Budzik jak zawsze zadzwoni艂 punkt sz贸sta trzydzie艣ci. Octavia od lat
wstawa艂a o tej godzinie, rzadko kiedy pozwalaj膮c sobie na leniuchowanie w
艂贸偶ku. Niespiesznie otworzy艂a oczy, spogl膮daj膮c na ciemn膮 艣cian臋 przed sob膮.
Pok贸j by艂 sk膮pany w porannym s艂o艅cu, kt贸re nie艣mia艂o wkrad艂o si臋 do 艣rodka
przez okno. Mia艂a cich膮 nadziej臋, 偶e ten dzie艅 b臋dzie dobry i spokojny. Tego
ostatniego brakowa艂o jej najbardziej, wr臋cz t臋skni艂a za spokojem, kt贸ry jako艣
czas temu opu艣ci艂 jej 偶ycie, a na jego miejsce wkroczy艂 chaos, kt贸ry sia艂
spustoszenie niczym huragan. Octavia przekr臋ci艂a si臋 na plecy, co by艂o z艂ym
pomys艂em, o czym u艣wiadomi艂a sobie dopiero po kr贸tkiej chwili. Westchn臋艂a,
przecieraj膮c zaspane oczy, po czym z trudem wsta艂a z 艂贸偶ka. 脫smy miesi膮c ci膮偶y
nie nale偶a艂 do najprzyjemniejszych. Dziecko kopa艂o coraz mocniej, rozpycha艂o
si臋 te偶, jakby ju偶 brakowa艂o mu miejsca, jakby ju偶 nie mog艂o si臋 doczeka膰,
kiedy w ko艅cu b臋dzie na 艣wiecie. Przesun臋艂a odruchowo r臋k膮 po brzuchu,
u艣miechaj膮c si臋 delikatnie.
— G艂odna jeste艣? — zapyta艂a, jakby to by艂o ca艂kiem normalne pytanie.
Zauwa偶y艂a, 偶e kiedy co艣 m贸wi艂a, dziecko si臋 uspokaja艂o. Dlatego te偶 m贸wi艂a do
niej, czasami nawet godzinami, opowiadaj膮c jak to b臋dzie, kiedy ju偶 przyjdzie
na 艣wiat, obiecuj膮c r贸wnocze艣nie, 偶e da rad臋, cho膰 bycie samotna matka
cholernie j膮 stresowa艂o.
Dwudziestojednolatka ruszy艂a do kuchni, gdzie nastawi艂a wod臋 na herbat臋
oraz wyci膮gn臋艂a kilka produkt贸w z lod贸wki. Lubi艂a gotowa膰, dlatego te偶 wola艂a
po艣wi臋ci膰 na t膮 czynno艣膰 chwil臋, ni偶 zamawia膰 diety pude艂kowe, kt贸re w艣r贸d jej
znajomych by艂y tak popularne.
Dzisiejszego dnia mia艂a kilka spraw do za艂atwienia, o czym przypomnia艂o jej
powiadomienie w telefonie. Dzisiejszy dzie艅 mia艂a sp臋dzi膰 praktycznie ca艂y na
mie艣cie, co oczywi艣cie w 偶aden spos贸b jej nie przeszkadza艂o. Wr臋cz przeciwnie,
od kiedy Jackson si臋 wyprowadzi艂 i Octavia zn贸w mieszka艂a sama, z wielk膮 ch臋ci膮
przebywa艂a poza domem. Niespiesznie zjad艂a 艣niadanie, popijaj膮c je zielon膮
herbata z odrobin膮 miodu, po czym wskoczy艂a pod prysznic i chwil臋 potem za艂o偶y艂a
wygodne ubrania. Punktualnie, o si贸dmej trzydzie艣ci Octavia Blanchard opu艣ci艂a
sw贸j apartament, zamykaj膮c go na cztery spusty. Do domu mia艂a wr贸ci膰 dopiero
pod wiecz贸r.
— Usu艅 to, mamo. Jest niepotrzebne, a sukienka zdecydowanie lepiej wygl膮da
bez tej falbanki — powiedzia艂a, spogl膮daj膮c na Eve z delikatnym u艣miechem. Obie
pochyli艂y si臋 nad projektem nowej kolekcji. Eva Blanchard z uwag膮 spojrza艂a na
rysunek, przez d艂u偶sz膮 chwil臋 zastanawiaj膮c si臋 nad propozycj膮 c贸rki. W ko艅cu,
po d艂u偶szej chwili delikatnie kiwn臋艂a g艂ow膮, zgadzaj膮c si臋 na wszystko. Ufa艂a
Octavii, wiedzia艂a 偶e dziewczyna ma dobry gust i g艂ow臋 pe艂n膮 pomys艂贸w, cho膰
ostatnio sta艂a si臋 mocno przygaszona i cicha.
— Jak si臋 czujesz? — s艂ysz膮c pytanie, Octavia skierowa艂a spojrzenie na swoj膮
matk臋, przygl膮daj膮c jej si臋 z uwag膮. Eva pos艂a艂a brunetce pocieszaj膮cy u艣miech,
przyk艂adaj膮c r臋k臋 do jej policzka i g艂adz膮c go delikatnie. Robi艂a tak od
zawsze, zar贸wno Octavii jak Laureatowi, jej bratu.
— Nie czuje si臋. Mam wszystkiego do艣膰, mamo. Nie tak to mia艂o wygl膮da膰 —
Octavia pierwszy raz szczerze powiedzia艂a matce, co tak naprawd臋 czuje.
Ostatnie kilka miesi臋cy zawsze powtarza艂a, 偶e jest dobrze, teraz jednak chyba
nasta艂 ten dzie艅, kiedy dziewczyna postanowi艂a podzieli膰 si臋 z rodzicielka
wszystkimi obawami, kt贸re w niej siedzia艂y.
— Jestem sama, m贸j zwi膮zek praktycznie nie istnieje a ja nie potrafi臋 doj艣膰
z Jackiem do porozumienia. Jedyne co uda艂o nam si臋 ustali膰, to to… on podpisa艂
papiery, 偶e gdyby co艣 mi si臋 sta艂o, to wy j膮 b臋dziecie wychowywa膰. W og贸le nie
poczuwa si臋 do roli ojca, insynuuj膮c dodatkowo, 偶e to mo偶e nie by膰 jego dziecko
— wyja艣ni艂a, spogl膮daj膮c smutno na matk臋.
— A mo偶e by膰 kogo艣 innego, Tay? — Eva spojrza艂a z uwag膮 na c贸rk臋. Octavia
pokr臋ci艂a g艂ow膮 na boki.
— To na pewno dziecko Jacka. Wpadli艣my, jak wr贸ci艂a z Francji i sp臋dzili艣my
noc na jachcie. Potem owszem, kocha艂am si臋 z Gabrielem i… Chazem, ale z nimi
si臋 dodatkowo zabezpieczy艂am. Z Jacksonem niekoniecznie — wyzna艂a, unikaj膮c
spojrzenia matki. Octavia czu艂a, jakby w jaki艣 spos贸b j膮 zawiod艂a, zachodz膮c w
ci膮偶臋 w tak m艂odym wieku, ale sta艂o si臋, a ona nie mog艂a podj膮膰 si臋 tego, by
ci膮偶臋 usun膮膰 jak jeszcze mog艂a, cho膰 Jackson niejednokrotnie powtarza艂, 偶e to
najlepszy wyb贸r. Octavia jednak nale偶a艂a do upartych os贸b, wi臋c nie pos艂ucha艂a
swojego ch艂opaka, podejmuj膮c zupe艂nie inn膮 decyzj臋, kt贸ra doprowadzi艂a do tego,
w jakim punkcie aktualnie si臋 znajdowa艂a.
— Jak Ayla si臋 urodzi, zrobimy testy na ojcostwo, bo oczywi艣cie o to te偶
by艂a awantura. 呕e tatu艣 diler ale by wygl膮da艂 w 偶yciu dziecka, ja odgryz艂am, 偶e
w moim te偶 — Octavia doda艂a po chwili, spogl膮daj膮c na matk臋. Eva jedynie z
dezaprobat膮 pokr臋ci艂a g艂ow膮. Nie wnika艂a w 偶ycie Octavii za bardzo, cho膰
wiedzia艂a, 偶e jeszcze jaki艣 czas temu jej c贸rka nie stroni艂a od alkoholu i innych
u偶ywek. Chaza zna艂a natomiast bardzo dobrze. M艂ody diler, kt贸ry do艣膰 mocno
odznacza艂 si臋 w strukturach mafijnych jej ojca.
— Ale z Chazem? — Kobieta zapyta艂a w ko艅cu, zn贸w kieruj膮c spojrzenie na
Octavi臋, kt贸ra jedynie wzruszy艂a ramionami, nie m贸wi膮c ani s艂owa. Bo co mia艂a
powiedzie膰? 呕e przespa艂a si臋 z ch艂opakiem, bo si臋 na膰pali i po prostu mieli na
siebie ochot臋? Ju偶 zdecydowanie wola艂a t膮 kwesti臋 przemilcze膰.
R贸wno o dwudziestej Octavia otworzy艂a drzwi do mieszkania, wchodz膮c do
艣rodka. Dzisiejszy dzie艅 nale偶a艂 do tych intensywnych, ale ona nie lubi艂a
zwalnia膰, to nie by艂o w jej stylu. Zawsze musia艂a by膰 na najwy偶szych obrotach,
robi膮c niejednokrotnie kilka rzeczy na raz. Nawet teraz, b臋d膮c w ci膮偶y nie
traktowa艂a siebie ulgowo. Czu艂a si臋 dobrze, ci膮偶a w 偶aden spos贸b jako艣 nie
dawa艂a jej si臋 mocno we znaki, to dlaczego mia艂aby osi膮艣膰 na laurach?
Wiecz贸r zapowiada艂 si臋 leniwie. Octavia wzi臋艂a d艂uga k膮piel, kt贸ra by艂a
wr臋cz zbawieniem po ca艂ym, m臋cz膮cym dniu, a p贸藕niej zasiad艂a na kanapie z
paczk膮 krakers贸w i odpali艂a jaki艣 film na netflixie, bardziej dla zasady, 偶eby
co艣 w tle gra艂o. Sama, z wyra藕nym znudzeniem zacz臋艂a przegl膮da膰 Instagrama,
doda艂a kilka nowych relacji i zapisanych rolek. Widzia艂a w mediach
spo艂eczno艣ciowych, jak jej znajomi si臋 bawi膮, korzystaj膮c z uroku nadchodz膮cego
weekendu. Ona, niezmiennie od kilku miesi臋cy siedzia艂a zamkni臋ta w czterech
艣cianach, odcinaj膮c si臋 od 偶ycia na 艣wieczniku Nowego Jorku. Niegdy艣 nie
potrafi艂a bez tego wr臋cz funkcjonowa膰. Uwielbia艂a, jak o niej m贸wiono i
zwracano na ni膮 uwag臋, teraz zdecydowanie wola艂a samotno艣膰.
Pozwoli艂a sobie na zam贸wienie jedzenia z tajskiej restauracji, cho膰 czas
oczekiwania by艂 zdecydowanie za d艂ugi.
Dzwonek do drzwi wyrwa艂 j膮 z zamy艣lenia. Od艂o偶y艂a telefon na szklany
stolik, kt贸ry sta艂 przed kanap膮, szybko sprawdzaj膮c jeszcze godzin臋. Dochodzi艂a
prawie dwudziesta trzecia. Z nadziej膮, 偶e to dostawca jedzenia, brunetka
niespiesznie ruszy艂a w stron臋 drzwi, kt贸re po chwili otworzy艂a. W progu jednak
nie zasta艂a znajomego m臋偶czyzny, kt贸ry niejednokrotnie dostarcza艂 zam贸wione
dania, a Javiera. Javier by艂 trzydziestopi臋cioletnim, wysokopostawionym
dilerem, kt贸ry od lat pracowa艂 dla jej dziadka i by艂 jednym z niewielu
zaufanych pracownik贸w. Octavio Romero by艂 bardzo zadowolony z jego pracy, co
niejednokrotnie okazywa艂. Javier by艂 niczym rodzina.
— Cze艣膰, Tay. Mog臋 wej艣膰? — zapyta艂 niskim g艂osem, spogl膮daj膮c na
dziewczyn臋. Ta skin臋艂a g艂ow膮 bez s艂owa, wpuszczaj膮c go do 艣rodka.
Javier poprawi艂 marynark臋, kt贸ra by艂a idealnie dopasowana do jego sylwetki.
Lubowa艂 si臋 w dobrych, markowych ubraniach i nie szcz臋dzi艂 na nie pieni臋dzy.
— Napijesz si臋 czego艣, Jav? — Octavia z uwag膮 spojrza艂a na plecy m臋偶czyzny,
kt贸ry niespiesznie skierowa艂 si臋 w stron臋 kuchni otwartej na salon.
— Masz whisky? — zapyta艂, odwracaj膮c si臋 w stron臋 Blanchard. Pos艂a艂 jej
u艣miech, delikatny i mog艂oby si臋 wydawa膰, 偶e nieco smutny. Nie wr贸偶y艂 on
dobrych wie艣ci.
— Jak膮 tylko chcesz. Nazwijmy to spu艣cizna po Jacksonie — za偶artowa艂a
zgry藕liwie, podchodz膮c do lod贸wki, z kt贸rej za艣 wyci膮gn臋艂a sch艂odzon膮 butelk臋
alkoholu. Nala艂a p艂ynu do szklanki, dorzuci艂a kilka kostek lodu, a sama dla
siebie wzi臋艂a sok pomara艅czowy. Postawi艂a wszystko na blacie kuchennej wyspy,
popychaj膮c delikatnie szklank臋 z trunkiem w stron臋 Javiera.
— Nie przychodzisz do mnie za cz臋sto. A jak ju偶 przychodzisz, to nie
zwiastuje dobrych wie艣ci, Jav. Co tym razem? — Octavia w spokoju upi艂a 艂yk
soku, nie odrywaj膮c spojrzenia od wysokiego bruneta. Ten, id膮c za jej 艣ladem,
upi艂 艂yk whisky, nie krzywi膮c si臋 przy tym ani troch臋. Ot, jakby pi艂 wod臋.
Javier by艂 jej oczami i uszami na mie艣cie. Bywa艂 tam, gdzie zawsze co艣 si臋
dzia艂o, a dodatkowo nierzadko mia艂 oko na poczynania Blanchard. Interweniowa艂
kiedy trzeba by艂o, odstawia艂 do domu jak przesadzi艂a, dawa艂 w pysk facetom,
kt贸rzy pozwalali sobie na zbyt du偶o wzgl臋dem niej. By艂 jak starszy brat,
kt贸rego nigdy nie mia艂a. Wys艂ucha艂 i doradzi艂, jak mia艂a gorsze dni i musia艂a
si臋 komu艣 wygada膰.
— Tylko si臋 nie denerwuj. W twoim stanie to niedobre — zwr贸ci艂 uwag臋 na jej
brzuch. Octavia wywr贸ci艂a oczami.
— Jak zaznaczasz to na samym pocz膮tku, to ju偶 wiem, 偶e wie艣ci nie s膮 dobre
— powiedzia艂a, po czym zastuka艂a paznokciami o marmurowy blat. Javier powoli
wyci膮gn膮艂 z wewn臋trznej kieszeni telefon, po czym przez chwil臋 szuka艂 zdj臋cia.
Kiedy ju偶 je znalaz艂, podsun膮艂 brunetce. Octavia spojrza艂a w d贸艂, cho膰 tak
bardzo nie chcia艂a tego robi膰. Zabola艂o j膮 serce, w g艂owie zn贸w rozp臋ta艂 si臋
chaos. Wypu艣ci艂a z p艂uc g艂o艣no powietrze, nie wiedz膮c, co ze sob膮 zrobi膰.
— Sk膮d to masz? Sk膮d masz, kurwa, to zdj臋cie, Javier?! — zapyta艂a ze
z艂o艣ci膮, rzucaj膮c telefonem w stron臋 m臋偶czyzny. Ten, wykazuj膮c si臋 refleksem,
z艂apa艂 go a potem schowa艂 do marynarki.
— Widzia艂em ich w klubie — odpar艂 spokojnie, przygl膮daj膮c si臋 Octavii.
Kipia艂a ze z艂o艣ci. By艂a w艣ciek艂a jak nigdy. Prychn臋艂a, kr臋c膮c g艂ow膮 na boki i
podpieraj膮c si臋 r臋kami o blat.
— Wi臋c tak si臋 bawi. Z moj膮, kurwa, przyjaci贸艂k膮 — warkn臋艂a, bior膮c
szklank臋 z sokiem do r臋ki, lecz ta po chwili wyl膮dowa艂a na 艣cianie,
pozostawiaj膮c na niej brzydki zaciek. Javier ruszy艂 w stron臋 tarasu, na kt贸rym
odpali艂 papierosa. Spogl膮da艂 na roz艣wietlone miasto, w czasie gdy Octavia
rzuca艂a wszystkim, co mia艂a pod r臋k膮. Krzycza艂a ze z艂o艣ci, rzuca艂a
przekle艅stwami. Widzia艂 艂zy, sp艂ywaj膮ce po jej policzkach. Mo偶e nie powinien
jej o tym m贸wi膰. Mo偶e gdyby dowiedzia艂a si臋 z innego 藕r贸d艂a, nie zareagowa艂aby
w ten spos贸b.
Odwr贸ci艂 si臋, opieraj膮c plecami o metalowa balustrad臋. Spogl膮da艂 na ni膮
uwa偶nie, kiedy dar艂a ich wsp贸lne zdj臋cia. Nie m贸g艂 uwierzy膰, 偶e Jackson Howard
tak bardzo zawr贸ci艂 jej w g艂owie, a nied艂ugo potem tak mocno j膮 zrani艂.
— Javier! — jej krzyk spowodowa艂, 偶e ruszy艂 szybkim krokiem do mieszkania.
Spojrza艂 na ni膮. Octavia Blanchard jedn膮 r臋k膮 opiera艂a si臋 o sk贸rzan膮 kanap臋,
druga trzyma艂a na brzuchu. W oczach zobaczy艂 cie艅 b贸lu, a ona sama potem zgi臋艂a
si臋 w p贸艂.
— Co si臋, kurwa, dzieje? Octavia? — zapyta艂 szczerze zdziwiony,
przygl膮daj膮c si臋 brunetce. Grymas przebieg艂 po jej twarzy, kiedy spojrza艂a na
niego ponownie.
— W mojej garderobie jest walizka. Du偶a i czarna, we藕 j膮. Potem zadzwo艅 do
mojej mamy i zawie藕 mnie do szpitala, bo chyba zacz臋艂am rodzi膰. Wody mi odesz艂y
— wyja艣ni艂a, pr贸buj膮c zachowa膰 spok贸j, cho膰 to nie by艂o 艂atwe zadanie. Javier
sta艂 jak wmurowany, nie mog膮c poj膮膰 tego, co w艂a艣nie us艂ysza艂.
— Jak to wody Ci odesz艂y? — zapyta艂 zszokowany.
— Normalnie! Rusz si臋, Jav, prosz臋— powiedzia艂a b艂agalnie. Nie tak to
wszystko mia艂o wygl膮da膰.
Javier wymin膮艂 z precyzj膮 dwa samochody przed sob膮, ponownie wciskaj膮c
peda艂 gazu. Spojrza艂 na Octavi臋, kt贸ra skr臋ca艂a si臋 z b贸lu na miejscu pasa偶era.
Wiedzia艂a, 偶e por贸d nie zalicza si臋 do najprzyjemniejszych prze偶y膰, ale nie
s膮dzi艂a, 偶e na pocz膮tku b臋dzie a偶 tak bole膰. Czu艂a, 偶e chyba co艣 jest nie tak.
Wpu艣ci艂a g贸wno powietrze z p艂uc, przymykaj膮c oczy. Skurcze by艂y coraz cz臋stsze
i intensywniejsze.
— Pi臋膰 minut, dasz rad臋, Tay? — g艂os Javiera by艂 przesi膮kni臋ty wr臋cz
strachem. Pierwszy raz mia艂 do czynienia z rodz膮ca kobiet膮.
— Ja wam, kurwa, nie zazdroszcz臋. Przez co wy musicie przechodzi膰, ja
pierdol臋 — sapn膮艂, tr膮bi膮c na samoch贸d, kt贸ry zajecha艂 mu drog臋.
— Czy mo偶esz jecha膰 troch臋 ostro偶niej? — Octavia spojrza艂a na niego
b艂agalnie. Odgarn臋艂a kosmyki w艂os贸w za ucho, kiedy nadesz艂a kolejna fala
skurczy.
— Nigdy wi臋cej nie zdecyduje si臋 na dzieci — wysapa艂a, spogl膮daj膮c na znak
szpitala, kt贸ry widnia艂 przed nimi.
Kiedy wesz艂a do szpitala z pomoc膮 Javiera, wszystko dzia艂o si臋 bardzo
szybko. Wok贸艂 niej pojawi艂o si臋 kilka piel臋gniarek i chwil臋 potem by艂a ju偶 w
odosobnionym pokoju. Pod艂膮czyli j膮 do wszystkich aparatur, wypytywali o r贸偶ne
rzeczy, ale Octavia nie zwraca艂a na to zbytniej uwagi. Nied艂ugo potem do sali
wpad艂a zdenerwowana Eva, kt贸ra chwyci艂a Octavi臋 za r臋k臋. Ta, jak na zawo艂anie
rozp艂aka艂a si臋, niczym ma艂e dziecko.
— Mamo, ja si臋 boj臋. Boj臋 si臋 jak cholera — powiedzia艂a, spogl膮daj膮c na
matk臋. Kobieta u艣miechn臋艂a si臋, odgarniaj膮c ciemne kosmyki w艂os贸w za ucho
Octavii.
— Dasz rad臋, kochanie. Za nied艂ugo b臋dzie po wszystkim — powiedzia艂a ze
spokojem.
To nied艂ugo, o kt贸rym m贸wi艂a Eva Blanchard trwa艂o do samego rana, a Octavia
ju偶 pod sam koniec porodu mia艂a zdecydowanie do艣膰. By艂 obola艂a i zm臋czona.
B艂aga艂a, 偶eby to ju偶 si臋 sko艅czy艂o. W ko艅cu, kiedy wybi艂a r贸wno si贸dma rano,
us艂ysza艂a g艂o艣ny p艂acz swojej c贸rki. Eva krzykn臋艂a z zachwytu, po艂o偶na po艂o偶y艂a
nowonarodzon膮 Ayle na piersi Octavii.
Octavia Blanchard otar艂a 艂zy, kt贸re sp艂ywa艂y po jej policzkach, spogl膮daj膮c
na swoj膮 c贸rk臋. By艂a malutka i wydawa艂a si臋 taka krucha istotk膮.
— Cze艣膰, to Ty tam ci膮gle by艂a艣? — zapyta艂a z u艣miechem, dotykaj膮c ma艂ego
noska Ayli. Zakocha艂a si臋 w tej ma艂ej od pierwszego momentu. Dla niej by艂a
idealna i Octavia musia艂a zrobi膰 wszystko, by na tym 艣wiecie mia艂a jak
najlepiej. Ju偶 nawet si臋 nie ba艂a, jako艣 to b臋dzie. Z pocz膮tku pewnie cholernie
trudno, ale da rad臋, bo ma dla kogo.
— Jest pi臋kna — Eva nachyli艂a si臋, spogl膮daj膮c na wnuczk臋. U艣miechn臋艂a si臋
lekko, po czym poca艂owa艂a Octavi臋 w czo艂o.
— Jestem z ciebie ogromnie dumna, kochanie — Octavia u艣miechn臋艂a si臋 lekko
na s艂owa matki, oddaj膮c Ayl臋 piel臋gniarce, kt贸ra zabra艂a j膮 na badania.
— P贸jd臋 zadzwoni膰 do dziadk贸w, pewnie za nied艂ugo si臋 tu zjawi膮 — Eva
pos艂a艂a Octavii delikatny u艣miech, po czym wysz艂a z sali. Brunetka jeszcze
w贸wczas nie pomy艣la艂a, 偶e jej matka ma zupe艂nie inny plan i dziadkowie b臋d膮
ostatnimi osobami, kt贸rych powiadomi o tym, 偶e Octavia w艂a艣nie urodzi艂a.
Eva Blanchard wysz艂a na szpitalny korytarz, rozgl膮daj膮c si臋 na boki. Nie
chcia艂a, aby kto艣 przypadkowy us艂ysza艂 jej rozmow臋. Odesz艂a od sali, gdzie
znajdowa艂a si臋 jej c贸rka, po czym wybra艂a numer do Jacksona. Kilka sygna艂贸w
p贸藕niej, Howard raczy艂 odebra膰.
— Gdziekolwiek teraz jeste艣 i cokolwiek robisz, masz to przerwa膰, Jack, i
przyjecha膰 do szpitala. Octavia tu jest, a Ty masz przy niej by膰. I prosz臋, nie
ka偶 mi tego robi膰, 偶eby szuka膰 ci臋 po ca艂ym mie艣cie, bo pr臋dzej czy p贸藕niej ci臋
znajd臋. Daje ci godzin臋, 偶eby艣 si臋 ogarn膮艂 i tu by艂, adres za chwil臋 ci wy艣l臋 —
poinformowa艂, nawet nie daj膮c mu doj艣膰 do s艂owa. Roz艂膮czy艂a si臋 i chwil臋 potem,
tak jak obieca艂a, wys艂a艂a Jacksonowi adres szpitala, maj膮c nadziej臋, 偶e ch艂opak
wzi膮艂 jej s艂owa na powa偶nie, bo ona w tej chwili by艂a 艣miertelnie powa偶na. Gdyby
sytuacja tego wymaga艂a, znalaz艂a by go bardzo szybko.
Przeci膮gn膮艂 si臋 leniwie na 艂贸偶ku, gdy jego telefon zacz膮艂 g艂o艣no wibrowa膰
na nocnej szafce wydaj膮c z siebie fal臋 niezno艣nych d藕wi臋k贸w. J臋kn膮艂 w poduszk臋
chowaj膮c w niej twarz nim w ko艅cu przekr臋ci艂 si臋 na plecy. Na o艣lep si臋gn膮艂 po
telefon i zerkn膮艂 na wy艣wietlacz mru偶膮c oczy od niezno艣nego 艣wiat艂a
wydobywaj膮cego si臋 z urz膮dzenia.
Eva Blanchard.
Zmarszczy艂 brwi widz膮c to konkretne imi臋, nie s膮dzi艂, 偶e jeszcze
kiedykolwiek b臋dzie mia艂 okazj臋 do rozmowy z kobiet膮. Oci膮ga艂 si臋, by podnie艣膰
s艂uchawk臋. Nie mia艂 ochoty wys艂uchiwa膰 kaza艅 zatroskanej matki. Nie tych s艂贸w
spodziewa艂 si臋 us艂ysze膰. Jego brwi 艣ci膮gn臋艂y si臋 jeszcze bardziej, a na czole
pojawi艂a si臋 napi臋ta zmarszczka, gdy kobieta roz艂膮czy艂a si臋 nie daj膮c doj艣膰 mu
do s艂owa. Odczyta艂 adres szpitala, kt贸ry zaraz mu udost臋pni艂a. Czy偶by…
Prychn膮艂 pod nosem i odrzuci艂 telefon na po艣ciel. W pierwszym odruchu uzna艂
to za jaki艣 nie艣mieszny 偶art, pr贸b臋 postawienia go do pionu. Przeci膮gn膮艂 si臋,
ostatni wiecz贸r da艂 mu w ko艣膰 i jedyne o czym marzy艂 to odespanie nieprzespanej
nocy i kaca, kt贸ry m贸g艂 go w ka偶dej chwili dopa艣膰. By艂o za wcze艣nie, by my艣le膰
o wstawaniu.
Podni贸s艂 si臋 z 艂贸偶ko tylko po to by si臋gn膮膰 po paracetamol i butelk臋 wody.
艁ykn膮艂 kilka tabletek, kt贸re popi艂 du偶ymi 艂ykami. Chwil臋 siedzia艂 na kraw臋dzi
艂贸偶ka gapi膮c si臋 bezmy艣lnie na zas艂oni臋te okna. Zerkn膮艂 na telefon raz jeszcze.
Eva by艂a konkretn膮 kobiet膮, ale niespecjalnie mia艂 teraz g艂ow臋 do rozm贸w z ni膮.
Jednak ten szpital nie dawa艂 mu spokoju. Okej, ostatnim czasem zjeba艂 po ca艂ej
linii, ale niezbyt si臋 tym przejmowa艂. Po ostatniej k艂贸tni z Octavi膮 nie
s膮dzi艂, by mog艂o by膰 lepiej, wi臋c wycofa艂 si臋 do tego co zna艂 najlepiej.
Ding. Ding. Ding.
Si臋gn膮艂 po kom贸rk臋. Wszed艂 w kolejn膮 wiadomo艣膰 od Evy wywracaj膮c oczami.
Czy nie mog艂a po prostu da膰 mu spokoju?
— Kurwa. — mrukn膮艂 przesuwaj膮c spojrzeniem po wy艣wietlaczu i zdj臋ciu, kt贸re
mu udost臋pni艂a. A jednak… Przetar艂 twarz d艂o艅mi bior膮c wszystkie za i przeciw,
czy powinien pojawia膰 si臋 w szpitalu i czy w og贸le mia艂 na to ochot臋. Prze艂kn膮艂
dziwaczn膮 gul臋, kt贸ra stan臋艂a mu w gardle, zignorowa艂 dziwny ucisk w piersi,
kt贸ry m贸g艂 oznacza膰 r贸wnie dobrze nadci膮gaj膮cego kaca morderc臋. Podni贸s艂 si臋 z
materaca i znikn膮艂 na kilka minut w garderobie wci膮gaj膮c na ty艂ek pierwsze
lepsze spodnie i lu藕n膮 bluz臋. Czu艂 si臋 藕le i podejrzewa艂, 偶e podobnie wygl膮da艂
jednak nale偶a艂o mu to wybaczy膰. Si贸dma rano nie by艂a ludzk膮 por膮 do wstawania.
Ale mo偶e przy okazji za艂apie si臋 na jak膮艣 kropl贸wk臋… z pewno艣ci膮 znajdzie jak膮艣
mi艂膮 piel臋gniark臋, kt贸ra nie odm贸wi pomocy potrzebuj膮cemu.
Zadzwoni艂 po kierowc臋, kt贸remu kaza艂 na siebie czeka膰. Nie widzia艂o mu si臋
wsiadanie za kierownic臋, gdy ledwo m贸g艂 otworzy膰 oczy. Wsiad艂 do auta z
kapturem na g艂owie i ciemnymi okularami na nosie. Kilkana艣cie minut drogi
wykorzysta艂 na 艂ykni臋cie kolejnej porcji przeciwb贸lowych, opr贸偶nienie kolejnej
butelki z wod膮 i szybk膮 drzemk臋.
Gdy znalaz艂 si臋 pod szpitalem, d艂u偶szy moment walczy艂 z sob膮, by si臋gn膮膰 do
klamki i wreszcie wysi膮艣膰. Patrz膮c na budynek czu艂 skrajne emocje. Skrajnie
niewygodne emocje, kt贸rych zdecydowanie wola艂 nie czu膰. Czu艂 strach. Czu艂
niepewno艣膰, jakby grunt usuwa艂 mu si臋 spod st贸p. I chcia艂o mu si臋 wymiotowa膰,
ale powstrzymywa艂 si臋, by nie zarzyga膰 艣wie偶o pranej tapicerki w samochodzie.
Wzi膮艂 kilka g艂臋bszych oddech贸w, przeczesa艂 w艂osy palcami i zebra艂 w sobie
na tyle du偶o odwagi, by w ko艅cu wysi膮艣膰 i ruszy膰 w stron臋 wej艣cia do szpitala.
Nogi mia艂 jak z waty i nie wiedzia艂, czy dr偶a艂 bo by艂o mu cholernie 藕le, czy
dlatego, 偶e tak bardzo nie chcia艂 tu by膰 i spotyka膰 si臋 z Octavi膮. Dzie艅, kt贸ry
w jego g艂owie by艂 niejasnym wyobra偶eniem, kt贸re spycha艂 w najciemniejsze
czelu艣ci swojego umys艂u w ko艅cu go do艣cign膮艂.
Wszed艂 do 艣rodka staj膮c przy wysokim kontuarze recepcji. Oboj臋tnym,
kompletnie wypranym z emocji g艂osem wyduka艂 imi臋 i nazwisko pacjentki i pow贸d
swojej wizyty poza godzinami odwiedzin. Po kilku minutach sprawdzania czego艣 w
systemie piel臋gniarka poda艂a mu numer sali, w kt贸rej znajdowa艂a si臋 Blanchard.
Do ostatniej sekundy liczy艂, 偶e z jaki艣 powod贸w nie b臋dzie m贸g艂 tu by膰 i ka偶膮
mu zawr贸ci膰 na pi臋cie i wi臋cej nie wraca膰.
Kurwa. Kurwa. Kurwa…
Powtarza艂 cicho pod nosem, gdy winda wioz艂a go na wskazane pi臋tro.
— Ja pierdole. — mrukn膮艂 sam do siebie, gdy winda poinformowa艂a go, 偶e
dojecha艂 na miejsce i czas ruszy膰 si臋 z miejsca i wysi膮艣膰. Jackson niespiesznie
szed艂 korytarzem jakby jego nogi utyka艂y w mule. W ko艅cu dotar艂 pod sal臋, kt贸ra
mu podano. Sta艂 z boku ledwo wychylaj膮c si臋 i zerkaj膮c przez szyb臋.
Kolejne kurwa. Kolejny g艂臋boki oddech. Powietrze wypuszczone z p艂uc z
g艂o艣nym 艣wistem. Zrobi艂o mu si臋 s艂abo i jeszcze gorzej, kac uderzy艂 w niego ze
zdwojon膮 si艂膮, a cia艂o odm贸wi艂o pos艂usze艅stwa, by p贸j艣膰 dalej. Na 艂贸偶ku widzia艂
Octavi臋, wygl膮da艂a na zm臋czon膮, ale jego uwag臋 bardziej przyku艂o ma艂e
zawini膮tko w jej ramionach. Poczu艂 jak fala md艂o艣ci 艣ciska mu 偶o艂膮dek. Niewiele
my艣l膮c rzuci艂 si臋 szybkim krokiem w stron臋 toalet i zawis艂 nad jednym z nich. Wyplu艂
z siebie ca艂膮 wczorajsz膮 noc i wszystkie wn臋trzno艣ci jakie posiada艂. Mimo
wszystko wola艂 艣l臋cze膰 nad klozetem ni偶 wej艣膰 do sali, na kt贸rej le偶a艂a
Octavia. Ca艂膮 wieczno艣膰 p贸藕niej podni贸s艂 si臋 z kafelek. Op艂uka艂 twarz zimn膮
wod膮 i wr贸ci艂 na korytarz staj膮c pod oknem, spogl膮daj膮c prosto na Blanchard i
swoj膮… nie to nie chcia艂o przej艣膰 mu nawet przez my艣l. Wsun膮艂 d艂onie do
kieszeni spodni i zwin膮艂 je w pi臋艣ci. Jego twarz by艂a blada, nie wyra偶a艂a za
wiele emocji. Gdzie艣 w jasnych t臋cz贸wkach czai艂 si臋 strach, niech臋膰 i
zm臋czenie. Jego najwi臋kszy koszmar w ko艅cu si臋 pojawi艂 i mia艂 zamiar go dopa艣膰,
przemieli膰 i wyplu膰.
Eva pojawi艂a si臋 praktycznie znik膮d, staj膮c tu偶 obok Jacksona. D艂ugo
milcza艂a, wpatruj膮c si臋 tak samo jak blondyn w Octavi臋, kt贸ra ponownie trzyma艂a
dziecko w ramionach. W ko艅cu, odwr贸ci艂a g艂ow臋 w stron臋 blondyna, chc膮c co艣
powiedzie膰, ale tak naprawd臋 nie wiedzia艂a co. Co mia艂a powiedzie膰? Przecie偶 to
by艂o ich 偶ycie, ich zwi膮zek i ich problemy. Mog艂a jedynie im doradzi膰, nic
wi臋cej.
— Chocia偶 j膮 zobacz — kobieta w ko艅cu si臋 odezwa艂a, zostawiaj膮c Jacksona
Howarda samego na szpitalnym korytarzu. Wesz艂a do pokoju, informuj膮c Octavi臋,
偶e Jack jest na miejscu.
Brunetka odwr贸ci艂a g艂ow臋 w stron臋, gdzie sta艂 blondyn. Wiedzia艂a, 偶e nie
chcia艂 tu by膰, by艂a te偶 z艂a na swoj膮 matk臋, 偶e go tu 艣ci膮gn臋艂a. Po co Eva
zmusza艂a go do czego艣, czego nie chcia艂 robi膰?
— Nie chce go widzie膰 — Octavia ponownie ca艂膮 swoj膮 uwag臋 skupi艂a na Ayli,
kt贸ra spa艂a wtulona w ni膮. Obie zdecydowanie by艂y zm臋czone i nie potrzebowa艂y
dodatkowych stres贸w.
— Mo偶esz mu przekaza膰, 偶e mo偶e wraca膰 do domu i o nas zapomnie膰. Niech
idzie, jego dziewczynki do pieprzenia pewnie czekaj膮 z niecierpliwo艣ci膮 —
rzuci艂a z艂o艣liwie, po czym opar艂a g艂ow臋 o mi臋kk膮 poduszk臋, przymykaj膮c oczy.
Jedyne, o czym teraz marzy艂a, to zasn膮膰 na d艂ugie godziny. Mia艂a nadziej臋, 偶e
Jack w ko艅cu sobie p贸jdzie, a ona w spokoju b臋dzie mog艂a zregenerowa膰 si艂y i
nie b臋dzie musia艂a si臋 nim przejmowa膰. Ka偶dy inny pewnie na jego miejscu by
wszed艂, a nie sta艂 na korytarzu i ba艂 si臋 w艂asnego dziecka.
Na kr贸tk膮 chwil臋 jego i Octavii spojrzenia skrzy偶owa艂y si臋, czu艂 i z
艂atwo艣ci膮 m贸g艂 spostrzec, 偶e dziewczyna go nie chcia艂a widzie膰. Nie
potrzebowa艂a go, ju偶 nie. Sam nie wiedzia艂, czy czu艂 w zwi膮zku z tym ulg臋, czy
mo偶e te偶 z艂o艣膰, kt贸r膮 t艂umi艂 w zal膮偶ku. Octavia nie by艂 d艂u偶ej kim艣 kogo m贸g艂
nagina膰 do swojej woli. Widzia艂 to w jej ciemnych t臋cz贸wkach, co艣 si臋 dzisiaj
zmieni艂o. Dla niej, bo nie dla niego. Jackson wci膮偶 nie chcia艂 bawi膰 si臋 w dom,
nie chcia艂 bra膰 w tym czynnego udzia艂u. Jakkolwiek mocno nie chcia艂, by膰 kim艣
na kszta艂t w艂asnych rodzic贸w, nie potrafi艂 zachowywa膰 si臋 inaczej. Nie chcia艂.
Mia艂 dopiero dwadzie艣cia cztery lata, ca艂e 偶ycie przed sob膮. Wizja pieluch nie
by艂a jego cz臋艣ci膮.
Wszed艂 do 艣rodka przestronnej sali, kt贸r膮 r贸wnie dobrze by艂oby mo偶na
pomyli膰 z hotelowym pokojem. Znajdowa艂o si臋 tu wszystko co mog艂o umili膰 pobyt w
plac贸wce. Pieni膮dze pozwala艂y na wiele, mi臋dzy innymi na bycie
uprzywilejowanym.
— Cze艣膰. — mrukn膮艂 cicho staj膮c przy 艂贸偶ku. Spogl膮da艂 na brunetk臋 i ma艂膮
艣pi膮c膮 w jej ramionach. D艂onie wci膮偶 mia艂 wsuni臋te w kieszenie spodni, wci膮偶
zaciska艂 mocno palce. — Jak si臋 czujecie? — zapyta艂 nieco zmieszany. Nie
wiedzia艂 co m贸g艂by powiedzie膰, co by艂o w艂a艣ciwe w tej sytuacji, a czego
powinien unika膰 jak ognia. — To sporo… sporo przed terminem. — doda艂. Czu艂 si臋
jak kosmita, kt贸ry zosta艂 wyrwany ze swojego 艣wiata i nagle znalaz艂 si臋 na
obcej planecie zwanej 偶ycie. Co on tutaj tak w艂a艣ciwie robi艂? Nie mia艂 zamiaru
przeprasza膰. Nie mia艂 zamiaru zapewnia膰 jej, 偶e wszystko b臋dzie w porz膮dku, a
on wreszcie, magicznie dor贸s艂 do roli ojca. Uparcie wpatrywa艂 si臋 w twarz
Octavii obawiaj膮c si臋 tego bardziej niewinnego i mniej pochmurnego spojrzenia.
Octavia przez bardzo d艂ug膮 chwil臋 nic nie m贸wi艂a. Ostatni czas pokaza艂, 偶e
ona i Jackson w og贸le nie potrafi膮 si臋 dogada膰. 呕e maj膮 dwa r贸偶ne, kompletnie
inne wyobra偶enia 偶ycia. Oboje ruszyli w kompletnie dw贸ch r贸偶nych kierunkach,
nie patrz膮c za siebie. Jack zrobi艂 to, co potrafi艂 i zna艂 najlepiej – rzuci艂
si臋 w wir imprez, byleby tylko nie my艣le膰. Ona skupi艂a si臋 na tym, co w艂a艣nie
nasta艂o – rodzicielstwie.
— Cze艣膰 — odpowiedzia艂a w ko艅cu, zachrypni臋tym g艂osem. Czu艂a wielk膮 gul臋 w
gardle, ale prze艂kn臋艂a j膮 i spojrza艂a na Jacksona. Spojrza艂a na niego twardo,
nie chc膮c zn贸w pokazywa膰, jak jego obecno艣膰 na ni膮 wp艂ywa.
— Jest dobrze. Urodzi艂a si臋 w takim terminie, 偶e wszystko jest w porz膮dku.
Nadgoni szybko te kilka tygodni. Chyba bardzo jej si臋 spieszy艂o na 艣wiat — wyja艣ni艂a,
po czym poprawi艂a si臋 nieco na 艂贸偶ku. Ayla cicho zap艂aka艂a, Octavia odruchowo
zacz臋艂a j膮 uspokaja膰.
— Chod藕, Jack. Ona nie gryzie — Octavia w ko艅cu zn贸w spojrza艂a na blondyna,
maj膮c nadziej臋, 偶e prze艂amie obawy i podejdzie bli偶ej, 偶eby zobaczy膰 swoj膮
c贸rk臋. Przecie偶 wiecznie nie m贸g艂 ucieka膰 i chowa膰 g艂owy w piasek.
— Nie zmuszam, ale je艣li chcesz, to mo偶esz j膮 potrzyma膰 — doda艂a po chwili
z u艣miechaj膮c si臋 lekko. To nie by艂 odpowiedni moment na k艂贸tnie i wyrzucanie
sobie nawzajem wszystkich 偶ali. Oboje musieli przywykn膮膰 do 艣wiadomo艣ci, 偶e na
艣wiecie jest ich wsp贸lne dziecko.
Jackson skin膮艂 g艂ow膮. M贸g艂 je ignorowa膰, udawa膰, 偶e obie z Octavi膮 nie
istniej膮. Przesz艂o mu to wielokrotnie przez my艣l, ale ostatecznie chyba nie
potrafi艂by p贸藕niej spojrze膰 w lustro. Nachyli艂 si臋 nieco ku Octavii i ostro偶nie
przej膮艂 Ayl臋 z jej r膮k w swoje ramiona. Mia艂 wra偶enie jakby trzyma艂 co艣
niesamowicie kruchego, jakby m贸g艂 j膮 pokruszy膰 najmniejszym gestem. By艂a taka
ma艂a… Przygl膮da艂 si臋 twarzy dziewczynki. Z zar贸偶owionymi policzkami i kilkoma
ciemnymi w艂oskami na krzy偶 wygl膮da艂a jak mini wersja Blanchard. Przesun膮艂
ostro偶nie palcem po jej ma艂ym nosie i policzku. Mimo wszystko nie poczu艂 nagle
jakiej艣 niesamowitej wi臋zi z dzieckiem, nie trafi艂 go 偶aden grom z jasnego nieba.
Odda艂 Ayl臋 z powrotem Octavii.
— Skoro wszystko z wami w porz膮dku, nie b臋d臋 przeszkadza艂. Powinna艣
odpocz膮膰. — stwierdzi艂 odsuwaj膮c si臋 nieco od 艂贸偶ka, by ostatecznie zawr贸ci膰 do
wyj艣cia. Co mia艂 innego zrobi膰? Usi膮艣膰, z艂apa膰 j膮 za d艂o艅 i udawa膰, 偶e go to
cieszy? 呕e nic takiego nie zrobi艂? Musia艂 to wszystko przetrawi膰, sam.
Octavia z uwag膮 spogl膮da艂a, jak Jackson bierze na r臋ce ich c贸rk臋 i przez
chwil臋 przygl膮da jej si臋 z uwag膮. Nie s膮dzi艂a, 偶e to sprawi, 偶e wszystko nagle
si臋 zmieni, a on cokolwiek zrozumie. Ucieszy艂a si臋 jedynie, 偶e nie uciek艂 i po
prostu zosta艂 na te kilka kr贸tkich chwil. Kiedy powiedzia艂, 偶e b臋dzie si臋
zbiera艂, Blanchard nie zatrzymywa艂a go, wiedz膮c, 偶e to nie ma sensu, a on sam
musi wszystko pouk艂ada膰 sobie w g艂owie i pogodzi膰 si臋 z zaistnia艂膮 sytuacj膮.
Po偶egna艂a go, odprowadzaj膮c wzrokiem do drzwi, a kiedy znikn膮艂 za nimi,
odetchn臋艂a ci臋偶ko.
— I co teraz ? — us艂ysza艂a g艂os swojej matki, kt贸ra siedzia艂a w wygodnym,
sk贸rzanym fotelu przy oknie. Spogl膮da艂a na Octavi臋, kt贸ra ponownie trzyma艂a w
ramionach Ayl臋.
— Teraz mamo, to ja si臋 prze艣pi臋. A potem pomy艣l臋, co dalej — odpar艂a
spokojnie brunetka, k艂ad膮c g艂ow臋 na poduszce.
— We藕miesz j膮? Naprawd臋, jestem zm臋czona — odpar艂a, przekazuj膮c matce
dziecko. Kobieta z ochot膮 przyj臋艂a w swe ramiona wnuczk臋, ponownie zasiadaj膮c w
fotelu. Co jaki艣 czas spogl膮da艂a na Octavi臋.
— Jako艣 to b臋dzie — nim Octavia zapad艂a w sen, wypowiedzia艂a 贸w zdanie.
Jako艣 to b臋dzie. Poradzi sobie, bo nie ma innego wyboru.
***
Post sponsoruje Lauv "Never Not". Wszystkim tym, kt贸rzy przebrn臋li przez ca艂y post, dzi臋kujemy za po艣wi臋cony czas <3 Trzymajcie si臋 cieplutko!