Wszystkie nazwy miejsc, imiona i nazwiska oraz wydarzenia zostały zmienione lub skrócone, po to by nie ucierpieli niewinni. Czyli ja.

HEJ, LUDZIE!
Moi drodzy, jak dobrze wiecie, ja nie gubię tropów. I to nie ja znikam, bo to Wy próbujecie uciec. Ale naprawdę myśleliście, że da się przede mną schować? Kiedy nagle kilka znajomych twarzy przestało pojawiać się w moim ukochanym, tętniącym życiem mieście, nie mogłam się powstrzymać. Trzeba było rozwiązać tę zagadkę. Parę szybkich telefonów, kilka dobrze ulokowanych banknotów w dłoniach tych, którzy widzą i wiedzą więcej, i voilà! Trop zaprowadził mnie na drugi koniec świata. A dokładnie? Seul, moi mili.
Miasto, gdzie dziewczyny pachną Le Labo, a chłopcy noszą Bottega Veneta i udają, że nie przejmują się niczym... dopóki nie wyciągniesz ich historii na światło dzienne. Przypadkiem wpadłam na parę znajomych twarzy, które najwyraźniej uznały, że Korea Południowa to idealne miejsce na małą ucieczkę od rzeczywistości. Słodkie, prawda? Szkoda, że nawet tutaj nie dadzą rady się ukryć.
Ale prawda jest taka, że Seul wciągnął również mnie. Te rooftop parties z widokiem na rzekę Han, szampan zaserwowany w najwyższym penthousie Lotte World Tower i sekrety, które kryją się pod jedwabiem od Chanel... Och, nie oszukujmy się, to miasto żyje dramatami, a ja nie mogłabym wymarzyć sobie lepszej sceny. Więc co teraz? Rozsiądźcie się wygodnie w swoich aksamitnych fotelach od Roche Bobois, weźcie łyk Cristal i przygotujcie się na podwójną dawkę skandali. Bo Plotkara nadaje z obu kontynentów.
Tęskniliście? Niepotrzebnie. Ja nigdy nie spuszczam Was z oczu.
Wasze e-maile
Czy to prawda, że porzuciłaś nas dla jakiegoś k-popowego boysbandu i teraz będziesz pisać wyłącznie o ich fryzurach i outfitach z lotniska?
Czy ja wyglądam na kogoś, kto porzuca swoje diamenty dla cyrkonii? Nowy Jork nadal jest moim ukochanym placem zabaw, ale Seul... Seul oferuje całkiem nowe atrakcje. I uwierz mi, tu się dzieje więcej niż w pierwszym rzędzie na paryskim Fashion Weeku. Więc jeśli boisz się, że zostawię was bez pikantnych plotek, możesz odetchnąć. Teraz macie ich podwójną dawkę.
Rozumiem, że ci się tam podoba, ale błagam, powiedz mi, że nie zamierzasz pisać o kimś, kto zarabia na życie robieniem serduszek do kamery?
Kochanie, czy ja kiedykolwiek zawiodłam Was pod względem wyboru dramatów? Kiedy Wy myślicie o fankach mdlejących na koncertach, ja widzę tajne układy, romanse warte filmowego scenariusza i spiski, które mogłyby zawstydzić... może nawet mnie samą? Więc nie martw się, nie będę pisać o ich serduszkach... chyba że będą łamane. A uwierz mi, będą.
Czyli co, teraz zamiast martini w Plazie sączysz soju na dachu w Gangnam? Czy to znaczy, że nasze cudowne skandale z Manhattanu są już za nudne dla ciebie?
Nudne? Kochanie, nic nie przebije Nowego Jorku, jeśli chodzi o smakowite dramaty. Ale czasami warto dodać do menu coś nowego. A uwierz mi, Seul serwuje nie tylko wykwintne dania, ale też drama de luxe, więc przygotujcie się, bo będziemy bawić się w dwóch miastach naraz! I tak się składa, że w obu znam wszystkie sekrety. A poza tym, ja nigdy niczego nie zamiast. Ja dodaję. W Nowym Jorku mam w ręce kieliszek Dom Pérignon, a w Seulu butelkę soju. A jeśli dobrze się przyjrzysz, zobaczysz, że towarzystwo przy moim stoliku jest równie interesujące. Na obu kontynentach.
Nowe miasto, nowe sekrety, ale zasady gry pozostają te same. Bo gdziekolwiek pojawi się odrobina luksusu i szczypta skandalu, tam zawsze znajdziecie mnie, gotową, by zdradzić Wam najpikantniejsze szczegóły. Więc rozsiądźcie się wygodnie, czy to w loży VIP w Nowym Jorku, czy przy rooftop barze w Seulu.
Bo show dopiero się zaczyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz