Cho膰 przez zdecydowan膮 wi臋kszo艣膰 dotychczasowego 偶ycia ze wszelkich si艂 stara艂a si臋 udawa膰, 偶e w swoich poczynaniach kieruje si臋 jedynie sam膮 ch臋ci膮 buntu przeciwko zasadom jakie ka偶demu cz艂owiekowi narzuca 艣wiat, bo po prostu ma na to wystarczaj膮co du偶o odwagi, prawda o Naturelle by艂a zgo艂a inna. Mimo, 偶e plotkarskie media, a co za tym idzie du偶a cz臋艣膰 opinii publicznej mia艂y j膮 za zwyk艂膮, rozpieszczon膮 niemal do granic mo偶liwo艣ci c贸reczk臋 kochaj膮cego bogatego tatusia, ona sama uwa偶a艂a swojego ojca za cz艂owieka nie tylko w du偶ej mierze nieodpowiedzialnego, ale tak偶e niezwykle egocentrycznego. Ju偶 jako sze艣ciolatka zacz臋艂a rozumie膰, 偶e rozpad jego ma艂偶e艅stwa, kt贸rego sama by艂a dowodem nie m贸g艂 by膰 dzie艂em zwyk艂ego przypadku. Jej matka mia艂a doprawdy wiele powod贸w, by od niego odej艣膰 i nie chodzi艂o tu jedynie o te liczne zdrady, kt贸rych dopuszcza艂 si臋 podczas tak zwanych spotka艅 biznesowych, bo na te Louise zdo艂a艂by jeszcze jako艣 przymkn膮膰 oko. Ostatecznie jakby nie patrz膮c, jej samej te偶 raczej by艂o w tej sferze daleko do 艣wi臋to艣ci. W ko艅cu chyba dla nikogo nie mog艂o by膰 niczym dziwnym, 偶e w bran偶y artystycznej najlepsze znajomo艣ci i pozycje nadzwyczaj cz臋sto zdobywa艂o si臋 przez 艂贸偶ko. Niestety jedyna c贸rka tej puszczalskiej pary nawet jako osoba w pe艂ni doros艂a nie mog艂a znale藕膰 odpowiedzi na pytanie, czemu matka zostawi艂a j膮 w Stanach, podczas gdy sama wr贸ci艂a na sta艂e do Europy. Przecie偶 trudno oczekiwa膰, by opieka nad czterolatk膮 stanowi艂a a偶 tak wielki obowi膮zek, zw艂aszcza gdy mia艂o si臋 do tego ogromn膮 liczb臋 s艂u偶膮cych, wi臋c tak naprawd臋 nie musia艂o si臋 jej nawet widzie膰, czego najlepszym przyk艂adem by艂 zreszt膮 jej partner. William Tavernier nie interesowa艂 si臋 swoj膮 jedynaczk膮 a偶 do momentu, gdy ta nie wywin臋艂a czego艣, co musia艂 zamie艣膰 w trybie natychmiastowym pod przys艂owiowy dywan.
Nic wi臋c chyba dziwnego, 偶e i teraz, gdy zaledwie kilkana艣cie godzin po opuszczeniu tej nieszcz臋snej walentynkowej imprezy, na kt贸rej jak zwykle powiedzia艂a o kilka s艂贸w za du偶o, wsiada艂a na pok艂ad luksusowego samolotu lec膮cego do Pary偶a, nie raczy艂 sobie tym wydarzeniem zawr贸ci膰 cho膰 przez moment g艂owy. Zreszt膮 niby po co, skoro nie robi艂a tego po raz pierwszy, a od blisko roku mia艂 na ni膮 w dodatku wybitnie mocnego haka. Nie przewidzia艂 jednak, 偶e sceny, kt贸re rozegra艂y si臋 na tym balu (o kt贸rego organizacji te偶 p贸ki co nie mia艂 bladego poj臋cia, bo przecie偶 nie m贸g艂 艣ledzi膰 wszystkich odbywaj膮cych si臋 w tym mie艣cie zabaw) wprawi艂y Nathy w taki stan emocjonalny, w kt贸rym przesta艂a si臋 przejmowa膰 tym, 偶e nie pytaj膮c jej o zdanie w艂adowa艂 jej na g艂ow臋 prowadzenie swojej dawnej firmy pod gro藕b膮 rozpowszechnienia informacji o tym, 偶e podczas ostatniej wizyty w Salonikach pozbawi艂a 偶ycia swego 贸wczesnego managera. A nawet gdyby mia艂a zamiar zwr贸ci膰 na to uwag臋, i tak przecie偶 wiedzia艂a, 偶e w przeciwie艅stwie do tego, co sobie ubzdura艂, dzia艂a艂a wtedy w obronie w艂asnej, wi臋c z pewno艣ci膮 unikn臋艂aby wi臋zienia.
***
Miasto narodzin powita艂o kobiet臋 ulewnym deszczem tak jakby sama Matka Natura w swej niezwyk艂ej 艂askawo艣ci dostosowa艂a si臋 do jej obecnego humoru. Tak si臋 bowiem sk艂ada艂o, 偶e szatynka r贸wnie偶 by艂a bliska p艂aczu. Zdawa艂a sobie jednak doskonale spraw臋 z faktu, 偶e je艣li pozwoli艂aby sobie teraz uroni膰 cho膰by ma艂膮 艂ezk臋, jaki艣 natr臋tny 艂owca 艂atwych sensacji natychmiast wyj膮艂by z kieszeni kom贸rk臋 lub aparat fotograficzny, a dos艂ownie par臋 sekund p贸藕niej jej zdj臋cie zosta艂oby opublikowane na jakim艣 forum spo艂eczno艣ciowym z jednym z tych durnowatych komentarzy g艂osz膮cych jakoby do Francji znowu przywia艂o ameryka艅sk膮 wied藕m臋. Jakby bez tego mia艂a jeszcze za ma艂o problem贸w...
- Pod ten adres, poprosz臋. - U艣miechn臋艂a si臋 blado do m艂odego Brytyjczyka siedz膮cego za kierownic膮 taks贸wki, podaj膮c mu ulotk臋 z adresem, pod kt贸rym spodziewa艂a si臋 tego popo艂udnia zasta膰 swego dawnego przyjaciela albo przynajmniej dobrego znajomego.
Przez ca艂膮 drog臋 na miejsce milcza艂a uparcie, zupe艂nie ignoruj膮c gadanie m臋偶czyzny, kt贸ry a偶 za bardzo interesowa艂 si臋 powodem jej smutku. Wpatrywa艂a si臋 jedynie w obrazy przesuwaj膮ce si臋 za szyb膮, tak bardzo przypominaj膮ce jej te nieliczne chwile z dzieci艅stwa, kt贸re tu sp臋dzi艂a, b臋d膮c w odwiedzinach u rodzicielki. Szkoda tylko, 偶e ona nie by艂a ju偶 ma艂膮 dziewczynk膮 ze starannie splecionymi w warkocz w艂osami, a samotn膮 kobiet膮 i 偶adne znaki na ziemi czy niebie nie zdawa艂y si臋 raczej zapowiada膰, by sytuacja ta mia艂a ulec zmianie. Przynajmniej nie w najbli偶szym czasie. Nie dop贸ki...
- Jeste艣my ju偶 na miejscu, madame. - Z nieweso艂ych rozmy艣la艅 wyrwa艂 j膮 g艂os Anglika.
- 呕ycz臋 mi艂ego dnia. - Rzuci艂a, podaj膮c mu odpowiedni膮 sum臋 pieni臋dzy, po czym jak gdyby nigdy nic ruszy艂a w stron臋 willi, w kt贸rej mieszka艂 Felix, zupe艂nie nie przejmuj膮c si臋, 偶e ostatni raz widzieli si臋 jakie艣 dwa lata temu, je偶eli nie wi臋cej, a ona si臋 nie zapowiedzia艂a. Przecie偶 zawsze na ni膮 lecia艂, wi臋c na pewno nie b臋dzie si臋 gniewa艂. Zw艂aszcza, 偶e mia艂a dla niego przyszykowan膮 pewn膮 lukratywn膮 propozycj臋. W najgorszym wypadku po prostu troch臋 na niego poczeka.
Mia艂a jednak szcz臋艣cie, bo drzwi otworzy艂y si臋 zaledwie kilka sekund po tym jak nacisn臋艂a dzwonek pchni臋te przez w艂a艣ciciela domostwa.
- A ty jak zwykle bez uprzedzenia... - Przez kr贸tk膮 chwil臋 pr贸bowa艂 odstawia膰 przed ciemnow艂os膮 rol臋 obra偶onego ch艂opi臋cia, ale ostatecznie da艂 sobie spok贸j, tym samym poddaj膮c si臋 sile jej sugestywnego spojrzenia. - Jasne, ty i tak wiesz, 偶e zawsze jeste艣 tu mile widziana. - Za艣mia艂 si臋, usuwaj膮c si臋 lekko na bok, by mog艂a wej艣膰. - Rozgo艣膰 si臋. - Doda艂, pomagaj膮c jej zdj膮膰 p艂aszcz.
- Przykro mi ci臋 rozczarowa膰, Fel, ale nie zabawi臋 tu d艂ugo. Wieczorem wracam do Wielkiego Jab艂ka i tak szczerze, to mam nadziej臋, 偶e ty te偶 si臋 tam nied艂ugo pojawisz. - Niczym mitologiczna syrena wspi臋艂a si臋 na palce, by go poca艂owa膰 i zanim zdo艂a艂 odwzajemni膰 jej gest, ruszy艂a prosto w g艂膮b mieszkania.
- Czy偶by艣 zd膮偶y艂a ju偶 zapomnie膰, 偶e ostatnio da艂a艣 mi kosza ? - Spyta艂 wyra藕nie obra偶onym tonem, chwytaj膮c j膮 mocno za 艂opatki i obracaj膮c twarz膮 do siebie. - Cathy, skarbie, musisz w ko艅cu zrozumie膰, 偶e nie mo偶esz robi膰 tego w niesko艅czono艣膰. - Widz膮c, 偶e panna Tavernier zaczyna si臋 niecierpliwi膰, przeszed艂 do obdarzania jej komplementami, na kt贸re zawsze by艂a niezwykle 艂asa. Nie chcia艂 przecie偶 niepotrzebnie nara偶a膰 si臋 na jej gniew. Zw艂aszcza na pocz膮tku rozmowy. - Jeste艣 pi臋kn膮, niezwykle urocz膮, a przy tym utalentowan膮 nimf膮, ale zrozum, prosz臋, 偶e oboje zbli偶amy si臋 ju偶 do trzydziestki i chyba najwy偶sza pora, by si臋 troch臋 ustabilizowa膰, za艂o偶y膰 w艂asn膮 rodzin臋, mie膰 dzieci i... - Nim zd膮偶y艂 sko艅czy膰, po艂o偶y艂a mu delikatnie r臋k臋 na ustach w niemym rozkazie zamilkni臋cia.
- Masz na oku inn膮, zgad艂am ? - Cho膰 stara艂a si臋 udawa膰, 偶e ta kwestia zupe艂nie jej nie rusza, nie umia艂a opanowa膰 dr偶enia strun g艂osowych.
- Prawd臋 powiedziawszy tak. W maju bierzemy 艣lub w Kordobie. - Wyzna艂, instynktownie szykuj膮c si臋 na scen臋 dzikiej zazdro艣ci. Ku swemu niesamowitemu zdziwieniu otrzyma艂 jednak co艣 zupe艂nie przeciwnego.
- W takim razie gratuluj臋. Oby艣cie byli razem szcz臋艣liwi. - M贸wi艂a, cho膰 z jej oczu wartkim strumieniem p艂yn臋艂y s艂one krople b臋d膮ce jedyn膮 widoczn膮 przes艂ank膮 艣wiadcz膮c膮 o tym jak bardzo czu艂a si臋 skrzywdzona. Tyle, 偶e, kurwa, to 偶e wieloletni kandydat do jej r臋ki mia艂 wej艣膰 w oficjalny zwi膮zek z inn膮, by艂o ca艂kowicie jej w艂asn膮 win膮. Jakby nie patrz膮c, to ona, a nie nikt inny, odrzuca艂a jego starania tak cz臋sto i zdecydowanie, 偶e najwidoczniej zd膮偶y艂 wybi膰 sobie j膮 z g艂owy, po czym odda艂 swe serce jakiej艣 Hiszpance. - Mam tylko nadziej臋, 偶e mimo tego nadal jeste艣 zainteresowany nawi膮zaniem wsp贸艂pracy z Rainbow Feather. - Doda艂a jakby od niechcenia.
- Przecie偶 tw贸j ojciec nigdy nie chcia艂 o tym s艂ysze膰.
- Tak, masz racj臋, ale tak si臋 sk艂ada, 偶e od blisko roku to ja stoj臋 na czele tego ca艂ego bajzlu, wi臋c gdyby艣 chcia艂 zdj膮膰 z moich bark贸w cho膰 cz臋艣膰 tego przekl臋tego brzemienia, to my艣l臋, 偶e nie by艂oby z tym wi臋kszego problemu.
- 呕artujesz, prawda ?! - Obdarzy艂 j膮 pe艂nym niedowierzania spojrzeniem. - A mo偶e ja zwyczajnie 艣ni臋 ?!
- Nie zmuszaj mnie lepiej, 偶ebym ci臋 o tym upewni艂a, clownie jeden. - Zachichota艂a, widz膮c wr臋cz dzieci臋c膮 rado艣膰 bruneta.
- Skoro tak, to chyba nie mog臋 powiedzie膰 nic innego ni偶 to, 偶e si臋 zgadzam. - Nie przejmuj膮c si臋 ewentualnymi konsekwencjami jakie go za to spotkaj膮, chwyci艂 sw膮 dawn膮 mi艂o艣膰 za d艂onie i poci膮gn膮艂 do wsp贸lnego ta艅ca.
- No daj ju偶 spok贸j szale艅cze, bo jeszcze si臋 rozmy艣l臋 i stolik wsp贸艂w艂a艣ciciela pow臋druje do kogo艣 innego. - Obwie艣ci艂a z udawan膮 gro藕b膮, daj膮c mu si臋 jednak dalej obraca膰. Jasne, po powrocie do Stan贸w b臋dzie musia艂a jeszcze obwie艣ci膰 t臋 decyzj臋 p猫re, kt贸ry z ca艂膮 pewno艣ci膮 nie藕le si臋 na ni膮 wtedy w艣cieknie, ale pomy艣li o tym p贸藕niej. Najwa偶niejsze, 偶e gdy za艂atwi odpowiednie papiery u notariusza, nie b臋dzie musia艂a d艂u偶ej udawa膰 dostojnej pani dyrektor i mo偶e, kto wie, zacznie znowu sama koncertowa膰.
***
Cytat w nag艂贸wku przytoczony za ksi膮偶k膮 pt. Pestki autorstwa Anny Ciarkowskiej.


