si贸dma rano, us艂ysza艂a g艂o艣ny p艂acz swojej c贸rki. Eva krzykn臋艂a z zachwytu, po艂o偶na po艂o偶y艂a nowonarodzon膮 Ayle na piersi Octavii.

Octavia Blanchard otar艂a 艂zy, kt贸re sp艂ywa艂y po jej policzkach, spogl膮daj膮c na swoj膮 c贸rk臋. By艂a malutka i wydawa艂a si臋 taka krucha istotk膮.

— Cze艣膰, to Ty tam ci膮gle by艂a艣? — zapyta艂a z u艣miechem, dotykaj膮c ma艂ego noska Ayli. Zakocha艂a si臋 w tej ma艂ej od pierwszego momentu. Dla niej by艂a idealna i Octavia musia艂a zrobi膰 wszystko, by na tym 艣wiecie mia艂a jak najlepiej. Ju偶 nawet si臋 nie ba艂a, jako艣 to b臋dzie. Z pocz膮tku pewnie cholernie trudno, ale da rad臋, bo ma dla kogo.

— Jest pi臋kna — Eva nachyli艂a si臋, spogl膮daj膮c na wnuczk臋. U艣miechn臋艂a si臋 lekko, po czym poca艂owa艂a Octavi臋 w czo艂o.

— Jestem z ciebie ogromnie dumna, kochanie — Octavia u艣miechn臋艂a si臋 lekko na s艂owa matki, oddaj膮c Ayl臋 piel臋gniarce, kt贸ra zabra艂a j膮 na badania.

— P贸jd臋 zadzwoni膰 do dziadk贸w, pewnie za nied艂ugo si臋 tu zjawi膮 — Eva pos艂a艂a Octavii delikatny u艣miech, po czym wysz艂a z sali. Brunetka jeszcze w贸wczas nie pomy艣la艂a, 偶e jej matka ma zupe艂nie inny plan i dziadkowie b臋d膮 ostatnimi osobami, kt贸rych powiadomi o tym, 偶e Octavia w艂a艣nie urodzi艂a.

Eva Blanchard wysz艂a na szpitalny korytarz, rozgl膮daj膮c si臋 na boki. Nie chcia艂a, aby kto艣 przypadkowy us艂ysza艂 jej rozmow臋. Odesz艂a od sali, gdzie znajdowa艂a si臋 jej c贸rka, po czym wybra艂a numer do Jacksona. Kilka sygna艂贸w p贸藕niej, Howard raczy艂 odebra膰.

— Gdziekolwiek teraz jeste艣 i cokolwiek robisz, masz to przerwa膰, Jack, i przyjecha膰 do szpitala. Octavia tu jest, a Ty masz przy niej by膰. I prosz臋, nie ka偶 mi tego robi膰, 偶eby szuka膰 ci臋 po ca艂ym mie艣cie, bo pr臋dzej czy p贸藕niej ci臋 znajd臋. Daje ci godzin臋, 偶eby艣 si臋 ogarn膮艂 i tu by艂, adres za chwil臋 ci wy艣l臋 — poinformowa艂, nawet nie daj膮c mu doj艣膰 do s艂owa. Roz艂膮czy艂a si臋 i chwil臋 potem, tak jak obieca艂a, wys艂a艂a Jacksonowi adres szpitala, maj膮c nadziej臋, 偶e ch艂opak wzi膮艂 jej s艂owa na powa偶nie, bo ona w tej chwili by艂a 艣miertelnie powa偶na. Gdyby sytuacja tego wymaga艂a, znalaz艂a by go bardzo szybko.

 

Przeci膮gn膮艂 si臋 leniwie na 艂贸偶ku, gdy jego telefon zacz膮艂 g艂o艣no wibrowa膰 na nocnej szafce wydaj膮c z siebie fal臋 niezno艣nych d藕wi臋k贸w. J臋kn膮艂 w poduszk臋 chowaj膮c w niej twarz nim w ko艅cu przekr臋ci艂 si臋 na plecy. Na o艣lep si臋gn膮艂 po telefon i zerkn膮艂 na wy艣wietlacz mru偶膮c oczy od niezno艣nego 艣wiat艂a wydobywaj膮cego si臋 z urz膮dzenia.

Eva Blanchard.

Zmarszczy艂 brwi widz膮c to konkretne imi臋, nie s膮dzi艂, 偶e jeszcze kiedykolwiek b臋dzie mia艂 okazj臋 do rozmowy z kobiet膮. Oci膮ga艂 si臋, by podnie艣膰 s艂uchawk臋. Nie mia艂 ochoty wys艂uchiwa膰 kaza艅 zatroskanej matki. Nie tych s艂贸w spodziewa艂 si臋 us艂ysze膰. Jego brwi 艣ci膮gn臋艂y si臋 jeszcze bardziej, a na czole pojawi艂a si臋 napi臋ta zmarszczka, gdy kobieta roz艂膮czy艂a si臋 nie daj膮c doj艣膰 mu do s艂owa. Odczyta艂 adres szpitala, kt贸ry zaraz mu udost臋pni艂a. Czy偶by…

Prychn膮艂 pod nosem i odrzuci艂 telefon na po艣ciel. W pierwszym odruchu uzna艂 to za jaki艣 nie艣mieszny 偶art, pr贸b臋 postawienia go do pionu. Przeci膮gn膮艂 si臋, ostatni wiecz贸r da艂 mu w ko艣膰 i jedyne o czym marzy艂 to odespanie nieprzespanej nocy i kaca, kt贸ry m贸g艂 go w ka偶dej chwili dopa艣膰. By艂o za wcze艣nie, by my艣le膰 o wstawaniu.

Podni贸s艂 si臋 z 艂贸偶ko tylko po to by si臋gn膮膰 po paracetamol i butelk臋 wody. 艁ykn膮艂 kilka tabletek, kt贸re popi艂 du偶ymi 艂ykami. Chwil臋 siedzia艂 na kraw臋dzi 艂贸偶ka gapi膮c si臋 bezmy艣lnie na zas艂oni臋te okna. Zerkn膮艂 na telefon raz jeszcze. Eva by艂a konkretn膮 kobiet膮, ale niespecjalnie mia艂 teraz g艂ow臋 do rozm贸w z ni膮. Jednak ten szpital nie dawa艂 mu spokoju. Okej, ostatnim czasem zjeba艂 po ca艂ej linii, ale niezbyt si臋 tym przejmowa艂. Po ostatniej k艂贸tni z Octavi膮 nie s膮dzi艂, by mog艂o by膰 lepiej, wi臋c wycofa艂 si臋 do tego co zna艂 najlepiej.

Ding. Ding. Ding.

Si臋gn膮艂 po kom贸rk臋. Wszed艂 w kolejn膮 wiadomo艣膰 od Evy wywracaj膮c oczami. Czy nie mog艂a po prostu da膰 mu spokoju?

— Kurwa. — mrukn膮艂 przesuwaj膮c spojrzeniem po wy艣wietlaczu i zdj臋ciu, kt贸re mu udost臋pni艂a. A jednak… Przetar艂 twarz d艂o艅mi bior膮c wszystkie za i przeciw, czy powinien pojawia膰 si臋 w szpitalu i czy w og贸le mia艂 na to ochot臋. Prze艂kn膮艂 dziwaczn膮 gul臋, kt贸ra stan臋艂a mu w gardle, zignorowa艂 dziwny ucisk w piersi, kt贸ry m贸g艂 oznacza膰 r贸wnie dobrze nadci膮gaj膮cego kaca morderc臋. Podni贸s艂 si臋 z materaca i znikn膮艂 na kilka minut w garderobie wci膮gaj膮c na ty艂ek pierwsze lepsze spodnie i lu藕n膮 bluz臋. Czu艂 si臋 藕le i podejrzewa艂, 偶e podobnie wygl膮da艂 jednak nale偶a艂o mu to wybaczy膰. Si贸dma rano nie by艂a ludzk膮 por膮 do wstawania. Ale mo偶e przy okazji za艂apie si臋 na jak膮艣 kropl贸wk臋… z pewno艣ci膮 znajdzie jak膮艣 mi艂膮 piel臋gniark臋, kt贸ra nie odm贸wi pomocy potrzebuj膮cemu.

Zadzwoni艂 po kierowc臋, kt贸remu kaza艂 na siebie czeka膰. Nie widzia艂o mu si臋 wsiadanie za kierownic臋, gdy ledwo m贸g艂 otworzy膰 oczy. Wsiad艂 do auta z kapturem na g艂owie i ciemnymi okularami na nosie. Kilkana艣cie minut drogi wykorzysta艂 na 艂ykni臋cie kolejnej porcji przeciwb贸lowych, opr贸偶nienie kolejnej butelki z wod膮 i szybk膮 drzemk臋.

Gdy znalaz艂 si臋 pod szpitalem, d艂u偶szy moment walczy艂 z sob膮, by si臋gn膮膰 do klamki i wreszcie wysi膮艣膰. Patrz膮c na budynek czu艂 skrajne emocje. Skrajnie niewygodne emocje, kt贸rych zdecydowanie wola艂 nie czu膰. Czu艂 strach. Czu艂 niepewno艣膰, jakby grunt usuwa艂 mu si臋 spod st贸p. I chcia艂o mu si臋 wymiotowa膰, ale powstrzymywa艂 si臋, by nie zarzyga膰 艣wie偶o pranej tapicerki w samochodzie.

Wzi膮艂 kilka g艂臋bszych oddech贸w, przeczesa艂 w艂osy palcami i zebra艂 w sobie na tyle du偶o odwagi, by w ko艅cu wysi膮艣膰 i ruszy膰 w stron臋 wej艣cia do szpitala. Nogi mia艂 jak z waty i nie wiedzia艂, czy dr偶a艂 bo by艂o mu cholernie 藕le, czy dlatego, 偶e tak bardzo nie chcia艂 tu by膰 i spotyka膰 si臋 z Octavi膮. Dzie艅, kt贸ry w jego g艂owie by艂 niejasnym wyobra偶eniem, kt贸re spycha艂 w najciemniejsze czelu艣ci swojego umys艂u w ko艅cu go do艣cign膮艂.

Wszed艂 do 艣rodka staj膮c przy wysokim kontuarze recepcji. Oboj臋tnym, kompletnie wypranym z emocji g艂osem wyduka艂 imi臋 i nazwisko pacjentki i pow贸d swojej wizyty poza godzinami odwiedzin. Po kilku minutach sprawdzania czego艣 w systemie piel臋gniarka poda艂a mu numer sali, w kt贸rej znajdowa艂a si臋 Blanchard. Do ostatniej sekundy liczy艂, 偶e z jaki艣 powod贸w nie b臋dzie m贸g艂 tu by膰 i ka偶膮 mu zawr贸ci膰 na pi臋cie i wi臋cej nie wraca膰. 

Kurwa. Kurwa. Kurwa…

Powtarza艂 cicho pod nosem, gdy winda wioz艂a go na wskazane pi臋tro.

— Ja pierdole. — mrukn膮艂 sam do siebie, gdy winda poinformowa艂a go, 偶e dojecha艂 na miejsce i czas ruszy膰 si臋 z miejsca i wysi膮艣膰. Jackson niespiesznie szed艂 korytarzem jakby jego nogi utyka艂y w mule. W ko艅cu dotar艂 pod sal臋, kt贸ra mu podano. Sta艂 z boku ledwo wychylaj膮c si臋 i zerkaj膮c przez szyb臋.

Kolejne kurwa. Kolejny g艂臋boki oddech. Powietrze wypuszczone z p艂uc z g艂o艣nym 艣wistem. Zrobi艂o mu si臋 s艂abo i jeszcze gorzej, kac uderzy艂 w niego ze zdwojon膮 si艂膮, a cia艂o odm贸wi艂o pos艂usze艅stwa, by p贸j艣膰 dalej. Na 艂贸偶ku widzia艂 Octavi臋, wygl膮da艂a na zm臋czon膮, ale jego uwag臋 bardziej przyku艂o ma艂e zawini膮tko w jej ramionach. Poczu艂 jak fala md艂o艣ci 艣ciska mu 偶o艂膮dek. Niewiele my艣l膮c rzuci艂 si臋 szybkim krokiem w stron臋 toalet i zawis艂 nad jednym z nich. Wyplu艂 z siebie ca艂膮 wczorajsz膮 noc i wszystkie wn臋trzno艣ci jakie posiada艂. Mimo wszystko wola艂 艣l臋cze膰 nad klozetem ni偶 wej艣膰 do sali, na kt贸rej le偶a艂a Octavia. Ca艂膮 wieczno艣膰 p贸藕niej podni贸s艂 si臋 z kafelek. Op艂uka艂 twarz zimn膮 wod膮 i wr贸ci艂 na korytarz staj膮c pod oknem, spogl膮daj膮c prosto na Blanchard i swoj膮… nie to nie chcia艂o przej艣膰 mu nawet przez my艣l. Wsun膮艂 d艂onie do kieszeni spodni i zwin膮艂 je w pi臋艣ci. Jego twarz by艂a blada, nie wyra偶a艂a za wiele emocji. Gdzie艣 w jasnych t臋cz贸wkach czai艂 si臋 strach, niech臋膰 i zm臋czenie. Jego najwi臋kszy koszmar w ko艅cu si臋 pojawi艂 i mia艂 zamiar go dopa艣膰, przemieli膰 i wyplu膰. 

Eva pojawi艂a si臋 praktycznie znik膮d, staj膮c tu偶 obok Jacksona. D艂ugo milcza艂a, wpatruj膮c si臋 tak samo jak blondyn w Octavi臋, kt贸ra ponownie trzyma艂a dziecko w ramionach. W ko艅cu, odwr贸ci艂a g艂ow臋 w stron臋 blondyna, chc膮c co艣 powiedzie膰, ale tak naprawd臋 nie wiedzia艂a co. Co mia艂a powiedzie膰? Przecie偶 to by艂o ich 偶ycie, ich zwi膮zek i ich problemy. Mog艂a jedynie im doradzi膰, nic wi臋cej.

— Chocia偶 j膮 zobacz — kobieta w ko艅cu si臋 odezwa艂a, zostawiaj膮c Jacksona Howarda samego na szpitalnym korytarzu. Wesz艂a do pokoju, informuj膮c Octavi臋, 偶e Jack jest na miejscu.

Brunetka odwr贸ci艂a g艂ow臋 w stron臋, gdzie sta艂 blondyn. Wiedzia艂a, 偶e nie chcia艂 tu by膰, by艂a te偶 z艂a na swoj膮 matk臋, 偶e go tu 艣ci膮gn臋艂a. Po co Eva zmusza艂a go do czego艣, czego nie chcia艂 robi膰?

— Nie chce go widzie膰 — Octavia ponownie ca艂膮 swoj膮 uwag臋 skupi艂a na Ayli, kt贸ra spa艂a wtulona w ni膮. Obie zdecydowanie by艂y zm臋czone i nie potrzebowa艂y dodatkowych stres贸w.

— Mo偶esz mu przekaza膰, 偶e mo偶e wraca膰 do domu i o nas zapomnie膰. Niech idzie, jego dziewczynki do pieprzenia pewnie czekaj膮 z niecierpliwo艣ci膮 — rzuci艂a z艂o艣liwie, po czym opar艂a g艂ow臋 o mi臋kk膮 poduszk臋, przymykaj膮c oczy. Jedyne, o czym teraz marzy艂a, to zasn膮膰 na d艂ugie godziny. Mia艂a nadziej臋, 偶e Jack w ko艅cu sobie p贸jdzie, a ona w spokoju b臋dzie mog艂a zregenerowa膰 si艂y i nie b臋dzie musia艂a si臋 nim przejmowa膰. Ka偶dy inny pewnie na jego miejscu by wszed艂, a nie sta艂 na korytarzu i ba艂 si臋 w艂asnego dziecka.

Na kr贸tk膮 chwil臋 jego i Octavii spojrzenia skrzy偶owa艂y si臋, czu艂 i z 艂atwo艣ci膮 m贸g艂 spostrzec, 偶e dziewczyna go nie chcia艂a widzie膰. Nie potrzebowa艂a go, ju偶 nie. Sam nie wiedzia艂, czy czu艂 w zwi膮zku z tym ulg臋, czy mo偶e te偶 z艂o艣膰, kt贸r膮 t艂umi艂 w zal膮偶ku. Octavia nie by艂 d艂u偶ej kim艣 kogo m贸g艂 nagina膰 do swojej woli. Widzia艂 to w jej ciemnych t臋cz贸wkach, co艣 si臋 dzisiaj zmieni艂o. Dla niej, bo nie dla niego. Jackson wci膮偶 nie chcia艂 bawi膰 si臋 w dom, nie chcia艂 bra膰 w tym czynnego udzia艂u. Jakkolwiek mocno nie chcia艂, by膰 kim艣 na kszta艂t w艂asnych rodzic贸w, nie potrafi艂 zachowywa膰 si臋 inaczej. Nie chcia艂. Mia艂 dopiero dwadzie艣cia cztery lata, ca艂e 偶ycie przed sob膮. Wizja pieluch nie by艂a jego cz臋艣ci膮.

Wszed艂 do 艣rodka przestronnej sali, kt贸r膮 r贸wnie dobrze by艂oby mo偶na pomyli膰 z hotelowym pokojem. Znajdowa艂o si臋 tu wszystko co mog艂o umili膰 pobyt w plac贸wce. Pieni膮dze pozwala艂y na wiele, mi臋dzy innymi na bycie uprzywilejowanym.

— Cze艣膰. — mrukn膮艂 cicho staj膮c przy 艂贸偶ku. Spogl膮da艂 na brunetk臋 i ma艂膮 艣pi膮c膮 w jej ramionach. D艂onie wci膮偶 mia艂 wsuni臋te w kieszenie spodni, wci膮偶 zaciska艂 mocno palce. — Jak si臋 czujecie? — zapyta艂 nieco zmieszany. Nie wiedzia艂 co m贸g艂by powiedzie膰, co by艂o w艂a艣ciwe w tej sytuacji, a czego powinien unika膰 jak ognia. — To sporo… sporo przed terminem. — doda艂. Czu艂 si臋 jak kosmita, kt贸ry zosta艂 wyrwany ze swojego 艣wiata i nagle znalaz艂 si臋 na obcej planecie zwanej 偶ycie. Co on tutaj tak w艂a艣ciwie robi艂? Nie mia艂 zamiaru przeprasza膰. Nie mia艂 zamiaru zapewnia膰 jej, 偶e wszystko b臋dzie w porz膮dku, a on wreszcie, magicznie dor贸s艂 do roli ojca. Uparcie wpatrywa艂 si臋 w twarz Octavii obawiaj膮c si臋 tego bardziej niewinnego i mniej pochmurnego spojrzenia.

Octavia przez bardzo d艂ug膮 chwil臋 nic nie m贸wi艂a. Ostatni czas pokaza艂, 偶e ona i Jackson w og贸le nie potrafi膮 si臋 dogada膰. 呕e maj膮 dwa r贸偶ne, kompletnie inne wyobra偶enia 偶ycia. Oboje ruszyli w kompletnie dw贸ch r贸偶nych kierunkach, nie patrz膮c za siebie. Jack zrobi艂 to, co potrafi艂 i zna艂 najlepiej – rzuci艂 si臋 w wir imprez, byleby tylko nie my艣le膰. Ona skupi艂a si臋 na tym, co w艂a艣nie nasta艂o – rodzicielstwie.

— Cze艣膰 — odpowiedzia艂a w ko艅cu, zachrypni臋tym g艂osem. Czu艂a wielk膮 gul臋 w gardle, ale prze艂kn臋艂a j膮 i spojrza艂a na Jacksona. Spojrza艂a na niego twardo, nie chc膮c zn贸w pokazywa膰, jak jego obecno艣膰 na ni膮 wp艂ywa.

— Jest dobrze. Urodzi艂a si臋 w takim terminie, 偶e wszystko jest w porz膮dku. Nadgoni szybko te kilka tygodni. Chyba bardzo jej si臋 spieszy艂o na 艣wiat — wyja艣ni艂a, po czym poprawi艂a si臋 nieco na 艂贸偶ku. Ayla cicho zap艂aka艂a, Octavia odruchowo zacz臋艂a j膮 uspokaja膰.

— Chod藕, Jack. Ona nie gryzie — Octavia w ko艅cu zn贸w spojrza艂a na blondyna, maj膮c nadziej臋, 偶e prze艂amie obawy i podejdzie bli偶ej, 偶eby zobaczy膰 swoj膮 c贸rk臋. Przecie偶 wiecznie nie m贸g艂 ucieka膰 i chowa膰 g艂owy w piasek.

— Nie zmuszam, ale je艣li chcesz, to mo偶esz j膮 potrzyma膰 — doda艂a po chwili z u艣miechaj膮c si臋 lekko. To nie by艂 odpowiedni moment na k艂贸tnie i wyrzucanie sobie nawzajem wszystkich 偶ali. Oboje musieli przywykn膮膰 do 艣wiadomo艣ci, 偶e na 艣wiecie jest ich wsp贸lne dziecko.

Jackson skin膮艂 g艂ow膮. M贸g艂 je ignorowa膰, udawa膰, 偶e obie z Octavi膮 nie istniej膮. Przesz艂o mu to wielokrotnie przez my艣l, ale ostatecznie chyba nie potrafi艂by p贸藕niej spojrze膰 w lustro. Nachyli艂 si臋 nieco ku Octavii i ostro偶nie przej膮艂 Ayl臋 z jej r膮k w swoje ramiona. Mia艂 wra偶enie jakby trzyma艂 co艣 niesamowicie kruchego, jakby m贸g艂 j膮 pokruszy膰 najmniejszym gestem. By艂a taka ma艂a… Przygl膮da艂 si臋 twarzy dziewczynki. Z zar贸偶owionymi policzkami i kilkoma ciemnymi w艂oskami na krzy偶 wygl膮da艂a jak mini wersja Blanchard. Przesun膮艂 ostro偶nie palcem po jej ma艂ym nosie i policzku. Mimo wszystko nie poczu艂 nagle jakiej艣 niesamowitej wi臋zi z dzieckiem, nie trafi艂 go 偶aden grom z jasnego nieba. Odda艂 Ayl臋 z powrotem Octavii.

— Skoro wszystko z wami w porz膮dku, nie b臋d臋 przeszkadza艂. Powinna艣 odpocz膮膰. — stwierdzi艂 odsuwaj膮c si臋 nieco od 艂贸偶ka, by ostatecznie zawr贸ci膰 do wyj艣cia. Co mia艂 innego zrobi膰? Usi膮艣膰, z艂apa膰 j膮 za d艂o艅 i udawa膰, 偶e go to cieszy? 呕e nic takiego nie zrobi艂? Musia艂 to wszystko przetrawi膰, sam.

Octavia z uwag膮 spogl膮da艂a, jak Jackson bierze na r臋ce ich c贸rk臋 i przez chwil臋 przygl膮da jej si臋 z uwag膮. Nie s膮dzi艂a, 偶e to sprawi, 偶e wszystko nagle si臋 zmieni, a on cokolwiek zrozumie. Ucieszy艂a si臋 jedynie, 偶e nie uciek艂 i po prostu zosta艂 na te kilka kr贸tkich chwil. Kiedy powiedzia艂, 偶e b臋dzie si臋 zbiera艂, Blanchard nie zatrzymywa艂a go, wiedz膮c, 偶e to nie ma sensu, a on sam musi wszystko pouk艂ada膰 sobie w g艂owie i pogodzi膰 si臋 z zaistnia艂膮 sytuacj膮. Po偶egna艂a go, odprowadzaj膮c wzrokiem do drzwi, a kiedy znikn膮艂 za nimi, odetchn臋艂a ci臋偶ko.

— I co teraz ? — us艂ysza艂a g艂os swojej matki, kt贸ra siedzia艂a w wygodnym, sk贸rzanym fotelu przy oknie. Spogl膮da艂a na Octavi臋, kt贸ra ponownie trzyma艂a w ramionach Ayl臋.

— Teraz mamo, to ja si臋 prze艣pi臋. A potem pomy艣l臋, co dalej — odpar艂a spokojnie brunetka, k艂ad膮c g艂ow臋 na poduszce.

— We藕miesz j膮? Naprawd臋, jestem zm臋czona — odpar艂a, przekazuj膮c matce dziecko. Kobieta z ochot膮 przyj臋艂a w swe ramiona wnuczk臋, ponownie zasiadaj膮c w fotelu. Co jaki艣 czas spogl膮da艂a na Octavi臋.

— Jako艣 to b臋dzie — nim Octavia zapad艂a w sen, wypowiedzia艂a 贸w zdanie. Jako艣 to b臋dzie. Poradzi sobie, bo nie ma innego wyboru.

***

Post sponsoruje Lauv "Never Not". Wszystkim tym, kt贸rzy przebrn臋li przez ca艂y post, dzi臋kujemy za po艣wi臋cony czas <3 Trzymajcie si臋 cieplutko! 

You don't own me


Octavia Blanchard
w艂a艣ciwie Octavia Madeleine Blanchard| urodzona 28 pa藕dziernika 2002 roku | studentka prawa na Uniwersytecie Columbia | apartament na Upper Eaast Side| mama ma艂ej Ayli | od dziecka choruje na cukrzyc臋 typu pierwszego |   powi膮zania | instagram |

Czuje, jak 艣wiat p臋dzi przed siebie, a ona stoi w miejscu, jakby utkn臋艂a. Spogl膮da z obawa przed siebie, boj膮c si臋 zrobi膰 krok. Jednak,w ko艅cu 艂apie w p艂uca solidny haust powietrza i idzie przed siebie. Ma plany, ma marzenia, ma cele do zrealizowania. I cho膰 偶ycie nieco si臋 skomplikowa艂o, Octavia nie podda艂a si臋, tylko to, co sobie wyznaczy艂a, nieco zmodyfikowa艂a, uwzgl臋dniaj膮c w tym wszystkim ma艂a istotk臋 imieniem Ayla. 
Kiedy艣 by艂a inna, mo偶e nieco bardziej porywcza i spontaniczna. Ten rozp臋dza kt贸ry nabra艂a lata temu, nieco zwolni艂a. Dalej biegnie przed siebie, ale nie patrzy ju偶 tylko na to, aby tylko jej by艂o dobrze. 
Najbli偶si m贸wi膮, 偶e jest niczym kot – chadza w艂asnymi 艣cie偶kami, czasami jak to ka偶dy, pope艂niaj膮c b艂臋dy, z kt贸rych wyci膮ga lekcj臋. Ch艂odno analizuje ka偶dy krok, mocno st膮paj膮c po ziemi. Lubi stabilno艣膰, kt贸ra napawa j膮 spokojem, cho膰 niejednokrotnie pakuje si臋 w relacje, kt贸re niczym trz臋sienie ziemi, niszcz膮 to wszystko co zbudowa艂a. Jest dzieci臋co 艂atwowierna i zbyt szybko przywi膮zuje si臋 do innych, oddaj膮c im ca艂膮 siebie. 
Ma to wszystko, czego zazdro艣ci jej wielu. Urod臋, kt贸ra zwraca uwag臋. Pieni膮dze, kt贸re pozwalaj膮 na realizacj臋 wszystkiego o czym zamarzy. Kochaj膮ca rodzin臋, o kt贸r膮 tak trudno na Manhattanie. Przyjaci贸艂, kt贸rzy s膮 przy niej mimo wszystko. A jednak, ostatnimi czasy nie potrafi odnale藕膰 tak upragnionego szcz臋艣cia. Brakuje jej spokoju, kt贸ry utraci艂a jaki艣 czas temu. Brakuje jej poczucia w艂asnego ja, kt贸re ma wra偶enie, 偶e gdzie艣 zgubi艂a. Odbija si臋 od 艣ciany i b艂膮dzi jak we mgle, szukaj膮c namiastki tego, co kiedy艣 zna艂a bardzo dobrze.

Na 艣wiat przysz艂a jako pierwsza, pi臋膰 minut p贸藕niej pojawi艂 si臋 jej brat bli藕niak. Do dziesi膮tego roku 偶ycia dzieli艂a 偶ycie mi臋dzy Europ膮 a Stanami, a偶 w ko艅cu ca艂膮 rodzina osiedlu w Nowym Jorku. Mimo wszystko, miasto to nie nale偶y do jej ulubionych. 

Jej ojcem jest Jacques Blanchard, prawnik francuskiego pochodzenia, kt贸ry zosta艂 okrzykni臋ty najlepszym prawnikiem wysoko postawionych nowojorczyk贸w. Matk膮 za艣 jest Eva Blanchard, meksyka艅ska projektantka mody. Ma艂o kto wie, 偶e rodzina od strony matki para si臋 brudnymi interesami, kt贸re s膮 skrz臋tnie ukryte pod legalnie prowadzonymi interesami w Stanach i za granic膮. 

Octavia Blanchard mo偶e pochwali膰 si臋 licznymi talentami, o kt贸rych nie m贸wi zbyt g艂o艣no. Pisze piosenki i gra na gitarze, ale niewielu mog艂o us艂ysze膰 jej teksty. Maluje obrazy pod pseudonimem, oraz sprzedaje je ostatnio coraz cz臋艣ciej z poka藕nym zyskiem. Ma smyka艂k臋 do interes贸w, chc膮c w przysz艂o艣ci za艂o偶y膰 w艂asn膮 firm臋. Momentami jest a偶 nazbyt ambitna, i zak艂ada sobie zbyt wiele cel贸w do osi膮gni臋cia, cho膰 uporu nie mo偶na jej odm贸wi膰, bo jak ju偶 sobie co艣 postanowi, brnie przed siebie nie bacz膮c na konsekwencje. 

W sieci dzieli si臋 swoim 偶yciem na tyle, na ile uwa偶a za s艂uszne, bo mimo wszystko prywatno艣膰 jest dla niej wa偶na, szczeg贸lnie od momentu, kiedy pojawi艂a si臋 jej c贸rka. Nie us艂yszysz wi臋c o Perfect O du偶o plotek, a je艣li ju偶 to na pewno b臋dziesz si臋 zastanawia艂 ile w tym wszystkim prawdy. 


Hej, witam si臋 po d艂u偶szej przerwie od blog贸w. Mam nadziej臋, 偶e Octavia przypadnie wam do gustu. Szukamy dla niej wszystkiego - prawdziwych przyja藕ni, fa艂szywych r贸wnie偶. Relacji love-hate,  Zapraszamy do kontaktu na maila: pandaczerwona0@gmail.com
Karta postaci: [1] [2] [3]

You don't own me


Octavia Blanchard
w艂a艣ciwie Octavia Madeleine Blanchard| urodzona 28 pa藕dziernika 2002 roku | studentka prawa na Uniwersytecie Columbia | apartament na Upper Eaast Side| mama ma艂ej Ayli | od dziecka choruje na cukrzyc臋 typu pierwszego |   powi膮zania | instagram |

Czuje, jak 艣wiat p臋dzi przed siebie, a ona stoi w miejscu, jakby utkn臋艂a. Spogl膮da z obawa przed siebie, boj膮c si臋 zrobi膰 krok. Jednak,w ko艅cu 艂apie w p艂uca solidny haust powietrza i idzie przed siebie. Ma plany, ma marzenia, ma cele do zrealizowania. I cho膰 偶ycie nieco si臋 skomplikowa艂o, Octavia nie podda艂a si臋, tylko to, co sobie wyznaczy艂a, nieco zmodyfikowa艂a, uwzgl臋dniaj膮c w tym wszystkim ma艂a istotk臋 imieniem Ayla. 
Kiedy艣 by艂a inna, mo偶e nieco bardziej porywcza i spontaniczna. Ten rozp臋dza kt贸ry nabra艂a lata temu, nieco zwolni艂a. Dalej biegnie przed siebie, ale nie patrzy ju偶 tylko na to, aby tylko jej by艂o dobrze. 
Najbli偶si m贸wi膮, 偶e jest niczym kot – chadza w艂asnymi 艣cie偶kami, czasami jak to ka偶dy, pope艂niaj膮c b艂臋dy, z kt贸rych wyci膮ga lekcj臋. Ch艂odno analizuje ka偶dy krok, mocno st膮paj膮c po ziemi. Lubi stabilno艣膰, kt贸ra napawa j膮 spokojem, cho膰 niejednokrotnie pakuje si臋 w relacje, kt贸re niczym trz臋sienie ziemi, niszcz膮 to wszystko co zbudowa艂a. Jest dzieci臋co 艂atwowierna i zbyt szybko przywi膮zuje si臋 do innych, oddaj膮c im ca艂膮 siebie. 
Ma to wszystko, czego zazdro艣ci jej wielu. Urod臋, kt贸ra zwraca uwag臋. Pieni膮dze, kt贸re pozwalaj膮 na realizacj臋 wszystkiego o czym zamarzy. Kochaj膮ca rodzin臋, o kt贸r膮 tak trudno na Manhattanie. Przyjaci贸艂, kt贸rzy s膮 przy niej mimo wszystko. A jednak, ostatnimi czasy nie potrafi odnale藕膰 tak upragnionego szcz臋艣cia. Brakuje jej spokoju, kt贸ry utraci艂a jaki艣 czas temu. Brakuje jej poczucia w艂asnego ja, kt贸re ma wra偶enie, 偶e gdzie艣 zgubi艂a. Odbija si臋 od 艣ciany i b艂膮dzi jak we mgle, szukaj膮c namiastki tego, co kiedy艣 zna艂a bardzo dobrze.

Na 艣wiat przysz艂a jako pierwsza, pi臋膰 minut p贸藕niej pojawi艂 si臋 jej brat bli藕niak. Do dziesi膮tego roku 偶ycia dzieli艂a 偶ycie mi臋dzy Europ膮 a Stanami, a偶 w ko艅cu ca艂膮 rodzina osiedlu w Nowym Jorku. Mimo wszystko, miasto to nie nale偶y do jej ulubionych. 

Jej ojcem jest Jacques Blanchard, prawnik francuskiego pochodzenia, kt贸ry zosta艂 okrzykni臋ty najlepszym prawnikiem wysoko postawionych nowojorczyk贸w. Matk膮 za艣 jest Eva Blanchard, meksyka艅ska projektantka mody. Ma艂o kto wie, 偶e rodzina od strony matki para si臋 brudnymi interesami, kt贸re s膮 skrz臋tnie ukryte pod legalnie prowadzonymi interesami w Stanach i za granic膮. 

Octavia Blanchard mo偶e pochwali膰 si臋 licznymi talentami, o kt贸rych nie m贸wi zbyt g艂o艣no. Pisze piosenki i gra na gitarze, ale niewielu mog艂o us艂ysze膰 jej teksty. Maluje obrazy pod pseudonimem, oraz sprzedaje je ostatnio coraz cz臋艣ciej z poka藕nym zyskiem. Ma smyka艂k臋 do interes贸w, chc膮c w przysz艂o艣ci za艂o偶y膰 w艂asn膮 firm臋. Momentami jest a偶 nazbyt ambitna, i zak艂ada sobie zbyt wiele cel贸w do osi膮gni臋cia, cho膰 uporu nie mo偶na jej odm贸wi膰, bo jak ju偶 sobie co艣 postanowi, brnie przed siebie nie bacz膮c na konsekwencje. 

W sieci dzieli si臋 swoim 偶yciem na tyle, na ile uwa偶a za s艂uszne, bo mimo wszystko prywatno艣膰 jest dla niej wa偶na, szczeg贸lnie od momentu, kiedy pojawi艂a si臋 jej c贸rka. Nie us艂yszysz wi臋c o Perfect O du偶o plotek, a je艣li ju偶 to na pewno b臋dziesz si臋 zastanawia艂 ile w tym wszystkim prawdy. 


Hej, witam si臋 po d艂u偶szej przerwie od blog贸w. Mam nadziej臋, 偶e Octavia przypadnie wam do gustu. Szukamy dla niej wszystkiego - prawdziwych przyja藕ni, fa艂szywych r贸wnie偶. Relacji love-hate,  Zapraszamy do kontaktu na maila: pandaczerwona0@gmail.com
Karta postaci: [1] [2]

Come back home

Octavia Madeleine Blanchard
urodzona 28 pa藕dziernika 2002 roku | studia o kierunku prawniczym na Uniwersytecie Columbia | apartament na Upper East Side, ale blisko rodzic贸w by mogli mie膰 na ni膮 oko| od dziecka choruje na cukrzyc臋 typu pierwszego |   powi膮zania | instagram | 
艢wiat powita艂a jako pierwsza, wydaj膮c z siebie g艂o艣ny krzyk. Nieca艂e pi臋膰 minut p贸藕niej pojawi艂 si臋 jej brat bli藕niak, zdecydowanie spokojniejszy od swojej siostry. Jest c贸rk膮 Jacka Blancharda, prawnika francuskiego pochodzenia, kt贸ry niejednokrotnie zosta艂 okrzykni臋ty najlepszym prawnikiem wysoko postawionych nowojorczyk贸w, oraz jego 偶ony - Evy Blanchard, kt贸ra jest rozchwytywan膮 projektantk膮 ubra艅. Nigdy nie mog艂a narzeka膰 na brak czegokolwiek, pieni膮dze rodzic贸w zapewnia艂y i nadal zapewniaj膮 wszystko, czego tylko zapragnie. Wychowa艂a si臋 mi臋dzy Stanami Zjednoczonymi a Francj膮, dopiero kiedy sko艅czy艂a dziesi臋膰 lat, jej rodzina na sta艂e osiad艂a w Nowym Jorku, zajmuj膮c jeden z apartament贸w na Pi膮tej alei. Od zawsze ucz臋szcza艂a do najlepszych szk贸艂 oraz na liczne zaj臋cia pozalekcyjne, kt贸re rozwija艂y jej pasje. Ka偶d膮 szko艂臋 ko艅czy艂a z najlepszymi wynikami, rokrocznie b臋d膮c nagradzan膮 za swoje naukowe osi膮gni臋cia. Dzisiaj jest studentk膮 prawa na Uniwersytecie Columbia, z ambitnymi planami przej臋cia kiedy艣 rodzinnej kancelarii oraz osi膮gni臋cia takich samych, a mo偶e i nawet wi臋kszych sukces贸w jak jej ojciec. Charakter Octavii ci臋偶ko okre艣li膰, bo lubi by膰 ona jednostk膮 indywidualn膮, kt贸ra rzadko kiedy s艂ucha rad innych. Dzia艂a instynktownie, zazwyczaj nie wychodz膮c na tym 藕le. M贸wi膮, 偶e jest jak kot, kt贸ry chadza w艂asnymi 艣cie偶kami. Lubi stabilno艣膰 w 偶yciu, cho膰 nierzadko pakuje si臋 w relacje, kt贸re t膮 stabilno艣膰 jej burz膮 St膮pa twardo po ziemi, cho膰 zdarza jej si臋 wybra膰 kr贸tsz膮 艣cie偶k臋 prowadz膮c膮 do celu. Lubi walczy膰 o swoje racje, a wygrana jest dla niej bardzo wa偶na. Do艣膰 mocno przywi膮zuje si臋 do os贸b, oddaj膮c im praktycznie ca艂膮 siebie. Mimo, 偶e wydaje si臋 by膰 osob膮 rozs膮dn膮, jest w niej dzieci臋ca 艂atwowierno艣膰, kt贸ra niejednokrotnie zosta艂a wykorzystana przez innych. Lubi francuskie filmy romantyczne, dobre, musuj膮ce wino i mentolowe papierosy. W wolnych chwilach przesiaduje w ulubionej kawiarni w Central Parku, czytaj膮c wszystko, co tylko wyda jej si臋 interesuj膮ce. Gra na gitarze i czasami pisze piosenki, kt贸re chowa na dnie szuflady, by nikt ich nie znalaz艂. Gdy w jej 偶yciu wszystko zaczyna si臋 wali膰, najcz臋艣ciej ucieka bez s艂owa do rodzinnej posiad艂o艣ci w Hamptons, by uciszy膰 my艣li i znale藕膰 jakie艣 inne wyj艣cie z trudnej sytuacji. Uwielbia noce, rozgwie偶d偶one niebo i w sumie ten Nowy Jork, kt贸ry czasami tak bardzo daje jej si臋 we znaki.

Hej, witam si臋 po d艂u偶szej przerwie od blog贸w. Mam nadziej臋, 偶e Octavia przypadnie wam do gustu. Szukamy dla niej wszystkiego - prawdziwych przyja藕ni, fa艂szywych r贸wnie偶. Relacji love-hate,  Zapraszamy do kontaktu na maila: pandaczerwona0@gmail.com
Karta postaci: [1]

Come back home

Octavia Madeleine Blanchard
urodzona 28 pa藕dziernika 2002 roku | studia o kierunku prawniczym na Uniwersytecie Columbia | apartament na Upper East Side, ale blisko rodzic贸w by mogli mie膰 na ni膮 oko| od dziecka choruje na cukrzyc臋 typu pierwszego |   powi膮zania | instagram | 
艢wiat powita艂a jako pierwsza, wydaj膮c z siebie g艂o艣ny krzyk. Nieca艂e pi臋膰 minut p贸藕niej pojawi艂 si臋 jej brat bli藕niak, zdecydowanie spokojniejszy od swojej siostry. Jest c贸rk膮 Jacka Blancharda, prawnika francuskiego pochodzenia, kt贸ry niejednokrotnie zosta艂 okrzykni臋ty najlepszym prawnikiem wysoko postawionych nowojorczyk贸w, oraz jego 偶ony - Evy Blanchard, kt贸ra jest rozchwytywan膮 projektantk膮 ubra艅. Nigdy nie mog艂a narzeka膰 na brak czegokolwiek, pieni膮dze rodzic贸w zapewnia艂y i nadal zapewniaj膮 wszystko, czego tylko zapragnie. Wychowa艂a si臋 mi臋dzy Stanami Zjednoczonymi a Francj膮, dopiero kiedy sko艅czy艂a dziesi臋膰 lat, jej rodzina na sta艂e osiad艂a w Nowym Jorku, zajmuj膮c jeden z apartament贸w na Pi膮tej alei. Od zawsze ucz臋szcza艂a do najlepszych szk贸艂 oraz na liczne zaj臋cia pozalekcyjne, kt贸re rozwija艂y jej pasje. Ka偶d膮 szko艂臋 ko艅czy艂a z najlepszymi wynikami, rokrocznie b臋d膮c nagradzan膮 za swoje naukowe osi膮gni臋cia. Dzisiaj jest studentk膮 prawa na Uniwersytecie Columbia, z ambitnymi planami przej臋cia kiedy艣 rodzinnej kancelarii oraz osi膮gni臋cia takich samych, a mo偶e i nawet wi臋kszych sukces贸w jak jej ojciec. Charakter Octavii ci臋偶ko okre艣li膰, bo lubi by膰 ona jednostk膮 indywidualn膮, kt贸ra rzadko kiedy s艂ucha rad innych. Dzia艂a instynktownie, zazwyczaj nie wychodz膮c na tym 藕le. M贸wi膮, 偶e jest jak kot, kt贸ry chadza w艂asnymi 艣cie偶kami. Lubi stabilno艣膰 w 偶yciu, cho膰 nierzadko pakuje si臋 w relacje, kt贸re t膮 stabilno艣膰 jej burz膮 St膮pa twardo po ziemi, cho膰 zdarza jej si臋 wybra膰 kr贸tsz膮 艣cie偶k臋 prowadz膮c膮 do celu. Lubi walczy膰 o swoje racje, a wygrana jest dla niej bardzo wa偶na. Do艣膰 mocno przywi膮zuje si臋 do os贸b, oddaj膮c im praktycznie ca艂膮 siebie. Mimo, 偶e wydaje si臋 by膰 osob膮 rozs膮dn膮, jest w niej dzieci臋ca 艂atwowierno艣膰, kt贸ra niejednokrotnie zosta艂a wykorzystana przez innych. Lubi francuskie filmy romantyczne, dobre, musuj膮ce wino i mentolowe papierosy. W wolnych chwilach przesiaduje w ulubionej kawiarni w Central Parku, czytaj膮c wszystko, co tylko wyda jej si臋 interesuj膮ce. Gra na gitarze i czasami pisze piosenki, kt贸re chowa na dnie szuflady, by nikt ich nie znalaz艂. Gdy w jej 偶yciu wszystko zaczyna si臋 wali膰, najcz臋艣ciej ucieka bez s艂owa do rodzinnej posiad艂o艣ci w Hamptons, by uciszy膰 my艣li i znale藕膰 jakie艣 inne wyj艣cie z trudnej sytuacji. Uwielbia noce, rozgwie偶d偶one niebo i w sumie ten Nowy Jork, kt贸ry czasami tak bardzo daje jej si臋 we znaki.

Hej, witam si臋 po d艂u偶szej przerwie od blog贸w. Mam nadziej臋, 偶e Octavia przypadnie wam do gustu. Szukamy dla niej wszystkiego - prawdziwych przyja藕ni, fa艂szywych r贸wnie偶. Relacji love-hate,  Zapraszamy do kontaktu na maila: pandaczerwona0@gmail.com

LABELS

archiwum karta postaci dodatek instagram plotkara.net administracja opowiadanie lista obecno艣ci coup d'茅tat izana.ami seapolyp Rudy Chomik Axolotl Ice Queen poprzednia karta Kim Seojun Min Ari Lee Minsoo sheepster Czerwona Panda event Mirabelka Octavia Blanchard origami posta膰 aktywna white chocolate Cie艅 Miesi膮ca Eros Lim Lean Farrah Rymill danielle song iris Bluebell Freaser Jackson Howard Jolene Redwood L茅a Louise Chevalier Sol namgi jung Ahn Sunghoon Jeong Yosoo Park Daehyun irys la volpe yechan powell Boubble B Cillian Montgomery Cornelia Watson Fabien J. Cadieux Gabriel Salvatore Gingerbread Latte Jadis Walthew-Meijer Junyi Landi Just don't. Lia Donovan Lian Meyer Meredith Ridgeway Mika Mr. Sandman Oriana Duarte Park Daebi Park Hyunjin Rusted Soul Sophie Wellington Tonksia Vincent Madden Violet Brennan Willow Mahoney Yongsun Ward antares befcia cinnamoon gideon yamada ma艂amorderczyni pisarz mi艂o艣ci szczurzyca zimno mi A.J. Cruz Alsa Howler Altruistka Atramentowa Berinella Sinclair Bulldog Cappuccino Carmen Varley Carm猫la blanchard Crying Girl Edgar A. Hastings Elena Huntington Elisa Lauder Emerson Seymour Emily Robbins Evander Javits Ezequiel F. Rodriguez Fabian Cavallaro Han Yuri Honey Hwan Icarus Ardell India Jones Jacob Miller Jessica Fischer Kei Tang Keith Reinhart Lee Mingi Lucas Carter Mason Chatto Meow Mila Johnson Moon Halliwell Moon Sohee Niewidzialna Niktmare. Simelon Vincent Cole William Harrison Zarina Hayat Zuri Williams bzdurmisia caden whitmore heroin hong sunoo hopeless jiyoung youn kasztan kwon taeyang lisiecka melancholijne westchnienie mijoo seo minjae moon oliver larsen sallow girl silly Alexios Argyropoulos Alyvia Clark Amelia Harrison Anael Gabriele Schubert Arthur Morrison Audemars Aurora Ratchford Ava Norwood Bastian Salzer Blair Waldorf Blake Murphy Caleb Ashby Cassian Rafferty-Whittaker Charlene Lieberman Charles Ruiz Choi "One" Eunwoo Devon Myers Elizabeth Madden Elliot Byun Hannah Love Henry Marcus Carrington Honey Lovett Icarus Prescott Jade Query Jamie Holst Jane Bloomberg Jared Hamish Kamanai Kang Haneul Karl Wilmar Kip Harris Kojot Laurent Blanchard Luna Myers Margot Yves Marie Wall Milana Cavallaro Nam Jonghyun Naturelle Catarina Tavernier Niall Dwight Nicolas Grimaldi Noor Wilmar Olivier Evans Ottilie Watson-Cruz Oz Weisenfeldt Park Doyun Pornografia Rosalie Church Ryujin Young Sierra Clemente Sloane Sweeney Sophia Demiri Ves Wayne Dawson caticorn devon ethan watson ivy liu kaczorek kanchana moore lechat louise bass myself noc wrze艣niowa oblivion reddish ruse scraper song jiyeon s艂owik vch victor brennan will schumer willow witch yohan ryoo 艣nie偶ka