HELLO, FOLLOWERS!
You know you love me
spotted:
You can't hide from me
Expect problems and eat them for breakfast.- Alfred A. Montapert
Zuri nie okazywa艂a strachu, nie pokazywa艂a b贸lu, czy dyskomfortu. By艂a dziewczyn膮, kt贸ra wie czego chce i nie ma opor贸w przed tym, by po to si臋gn膮膰. Bardzo 艣mia艂o wyra偶a艂a niezadowolenie i dumnie unosi艂a g艂ow臋, nie s艂uchaj膮c gdy inni pr贸bowali udowodni膰 jej, 偶e jest m艂oda i na niczym si臋 nie zna. Gdy inni ja bagatelizowali, sz艂a w zaparte, udowadniaj膮c, 偶e si臋 myl膮 i jej nie doceniaj膮. By艂a dzielna, uparta i waleczna, ale by艂 jeden cz艂owiek, kt贸ry j膮 przera偶a艂. To David - sprytny dealer, z kt贸rym zada艂a si臋 odrobin臋 za bardzo i kt贸ry stwierdzi艂, 偶e bzykanie bogatej dziewczyny otworzy mu nowe kontakty i pozwoli rozkr臋ci膰 jego 偶a艂osny biznesik. A ona, maj膮c siebie za do艣膰 bystr膮 dziewczyn膮, nie po艂apa艂a si臋, jakim jest psycholem, p贸ki nie zacz膮艂 jej nachodzi膰...
Nie by艂a kochliwa, nie zakochiwa艂a si臋 cz臋sto, ale lubi艂a si臋 bawi膰. Mo偶e to psikus od losu, 偶e mia艂a pieni膮dze, urod臋, by艂a do艣膰 cwana i sprytna, by sobie poradzi膰, jednak nie trafia艂a na dobrych ch艂opak贸w. David okaza艂 si臋 bardzo toksyczny, a nawet przemocowy, wi臋c kiedy ona si臋 zorientowa艂a jaki z niego dra艅, to on szybko si臋 zorientowa艂, 偶e Zuri nie jest 艂atwa do manipulacji, bo sama je stosuje. Nie lubi艂 odmowy i nie przyjmowa艂 do wiadomo艣ci cudzego zdania innego ni偶 w艂asne. A kiedy by艂 bardzo niezadowolony z tego, 偶e dziewczyna, dzi臋ki kt贸rej m贸g艂 si臋 wybi膰 i zyska膰 na popularno艣ci, zyskuje j膮 sama niepodzielnie, szybko traci艂 cierpliwo艣膰.
Kiedy naszed艂 j膮 na bankiecie, na kt贸rym by艂a z rodzicami, bo zostali zaproszeni przez rodzin臋 Harrison贸w, nie spodziewa艂a si臋 tego, co jej zrobi. Szarpali si臋 ju偶 raz i drugi, parokrotnie zdzieli艂a go po twarzy, u偶ywaj膮c troch臋 wi臋cej si艂y w z艂o艣ci, ni偶 przy policzkowaniu nachalnych burak贸w w klubach, ale gdy waln膮艂 j膮 pi臋艣ci膮 w 偶o艂膮dek, a偶 splun臋艂a na kurewsko drog膮 sukienk臋 od Chanel krwi膮, wystraszy艂a si臋. Wystraszy艂a si臋 do tego stopnia, 偶e przesta艂a si臋 broni膰 i gdy wyszed艂, le偶a艂a na zimnych kafelkach, trzymaj膮c si臋 dr偶膮ca za obola艂y brzuch
- Nie piszcz idiotko! - sykn臋艂a do obcej baby, gdy po parunastu minutach do 艂azienki wesz艂a jaka艣 dziewczyna i widz膮c Williams le偶膮c膮 na kafelkach z rozwalon膮 warg膮 i spuchni臋t膮 twarz膮, zacz臋艂a tak si臋 drze膰, a偶 brunetce p臋ka艂a g艂owa. Nie chcia艂a, by kto艣 tu wszed艂, by kto艣 j膮 tak膮 znokautowan膮 zobaczy艂. Ale teraz to ju偶 w sumie wszystko jej by艂o jedno... A偶 dziw, 偶e przez te par臋 minut jak si臋 szarpali i krzyczeli z Davidem nikt tu nie wlaz艂.
- Pomocy, jest tu lekarz?! - tamta nieznajoma wypad艂a z piskiem z toalety a Zuri, obawiaj膮c si臋, 偶e wleci tu jaki艣 fotoreporter, przesz艂a na czworakach do pierwszej wolnej kabiny, aby si臋 schowa膰.
Bola艂 j膮 brzuch, w kt贸ry dosta艂a z pi臋艣ci i 艂upa艂a g艂owa, bo oberwa艂a z li艣cia. Warg臋 mia艂a rozci臋t膮 i ca艂膮 twarz czerwona i spuchni臋t膮. Makija偶, poplamiona jej i nie jej krwi膮 sukienka (bo zadrapa艂a skurwysyna), to ju偶 nie by艂o wa偶ne. Zgubi艂a gdzie艣 torebk臋, nie wiedzia艂a gdzie jest, a to m贸g艂 by膰 problem, mia艂a tam telefon, dokumenty i klucze... Ale nie my艣la艂a o tym teraz, usiad艂a w kabinie na zimnej pod艂odze i przymkn臋艂a drzwi, jednak nie zamkn臋艂a bo nie si臋ga艂a do zasuwki. Opar艂a si臋 o 艣cian臋 i kaszln臋艂a, czuj膮c ucisk w piersi. Przekl臋ty David, mia艂a nadzieje, 偶e skopa艂a mu jaja do艣膰 skutecznie, by wi臋cej jej nie szuka艂, a zadrapania na twarzy pozostawi膮 cho膰 cienkie blizny. Nienawidzi艂a go z ca艂ych si艂. Nienawidzi艂a go tak mocno, 偶e by艂aby w stanie go rozszarpa膰.
William nie lubi艂 i nie czu艂 si臋 dobrze na imprezach dla 艣mietanki, bywa艂y jednak sytuacje, kiedy pokaza膰 si臋 musia艂. Dzisiaj na przyk艂ad by艂 wsparciem dla siostry, kt贸rej dobry humor na razie nie opuszcza艂. Nie taki jubileusz straszny jak go maluj膮! Kiedy jednak podszed艂 do niego jeden z ochroniarzy m贸wi膮c mu o jakim艣 wypadku w damskiej toalecie zmarszczy艂 lekko brwi. Wiedzia艂, 偶e dziennikarzom du偶o nie trzeba, 偶eby jutro rodzina Harrison贸w znalaz艂a si臋 na ok艂adkach szmat艂awc贸w, dlatego przekaza艂 na chwil臋 Amelk臋 w dobre r臋ce, a sam poszed艂 wypada膰 sytuacj臋, zgarniaj膮c po drodze jeszcze dw贸ch ochroniarzy. Nie chcia艂 robi膰 rozg艂osu, wi臋c te偶 nie informowa艂 na razie o niczym ojca.
Spodziewa艂 si臋 wszystkiego, ale nie tego. Kiedy wszed艂 do damskiej toalety i po 艣ladach krwi dotar艂 do kabiny, mimowolnie uni贸s艂 brwi. Zaraz jednak przymkn膮艂 drzwi, 偶eby nikt inny nie patrzy艂 na Zuri i spojrza艂 na ochroniarzy. Nie s膮dzi艂, 偶e jeszcze kiedykolwiek spotka te ma艂膮 pyskat膮 dziewczyn臋, a ju偶 na pewno nie w takiej sytuacji.
- Ty p贸jdziesz do oznakowanego chevroleta i przyniesiesz z baga偶nika moj膮 torb臋 - odpar艂 rzucaj膮c do jednego z osi艂k贸w kluczyki od swojego samochodu. - Ty rzu膰 okiem na monitoring i sprawd藕 czy ten cz艂owiek, kt贸ry st膮d wychodzi艂 nadal tutaj jest - doda艂 do drugiego z pan贸w. Domy艣li艂 si臋, 偶e krew na jej sukience nale偶y do tego drugiego osobnika. - A ty pilnuj, 偶eby 偶aden paparazzi nie zbli偶a艂 si臋 w kierunku toalet i powied藕 Josephowi, 偶e sytuacja opanowana - zarz膮dzi艂 i dopiero kiedy ostatni z pan贸w wyszed艂, otworzy艂 drzwiczki szerzej i przykucn膮艂 obok kobiety.
Ca艂e cia艂o krzycza艂o, obola艂e i spi臋te, ale Zuri nie p艂aka艂a. Trzyma艂a si臋 mocno swojej fasady, pozor贸w kt贸rych nigdy nie opuszcza艂a. Nie mia艂a zamiaru roni膰 艂ez, ani pokaza膰, jak bardzo si臋 boi. David na to nie zas艂u偶y艂, tym bardziej paparazzi. W 艣rodku ca艂a si臋 trz臋s艂a, ale na zewn膮trz jedynie lekko dr偶a艂a, cho膰 akurat to wyja艣ni艂aby tym, 偶e sp臋dzi艂a na zimnych kafelkach ju偶 dobr膮 chwil臋, nawet na jej sk贸rze pojawi艂a si臋 g臋sia sk贸rka od pod艂ogi. Kiedy drzwi do 艂azienki zn贸w si臋 otworzy艂y, spu艣ci艂a g艂ow臋, a ciemna kaskada hebanowych w艂os贸w przys艂oni艂a jej opuchni臋ty profil. Nie chcia艂a, by kto艣 j膮 w takim stanie widzia艂, zaraz jednak podnios艂a wzrok zdumiona, rozpoznaj膮c g艂os. Ten kto wydawa艂 polecenia brzmia艂 znajomo, ale dopiero gdy uchyli艂 drzwi kabiny i kucn膮艂 przy niej, rozpozna艂a ratownika, spogl膮daj膮c w jego twarz. Co on tu do diab艂a robi艂? To by艂 jubileusz dla elity, znowu kto艣 tu odlecia艂 i potrzebowa艂 ratownika?
Nie zd膮偶y艂 si臋 jej ostatnio przedstawi膰, wi臋c nadal nie wiedzia艂a, z kim na do czynienia.
- Co si臋 sta艂o, Zurka? - zapyta艂 Will, bo jako艣 nie m贸g艂 uwierzy膰 by kobieta pobi艂a si臋 z inn膮 kobiet膮 o szmink臋 w damskiej toalecie. - Chcesz, 偶ebym wezwa艂 policj臋? - zapyta艂 dla pewno艣ci, chocia偶 z g贸ry zna艂 odpowied藕.
- Co ty, jak... - zacz臋艂a, chc膮c go powita膰 upomnieniem, 偶eby sobie za wiele nie pozwala艂, ale zaraz zwr贸ci艂a uwag臋 na dwie rzeczy. Zwr贸ci艂 si臋 do niej tak dziwnym zdrobnieniem, kt贸rego nikt nigdy nie u偶ywa艂, a偶 j膮 zatka艂o - to po pierwsze. By艂 wystrojony i cholernie dobrze si臋 prezentowa艂 w garniaku - to po drugie.
Nie mia艂a szans wymy艣le膰, czy on jest tu go艣ciem, czy dorabia jako kelner na obs艂udze, bo za ma艂o go zna艂a, a zreszt膮... co j膮 obchodzi艂 obcy facet, skoro taki dobrze znajomy w艂a艣nie jej przywali艂?
- 呕adnej policji - zaprzeczy艂a i odchyli艂a g艂ow臋, aby oprze膰 j膮 o 艣ciank臋 kabiny, bo by艂o jej s艂abo. - Zabierz mnie st膮d - rzuci艂a troch臋 rozkazuj膮co, a troch臋 markotnym, zbola艂ym g艂osem, bo teraz nie mia艂a nawet si艂y si臋 w艣cieka膰 i rozkazywa膰 mocnym tonem. Wyci膮gn臋艂a r臋k臋 i z艂apa艂a go za d艂o艅, przyci膮gaj膮c do siebie tak, by us艂ysza艂 jej cichy g艂os, gdy na niego spojrza艂a. - Prosz臋, zabierz mnie st膮d po cichu.
- Najpierw trzeba ci臋 postawi膰 na nogi – zauwa偶y艂 trze藕wo Will, bo raczej ci臋偶ko zabiera膰 kogo艣 z przyj臋cia wlok膮c go jak worek ziemniak贸w, prawda? W sensie… m贸g艂by j膮 zanie艣膰 na r臋kach, ale i wtedy wi臋kszo艣膰 ludzi zwr贸ci艂aby na nich uwag臋, wi臋c to odpada艂o. Co wi臋cej, mia艂 okazj臋 zmy膰 si臋 z imprezy, czy nie by艂 to kolejny pow贸d do tego, 偶eby spe艂ni膰 偶yczenie m艂odej kobiety? - Zabior臋 ci臋 st膮d – obieca艂 po chwili, kiedy rozleg艂o si臋 ciche pukanie.
Will oderwa艂 od swojej d艂oni palce Zuri, 偶eby wsta膰 i przymkn膮膰 drzwi kabiny. Zd膮偶y艂 zauwa偶y膰, 偶e nie chcia艂a mie膰 widowni, czemu wcale si臋 nie dziwi艂. Wyprowadzi艂 j膮 tylnym wyj艣ciem i zabra艂 do kliniki, kt贸r膮 za艂o偶y艂 po tym jak przesta艂 pracowa膰 w szpitalu. M贸wi艂 co艣 i pewnie nawet ca艂kiem sensownie i rzeczowo, ale Zuri obola艂a skupi艂a si臋 tylko na tym, jak pracuj膮 jego r臋ce, gdy prowadzi auto w czasie drogi i jak poruszaj膮 si臋 wargi, gdy wypowiada s艂owa. W g艂owie jej szumia艂o, nie mia艂a si艂 na niczym si臋 skupi膰. I nie chcia艂a na niczym si臋 skupia膰, chcia艂a spa膰 i za偶y膰 co艣, co u艣mierzy b贸l. Co艣 mocnego.
- Po艂贸偶 si臋 tutaj. - Pom贸g艂 jej usi膮艣膰 na jednym z 艂贸偶ek i zasun膮艂 lekko kotar臋, 偶eby nie by艂o Zurki wida膰. Sam podszed艂 do umywalki, 偶eby umy膰 r臋ce, za艂o偶y膰 jednorazowe r臋kawiczki i wr贸ci膰 do 艂贸偶ka z kropl贸wk膮. Sprawnie i szybko za艂o偶y艂 kobiecie wenflon, pod艂膮czy艂 p艂yn i doda艂 do niego odpowiedni膮 dawk臋 lek贸w przeciwb贸lowych. Widzia艂 po jej twarzy, 偶e adrenalina zacz臋艂a opada膰, a co za tym idzie, cia艂o zaczyna艂o odreagowywa膰. - B臋dziesz musia艂a podci膮gn膮膰 sukienk臋, 偶ebym m贸g艂 zrobi膰 usg - powiedzia艂 siadaj膮c na taborecie obok 艂贸偶ka i przysuwaj膮c do siebie ultrasonograf, kt贸ry umieszczony by艂 na szafce z k贸艂kami. Wyci膮gn膮艂 jednorazowy podk艂ad, kt贸rym przykry艂 Zurk臋 i dopiero wtedy pom贸g艂 jej podci膮gn膮膰 materia艂 wy偶ej, dzi臋ki czemu mog艂a poczu膰 si臋 bardziej komfortowo.
- Teraz chcesz si臋 do mnie dobra膰, a nie jak by艂am w stanie usta膰 na w艂asnych nogach? - mrukn臋艂a, spogl膮daj膮c mu dziarsko w twarz i gdy po艂o偶y艂 na niej ok艂ad, zas艂aniaj膮c jej cia艂o, wywr贸ci艂a oczami. - Jeste艣 nie艣mia艂y, Will? - u艣miechn臋艂a si臋 zaczepnie, ale i te偶 bezczelnie, z jego pomoc膮 podci膮gaj膮c sukienk臋 tak, by m贸g艂 j膮 przebada膰.
William, ignoruj膮c jej zaczepki, skupi艂 si臋 ju偶 wy艂膮cznie na monitorze. Ogl膮daj膮c ka偶dy organ Zurki, 偶eby upewni膰 si臋, 偶e nic powa偶niejszego si臋 nie dzia艂o. Zimny 偶el i urz膮dzenie sprawi艂y, 偶e kilka razy si臋 wzdrygn臋艂a, gdy doktorek je藕dzi艂 g艂owic膮 po jej brzuchu, ale nawet nie st臋kn臋艂a. Spogl膮da艂a uporczywie w twarz m臋偶czyzny, aby to z niej wyczyta膰, co zobaczy na ekranie. Kiedy zacz膮艂 wyciera膰 papierowymi r臋cznikami 偶el z jej brzucha, chyba wydawa艂o jej si臋, 偶e d艂u偶ej patrzy艂 na jej kraw臋d藕 bielizny! Patrzy艂?
- Jak si臋 teraz czujesz? - zapyta艂 Will po chwili odk艂adaj膮c urz膮dzenie na swoje miejsce i si臋gaj膮c po r臋czniki papierowe, kt贸rymi zacz膮艂 艣ciera膰 delikatnie resztki 偶elu z brzucha Zuri.
- Jak przejechana trzy razy puszka po coli - oznajmi艂a z kwa艣nym grymasem i chwyci艂a za materia艂 sukienki, gdy ju偶 wytar艂 jej brzuch, poci膮gaj膮c j膮 w d贸艂.
Leki j膮 ot臋pi艂y i u艣pi艂y. Nawet nie zorientowa艂a si臋, kiedy przysn臋艂a, le偶膮c na klinicznym 艂贸偶ku, a William wyj膮艂 z szafy we艂niany koc i okry艂 nim dziewczyn臋, 偶eby nie zmarz艂a. Kiedy si臋 przebudzi艂a, czu艂a dezorientacj臋 i potrzebowa艂a kilku minut, aby ogarn膮膰, gdzie jest. Powoli usiad艂a, kontrolnie dotykaj膮c si臋 po bokach, a potem po brzuchu kt贸ry David uderzy艂 kilkakrotnie bezlito艣nie i spojrza艂a po pokoju, ostatecznie zatrzymuj膮c spojrzenie na 艣pi膮cym obok niej w krze艣le doktorku. Telefon mia艂 przed sob膮 na blacie biurka, przed nim sta艂 kubek papierowy chyba z niedopit膮 kawa, ale facet sam chyba by艂 wyko艅czony, bo jednak usn膮艂. I wygl膮da艂 przy tym tak s艂odko, a偶 poczu艂a jakie艣 ciepe艂ko delikatnie 艂askocz膮ce j膮 w piersi. Z艂apa艂a za koc, odrzuci艂a go i wsta艂a ostro偶nie, powoli podchodz膮c do m臋偶czyzny. Lekko musn臋艂a palcami kosmyki nad jego czo艂em, a potem pochyli艂a si臋 i poca艂owa艂a go ostro偶nie w usta. Zuri wcale nie mia艂a problem贸w z blisko艣ci膮 i dystansem.
- Pobudka, kr贸lewiczu - mrukn臋艂a z u艣miechem, spogl膮daj膮c z bliska w jego twarz. Nie odsun臋艂a si臋, opieraj膮c d艂o艅 o pod艂okietnik krzes艂a, bo jeszcze nie czu艂a si臋 tak dziarsko, 偶eby tu zacz膮膰 robi膰 popis kankana. Cho膰 mog艂aby, dla takiego faceta mog艂aby zata艅czy膰 bez majtek.
By艂 chirurgiem, mia艂 za sob膮 epizod w marynarce i jeszcze do tego zrobi艂 z siebie ratownika. Efekt? Potrafi艂 spa膰 wsz臋dzie, o ka偶dej porze dnia i nocy. Co nie 艣wiadczy艂o jednak o tym, 偶e 艣pi膮c w karetce na szoferce, albo w gabinecie przy biurko, sen by艂 magicznym lekarstwem. Owszem, regenerowa艂 troch臋 organizm, ale b贸le w krzy偶u zdawa艂y si臋 coraz cz臋艣ciej o sobie przypomina膰.
- Mmmmm – mrukn膮艂 tylko przeci膮gle, kiedy co艣, a raczej kto艣 go obudzi艂 i pierwsze, co poczu艂, to sztywno艣膰 w karku, a pierwszym co zobaczy艂, by艂a twarz dziewczyny.
Odwi贸z艂 j膮 do mieszkania, ale nie odprowadzi艂 na g贸r臋. Wola艂 zachowa膰 zdrowy dystans, szczeg贸lnie 偶e nie wiedzia艂, czego spodziewa膰 si臋 po tak zaczepnej i wygadanej kobiecie. By艂a pobita, a i tak rzuca艂a mu aluzje, ba! obudzi艂a go tak, 偶e nie wiedzia艂 przez moment, jak si臋 zachowa膰! Doprawdy... by艂a dziwna. A na dodatek zostawi艂a przy po偶egnaniu swoje rzeczy wysypane z torebki w jego aucie i sam nie by艂 pewien, czy nie zrobi艂a tego celowo po tym, jak ju偶 oficjalnie jej zdradzi艂 swoje nazwisko. Niekt贸re kobiety tak robi艂y, w ko艅cu by艂 bogaty... Na prawd臋 nie by艂 pewien, czego sie po niej mo偶na spodziewa膰.
Kiedy wr贸ci艂a do swojego mieszkania, na prawd臋 na kilka dni si臋 tam zaszy艂a. Do rodzic贸w zadzwoni艂a nazajutrz rano, powiedzie膰, 偶e wr贸ci艂a sama i chyba si臋 czym艣 zatru艂a, wi臋c lepiej niech nie przyje偶d偶aj膮 na kontrol臋, co by nic nie pod艂apali. Pracowni臋 mia艂a na miejscu, wi臋c mog艂a pracowa膰 z domu i przesy艂a膰 skany, albo zdj臋cia dalej do oceny swojego zespo艂u - tak, by艂a za艂o偶ycielk膮 i g艂贸wnym pomys艂odawc膮, ale otacza艂a si臋 fachowcami, kt贸rzy j膮 wspierali. Nie by艂a zadufanym snobem, cho膰 media bardzo lubi艂y ja tak przedstawia膰, a ona... c贸偶, podsyca艂a ich jadowito艣膰, a potem zaskakiwa艂a. Lubi艂a bawi膰 si臋 i manipulowa膰 opini膮 publiczna, to by艂a taka 艣mieszna zabawka.
Dosz艂a do siebie szybko, by艂a m艂oda, jad艂a zdrowo i dba艂a o cia艂o. Niestety musia艂a podzi臋kowa膰 za pokaz, kt贸ry mia艂 odby膰 si臋 w tym tygodniu i poka藕ny zarobek przez to jej umkn膮艂, ale... czy tak na prawd臋 potrzebowa艂a wi臋cej kasy? Raczej nie, tylko poczu艂a si臋 ograniczona. Nienawidzi艂a tego, bo od zawsze d膮偶y艂a do swobody! Strach nie znikn膮艂, nawet za drzwiami penthouseu. Jedzenie zamawia艂a na dow贸z pod drzwi, cho膰 ju偶 po kilku dniach mia艂a do艣膰 siedzenia w zamkni臋ciu. David zapad艂 si臋 pod ziemie i jako艣 nie wydawa艂o si臋, by zn贸w mia艂 si臋 pokaza膰, szczeg贸lnie 偶e w starciu z nim nie okaza艂a l臋ku, ani innej s艂abo艣ci. Wysz艂a wi臋c na kr贸tki spacer, ubrana w zwyk艂膮 bia艂膮 koszule, jeansy, botki i gruby, d艂ugi p艂aszcz, 偶eby nie kusi膰 losu i nie 艣ci膮ga膰 specjalnej uwagi paparazzich. Pewnie i tak si臋 gdzie艣 czaili, ale obecnie na dzielnicy panowa艂 inny kryzys i awanturka, kt贸ra 艣ci膮ga艂a uwag臋 medi贸w, wi臋c mia艂a nadzieje, 偶e p贸jdzie po cynamonowe bu艂eczki i wr贸ci bez przy艂apania. I na prawd臋 by艂oby to do zrealizowania, ale pod samym budynkiem ju偶 gdy skr臋ca艂a do wej艣cia do jej budynku, zjawi艂 si臋 David.
- Co... - zacz臋艂a, nie poznaj膮c go od razu, bo by艂 w bluzie z g艂臋boko naci膮gni臋tym kapturem i czapk膮 z daszkiem nasuni臋t膮 na oczy. Zas艂oni艂 jej usta, szarpn膮艂 za ramie i poci膮gn膮艂 za sob膮 w zau艂ek obok. Taki gdzie z ekskluzywnej kamienicy segreguj膮 i wywo偶膮 艣mieci, wi臋c pasowa艂o tematycznie, David by艂 ludzkim odpadem.
Wyszarpn臋艂a si臋 i zanim zdo艂a艂a powstrzyma膰, ju偶 uderzy艂a go z otwartej d艂oni, a偶 mu 艂eb odskoczy艂.
- Nie dotykaj mnie! Wyno艣 si臋, masz zakaz zbli偶ania si臋, wariacie! - wrzasn臋艂a ile si艂 w p艂ucach, ale rozjuszony ch艂opak, widocznie na g艂odzie narkotykowym, patrzy艂 na ni膮 rozjuszonym i jakby nieobecnym wzrokiem. Popchn膮艂 j膮 na 艣cian臋, a偶 zakas艂a艂a, czuj膮c 偶e w p艂ucach jej si臋 chyba cos obluzowa艂o i zas艂oni艂a si臋 r臋koma, widz膮c jak podnosi na ni膮 r臋k臋.
Przez kilka dni wozi艂 w samochodzie 艂adowark臋, 偶eby j膮 odda膰 w艂a艣cicielce. Za ka偶dym razem, kiedy ju偶 do niej jecha艂, zwykle by艂 po dy偶urze i zauwa偶a艂, 偶e by艂 艣rodek nocy i nie wypada艂o budzi膰 Zurki. A偶 w ko艅cu trafi艂 pod doskonale zapami臋tany adres blisko dwudziestej. To by艂a jeszcze ca艂kiem ludzka godzina, wi臋c wy艂膮czy艂 silnik i pochyli艂 si臋, 偶eby odszuka膰 w schowku rzeczy Zurki. Wtedy jego wzrok pad艂 na scen臋, kt贸ra obudzi艂a w nim gniew. Gniew, kt贸ry stara艂 si臋 chowa膰 g艂臋boko w sobie, bo by艂 nieobliczalny i zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika艂o. Nie wiedzia艂 nawet kiedy wyskoczy艂 z samochodu, ale dobieg艂 do kobiety w chwili, kiedy pi臋艣膰 nieznajomego m臋偶czyzny by艂a ju偶 niepokoj膮co blisko jej cia艂a. Wykr臋ci艂 jego r臋k臋 z weso艂膮 艂atwo艣ci膮 i wcale nie przej膮艂 si臋 g艂o艣nym trzaskiem, kiedy bark napastnika opu艣ci艂 swoje prawid艂owe miejsce.
- Zr贸b to jeszcze raz, gnoju, to ci t臋 r臋k臋 amputuje - warkn膮艂 rzucaj膮c m臋偶czyzn膮 o 艣cian臋 budynku. To by艂 ten moment, kiedy William nie przypomina艂 s艂odkiego doktora, ale szale艅ca, kt贸ry zamykaj膮c oczy na nowo znajdowa艂 si臋 na polu bitwy.
Zuri by艂a dzielna i waleczna, ale zna艂a tez prawa fizyki i umia艂a oszacowa膰 przewag臋 przeciwnika. A um贸wmy si臋 - za du偶o to ona sie nie bi艂a. Ale potem, zanim oberwa艂a znowu, zadzia艂a si臋 szamotanina z udzia艂em doktorka, cho膰 nie s膮dzi艂a, 偶e go jeszcze kiedy艣 spotka (no poza uroczysto艣ciami jego rodziny, albo jej, bo pewnie elitka zaprasza si臋 nawzajem). Pami臋ta艂a o zagubionej 艂adowarce i perfumetce, ale to by艂y takie pierdo艂y, 偶e ju偶 nast臋pnego dnia zam贸wi艂a do mieszkania nowe i tyle.
Widz膮c jak znik膮d pojawia si臋 jej doktorek i po prostu niemal rozszarpuje Davida, a z ca艂ej jego postawy emanuje z niego taka w艣ciek艂o艣膰, jakby by艂 w stanie rozerwa膰 go na strz臋py, zadr偶a艂a. O Bo偶e... to nie by艂 ten milutki facet, kt贸rego podrywa艂a i peszy艂a, a on wydawa艂 si臋 nie zwraca膰 na ni膮 uwagi, to by艂... kurwa, nied藕wied藕 w szale. Zamieszanie przyci膮gn臋艂o uwag臋 z ulicy i w tym momencie Zuri wiedzia艂a, 偶e trzeba cieka膰. Podskoczy艂a do Willa, uj臋艂a go za podbr贸dek, aby skupi艂 na niej uwag臋 i z艂apa艂a drug膮 r臋k膮 mocno za rami臋.
- Nic mi nie jest - powiedzia艂a szybko, spogl膮daj膮c kontrolnie w jego jasne oczy, kt贸re by艂y tak pi臋kne... cholera, na prawd臋 cudowne. I poci膮gn臋艂a Willa za sob膮 g艂臋biej w uliczk臋, aby przedostali si臋 bocznym wej艣ciem na techniczna klatk臋 schodow膮 kamienicy. Gdy drzwi si臋 za nimi zamkn臋艂y, opar艂a si臋 plecami o 艣cian臋 i odetchn臋艂a g艂臋boko, dociskaj膮c d艂o艅 do piersi. Mia艂a wra偶enie, 偶e serce jej wyskoczy za sekund臋.
Pewnie gdyby kobieta go nie odci膮gn臋艂a, to jeszcze bardziej poturbowa艂by tego cz艂owieka. Ca艂e szcz臋艣cie, 偶e i jej si臋 nie oberwa艂o rykoszetem, bo William w szale m贸g艂by nie odr贸偶ni膰 Zurki od kolejnego potencjalnego napastnika. By艂 jednak na tyle przypomni, 偶e zostawi艂 le偶膮cego gnojka na ziemi, nawet nie zastanawiaj膮c si臋 nad tym, 偶eby w jakikolwiek spos贸b mu pom贸c. Na przyk艂ad nastawiaj膮c bark. C贸偶, mo偶e jak go troch臋 poboli to przemy艣li dwa razy, na kogo i gdzie podnosi r臋k臋. Da艂 si臋 prowadzi膰 kobiecie, chocia偶 kompletnie wypad艂o mu z g艂owy, po co w og贸le tutaj przyje偶d偶a艂.
- To ten 艣mie膰 zaatakowa艂 Ci臋 w kiblu? - zapyta艂 i mia艂 szczer膮 ch臋膰 wr贸ci膰 na zewn膮trz i jeszcze facetowi poprawi膰. No dobije go艣cia! Nawet podszed艂 do drzwi i grzmotn膮艂 w nie d艂oni膮 staraj膮c si臋 powstrzyma膰 samego siebie przed pope艂nieniem b艂臋du.
Patrz膮c na tak w艣ciek艂ego Williama, zacz臋艂a si臋 zastanawia膰, czy dobrze si臋 dzieje, 偶e jest z nim tutaj sama. Nie chodzi艂o o to, 偶e si臋 go boi, bo nie s膮dzi艂a, aby w szale m贸g艂 si臋 na niej wy偶y膰, ale jako艣... c贸偶, nie my艣la艂a o tym wcale chyba. Nie zna艂a ludzi, kt贸rzy prze偶yli tak trudne chwile, 偶e gdy napada ich furia, nic nie widz膮, tylko dzia艂aj膮, a wi臋c mog膮 skrzywdzi膰 kogo艣, kogo tak na prawd臋 nie chcieliby nigdy zrani膰. Ale jednak troch臋 si臋 ba艂a. Najpierw wystraszy艂 j膮 David, a teraz Will by艂 jak nie Will. A偶 si臋 wzdrygn臋艂a, gdy zawr贸ci艂 do drzwi i r膮bn膮艂 w nie tak, 偶e po metalowej konstrukcji rozni贸s艂 si臋 huk.
Nie odpowiedzia艂a, bo by艂o jej wstyd. Tak to ten sam ch艂opak. I tak, zna艂a go. I nie, wcze艣niej taki nie by艂, ale to jej wina, 偶e si臋 nie domy艣li艂a, jakim jest typem. Podesz艂a do Willa szybko i obj臋艂a go, wtulaj膮c si臋 w jego plecy. Troch臋 dr偶a艂a, ale to mo偶e nie z nerw贸w, a z zimna, mia艂a ca艂y czas rozpi臋ty p艂aszcz, wi臋c to chyba to... prawda? Odetchn臋艂a g艂臋boko i mocniej przycisn臋艂a r臋ce do cia艂a m臋偶czyzny, jakby chcia艂a go zatrzyma膰 w miejscu, 偶eby nie wybieg艂.
- Wszystko ci powiem, tylko prosz臋, uspok贸j si臋 - poprosi艂a cicho, czuj膮c 偶e na prawd臋 j膮 to przerasta i przera偶a. Mia艂a tylko dziewi臋tna艣cie lat, jakim cudem wci膮偶 babra艂a si臋 w takim g贸wnie!?
P贸j艣cie do wi臋zienia za zab贸jstwo nawet najwi臋kszego 艣miecia, nie wchodzi艂o w gr臋 i William wiedzia艂 o tym doskonale, naprawd臋 wiedzia艂. Ludzie jednak wiedzieli du偶o, a i tak pope艂niali b艂膮d za b艂臋dem. Na tym polega艂o 偶ycie. Dlatego musia艂 skupi膰 si臋 na czym艣 innym. A Zurka chyba nawet nie wiedzia艂a, 偶e doskonale mu w tym pomaga艂a. Odetchn膮艂 przeci膮gle, na kilka sekund zamykaj膮c oczy. Po kilku g艂臋bszych oddechach odwr贸ci艂 si臋 w ko艅cu i przytuli艂 kobiet臋.
- Przepraszam, nie chcia艂em ci臋 wystraszy膰 - powiedzia艂 cicho opieraj膮c g艂ow臋 na drzwiach, kt贸re od niego mocno dosta艂y. Mog艂o si臋 okaza膰, 偶e niewiele r贸偶ni艂 si臋 od tego pajaca z wybitym barkiem. Chocia偶 Harrison podskakiwa艂 tylko do tych, co chocia偶 troch臋 byli zbli偶eni wagowo...
- W porz膮dku... - mrukn臋艂a w jego koszulk臋, chyba troch臋 brudz膮c mu t-shirt b艂yszczykiem i odsun臋艂a si臋 odrobine, by spojrze膰 na m臋偶czyzn臋. - Chod藕, na 艣niadanie, kupi艂am cynamonowe bu艂eczki - zaproponowa艂a, w sumie mocno zaskoczona odkrywaj膮c 偶e w zgi臋ciu jej r臋ki wci膮偶 trzyma si臋 papierowa torebka z piekarni za rogiem, nawet je艣li r膮czki torebki mocno si臋 przesun臋艂y wy偶ej i teraz wbija艂y si臋 w jej r臋k臋.
Teraz nie by艂o jej do 艣miechu, ani nie mia艂a nastroju na 偶arty. I ju偶 nawet nie by艂o wa偶ne, dlaczego Will si臋 tu zjawi艂, dobrze, 偶e by艂 i mogli posiedzie膰 nawet w ciszy. Mia艂a nadziej臋, 偶e mo偶e zosta膰 cho膰 na chwil臋, bo nie chcia艂a by膰 sama. Z艂apa艂a go za r臋k臋 i poprowadzi艂a do mniejszej, bocznej windy. Wcisn臋艂a guzik na jedno z ostatnich pi臋ter i spogl膮da艂a na niego, nie puszczaj膮c d艂oni.
William ruszy艂 za kobiet膮 chocia偶 nie mia艂 nawet najmniejszej ochoty na 偶adne bu艂eczki, nawet jakby by艂y ze z艂ota. Wszed艂 do windy, 偶eby oddali膰 si臋 od nieznajomego i zminimalizowa膰 szanse, 偶e id膮c do swojego samochodu jeszcze mu poprawi. C贸偶, jad膮c na wezwanie do przemocy domowej te偶 by艂 wystawiony na pr贸b臋 cierpliwo艣ci, ale wtedy mia艂 jeszcze innych ratownik贸w, cz臋sto policj臋 i pacjent贸w, kt贸rymi trzeba by艂o si臋 zaj膮膰. Teraz by艂 tylko facet, kt贸remu nale偶a艂 si臋 ostry wpier... Ostre przypomnienie, 偶e na kobiety nie podnosi si臋 r臋ki.
- Nie patrz tak, nic powa偶nego mu nie zrobi艂em - odpar艂 po chwili, kiedy winda z ka偶dym kolejnym pi臋trem oddala艂a go od powrotu na d贸艂. Przesadzi艂. Wiedzia艂 o tym. Dlatego woln膮 r臋k膮 przesun膮艂 po twarzy i w艂osach wracaj膮c do r贸wnowagi psychicznej. Tylko jak pomy艣la艂, 偶e m贸g艂 przyjecha膰 kilka minut p贸藕niej...
Szczerze powiedziawszy tez nie by艂a g艂odna. Ale po prostu... c贸偶, wysz艂a z domu z zamiarem rozpocz臋cia dnia od 艣niadania i to by艂a ostatnia zwyczajna, normalna rzecz, jakiej si臋 trzyma艂a. Teraz i to 偶e David zn贸w si臋 pojawi艂 i 偶e w og贸le pod jej domem znalaz艂 si臋 Will, to by艂y tak absurdalne fakty, 偶e nie by艂a pewna, czy jej si臋 to nie wydaje. - On nie by艂 nawet tego wart - mrukn臋艂a, wzruszaj膮c ramionami i pu艣ci艂a r臋k臋 Willa, wychodz膮c do apartamentu, gdy dojechali na odpowiednie pi臋tro.
Will by艂 Harrisonem, wi臋c wiedzia艂, co to przepych i luksusy, a jednak zerkn臋艂a przez rami臋, 偶eby zobaczy膰 jego reakcj臋, gdy wszed艂 do 艣rodka. Rozerwa艂a r膮czki papierowej torebki oczepionej na jej ramieniu, bo inaczej by si臋 jej nie pozby艂a i rzuci艂a p艂aszcz na kremow膮 sof臋 w wielkim salonie. Buty zrzuci艂a zaraz za drzwiami, ale nie musia艂 艣ci膮ga膰 swoich, bo jej gosposia kt贸ra opiekowa艂a si臋 i apartamentem i czasami te偶 ni膮 (gotowa艂a, piek艂a, wymienia艂a zu偶yte rzeczy w kuchni na nowe i w 艂azience te偶) przychodzi艂a co dwa trzy dni i wszystko zawsze wygl膮da艂o nienagannie. Nie 偶eby Zuri by艂a mocno rozpieszczona i nie umia艂a sprz膮ta膰, bardziej nie mia艂a na to czasu i ochoty. I by艂a mimo wszystko wci膮偶 nastolatk膮, kt贸ra lubi szale膰. Poci膮gn臋艂a jeansy wy偶ej i skierowa艂a si臋 do kuchennej wyspy. Po艂o偶y艂a p膮czki na blacie i zamiast obej艣膰 ca艂y, wskoczy艂a na niego, aby z drugiej strony si臋gn膮膰 talerzyki. Zawis艂a na brzuchu na wyspie i spojrza艂a przez rami臋 na go艣cia.
- Chcesz mnie, kawy, czy whisky? - spyta艂a ca艂kiem niewinnie, ale w jej czach na powr贸t zaiskrzy艂y diabe艂ki. O tak, zdecydowanie nie pozwoli mu si臋 martwi膰 za d艂ugo. Zanim jednak odpowiedzia艂, wr贸ci艂a do niego, uprzednio zeskakuj膮c na posadzk臋 z lekko艣ci膮 (na prawd臋 du偶o lepiej si臋 czu艂a) i z艂apa艂a go za po艂y kurtki, ciagn膮膰 do siebie. - Musisz oddycha膰, wiesz? - przypomnia艂a z u艣miechem, widz膮c, 偶e wci膮偶 jest spi臋ty. Ona te偶 by艂a... ale lepiej to maskowa艂a.
Chcia艂 kawy. O tak. Cholernie chcia艂 kawy, kiedy us艂ysza艂 to s艂owo i nawet si臋na nim skupi艂 jak ton膮cy brzytwy. Gdyby nie mia艂 znowu przed oczami ty艂ka w obcis艂ych spodniach. Po co on tu w艂a艣ciwie przyjecha艂? Bo jaki艣 plan chyba mia艂, prawda? Mia艂 kisiel zamiast m贸zgu. Adrenalina wyparowa艂a i bezlito艣nie zabra艂a mu resztki jakiegokolwiek opanowania.
No w艂a艣nie, musia艂 oddycha膰. I wybra膰 czy chcia艂 bu艂eczki, kaw臋 i... Co to tam jeszcze by艂o w zestawie? William pochyli艂 si臋 wbijaj膮c si臋 w wargi kobiety, czego prawdopodobnie si臋 nie spodziewa艂a. Z艂apa艂 j膮 z 艂atwo艣ci膮 za biodra i posadzi艂 na blacie, nie odrywaj膮c si臋 od jej ust.
Wybra艂.
To zadziwiaj膮ce, 偶e by艂 to dopiero pocz膮tek.
[Samo nam si臋 napisa艂o :) prosze wybaczy膰 b艂臋dy, dziwnie pisa膰 na 4 r臋ce notk臋 :P]
Dobry lekarz musi mie膰 ogromne serce i szerok膮 aort臋, kt贸r膮 p艂ynie ca艂a rzeka wsp贸艂czucia i ludzkiej dobroci
William Harrison, 35 lat, EMT Paramedic
Tw贸j ulubiony bohater.
William ma starszego o trzy lata brata i m艂odsz膮 o jedena艣cie lat siostr臋. Chodzi艂 do super wypasionej szko艂y i ma super bogatych rodzic贸w. W sumie to wi臋cej szczeg贸艂贸w nie znam. Ale jest moim przyjacielem. Prawdziwym, nie takim, kt贸ry lubi mnie tylko dlatego, 偶e jestem jego pacjentem. To znaczy by艂em, p贸ki Will pracowa艂 w klinice. Powiedzia艂, 偶e oddaje mnie w dobre r臋ce i wyjecha艂 do Afganistanu z korpusem piechoty morskiej. Czy jako艣 tak. Nie by艂o go dwa lata, ale wr贸ci艂 i dalej mog臋 bra膰 z niego przyk艂ad. Tylko nie jestem jego pacjentem, bo teraz pracuje jako ratownik. No wi臋c je艣li kiedykolwiek przejedzie mnie autobus, to chcia艂bym, 偶eby to Will po mnie przyjecha艂 karetk膮. Bo jest najlepszy.
Wszyscy w szpitalu si臋 na niego w艣ciekali i mieli z nim urwanie tr膮by. Ma gdzie艣 zasady. I kiedy艣 b臋d臋 taki jak on. Odwa偶ny, silny i m膮dry. Musz臋 si臋 d艂ugo uczy膰, ale to nic. Je艣li Will da艂 rad臋 to ja te偶. M贸wi臋 „Will”, bo nie lubi, kiedy nazywa si臋 go „Willy”. Kiedy艣 powiedzia艂 ordynatorowi, 偶e je艣li jeszcze raz tak do niego powie, to w艂o偶y mu skalpel tam, gdzie noc nie dochodzi, ale nie za bardzo wiem, co mia艂 na my艣li.
Ostatnio spotka艂em Williama w szpitalnej kawiarni. Opowiada艂, 偶e sko艅czy艂 akademi臋 po偶arnicz膮, bo je艣li zabraknie stra偶ak贸w, to b臋dzie m贸g艂 jecha膰 karetk膮 te偶 do po偶aru. Fajnie! Teraz to ju偶 sam nie wiem czy zosta膰 lekarzem czy stra偶akiem. Bo 偶o艂nierzem to raczej nie chc臋 by膰. Kiedy Will wr贸ci艂 z tego tajemniczego wyjazdu, o kt贸rym nie chce rozmawia膰, by艂 jaki艣 niesw贸j. Ale to chyba wszystko jedno, nie? Wa偶ne, 偶eby pomaga膰 ludziom, nawet tym, kt贸rzy nie maj膮 pieni臋dzy.
Tylko… czasami mam wra偶enie, 偶e Will za du偶o pracuje. Powiedzia艂, 偶e zwi膮za艂 si臋 z prac膮. Ale przecie偶 nie mo偶na wzi膮膰 z ni膮 艣lubu, prawda? Czy mo偶na? Bo je艣li tak, to kiszka. Czasami, kiedy my艣li, 偶e nikt nie patrzy to jest taki smutny. Superbohater nie powinien by膰 smutny. Dlatego zostawi艂em w kawiarni kawa艂ek brownie i poprosi艂em pani膮 Helen, 偶eby przekaza艂a ciastko Williamowi, kiedy przyjdzie po kaw臋. Mama m贸wi, 偶e czekolada zawsze poprawia humor.
I to chyba b臋dzie na tyle. Poprosz臋 o najwy偶sz膮 ocen臋. Bo to te偶 poprawia humor, przynajmniej mojej mamie.
P.S. Mama poprawi艂a mi kilka b艂臋d贸w. Dzi臋kuj臋, Chris. 8 lat.
________________________________________________________
wizerunek - Matt Czuchry
cytat w tytule - Adam Kay
jeden z braci Amelki - nie mog艂am si臋 powstrzyma膰 :)
Pami臋taj, 偶e wszystko mo偶na zacz膮膰 od nowa. Jutro jest zawsze 艣wie偶e i wolne od b艂臋d贸w
AMELIA HARRISON || 24 LATA || PRACOWNICA SOTHEBY'S
204 – tyle ksi膮偶ek potrafi艂a czyta膰 w ci膮gu jednego roku;
167 – tyle miesi臋cy min臋艂o odk膮d pierwszy raz je藕dzi艂a konno;
144 – od tylu miesi臋cy wie, 偶e ma dusz臋 artystki, kt贸ra nie pasuje do wielkiego miasta;
101 – od tylu dni jest posiadaczk膮 w艂asnego konia;
72 – przez tyle miesi臋cy by艂a w zwi膮zku, co po planowaniu wesela utwierdzi艂o j膮 w przekonaniu, 偶e straci艂a wi臋ksz膮 cz臋艣膰 siebie;
60 – prawdopodobnie tyle razy k艂贸ci艂a si臋 ju偶 z ojcem, 偶e nie zamierza przejmowa膰 jego wielkiej firmy i nie chce jego pieni臋dzy;
48 – od tylu miesi臋cy opiekuje si臋 winnic膮, co j膮 uspokaja prawie tak samo, jak zapach pracowni;
36 – przez tyle miesi臋cy zajmowa艂a si臋 tematyk膮 ratownictwa;
12 – przez tyle miesi臋cy podr贸偶owa艂a z jednym plecakiem, szukaj膮c swojego miejsca na ziemi;
10 – od tylu miesi臋cy jej przyjaciel pozostaje w 艣pi膮czce;
9 – od tylu miesi臋cy szuka nowego zaj臋cia, jak na razie stan臋艂o na galerii sztuki;
8 – tyle tygodni mia艂a Lena w jej brzuchu, kiedy musia艂y si臋 po偶egna膰;
7 – od tylu tygodni walczy o odzyskanie wzroku, zaraz po tym jak jaki艣 wariat potr膮ci艂 j膮 na przej艣ciu dla pieszych;
4 – tyle znienawidzonych s艂贸w, pourazowa neuropatia nerwu wzrokowego;
2 – dok艂adnie tyle ma marze艅.
____________________________________________________________
Cytat w tytule - Lucy Maud Mongomery




